10.08.2019

Góry w Austrii – Niskie Taury: Hochgolling i Mosermandl

W odległości kilku godzin jazdy samochodem od granic Polski (jazdy – co warto dodać - wygodną drogą), mamy Alpy. Nazwa ta u części osób od razu wzbudza pewien niepokój, którego wyrazem jest myśl „przecież te góry są dla mnie zbyt trudne!” Ale spokojnie. Nikt tu nie każe od razu pchać się na alpejskie lodowce.

Trzeba wiedzieć, że są również pasma Alp o tatrzańskim charakterze. Może tylko nieco wyższe, bardziej rozległe i dużo mniej zatłoczone… Góry w Austrii, w tym Niskie Taury, o których chcę napisać kilka słów, plusów mają więcej.

Góry w Austrii

Mauterndorf (fot. archiwum autora)

Dlaczego więc w Taurach, skoro są tak blisko Polski, spotykam np. Czechów, a nie naszych rodaków? Jasne: Czesi maja bliżej, Czesi nie mają Tatr. Ale jak pomyślę o tłumach na Orlej Perci, Buli pod Rysami itd, to dochodzę do wniosku, że wizyta w Tatrach latem nie ma wiele wspólnego z kontemplacją górskiej przyrody. Tłok na szlakach, schroniska trzeba rezerwować z wielotygodniowym wyprzedzeniem, a i szlaków w Tatrach wcale nie ma tak dużo. Bo Tatry to góry małe i zatłoczone.

Góry w Austrii – dlaczego warto obrać właśnie ten kierunek?

Jestem gorącym fanem Taurów. Dlaczego? Bo są blisko. Dojeżdżam tam ze Śląska w 5–7 godzin, zależnie od: miejsca, pory dnia, pogody. A przecież czasami jedzie się tyle w Tatry.

Taury dzielą się na Wysokie Taury (np. Grossglockner i Grossvenediger) i Niskie Taury (np. Preber). Bywam tam zimą skiturowo i latem, łącząc rower z chodzeniem. Co prawda są w Taurach miejsca bardziej zatłoczone (któż nie zna Dachsteinu czy Schladming?), ale znajdziemy też rejony spokojniejsze. Ja zaproponuję dwa szczyty, które należą do tych znanych, ale są mniej oblegane. Chociaż kto wie… szczytów mają tam tyle, że nie sposób tego ogarnąć. W każdym razie wejdziemy na Hochgolling (2862 m n.p.m.) oraz Mosermandl (2680 m n.p.m.).

Wczytuję galerię

Niskie Taury – planowanie wycieczki

Planując wycieczkę, korzystam oczywiście z internetu, ale też wypytuję lokalnych znajomych. W ten sposób zbieram informacje gdzie warto iść. W internecie przeglądam różnego rodzaju strony poświęcone górom (np. 8academy.pl) oraz korzystam z aplikacji pozwalającej wyszukać szlaki (polecam mapy.cz!).

Jeżeli ktoś podchodzi do sprawy ambitnie, może zainwestować w papierową mapę rejonu. Chodzi głównie o to, że wersje elektroniczne nie zawierają wszystkich tras. W Alpach o szlaki dbają lokalne kluby turystyczne (co czasami trudno zrozumieć przybyszowi z Polski, który się przyzwyczaił, że siecią szlaków zarządza jedna instytucja). W związku z tym, gdy trafimy na trasę oznakowaną przez inne organizacje (np. przez harcerzy), może jej tam – najzwyczajniej w świecie – zabraknąć.

Fakt, że każdy oznaczony szlak posiada swój unikalny numer, nie oznacza wcale, że znajdziemy go na mapie online. Mam wręcz wrażenie, że znajdujemy mniejszą część. W takim wypadku warto szukać dalej, korzystając ze stron z trakami (plikami do nawigacji). Tam też możemy natrafić na podstawowe informacje o wycieczce. Jeżeli porównamy znalezioną trasę z taką, która dostępna jest w serwisie mapy.cz i zobaczymy, że pokrywa się ona z pokazanymi w aplikacji ścieżkami, to będziemy wiedzieć, jak iść. Nie zostanie nam nic innego, jak ruszyć na szlak!

Góry w Austrii – Niskie Taury: Hochgolling i Mosermandl

Parking, z którego staruję na Hochgolling. (fot. archiwum autora)

Góry w Austrii – wycieczka na szczyt Hochgolling

Pierwszą propozycją, będzie wycieczka na Hochgolling – wspaniały szczyt o typowo tatrzańskim charakterze, położony w surowym, górskim otoczeniu.

Początek na dwóch kółkach

Ruszamy z parkingu, znajdującego się kilka ładnych kilometrów za Hintergoriach i położonego na wysokości około 1 420 m n.p.m. (47.2408162 N, 13.745275 E). Dojedziemy tam wygodną, gruntową drogą. Trasa przez jakieś 4 km (do wysokości około 1830 m n.p.m.) prowadzi doliną. Pnąc się w górę, mijamy dwa skupiska górskich szałasów. Ja ten fragment pokonuję rowerem, dzięki czemu zyskuję na czasie (w górę oszczędność jest spora, w dół będzie jeszcze większa). Wspomniany odcinek, co prawda, biegnie terenową drogą, ale za łatwy mogą uznać go jedynie ci rowerzyści, którzy mają doświadczenie w terenie górskim oraz odpowiedni sprzęt i kondycję.

Wczytuję galerię

Śnieg na początku lipca

Szlak za jakiś czas opuszcza drogę. Gdybyśmy na niej pozostali, doprowadziłaby nas ona do schroniska Landawirseehutte, które samo w sobie może być celem łatwej wycieczki. Od tego momentu zaczynamy szybciej zdobywać wysokość, a w górę prowadzi nas wygodna ścieżka, wiodąca na przełęcz Golling Scharte (2326 m n.p.m.). Jest początek lipca, ale ponieważ zima była śnieżna, to kilkaset metrów przed przełęczą trafiamy na spore połacie białego puchu. Raki nie są potrzebne (temperatura w nocy nie spada już poniżej zera), ale potencjalnie jest to najbardziej niebezpieczny fragment do przebycia. Gdybyśmy szli tędy nieco później lub na początku roku była łagodniejsza zima, sytuacja na trasie mogłaby wyglądać zupełnie inaczej.

Dwie opcje

Za przełęczą szlak trawersuje zbocze, kierując się w prawo. Trakt jest wygodny i wyraźny, a my znowu szybko zdobywamy wysokość. Dwieście metrów pod szczytem szlak się rozchodzi. W prawo biegnie droga normalna – Historischer Weg, a w lewo – Nordwestgrat. Pierwsza opcja nie przedstawia większych trudności – tylko w jednym miejscu są chyba ze dwie klamry, zresztą niezbyt potrzebne. Brak tam większej ekspozycji, pomijając ostatnie metry szerokiej, skalnej grani. Za to lewy wariant biegnie granią i miejscami wymaga wspinania na poziomie ok II. Nie ma tu klamer i występuje ekspozycja. Zgodnie z informacją zamieszczoną na mijanej tabliczce, polecam wybór tego wariantu jedynie doświadczonym turystom. Zalecam też zejście drogą normalną.

Wczytuję galerię

Pech na szczycie

Niestety, pomimo bardzo dobrej prognozy pogody, nie mam szczęścia. Jest wietrznie, niebo zachmurzone. Dotarłem na szczyt, ale jakby się Taury na mnie uwzięły. Dają mi wyraźne znaki, że nie mogę tutaj długo przebywać. Z doliny po lewej podnoszą się jakieś chmury, wiatr nie słabnie. Zaczynam więc szybko schodzić. Tymczasem pogoda staje się coraz… lepsza. Mam pecha, bo mimo idealnej prognozy, akurat na moment musiało się coś „popsuć”. Pozostaje jeszcze pokonanie płatu śniegu pod przełęczą i można dobiec do roweru. Zjazd w dół po drodze pełnej luźnych kamieni nie jest tym co lubię, ale nie muszę już za to ruszać nogami. Wycieczka zakończona. Zajęło mi to niespełna pięć godzin. A z parkingu, z którego wystartowałem (tam można dojechać samochodem), pozostaje mi tylko 20 km do miejscowości gdzie mieszkamy. Na szczęście głównie jadę w dół.

Góry w Austrii – wycieczka na Mosermandl

Mosermandl to góra o innym charakterze. Chyba, że czyste niebo sprawiło, iż odnoszę właśnie takie wrażenie. Pomimo tego, że cel wędrówki jest blisko zdobytego uprzednio Hochgolling`a, dostrzegam, że ten wierzchołek zbudowany jest z innego rodzaju skał. Dzięki jaśniejszej barwie otoczenie wydaje się też nieco bardziej radosne.

Wczytuję galerię

Jak dostać się na Mosermandl?

Aby wejść na Mossermandl, trzeba najpierw dostać się do doliny Riedingtal, korzystając z płatnej drogi (koszt: 20 euro od samochodu). Pierwszy etap trasy to dojście do schroniska Jakoberalm, które położone jest na wysokości 1 820 m n.p.m. (do pokonania około 400 metrów w pionie). Można to zrobić wygodną drogą, biegnącą zakosami, albo bardziej stromą ścieżką, zaczynającą się nieco niżej w dolinie. Za schroniskiem należy pokonać trawers wygodną ścieżką prowadzącą pod Mosermandl, a następnie na wysokości ok. 2 040 m n.p.m. skręcić w prawo, wybierając szlak prowadzący już na wierzchołek.

Im bliżej, tym… łatwiej

Sam szczyt wygląda ambitnie. Patrząc z daleka, dostrzegam pod nim ludzi. Odnoszę też wrażenie, że będzie tam kawał wspinania. Po chwili mijam parę schodzącą w dół. Chłopak i dziewczyna zgodnie twierdzą, że podejście jest dla nich zbyt trudne. Mnie po takiej informacji, ciągnie do góry jak ćmę do światła. Cieszę się, bo wiem, że będzie ciekawie. Gdy już jestem przy „kopule szczytowej”, wszystko zaczyna wyglądać na łatwiejsze niż prezentowało się z dołu. Wcześniej szlak wydawał się dużo bardziej stromy. W rzeczywistości jest to łatwa wspinaczka, przypominająca trudności na Orlej Perci (może z trochę większą ekspozycją). Poza kilkoma klamrami nie ma tutaj ułatwień. Osobom nieprzywykłym do tej formy turystyki, wspomniany odcinek może jednak nastręczyć trudności, a z pewnością zmuszone będą poświęcić na niego trochę więcej czasu.

Wczytuję galerię

Widok z Mosermandl

Ze szczytu rozciąga się wspaniały widok na Taury i dolinę Riedingtal, gdzie muszą być wspaniałe warunki do skituringu. Jednak nie mam pojęcia, czy w sezonie zimowym jest tam jakaś baza noclegowa. Jak byłem zimą przy wlocie do tej doliny, nie wyglądała ona na „używaną”. Jednak w okolicy nie brakuje bardziej dostępnych szczytów. Z wierzchołka rozpoznaję te, na których byłem już na nartach.

Na szczyt Mosermandl można również wejść szlakiem wyznaczonym po drugiej stronie (znajdują się tam drabinki). W moim przypadku ta opcja odpada, bo muszę zejść do miejsca startowego, gdzie pozostał samochód. Całą trasę udaje mi się pokonać w 3,5 godziny (przy niewielkiej pomocy roweru).

Góry w Austrii – Niskie Taury: Hochgolling i Mosermandl

Góry w Austrii: Na szczycie Mosermandl. (fot. archiwum autora)

Góry w Austrii – o czym warto wiedzieć

Każdemu, kto wybiera się do Austrii, polecam taką formę turystyki, która polega na chodzeniu od schroniska do schroniska. Tego typu wycieczki można odbywać zarówno latem, jak i zimą, choć trzeba wiedzieć, że w pierwszej połowie sezonu zimowego cześć obiektów jest zamknięta. Większość schronisk (a przynajmniej te, które położone są wyżej) posiada jednak tzw. winterraum’y.

Z pewnością w szczycie sezonu warto dokonać wcześniejszej rezerwacji. Latem opcją do rozważenia będzie zabranie namiotu (według przepisów, w sytuacjach awaryjnych można spać powyżej granicy lasu). W zależności od planowanego budżetu, swój wyprawowy jadłospis można oprzeć na wyżywieniu, które serwowane jest w schroniskach lub na tym, co przyniesiemy na plecach. Jeżeli skorzystamy z liofilizatów i którejś z kuchenek o szerokim zastosowaniu (takiej, jak Kovea Alpine Pot Wide), to plecak wcale nie musi być aż tak ciężki. Konieczność dźwigania ekwipunku nie powinna stłumić przyjemności wędrowania. A Taury w tej kwestii dają naprawdę duże możliwości!

Wczytuję galerię

Góry w Austrii – turystyka „rodzinna”

Na koniec kilka słów o bardziej „rodzinnych” formach turystyki. Warto mieć na uwadze to, że w wielu rejonach Austrii popularne są karty zapewniające darmowe wejścia na różnego rodzaju atrakcje. Mogą one uprawniać do odwiedzenia: kolejek linowych, basenów, parków linowych, czy nawet do przejazdu – wspomnianą już – płatną drogą do doliny Riedingtal. Taką kartę otrzymuje się w miejscu, gdzie wynajmujemy noclegi. Dostają ją zarówno bywalcy wygodnych apartamentów, jak i osoby śpiące na kempingu w Mauterndorf.

W rejonie, którego dotyczy niniejszy artykuł, wspomniana karta funkcjonuje pod nazwą Lungau Card i uprawnia każdą osobę, która wykupiła stosowne noclegi, do jednokrotnego, darmowego skorzystania z każdej atrakcji. Trzeba przyznać, że jest to świetny sposób na urozmaicenie pobytu. Szukając miejsc noclegowych, warto więc brać pod uwagę lokale, które swoim gościom umożliwiają otrzymanie takiej karty. Bywa, że dzięki niej na darmowych wstępach oszczędzamy więcej, niż… płacimy za same noclegi!

Udostępnij

W Temacie

Strona wykorzystuje pliki cookies w celach wyłącznie statystycznych. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były instalowane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na wykorzystanie plików cookies. Dowiedz się więcej.