Zima i góry to pojęcia niemal nierozłączne. Zimowy wypoczynek dla większości z nas oznacza właśnie wyjazd w góry. Najpopularniejsze górskie schroniska przeżywają zimą oblężenie nie mniejsze niż latem. Żeby jednak do nich bezpiecznie dotrzeć, trzeba wiedzieć co i dlaczego trzeba ze sobą w góry zimą zabrać.
Zimowe góry nie wybaczają błędów – krótszy dzień, niskie temperatury, wiatr i oblodzone szlaki sprawiają, że nawet pozornie prosta trasa może szybko stać się wyzwaniem. Dlatego pytanie co zabrać w góry zimą nie jest jedynie kwestią wygody, ale przede wszystkim bezpieczeństwa. Dobrze skompletowany ekwipunek pozwala skupić się na wędrówce, a nie na walce z zimnem czy zmęczeniem. Niezależnie od tego, czy planujesz krótki spacer po beskidzkim szlaku, czy ambitniejsze wyjście w Tatry, zimowe warunki wymagają innego podejścia niż latem. W tym poradniku podpowiadamy, co zabrać w góry zimą, aby zwiększyć komfort marszu, ograniczyć ryzyko i w pełni cieszyć się zimową turystyką górską – bez względu na to, jaki kierunek wybierasz tym razem.
Punktem wyjścia do rozważań na temat wyposażenia musi być określenie celu naszej wędrówki. Góry – nawet jeśli ograniczymy się do tych pasm, które znajdują się w granicach naszego kraju – mocno się między sobą różnią. Ich odmienny charakter wpływa mocno na rodzaj i liczbę potencjalnych zagrożeń. Wybierając się na spotkanie z łagodnymi wzniesieniami Beskidu Niskiego nie musimy zabierać ze sobą sprzętu, który będzie niezbędny w Tatrach. Jeśli natomiast nasze ambicje wykraczają poza granice Polski i sięgają szczytów o większej wysokości, to sprzęt przygotowany do wyjść w Tatry z pewnością wymagał będzie uzupełnienia.
Planowanie zimowej eksploracji górskich szlaków warto poprzedzić dokładnym researchem. Choćby dlatego, że nie każdą trasę, którą zrobiliśmy latem, możemy powtórzyć w warunkach zimowych. Powszechną praktyką jest bowiem zamykanie odcinków szlaków, które o tej porze roku mogłyby być zbyt niebezpieczne. W Polsce dotyczy to pojedynczych fragmentów, ale nasi słowaccy sąsiedzi załatwili problem kompleksowo. W okresie od 01.11 do 15.06 zakazali wstępu na wszystkie szlaki prowadzące powyżej czynnych w tym okresie tatrzańskich schronisk. Przed wyjściem w góry, warto odwiedzić na przykład stronę parku narodowego, w granicach którego zamierzamy wędrować. Jedne szlaki są bowiem zamykane standardowo, co roku (np. Perć Akademików w masywie Babiej Góry) a inne w wyniku aktualnych warunków pogodowych.
Przeczytaj też:

Góry zimą są niesamowicie piękne. Są też niestety bardziej niż zwykle niebezpieczne. Czego jednak konkretnie powinniśmy się obawiać? Pierwszą kwestią, która nieodłącznie kojarzy się z zimą, są niskie temperatury. Będą na dodatek spadać wraz z rosnącą wysokością – od 0,6°C do 1°C co każde 100 m. Jeśli więc marzniemy już na starcie szlaku, to u góry na pewno nie będzie nam cieplej. Zdarza się co prawda tzw. inwersja, czyli zjawisko, które niemal dosłownie stawia sprawy na głowie, ale to sytuacja wyjątkowa. Na pewno nie można na to liczyć pakując się na wyjście.
Z punktu widzenia turysty wędrującego zimą po górach większe znaczenie niż wartość wskazywana przez termometr ma tzw. temperatura odczuwalna. Największy na nią wpływ ma wiatr, a w górach wieje znacznie bardziej niż na nizinach. Dobitnie świadczą rankingi najbardziej wietrznych miejsc na świecie i w Polsce. U nas na pierwszym miejscu jest Śnieżka, ale inne wybitne wierzchołki też plasują się wysoko. Do Królowej Karkonoszy należy zresztą kilka rekordów, w tym najwyższa miesięczna średnia prędkość wiatru zanotowana w naszym kraju. W styczniu 1993 roku wyniosła ona 88 km/h.
Przeczytaj też:

Sporym utrudnieniem dla turystów przemierzających szlaki jest oczywiście śnieg. Jeśli zmuszeni jesteśmy pokonywać nieprzetarty szlak, obliczenia oparte na informacjach z turystycznych drogowskazów wezmą w łeb. Wędrówka będzie trwać dłużej, i będzie kosztować nas sporo sił. Złe oszacowanie potrzebnego na przejście wybranej trasy czasu może generować kolejne problemy. Padający śnieg może przykryć oznaczenia szlaku oraz ślady, co z kolei może utrudnić nawigację. Nie każdy potrafi się w takiej sytuacji odnaleźć, a błądzenie zimą obarczone jest większym ryzykiem niż zboczenie z trasy latem.
Wymieniając zimowe zagrożenia w górach nie można pominąć lawin. Choć największe niebezpieczeństwo z nimi związane występuje w Tatrach, to lawiny zdarzają się regularnie także w Karkonoszach (to tam miała miejsce najtragiczniejsza lawina w Polsce – w 1968 roku pod zwałami śniegu zginęło 19 osób), masywie Babiej Góry czy w Bieszczadach. Lawiny mogą powstawać wszędzie tam, gdzie jest wystarczająco dużo śniegu i odpowiednio stromy stok.
Przeczytaj też:
Lawinowe ABC
Zanim przejdziemy do konkretów, warto doprecyzować jedno: pytanie co zabrać w góry zimą nie ma jednej, uniwersalnej odpowiedzi. Wszystko zależy od rodzaju aktywności, terenu i warunków, w jakich planujemy się poruszać.
Inaczej wygląda lista rzeczy, gdy celem jest spokojny spacer w dolinie lub krótka trasa w niższych górach, a inaczej wtedy, gdy mówimy o pełnoprawnej turystyce zimowej. Na łatwe, uczęszczane szlaki nie trzeba od razu pakować lawinowego ABC – sondy, łopaty czy plecaka lawinowego, bo ten sprzęt zimowy w góry ma sens wyłącznie w terenach realnie zagrożonych lawinami i przy odpowiednich umiejętnościach.
Plecaki turystyczne
Jednocześnie nawet prosta zimowa wycieczka wymaga solidnego przygotowania. Gdy temperatury spadają poniżej zera, dzień jest krótki, a szlak bywa oblodzony, pytanie co zabrać w góry zimą staje się kluczowe dla bezpieczeństwa. Dlatego są rzeczy, które zawsze powinny znaleźć się w plecaku, niezależnie od tego, czy zastanawiasz się co spakować w góry zimą na krótki wypad, czy planujesz bardziej ambitny wyjazd w góry zimą.
Termosy na napoje
Lista rzeczy, które trzeba zabrać zimą w góry to przede wszystkim – ale nie tylko – odpowiednie ubranie. Na naszym blogu znajdziecie sporo artykułów poświęconych zarówno całemu zagadnieniu jak i wyjaśniających różne zawiłości związane z każdą z części garderoby. Ograniczmy się więc do podstaw.
Idąc zimą w góry trzeba zabrać (niekoniecznie od razu założyć) zestaw umożliwiający skonstruowanie systemu warstwowego, czyli ubranie się “na cebulkę”. Jednym z bardzo częstych błędów jest ubranie się w to co w danej chwili jest wystarczające i nie włożenie do plecaka pozostałych warstw. Dlatego, nawet jeśli większość wycieczki spędzą w plecaku, trzeba mieć ze sobą wszystkie elementy zimowej garderoby.
Przeczytaj też:
Jej głównym zadaniem jest odprowadzanie wilgoci z powierzchni skóry. Najlepiej w tej roli sprawdzają się ubrania z wełny merino oraz tkanin syntetycznych – zimą powinny być nieco grubsze niż te używane latem. Należy za wszelką cenę unikać bawełny, która magazynuje wilgoć, a mokre ubranie zimą to pierwszy krok do hipotermii.
Przeglądaj bieliznę termoaktywną
Przeczytaj też:
Ta warstwa ma magazynować ogrzane przez nasze ciało powietrze. Lepiej sprawdza się w tej roli odzież dobrze dopasowana do sylwetki i oddychająca – wszelkiego rodzaju polary (czyli fleece) i stretche. Może to być też sweter puchowy, choć przy intensywnym wysiłku to nienajlepszy wybór. Z dużą ilością wilgoci lepiej poradzi sobie ocieplina syntetyczna niż naturalna, jak puch czy nawet wełna.
Przeglądaj kurtki puchowe
Przeczytaj też:

Chroni przed wiatrem i opadami. Najczęściej wybierzemy odzież hardshellową, czyli z wodoszczelną membraną, na przykład Gore-Tex. Na zimowy szlak warto zabrać nie tylko kurtkę, ale i membranowe spodnie. Zarówno kurtka, jak i spodnie muszą być nieco obszerniejsze niż ich letnie odpowiedniki. Latem nie ubieramy pod nie tylu warstw co zimą. Zbyt obcisła kurtka będzie krępować ruchy i kompresować założoną pod spód izolację, obniżając nieco jej sprawność.
Przeglądaj kurtki z membraną GORE-TEX
Przeczytaj też:
Hardshell oczywiście należy zawsze wkładać do plecaka, bo pogoda w górach rządzi się swoimi prawami i nawet najbardziej optymistyczne prognozy trzeba traktować z rezerwą. Dość często jednak warunki pozwalają na to, żeby go nie zakładać. Jeśli nie pada deszcz ani śnieg, nieprzemakalna warstwa nie jest konieczna. Skuteczną ochronę przed wiatrem może wówczas zapewnić lżejszy softshell. Zaletą takiej odzieży jest też znacząco lepsza oddychalność. Sprawdza się zatem podczas intensywnego wysiłku fizycznego – treningu biegowego czy podejścia na skiturach. Są produkty łączące zalety softshella i hardshella – kurtki i bluzy softshellowe z membraną. Jednak ich nieprzemakalność jest na niższym poziomie niż w najlepszych hardshellach.
Przeczytaj też:
Żeby nie marznąć, idąc zimą w góry trzeba zabrać ze sobą jednak znacznie więcej niż spodnie, bluzy i kurtki. Co więcej, wszystkie te dodatki mają zasadnicze znaczenie dla tego jak będziemy odczuwać temperaturę. Nawet najgrubsza puchówka nie da komfortu termicznego, kiedy będą nam z zimna sztywnieć dłonie czy stopy.
Niechlubny lider na liście najbardziej wyśmiewanych prezentów świątecznych to oczywiście grube, zimowe skarpety. Wystarczy jednak przeżyć jedną wędrówkę (czego wam nie życzymy) w nieodpowiednim obuwiu i zbyt cienkich skarpetkach, żeby je docenić. Skarpety, które nadają się do tego, żeby zabrać je zimą w góry, nie mogą być po prostu grube. Muszą zapewniać amortyzację i odprowadzanie wilgoci. Trzeba też mieć obuwie, które pozwoli na założenie grubszych skarpet bez uciskania stopy. W przeciwnym razie zysk z cieplejszych skarpet będzie iluzoryczny.
Przeczytaj też:

Nikt przy zdrowych zmysłach nie wyobraża sobie chyba zimowych aktywności bez dobrych rękawic. Dłonie, które podobnie jak stopy, zajmują peryferyjną pozycję w strukturze organizmu, bardzo szybko się z tego powodu wychładzają. W przypadku rękawic jednak rzecz jest nieco bardziej skomplikowana niż w przypadku skarpet. Wybór najcieplejszych rękawic – łapawic – oznacza duży komfort termiczny, ale też mniejszą precyzję ruchów. Z kolei klasyczne, pięciopalczaste modele, w których daje się swobodnie operować sprzętem, mogą nie zapewnić wystarczającej ochrony przed zimnem, gdy chwyci mróz. Wybór optymalnego rozwiązania nie jest więc taki prosty. Niegłupim pomysłem jest więc zabrać zimą w góry dwie pary rękawic. Jedne umożliwiające wykonywanie koniecznych czynności, a drugie gwarantujące komfort termiczny.
Przeczytaj też:
Sporą ilość ciepła tracimy też przez głowę. Idąc w góry zimą, trzeba więc rzecz jasna zabrać coś, co ją osłoni. Bezsprzecznie przyda się ciepła czapka, a kaptur (w który choć jedna z warstw ubrań powinna być wyposażona) potraktujmy jako dodatek. Warto zastanowić się także nad zabraniem ze sobą dodatkowego wsparcia w postaci kominiarki lub chusty, albo komina. Pozwolą one osłonić twarz i szyję, które są narażone na nieprzyjemne podmuchy lodowatego wiatru.
Wiele osób zastanawia się czy zimą sprawdzą się buty, które zdawały egzamin przez resztę roku. Odpowiedź w dużej mierze zależy od typu gór, które zamierzacie odwiedzić. Jeśli wybieracie się na łatwe szlaki w górach typu beskidzkiego, gdzie nie ma konieczności korzystania z raków, nie muszą to być modele wysokogórskie. Powinny być wysokie (do niskiego będzie wsypywał się śnieg) i mieć zapewniającą przyczepność na śniegu podeszwę z wyraźnym, dość głębokim bieżnikiem. Ważne też żeby dało się na nie założyć raczki, choć prawdę mówiąc mało jest modeli, które na to nie pozwalają. Muszą też pozwalać na ubranie nieco grubszej skarpety, a to wymaga nieco więcej przestrzeni wewnątrz buta. Dodatkowe pół albo jedna trzecia rozmiaru zwykle rozwiązują problem. Na pewno na plus trzeba zaliczyć, jeśli buty są wyposażone w membranę, chociaż wcale nie jest to absolutnie konieczne.
Raki półautomatyczne
Co zabrać w góry zimą, jeśli myślimy o pokonywaniu bardziej ambitnych tras? W takiej sytuacji miejsca na kompromisy jest znacznie mniej. Najważniejszą kwestią jest możliwość współpracy z rakami. Buty, w których chcemy odwiedzić Tatry czy Alpy muszą mieć odpowiednio sztywną podeszwę. Na wędrówki po najwyższych górach w Polsce zwykle wystarczają takie, które są kompatybilne z najprostszymi rakami – koszykowymi. W przypadku bardziej zaawansowanych form aktywności albo wyjść w wyższe niż Tatry góry, należy celować w buty przystosowane do współpracy z rakami półautomatycznymi lub automatycznymi, czyli pełnoprawne obuwie wysokogórskie.

Pozostaje jeszcze kwestia wyjątkowo niskich temperatur, które w wyższych partiach gór nie są w zimie niczym nadzwyczajnym. W takiej sytuacji rozwiązaniem wartym rozważenia będzie zakup butów wyposażonych w ocieplinę albo wręcz specjalistycznego modelu, posiadającego osobny, ciepły, wewnętrzny botek.
Przeczytaj też:
Chociaż stuptuty nie są sprzętem wyłącznie zimowym, korzystamy z nich powszechnie właśnie o tej porze roku. Służą nie tylko do tego, żeby zabezpieczyć buty przed wsypywaniem się do nich od góry śniegu. Jeśli są wykonane z nieprzemakalnego materiału, będą chronić nogawki spodni przed przemoczeniem. Mogą też chronić nogawki spodni przed zniszczeniem na skutek chociażby przypadkowego kontaktu z zębami raków.
Przeczytaj też:
Chociaż niektórzy producenci chwalą się butami wyposażonymi w podeszwy ze specjalnych – zimowych mieszanek gum, na śliskiej nawierzchni nic nie zastąpi ostrych zębów, w jakie wyposażone są raki i raczki. Taki sprzęt warto zawsze zabierać ze sobą w góry zimą. Raki i raczki, chociaż spełniają w gruncie rzeczy tę samą rolę, nie mogą być traktowane zamiennie. Pierwsze przeznaczone są do użytku w trudniejszym terenie oraz do bardziej zaawansowanych aktywności górskich. Drugie, wygodne w transporcie i łatwe do zakładania, nadają się wyłącznie na łatwe szlaki. Spacer po oblodzonych alejkach w parku, albo wycieczka do schroniska w Beskidach? Tu warto zabrać ze sobą raczki. Trekking w Tatrach lub jakichś jeszcze wyższych górach? Tutaj z pewnością niezbędne będą raki!
Raki
Przeczytaj też:

Jeszcze kilkanaście lat temu nie były powszechnym widokiem na szlakach, ale ich popularność dość gwałtownie wzrosła. Nic w tym dziwnego! Kije trekkingowe ułatwiają poruszanie się w trudnym terenie, a dodatkowo odciążają nasze nogi. Zimą są oczywiście potrzebne nawet bardziej niż latem. Para dodatkowych “kończyn” ułatwia pokonywanie zasypanych śniegiem tras. Zapewnią też stabilność na śliskiej nawierzchni. W zimowej wersji bardzo poprawia ich przydatność założenie talerzyków, dzięki którym kije nie będą wbijały się głęboko w śnieg.
Kije trekkingowe
Przeczytaj też:

Kije trekkingowe
Mogłoby się wydawać, że czekan pełni podobną rolę co kije – zapewnia wszak zimą dodatkowy punkt oparcia. Jednak czy z tych dwóch rozwiązań można korzystać zamiennie? Otóż oczywiście nie! Kije sprawdzają się tylko na łatwiejszych trasach. Na stromych podejściach i eksponowanych graniach jedynym rozsądnym wyborem jest właśnie czekan. W takim terenie jest zdecydowanie bardziej poręczny, a oprócz tego pełni jeszcze jedną, bardzo ważną rolę. W sytuacji awaryjnej, gdy zaczynamy się zsuwać, możemy go wykorzystać jako hamulec. Wyjście w Tatry lub podobne góry, z kijkami zamiast czekana, oznacza pozbawienie się takiej możliwości, a to – mówiąc delikatnie – nierozsądne. Równie niemądre byłoby też wybranie się na taką wycieczkę bez solidnego przećwiczenia manewru hamowania. To na szczęście stały element każdego kursu turystyki zimowej czy lawinowego. Przed pierwszą zimową wycieczką w poważne góry z pewnością warto się na taki kurs wybrać.
Czekany turystyczne
Czekan ma jeszcze inne zalety. Można z jego pomocą, wykuć w lodzie stopień, który umożliwi pokonanie kolejnej przeszkody, albo użyć jako kotwicy dla plecaka na stromym stoku. Na co trzeba zwracać uwagę przy zakupie takiego sprzętu? Na pewno trzeba starannie dobrać jego długość. Warto też pomyśleć o tym, czy nie zechcecie go wykorzystywać choćby do wycieczek skiturowych. Czekany przeznaczone do turystyki narciarskiej różnią się bowiem nieco od tych dla piechurów.
Przeczytaj też:

Jeśli wybieracie się w miejsca, gdzie występuje zagrożenie lawinowe, absolutnie obowiązkowym wyposażeniem jest lawinowe ABC – detektor, sonda i łopata. Taki zestaw daje szansę na dotarcie do osób znajdujących się pod zwałami śniegu, ale nie wystarczy po prostu zabrać go ze sobą zimą w góry. Trzeba nie tylko odbyć rzetelny kurs lawinowy, ale stale odświeżać wiedzę i umiejętności. Korzystanie z detektora trenują regularnie zawodowi ratownicy, tym bardziej więc powinni to robić – nawet zaawansowani – turyści bywający w górach co jakiś czas.
Przeczytaj też:

Lawinowe ABC, w przypadku aktywności prowadzonych na terenie zagrożonym tym zjawiskiem, to absolutne minimum. Co zabrać w góry zimą, gdy chcemy podnieść poziom naszego bezpieczeństwa? By zwiększyć szansę na przeżycie konfrontacji z żywiołem, wymyślono plecaki lawinowe. Pomysł, z którego korzystają przede wszystkim narciarze, polega na umieszczeniu w plecaku poduszki powietrznej, która ma utrzymać użytkownika na powierzchni pędzących mas śniegu. Nie wymyślono jednak na razie plecaków, które automatycznie reagują na lawinę i oczywiście mechanizm napełniający balon trzeba uruchomić. I znów, jak mantrę, powtórzymy – to umiejętność, którą trzeba ćwiczyć. Plecak lawinowy ma szansę nas uratować, tylko jeśli zostanie w odpowiednim momencie uruchomiony.
Przeczytaj też:

Zimowa wycieczka w góry wymaga zabrania ze sobą również kilku dodatkowych akcesoriów. Część z nich naturalnie jest przydatna przez cały rok, ale zimą, przez surowsze i trudniejsze warunki, są szczególnie istotne.
W górach raczej nie możemy liczyć na to, że pomoc zjawi się tak samo szybko, jak w mieście. Nawet najsprawniejsi ratownicy nie dotrą do was w razie konieczności w ciągu kilkunastu minut. Pokonanie nawet pozornie niewielkiego dystansu może być wielokrotnie bardziej skomplikowane i czasochłonne niż latem. Dlatego – na wszelki wypadek – powinniśmy zawsze mieć ze sobą apteczkę. Możecie zaopatrzyć się w gotową, wypełnioną podstawowymi produktami. Doświadczeni turyści najczęściej wzbogacają taki zestaw o różne elementy zależne od celu i charakteru wyprawy. Ważne też, żeby znalazły się w niej wszystkie osobiste leki.
Przeczytaj też:

Zimą, gdy dzień jest krótszy, prawdopodobieństwo, że będzie potrzebna, jest znacznie większe niż latem. Warunki panujące o tej porze roku są jednak pewnym wyzwaniem? Trzeba bowiem pamiętać, że baterie niezbyt dobrze znoszą niskie temperatury. Czołówkę powinno się nosić nie w wierzchniej kieszeni plecaka albo kurtki membranowej. Schowanie jej jak najbliżej ciała, utrzyma znacznie dłużej stan naładowania. Jeśli natomiast spodziewacie się solidnego mrozu, warto pomyśleć o drugiej, zapasowej. Nawet jeśli macie czołówkę, w której wymienia się baterie, zrobienie tego po ciemku, na mrozie, w rękawicach bywa niewykonalne. Stokroć łatwiej jest w razie konieczności wyjąć drugą zza pazuchy.
Przeglądaj latarki czołowe
Tak samo jak w przypadku czołówek na niskie temperatury będą reagować baterie w naszych telefonach. Na dodatek w górach zasięg telefonii komórkowej jest zwykle znacznie słabszy niż w centrum miasta, co przyspiesza wyładowywanie baterii. Nie chodzi o to, żeby móc nakręcić film czy zrobić zdjęcie i podzielić się nim ze znajomymi. W razie jakichkolwiek kłopotów, działający telefon jest czasem jedynym sposobem na wezwanie pomocy. Wyładowany na wiele się nie przyda. Branie ze sobą małego powerbanka (i kabla!) to dobry nawyk.

Na krótkie wycieczki najlepszym rozwiązaniem będą niewielkie przekąski. Kanapki przyrządzone przed wyjściem, batony energetyczne, nieśmiertelna czekolada albo orzechy. Niezbyt dobrze sprawdzają się na przykład niektóre żele energetyczne. Jeśli nie chronimy ich dobrze przed mrozem, mogą stwardnieć i trudno będzie wówczas z nich skorzystać.
O tym, by zabrać w góry coś do jedzenia i coś do picia pamiętać należy przez cały rok. W warunkach zimowych, zapotrzebowanie organizmu na energię jednak wzrasta. Dobrze jest zatem pomyśleć o czymś, co zapewni adekwatną do wysiłku liczbę kalorii. Najlepiej też zapewnić sobie możliwość zjedzenia czegoś ciepłego, bo to odpowiednio wzmocni organizm. To może okazać się niełatwe. Nie zawsze jesteśmy w stanie tak zaplanować trasę, by w porze obiadowej wylądować w schroniskowym bufecie. W takiej sytuacji idealnie sprawdzają się termosy obiadowe. Pozwalają delektować się ciepłymi, domowymi potrawami, niezależnie od miejsca, w którym się znajdujemy. Oczywistą alternatywą są kuchenki turystyczne, wybierane zwłaszcza przez wędrowców preferujących dłuższe dystanse i miłośników biwakowania. Przygotowywanie obiadów na mrozie to jednak nieco trudniejsze zadanie, niż kiedy robi się to latem.
Termosy na napoje
Zupełną oczywistością wydaje się gorąca herbata. Są tacy, którzy w ogóle nie wyobrażają sobie wyjścia bez niej na szlak, niezależnie od pory roku. O ile macie taką możliwość (w schronisku albo w domu), koniecznie zahartujcie termos przed wlaniem do niego herbaty. Wystarczy zalać go na kilka minut wrzątkiem, żeby znacząco wydłużyć czas, przez który płyn później w nim umieszczony będzie trzymał temperaturę.
Przeczytaj też:

Przeczytaj też:
Strona wykorzystuje pliki cookies w celach wyłącznie statystycznych. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były instalowane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na wykorzystanie plików cookies. Dowiedz się więcej.