14.10.2019

Plecak Gregory Deva 60 – test podczas Fjallraven Classic Sweden

Trudno wyobrazić sobie jakikolwiek trekking bez plecaka. A gdy ma się w planach przejście dłuższej trasy, nie powinno być miejsca na kompromisy. Co jak co, ale plecak nie może zawieść. Ja zdecydowałam się na model Gregory Deva 60.

Gdzie sprawdzić nowy zakup? Idealnie, gdy jest w swoim naturalnym środowisku. A skoro to model większy, wręcz wyprawowy, to najlepiej w trakcie kilkudniowej wędrówki, gdy cały „dobytek” trzeba nieść na własnych barkach. Plecak Gregory Deva 60 – test przechodził podczas imprezy, która każdego roku przyciąga fanów trekkingu i surowej, skandynawskiej przyrody. Mowa o Fjallraven Classic Sweden.

Fjallraven Classic Sweden
Fjallraven Classic Sweden to coroczna impreza, która przyciąga do Skandynawii rzesze miłośników trekkingu. (fot. archiwum autorki)

Fjallraven Classic Sweden – co to za impreza?

Nasze plany na tegoroczne wakacje zakładały wyprawę do Skandynawii, a mianowicie udział we Fjallraven Classic Sweden. Jest to coroczna impreza trekkingowa organizowana przez skandynawskiego producenta sprzętu i odzieży outdoorowej.

Fjallraven Classic Sweden – przebieg trasy

Ponad 110-kilometrowa trasa przebiega częściowo przez Kungsleden czyli jednym z najpiękniejszych szlaków długodystansowych w Europie, o ile nie na świecie. Zaczyna się w Nikkaluokta w pobliżu Kiruny a kończy w Abisko. Trasa prowadzi rozległymi polodowcowymi dolinami, wspinając się powoli do przełęczy Tjäktja (1140 m n.p.m.). Potem schodzi w dół w kierunku Parku Narodowego Abisko.

Fjallraven Classic  Sweden
Fjallraven Classic Sweden – najwyższy punkt na trasie położony jest na wysokości 1140 m n.p.m. (fot. archiwum autorki)

Fjallraven Classic Sweden – warunki

Organizator zapewnia liofilizaty i gaz, które można pobrać na początku wycieczki oraz uzupełnić w dwóch punktach po drodze. Na start w Nikkaloukta dowozi uczestników autokar. Około 2000 osób podzielonych zostaje na 9 grup startowych, rozpoczynających trekking przez 3 kolejne dni. Wydaje się to dużą liczbą, jednak rozległe krajobrazy północnej Szwecji pozwalają poczuć się tak, jakby się było sam na sam z naturą.

Każdy z uczestników wędruje własnym tempem, rozbija namiot w wybranym przez siebie miejscu. Cały trekking zajmuje zazwyczaj 4–6 dni. Po drodze należy zameldować się w kilku punktach kontrolnych, gdzie wolontariusze częstują kawą czy przekąską. Co dzień lub dwa mija się na trasie schroniska bądź stacje turystyczne. Można tam uzupełnić zapasy słodyczy czy skorzystać z sauny – jednak zgodnie z zasadami Fjallraven Classic, wszystkie noclegi powinny odbywać się we własnych namiotach.

Trudności technicznych nie ma, choć szlak nie jest udeptaną, płaską trasą. Ścieżka to kamienie, większe ilości kamieni oraz drewniane kładki prowadzące przez tereny podmokłe.

Wczytuję galerię

Prawdziwym wyzwaniem zazwyczaj jest pogoda, która wie jak przetestować wytrwałość oraz umiejętności uczestników. Silne wiatry i deszcze potrafią zmęczyć nawet najbardziej doświadczonych turystów. Jako, że wędrówka prowadzi przez otwarte tereny tundry lub gołoborza (jedynie przez początkowy oraz ostatni odcinek towarzyszą nam lasy brzozowe charakterystyczne dla południowej tajgi), nie ma możliwości skrycia się przed wiatrem, deszczem czy ewentualnym śniegiem. Przerwanie trekkingu wiąże się z ewakuacją helikopterem do punktu końcowego lub początkowego.

Jaki plecak na Fjallraven Classic Sweden?

Taka oto wycieczka została zaplanowana przez nas na sierpień 2019 roku. Trudność polegała na tym, że zamierzaliśmy przejść trasę z naszym synem, 6-latkiem. Oznaczało to dodatkowy bagaż (ubrania, jedzenie, mata, śpiwór), tempo dostosowane do możliwości Jasia oraz konieczność poradzenia sobie z monotonią marszu dzień po dniu. Chyba każdy rodzic wie, jak trudno malucha zmotywować do przemierzania kolejnych kilometrów w takich warunkach.

Dla mnie plan ten oznaczał także konieczność znalezienia nowego plecaka, bo stary zaczynał już puszczać w szwach. Do zasadniczych wymogów należały:

  • objętość 60 l +;
  • wygodny system nośny;
  • jak najniższa waga (ale nie kosztem komfortowego systemu nośnego i dostępu do ekwipunku);
  • pokrowiec przeciwdeszczowy.

Plecak Gregory Deva 60
Plecak Gregory Deva 60 – test podczas Fjallraven Classic Sweden. (fot. archiwum autorki)

Plecak Gregory Deva 60 – pierwsze wrażenia

Po kilku przymiarkach i przewertowaniu „internetów” od początku do końca (kilka razy), zdecydowałam się na plecak Gregory Deva 60. Dla moich 170 cm wzrostu optymalny okazał się rozmiar M, ważący ok 2,3 kg.

Przyzwyczajona do tradycyjnych plecaków wyprawowych o wąskim korpusie, początkowo nie byłam pewna czy Gregory to dobry pomysł. Plecak wydaje się dość przysadzisty, dzięki dodatkowym obszernym kieszeniom umieszczonym na zewnątrz. Czy moje obawy były uzasadnione? Wszelkie niedoskonałości na pewno wyjdą w trakcie wędrówki.

Plecak Gregory Deva 60 – test podczas Fjallraven Classic Sweden

Podczas Fjallraven Classic Sweden wspomniane rozwiązanie okazało się bardzo użyteczne. Podobnie było z odpinanym zewnętrznym panelem, pozwalającym na łatwy dostęp do wnętrza plecaka (a nie tylko tradycyjnie: od góry i dołu). Warto również dodać, że główna komora może zostać przedzielona na dwie części. Jest też możliwość odczepienia materiału, który ją rozdziela. Co komu pasuje!

plecak Gregory Deva 60 oceny
W plecaku Gregory Deva 60 zmieścił się kilkudniowy ekwipunek sześciolatka i jego mamy. (fot. archiwum autorki)

Komin, klapa, troki…

Komin plecaka jest stosunkowo niewielki, tak naprawdę stanowi raczej kołnierz umożliwiający upchnięcie kilku dodatkowych rzeczy. Jest to spora różnica w stosunku do niektórych używanych przeze mnie wcześniej plecaków UL, gdzie ten element potrafił mieć kilkadziesiąt cm wysokości. Klapa plecaka mocowana jest trzema trokami od strony pleców i zapinana na dwie taśmy, może zostać całkowicie odpięta. Wszystkie troki i klamry zakończone są pętelkami z taśmy lub repa. Możliwe jest uchwycenie ich nawet w grubych rękawicach.

Co się mieści w plecaku Gregory Deva 60

Spakowany plecak bez wody ważył 14,7 kg. Zmieściły się w nim: dwa śpiwory puchowe, 3 maty samopompujące, ubrania (moje i syna) oraz buty na zmianę, bardzo duża apteczka, niewielka kosmetyczka, ręcznik, Jetboil i przekąski. Całkiem sporo jak na 60 l oraz… moją kondycję 😊

Do tego podczas marszu dochodziła butelka z wodą o pojemności 0,75 l. Dzięki dużej ilości strumieni na trasie, nie mieliśmy problemu z dostępem do wody pitnej. Nie było też konieczności zabierania ze sobą większych zapasów.

Trasa Fjallraven Classic Sweden
Fjallraven Classic Sweden to kilkudniowy trekking, podczas którego cały „dobytek” trzeba nosić na własnych barkach. Dobry plecak jest tu na wagę złota. (fot. archiwum autorki)

System nośny w plecaku Gregory Deva 60

Marsz z takim obciążeniem może być mordęgą. I tu właśnie Gregory Deva pokazał się z najlepszej strony: system nośny tego plecaka jest po prostu wspaniały. Zakres regulacji jest bardzo duży: można dostosować miejsce wpięcia szelek, mocowanie pasa biodrowego oraz uwypuklenie stelaża w okolicach lędźwi (służy do tego specjalna poduszka).

Szelki są ruchome, dobrze wymoszczone pianką, podobnie jak pas biodrowy. Nic nie uciska i nie obciera. Gumowane wsparcie plecaka w okolicy krzyża powoduje, że ten nie zsuwa się i nie wymaga zbyt częstego poprawiania. Bardzo dobrze siedzi na biodrach, niezależnie od tego, czy ustawiony jest na „sztywno” przylegając do pleców czy też bardziej „luźno” – przy poluzowanych trokach łączących szelki z plecakiem na wysokości obojczyków. Pomaga w tym także szeroki zakres regulacji pasa piersiowego. Lubię podczas marszu zmieniać pozycję plecaka – np. w prostym terenie czy na podejściu noszę go nieco luźniej, a przy zejściach dociągam troki. To moja prywatna metoda na unikanie bólu kręgosłupa i kontrolowanie punktu ciężkości.

Wentylacja w plecaku Gregory Deva 60

W żadnej z tych konfiguracji, wentylacja pleców nie sprawia problemów. Panel na plecach obciągnięty siatką i lekko podgumowany, jednocześnie utrzymuje plecak na swoim miejscu i zapewnia dobrą cyrkulację powietrza.

Wczytuję galerię

Kieszenie i schowki

Kieszenie zewnętrzne okazały się optymalne, by zapakować do nich apteczkę, kurtki oraz worek na śmieci (na trasie obowiązuje zasada „leave no trace”, więc wszystkie śmieci należy zabierać ze sobą). W górnej klapie, wyposażonej w dwie odrębne kieszenie, znalazły się okulary przeciwsłoneczne, czapki i rękawiczki oraz przekąski.

W pasie biodrowym – w kieszeni wodoodpornej – telefon, służący jako aparat fotograficzny (przez większość trasy nie ma zasięgu telefonii komórkowej) i chusteczki higieniczne. Druga kieszeń, siateczkowa, była przeze mnie rzadziej wykorzystywana ze względu na pogodę – gdy pada, jej użyteczność jest ograniczona.

W klapie znajduje się także wewnętrzna kieszeń na pokrowiec przeciwdeszczowy, który przydał się kilka razy.

Plecak Gregory Deva 60
Plecak Gregory Deva 60 wyposażony jest w mały podręczny plecaczek – tzw. „Sidekick”. (fot. archiwum autorki)

„Sidekick”

Gregory Deva wyposażony jest w mały podręczny plecak – tzw. „Sidekick”, który można zamocować w środku – spełnia on wtedy funkcję pokrowca na bukłak. Ze względu na chęć ograniczenia wagi, na sam trekking nie wzięłam ze sobą ani bukłaka, ani mini plecaka. Wodę niosłam w bidonie, który można włożyć do bocznej kieszeni plecaka. Kieszonka zamocowana jest pod kątem. Dzięki temu wyciąganie butelki jest bardzo wygodne i nie wymaga wyłamania ręki w stawie, jak w niektórych innych konstrukcjach.

„Sidekick” przydał się nam jako bagaż podręczny podczas lotu oraz już po zakończeniu trekkingu, jako podręczny plecak, który można wykorzystać podczas zakupów.

Dodatkowe sprzęty

Plecak wyposażony jest też w troki do mocowania kijków, boczne taśmy kompresyjne oraz taśmy do przytwierdzenia dodatkowych sprzętów przy dolnej komorze. Na szczęście nie musiałam ich używać, bo noszenie namiotu wziął na siebie mój towarzysz wędrówki. 😊

Wczytuję galerię

Plecak Gregory Deva 60 – test: wnioski

Mimo pewnych obaw, trekking okazał się wspaniałą przygodą. Nie byłoby to możliwe bez prawidłowo dobranego sprzętu. Przejście 110 km zajęło nam, spokojnym tempem, 6 dni – szliśmy przecież z bardzo dzielnym sześciolatkiem. Pogoda raczej dopisywała, zdarzył się jeden dzień z kapuśniakiem i zacinającym wiatrem.

Plecak spełnił wszystkie pokładane w nim nadzieje. Przełożenie komfortu nad wagę okazało się słuszną decyzją. Dla mnie kilkaset gramów mniej nie ma większego znaczenia, gdy ceną mogą być: obtarcia ramion, ból kości biodrowych i kręgosłupa czy konieczności przegrzebywania się przez cały bagaż by wyciągnąć jedną rzecz (szczególnie w deszczu).

Przyroda północnej Szwecji zapiera dech w piersiach. Szerokie, otwarte doliny, ciągnące się jeziora z krystalicznie czystą wodą, przejrzyste powietrze… Czego chcieć więcej?

Ale by móc się tym wszystkim spokojnie nacieszyć, warto wcześniej zadbać o dobry sprzęt.

Autorka testu: Agnieszka Sosnowska

Udostępnij

W Temacie

Strona wykorzystuje pliki cookies w celach wyłącznie statystycznych. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były instalowane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na wykorzystanie plików cookies. Dowiedz się więcej.