18.08.2018

Średniodystansowe szlaki turystyczne w Europie

Kiedy zaczynałem wyprawy długodystansowe, ikoną długich szlaków były szlaki amerykańskie. Appalachian Trail lub Pacific Crest Trail, liczące po kilka tysięcy kilometrów i wymagające 4-6 miesięcy marszu, zdawały się niedostępnymi, mitycznymi osiągnięciami. Dziś coraz więcej Polaków próbuje na nich swoich sił i to skutecznie, jak pokazują ostatnie 2-3 sezony. Co roku pada kilka przejść, samotnych lub w duecie, jednej z długich tras pieszych za oceanem.

Kibicując tym przedsięwzięciom, zwracam jednak uwagę na Europę, gdzie setki pięknych, a czasem niedocenionych szlaków czekają na odkrycie. Daleko im do długości tych słynnych, w USA. W porównaniu z amerykańskimi gigantami zasługują raczej na miano średniodystansowych. A jednak są warte przejścia, gdyż nie odległość, ale uroda i trudności są wyznacznikiem ich klasy. Dla większości z nas będą długie, ale zamiast zwolnienia się z pracy i rzucenia wszystkiego wymagają najwyżej jednego urlopu. Zapraszam na subiektywny przegląd, który obejmuje średniodystansowe szlaki turystyczne w Europie (przyjąłem, że to trasy poniżej 500 km). Kolejność prezentacji nie jest przypadkowa. Pozycje na liście odzwierciedlają wzrastające, w moim odczuciu, trudności.

Wczytuję galerię

Camino Primitivo

„Camino” po hiszpańsku znaczy droga. W węższym rozumieniu „Camino” to jeden ze szlaków prowadzących do Santiago de Compostela w Hiszpanii, jednego z najważniejszych sanktuariów chrześcijaństwa. A „Primitivo” – cóż oznacza? Nawet Hiszpanie zdają się o tym zapominać. W wielu przewodnikach można spotkać się z nazwą „Primitive Way” czyli „droga prymitywna”, co kompletnie wypacza sens tej nazwy. „Primitivo” oznacza „pierwotna, pierwsza”. Jest to szlak, którym ponad 1000 lat temu wyruszył do Santiago pierwszy pielgrzym. Był nim król Asturii, Alfons II Cnotliwy. Jego pielgrzymka wytyczyła szlak, który pozostał najstarszym. I choć znajduje się w pobliżu świętego miasta, pozostaje jakby na uboczu, odwiedzany przez 4% ogólnej liczby pielgrzymów.

Camino Primitivo przecina Góry Kantabryjskie szlakiem o długości 314 km. Jest też łącznikiem pomiędzy dwoma znacznie większymi szlakami: Drogą Północną (Camino del Norte) i Francuską (Camino Frances). Jego początek to Oviedo, koniec – miasteczko Melide, położone 50 km przed Santiago de Compostela. Choć przechodzi przez główny grzbiet górski północnej Hiszpanii, jest pozbawiona trudności. Prowadzi wygodnymi ścieżkami, niekiedy nawet poboczami dróg, bez zbytniego nastromienia. Najwyższy punkt to grzbiet górski o wysokości 1200 m. Zresztą to nie trudności stanowią o randze Camino Primitivo – wędrówka tędy to spotkanie z kulturą i folklorem Asturii i Galicji, marsz przez zagubione w lasach przysiółki, górska przyroda, wreszcie – a może przede wszystkim – spotkania z innymi pielgrzymami, z których wielu niesie do Santiago bagaż osobistych historii. Wielu z tych, którzy tędy wędrują, czyni to z pobudek niereligijnych, jest to więc szlak dla każdego.

Nocleg zapewniają tanie schroniska dla pielgrzymów zwane “albergue”. Ich koszt to 5-6 euro, śpi się w salach zbiorowych w typowo schroniskowym standardzie. Aby otrzymać nocleg konieczny jest paszport pielgrzyma (credencial), do nabycia na początku szlaku.

Sezon: maj – październik, dla wytrwałych cały rok.

Wczytuję galerię

Szlak Muru Hadriana

Szlak o długości 135 km (84 mile), prowadzący przez wzgórza północnej Anglii, wzdłuż Muru Hadriana nazywanego także Rzymskim Murem lub w łacinie Vallum Hadriani. Mur był fortyfikacją obronną, wyznaczającą północny zasięg Imperium Rzymskiego. Swoją nazwę otrzymał od imienia cesarza, który nakazał jego stworzenie. Duża jego część istnieje do dziś i jest największą istniejącą pamiątką dawnej potęgi Cesarstwa.

Szlak Muru Hadriana (Hadrian’s Wall Path) przecina Wielką Brytanię w jej zwężeniu. Jego początek to Wallsend na wschodnim wybrzeżu (stocznia Swan Hunter), koniec – Bowness-on-Solway na zachodnim. Po drodze czekają na nas ruiny dawnych umocnień, stare trakty, w miastach klimatyczne puby, a poza nimi – znakomite widoki. Minusem jest, słynna na Wyspach i poza nimi, brytyjska pogoda. Wędrówka jest technicznie dość łatwa, choć szlak bywa błotnisty i nasiąknięty wodą, zwłaszcza w okresie gorszej aury. Nie ma w zasadzie podejść, a najwyższy punkt szlaku znajduje się na „zawrotnej” wysokości 345 metrów. Oznaczenia są dobre, a w sezonie letnim będą nam towarzyszyły grupki turystów i sporo samotnych piechurów.

Całość dzielona jest zazwyczaj na 6 etapów, łatwych do przejścia w kilka godzin i liczących od 18 do 26 km. Wędruje się zazwyczaj w kierunku zachodnim, gdyż w tę stronę wieją przeważające w tym rejonie wiatry.

Sezon: w teorii cały rok, warto jednak wybrać okres maj – wrzesień.

Wczytuję galerię

Mittelweg

Góry Szwarcwaldu (niem. “Czarny Las”) leżą jakby na uboczu Niemiec, w cieniu pobliskich, znacznie wyższych Alp. Tymczasem góry te, dość łatwe i przyjazne wędrowcom, zasługują na odkrycie. Nie ma w nich spektakularnej scenerii, rodem z pokrytych lodowcami masywów Szwajcarii czy Włoch. Ale właśnie dzięki temu unikają tłumów i są ciekawym miejscem na kilkudniową wędrówkę. Być może najbardziej znanym szlakiem Szwarcwaldu jest Mittelweg – (niem. “Środkowa Droga”). Prowadzi on wzdłuż wschodniej krawędzi tych gór, w kierunku północ – południe, z z Pforzheim do Waldshut nad Renem. Jego długość to 230 km, a przebieg wyznaczają symbole czerwonego rombu z białym paskiem. Całość dzielona jest zazwyczaj na 9 dziennych etapów.

To nie jest wędrówka przez wysokie góry, brakuje tu alpejskiego terenu czy trudności z nawigacją. Wędrujemy w łatwym terenie i w towarzystwie innych turystów. Krajobrazy Szwarcwaldu to świerkowe lasy i łagodne grzbiety, przerywane wrzosowiskami. Pasjonaci przyrody zwrócą na pewno uwagę na jeziora torfowiskowe Kaltenbronn Hochmoor w północnej części masywu. Częste wizyty we wsiach to okazja do poznania tradycji winiarskich tego rejonu – byle z umiarem. 🙂 Dzienne podejścia nie przekraczają zazwyczaj 400-500 metrów, jest to więc idealna trasa dla początkujących długodystansowców, dla szukających bardziej wypoczynku niż wyzwania lub dla osób o słabszej kondycji. Po dotarciu do Waldshut, gdzie kończy się trasa, możliwe jest przedłużenie wędrówki którymś z licznych szlaków po stronie szwajcarskiej.

Sezon: kwiecień – październik.

Laugavegur

Szlak Laugavegur to trasa w południowej części Islandii, która w ostatnich latach stała się ikoną tego kraju i jedną z rzeczy “must do” dla odwiedzających Wyspę Lodu i Ognia. Marketingowe chwyty na bok, szlak rzeczywiście potrafi zachwycić, a to za sprawą scenerii, przez jaką prowadzi. Wulkaniczne grzbiety otaczające ścieżkę nazywane są “Tęczowymi Górami”, gdzie nagromadzenie wulkanicznych minerałów utworzyło barwny kalejdoskop, który zmienia się co chwilę. To miejsce jest rajem dla fotografów krajobrazu.

Wczytuję galerię

Choć krótki (liczy zaledwie 55 km), nie jest propozycją na 1 dzień. Większość turystów przechodzi go w 2, a nawet 4 dni, zatrzymując się po drodze w jednej z kilku chat. Początek trekkingu to słynny obszar gorących źródeł Landmannalaugar, a koniec – dolina Thórsmörk.

Laugavegru nie posiada dużych trudności, choć strome podejścia i zejścia są na nim wszechobecne, a różnice wysokości – spore. Potrafi zmęczyć nawet, gdy pogoda jest dobra. A ta ostatnia jest niezwykle ważnym czynnikiem, gdyż islandzka aura nie poddaje się prognozom. Warto pamiętać: mimo ścieżki i oznaczeń jesteśmy u wrót Arktyki. W wielu miejscach śnieg zalega cały rok. Nawet na tak krótkim szlaku, gdzie odległości między schroniskami nie są duże, zdarzały się przypadki śmierci z wychłodzenia! Idąc na Laugavegur, sprawdź prognozy pogody i nie wchodź na ścieżkę bez ciepłych ubrań oraz wodoodpornych: kurtki, spodni i butów. Weź także zapas jedzenia i awaryjne okrycie (np. płachtę biwakową) na wypadek nagłego załamania pogody.

Sezon: lipiec- sierpień.

Alta Via

Pełna nazwa jest dłuższa: Alta Via Dolomites nr 1. Alta Via to szlak pieszy przez włoskie Dolomity. Dość krótki, gdy porównać go z najdłuższymi szlakami Europy, gdyż jego 120 km nie imponuje w ogólnym zestawieniu. A jednak jego przejścia nie warto lekceważyć, gdyż ten odcinek przeciętny piechur przechodzi w 8 dni. Jego północny kraniec to miejscowość Dobbiaco, południowy – Belluno. Najwyższe miejsce wznosi się na wysokość 2 752 m, zaś ogólna suma podejść dochodzi do 7 kilometrów. I mowa tu tylko o wariancie klasycznym, gdyż od szlaku odchodzą na boki także odcinki „specjalne”, niektóre wyposażone w stalowe ubezpieczenia, pozwalające eksplorować skalne formacje i sztolnie. Interesującym etapem „bocznym” jest na przykład podejście w masyw Croda del Becco, choć oznacza ono spory wydatek sił. Po drodze czeka także wiele pamiątek historycznych i miejsc z okresu 1. wojny światowej.

Warto zacząć naszą wędrówkę na północy, gdyż pozwoli to przyzwyczaić się do trudności szlaku. Im dalej na południe, tym teren staje się trudniejszy. Wymagające, ale piękne jednocześnie, są końcowe kilometry, na których ścieżka okrąża masyw Monte Civetta. Wysokie góry sąsiadują tu z pięknymi łąkami, na których wciąż aktywne pozostaje pasterstwo. To połączenie sprawia, że Alta Via prowadzi przez jeden z piękniejszych fragmentów całego łańcucha Alp.

Alta Via jest szlakiem wymagającym, gdzie operuje się w terenie wysokogórskim, a wędrówka czasem zdaje się być wspinaczką. Zła pogoda w trudnym terenie może stwarzać ryzyko. Mimo to jest on dostępny dla każdego sprawnego turysty, mogącego maszerować po 6-8 h na dzień. Noclegi na szlaku zapewniają schroniska.

Sezon: czerwiec – wrzesień.

Szlak Królewki w Szwecji

Średniodystansowe szlaki turystyczne w Europie: Kungsleden. (fot. autor)

Kungsleden

Kungsleden (po szwedzku „Szlak Królewski“) to szlak turystyczny w szwedzkiej Laponii. Ta kraina, obejmująca północne rubieże Szwecji, Norwegii i Finlandii oraz mały fragment Rosji, jest ojczyzną Saamów. Wspaniałą przyrodę północnej Szwecji można odkrywać samodzielnie, wędrując 440 km szlakiem z miejscowości Abisko do Hemavan.

Kungsleden to kwintesencja surowej, północnej przyrody. Szlak prowadzi przez otwarte przestrzenie tundry i mokradeł, przecinając liczne rzeki, oraz jeziora. Niekiedy pokonuje się je za pomocą łodzi. Jest dobrze oznaczony i względnie dostępny dzięki sieci schronisk, opiekę nad którymi sprawuje Szwedzki Związek Turystyki. Nocuje się w chatkach lub własnym namiocie, a charakterystyczne dla Skandynawów i bardzo dla nich ważne „prawo wszystkich ludzi” („Allemansrätten”) stanowi, że biwakowanie dozwolone jest niemal wszędzie, pod warunkiem szanowania przyrody i zatrzymania się w jednym miejscu tylko na jedną noc. Oznakowanie to czerwone kółka lub kamienne kopczyki w tym samym kolorze. W pierwszej połowie lata trwa dzień polarny. Słońce pozostaje wtedy nieprzerwanie nad horyzontem, a do końca sezonu noce są wyraźnie jasne. Niemal wszyscy wędrowcy przechodzą Kungsleden jego północną częścią. Mniej znana i mało popularna pozostaje część południowa, z Sälen do Storlien, o 100 km krótsza od północnej. Oba odcinki nie zostały dotychczas połączone.

Latem na szlaku na pewno spotkamy komary, które bywają zmorą w ciepłe, letnie dni. Ich ilość radykalnie maleje w sierpniu, dlatego nieprzyzwyczajonym do owadów radzę wyruszyć właśnie wtedy, by zmieścić się w końcówce sezonu. Niezbędna będzie też moskitiera w namiocie oraz na twarzy, a także dobry (czyli szwedzki) środek odstraszający komary.

Choć leży na dalekiej północy, Kungsleden jest otwarty także zimą. Od lutego do kwietnia można pokonywać go na nartach (sam szlak posiada specjalne oznakowanie dla turystów-narciarzy). Takie przejście wymaga jednak obycia z zimowymi warunkami i kondycji.

Sezon: lipiec – wrzesień oraz luty – kwiecień.

GR 20

GR 20 bywa uważany za jeden z najtrudniejszych szlaków górskich w Europie. Przecina Korsykę z północy na południe, wzdłuż jej głównego grzbietu górskiego. Jego długość to prawie 200 km, suma podejść – 10 000 m, czas – 10-14 dni. Całość podzielona została na 16 etapów liczących 4-8 h.

Szlak jest dość krótki (mniej niż połowa GSB), a jednak wymagający. Trudności odpowiadają tym, jakie spotkamy w Tatrach Wysokich, niekiedy przypominając Orlą Perć. Mniej jest jednak ubezpieczeń, za to więcej trudnych punktów. Szczególnie niebezpieczne miejsca wyposażone są w łańcuchy, ale i tak wymagane jest obycie z ekspozycją i stromą skałą.

Dodatkowo cały ekwipunek niesie się tu ze sobą, co oznacza dźwiganie w trudnościach kilkunastu kilogramów. Przy dobrej pogodzie jest to piękna przygoda, w trakcie burzy ścieżka może stać się pułapką. Wymaga kondycyjnego przygotowania i dobrego planowania. Nocuje się w schroniskach lub własnych namiotach, te ostatnie można jednak rozbić tylko w sąsiedztwie schronisk – dzikie biwaki są zabronione.

Sezon: lipiec – wrzesień.

Wczytuję galerię

Alpine Pass Route

Alpine Pass Route to szwajcarski szlak wiodący przez Alpy. Jest częścią wielkiego systemu szlaków Via Alpina (opisałem go na 8academy we wcześniejszym artykule). Biegnie wzdłuż głównego “kręgosłupa” Alp, z Montreux nad Jeziorem Genewskim do granicy z Liechtensteinem na wschodzie. Całość liczy 354 km, do czego należy dodać imponującą, jak na ten dystans, sumę przewyższeń 19,5 tysiąca metrów (prawie 6 razy tyle, co z bazy pod Everestem na jego szczyt). Swoja nazwę zawdzięcza 16 wysokim przełęczom, które przecina. Alpine Pass Route biegnie w bezpośrednim sąsiedztwie takich słynnych szczytów jak: Eiger, Jungfrau czy Titlis. Jego przejście to co najmniej 2 tygodnie solidnego trekkingu, a dla idących spokojniej, nawet 20 dni. Szlak można przejść podczas jednej wyprawy lub podzielić go na mniejsze, nawet weekendowe odcinki.

Alpine Pass Route nie posiada swoich własnych oznaczeń, a więc np. jednego koloru prowadzącego przez cała drogę. Biegnie wieloma lokalnymi szlakami, ale co pewien czas na drogowskazach widoczna będzie jego nazwa. Dodatkowo pokrywać się on będzie z oznaczeniami szlaku Via Alpina. Trasa jest dość “prosta” (choć w rzeczywistości taka nie będzie się wydawać!), gdyż biegnie – tak z grubsza – jednostajnie ze wschodu na zachód przez całą szerokość Szwajcarii.

Trudności? Typowe dla każdego szlaku wysokogórskiego. Regularne przejścia przez przełęcze, wznoszące się ponad 2700 m – na każdej z nich jesteśmy wyżej, niż stojąc na szczycie Króla Karpat – Gerlacha. Będą też duże różnice wysokości, gdyż szlak regularnie schodzi w doliny, osiągając pułap rzędu 1000 m. Długie podejścia i zejścia będą na nim codziennością. Do tego dochodzą: trudny teren i zmienna pogoda oraz fantastyczna, alpejska sceneria dookoła. Przejście Alp Berneńskich, położonych w sercu łańcucha Alp, będzie niezapomnianą przygodą. A jeśli Twoje ambicje sięgają jeszcze dalej, możesz przedłużyć ten szlak w obydwu kierunkach i zamienić go w przejście całego szlaku Via Alpina, z Monako do Słowenii.

Sezon: połowa czerwca – wrzesień.

Średniodystansowe szlaki turystyczne w Europie

Średniodystansowe szlaki turystyczne w Europie: Cape Wrath Trail. (fot. autor)

Cape Wrath Trail

Ma 380 km (200 mil) i uważany jest często za najtrudniejszy szlak Wielkiej Brytanii. Nie bez powodu. Ten długi szlak zaczyna się koło szkockiego miasteczka Fort William, a kończy w najdalej wysuniętym na północ skrawku kontynentalnej Wielkiej Brytanii – Cape Wrath. Jego przebieg nie jest oznakowany i nie istnieje jedna, oficjalna trasa. Z tego powodu nie znajdziemy Cape Wrath Trail w rejestrze narodowych szlaków Królestwa. Właśnie dlatego jest on kuszący, choć warto zaznaczyć, że nadaje się tylko dla doświadczonych wędrowców. Prowadzi przez dzikie, otwarte przestrzenie szkockich wyżyn, poza cywilizacją i z dala od ludzkich osiedli.

To oddalenie od wszystkiego sprawia, że do przejścia wymagana jest znajomość nawigacji. Na długich odcinkach musimy być zupełnie samowystarczalni w kwestii noclegu czy jedzenia. Część trasy prowadzi kompletnie bez śladu ścieżek, a w kilku miejscach przekracza się strumienie w bród. Możliwości zrobienia zaopatrzenia jest niewiele, co oznacza spory bagaż. A pogoda, w Wielkiej Brytanii zawsze nieprzewidywalna, wymaga dobrej osłony przeciwdeszczowej.

Pewnym ułatwieniem i potencjalnym ratunkiem przy paskudnej pogodzie są tak zwane “bothies“ – małe chaty pełniące funkcję schronów. Nieposiadające opiekuna, darmowe i pozbawione wygód: w zasadzie są jedynie miejscami do spania. Będą wyposażone w stół lub kominek – w tym ostatnim możemy jednak nie mieć czym napalić. Cape Wrath Trail to przygoda dla bardzo wytrwałych, pozwalająca na dotknięcie dzikości na dalekich rubieżach Europy.

Sezon: czerwiec – wrzesień.

Wczytuję galerię

Monte Rosa Tour

Choć druga w kolejności po Mont Blanc, to Monte Rosa (4634 m) stawia wyższe wymagania techniczne alpinistom. Jeśli jednak nie planujesz wejść na najwyższe szczyty Europy, kuszącym celem może być trasa okrążająca ten olbrzymi masyw. Monte Rosa Tour to okrężny szlak, przez Alpy Szwajcarskie i Włoskie, w którego wnętrzu zamykają się także dwa inne, słynne szczyty: Matterhorn (4478 m) i Dom (4545 m). To najbardziej wymagająca pozycja ze wszystkich powyżej. Przejście Monte Rosa Tour to poważny alpejski trekking, podczas którego przekraczamy lodowce. Na dystansie zaledwie (lub aż) 162 km czeka 13 000 metrów podejść i zejść. To zdecydowanie pozycja dla osób dobrze przygotowanych fizycznie i posiadających odpowiednie umiejętności.

Na odcinkach prowadzących po lodowcach niezbędne mogą być raki (choć czekan już niekoniecznie) oraz uprzęże i lina dla całego zespołu. Początek szlaku to zazwyczaj alpejski kurort Zermatt u stóp Matterhornu. Z pięknie położonego miasteczka wyrusza się zazwyczaj przeciwnie do ruchu wskazówek zegara, by wspiąć się od razu na najwyższy punkt trekkingu, przełęcz Theodulpass (3 301 m). Jest to jednocześnie pierwszy nocleg, po którym schodzimy na stronę włoską, do doliny Aosty. Stamtąd szlak wraca do Szwajcarii, przez przełęcz Monte Moro do doliny Saas, która przechodzimy na północ, u stóp długiego masywu Mischabel. Na koniec szlak zawija ku południowi, wchodząc ponownie w dolinę Zermatt i po 2 dniach wraca do punktu wyjścia. Oczywiście możliwe jest przejście szlaku w odwrotną stronę.

Przejście Monte Rosa Tour to przede wszystkim wysokogórska przygoda w (to moja subiektywna opinia) najpiękniejszym masywie Alp – Alpach Pennińskich, gdzie zgromadzona jest ponad połowa wszystkich europejskich czterotysięczników. To jednak także spotkanie ze szwajcarską i włoską kulturą, wizyty w malowniczych wsiach, które zachowały swój tradycyjny charakter i zabudowę.

Sezon: alpejskie lato, od połowy czerwca do połowy/końca września.

Udostępnij

W Temacie

Strona wykorzystuje pliki cookies w celach wyłącznie statystycznych. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były instalowane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na wykorzystanie plików cookies. Dowiedz się więcej.