11.10.2017

Hardshell czy softshell?

Planowanie górskich wojaży wymaga myślenia strategicznego. I nie chodzi tu tylko o opracowywanie trasy i całą logistyczną otoczkę. Należy też wybrać taktykę obrony przed kaprysami aury i dopasować do niej środki. Na pierwszej linii “ognia” (czytaj. wiatru i deszczu) znajdować się będzie tzw. odzież wierzchnia. I tu natkniemy się na dwa, skrajnie różne pomysły.

Hardshell czy softshell? – na takie pytanie musimy być gotowi, jeśli wybieramy się do sklepu outdoorowego z misją znalezienia najlepszej dla nas kurtki lub spodni. Jakie są zalety i wady tych dwóch rozwiązań? Gdzie i kiedy najlepiej sprawdzi się odzież membranowa, a w jakich sytuacjach to softshell zdystansuje swojego konkurenta? Tego dowiecie się z lektury niniejszego tekstu.

Hardshell deszczu się nie boi

Ojcem tej kategorii jest Bob Gore – amerykański przedsiębiorca, który pod koniec lat 60. XX wieku wynalazł membranę, czyli materiał posiadający wiele mikroporów: na tyle małych, że nie przepuszczą kropli wody, ale równocześnie tak dużych, że przechodzi przez nie para wodna. Te właściwości szybko znalazły zastosowane w praktyce, a zainteresowały się nimi firmy zajmujące się produkcją sprzętu outdoorowego. Membrana była bowiem “brakującym elementem”, który pozwolił na stworzenie odzieży zapewniającej wysoką wodoodporność, przy dobrej oddychalności. Wcześniej te dwie kategorie były nie do pogodzenia. Kurtki oraz spodnie wyposażone w ochronę w postaci membrany, wkrótce zaczęto nazywać hardshellami

Tej historii poświęcony jest artykuł Łukasza Czubaka “GORE-TEX® i The North Face świętują okrągłe urodziny”.

Hardshell czy softshell

Na duży deszcz najlepsza będzie kurtka z membraną (fot. Columbia)

Wynalezienie membrany było mocnym impulsem, przyspieszającym rozwój branży outdoorowej, a wkrótce hardshelle stały się pierwszym wyborem dla fanów gór, przygotowujących się na kaprysy aury. Membrana, mimo wielu zalet, nie jest jednak tworem idealnym, a najwięcej zarzutów wobec tej technologii wysuwają osoby preferujące aktywności bardziej dynamiczne (przy których łatwiej o przegrzanie się) oraz górscy minimaliści. Hardshelle – szczególnie modele starsze, oparte na pierwszych laminatach 2 L – nie należały do kurtek najlżejszych, co tłumaczyć należy przez obecność dodatkowej – bądź co bądź – warstwy.

O rodzajach laminatów przeczytacie w artykule “GORE-TEX® – przewodnik po najpopularniejszej membranie świata”

Niektórzy “membranosceptycy” odwoływali się też do argumentów meteorologicznych. Ktoś zauważył, że intensywne opady wcale nie są tu największym problemem. Gdy wybieramy się na szlak, jest dużo większe prawdopodobieństwo, że od intensywnego deszczu bardziej dokuczać nam będą porywy chłodnego wiatru. Stąd próby znalezienia lżejszej opcji.

Softshell, czyli w poszukiwaniu lekkości i oddychalności

Poszukiwania alternatywy dla hardshelli doprowadziły do małej “outdoorowej” rewolucji. Dotąd przyjmowano bowiem, że ubiór ludzi gór składać się powinien z trzech niezależnych warstw:

  • bielizny termoaktywnej, odpowiedzialnej za transport wilgoci na zewnątrz;
  • odzieży, która pełni rolę “ociepliny”;
  • warstwy zewnętrznej chroniącej przed wiatrem i deszczem (na przykład wspomnianej odzieży membranowej).

Pomysł na nowa tkaninę burzył niejako ten schemat. Chodziło bowiem o stworzenie materiału, w którym dwie sąsiadujące ze sobą warstwy połączone zostaną w jedną całość. Jak to wygląda w praktyce? Softshell (bo taką nazwę otrzymał ów wynalazek) w wersji “klasycznej” składa się z zespolonych ze sobą:

  • miękkiej fleecowej “ociepliny” umieszczonej bliżej ciała (jej grubość zależy od przeznaczenia);
  • zewnętrznego materiału o dużej elastyczności i oddychalności (ma on chronić przed niekorzystnym wpływem warunków atmosferycznych).
softshell w góry

Softshell to odpowiedź na nieco „pancerne” hardshelle. (fot. Rab)

Ten prosty zabieg pozwolił na odchudzenie górskiej garderoby, poprawił też cyrkulację powietrza. Ale wszystko ma swoją cenę. Twórcy wspomnianego patentu godzili się na zmniejszenie poziomu ochrony przed deszczem, w porównaniu do konkurencyjnych hardshelli. Brak membrany w pewnym stopniu rekompensuje – często stosowana przez producentów – hydrofobowa powłoka DWR (Durable Water Repellent), ale jest to rozwiązanie “na przeczekanie”. Nie powinniśmy się łudzić, że softshell – niczym najlepsza kurtka membranowa – stawi czoła silnej ulewie, ale – przy odrobinie szczęścia – bez większego uszczerbku na zdrowiu, dotrzemy do schroniska, bądź samochodu. Tylko tyle i aż tyle…

Softshell to dziś kategoria dosyć rozbudowana, w której mieszczą się zarówno wersje letnie – lekkie i bardzo dobrze oddychające, ale też takie, które uzbrojone zostały w solidną warstwę fleecu i są gotowe, aby sprostać wyzwaniom mroźnej zimy. Nie należy więc zbytnio “szufladkować” tej tkaniny, ani też przypisywać jej do konkretnej pory roku. W tym miejscu skorzystać można z wyświechtanego, chodź trafnie opisującego tę sytuację stwierdzenia, że softshell softshellowi nierówny.

Trzecia droga…

Wydaje się, że sytuacja jest klarowna. Mamy dwie duże kategorie produktów, oparte na dwóch odmiennych założeniach. Obie rodziny się rozbudowują, więc każdy miłośnik gór (i nie tylko gór) może dostosować produkt, do indywidualnych preferencji. Projektanci pracujący dla marek outdoorowych nie spoczęli jednak na laurach…

softshell z membraną

Od premiery softshelli z membraną Windstopper® na rynku znaleźć można sporo rozwiązań pośrednich. (fot. GORE-TEX).

Softshell z membraną

Kolejny zwrot akcji miał miejsce na początku XXI wieku. Wtedy to firma W.L. Gore & Associates wypuściła na rynek odzież softshellową uzbrojoną w… laminat o nazwie Windstopper®. Pojawienie się ubrań softshellowych z membraną, niektórzy uznają za niekonsekwencję, bo sięgnięto po ważny element technologii, dla której nowa tkanina miała być alternatywą.

Powstanie tej kategorii produktów było jednak odpowiedzią na zapotrzebowanie rynku. Softshell z membraną jest bowiem rozwiązaniem kompromisowym, skierowanym do osób, które omijały hardshelle ze względu na ich gorszą oddychalność, ale obawiały się, że technologia konkurencyjna nie zapewni wystarczającej ochrony przed wiatrem, a powłoka DWR to za mało, by obronić się przed umiarkowanym deszczem. W ten sposób powstała nowa kategoria, zajmująca miejsce pomiędzy dwoma głównymi nurtami. Mamy tu do czynienia z modelami, które nie straciły nic ze swojej przyjemnej „softshellowej” miękkości, chociaż przybrały nieco na wadze.

Warto zauważyć, że membrana stosowana w softshellach najczęściej różni się od tej hardshellowej. Ma większe pory, co sprawia, że przy dobrej oddychalności świetnie radzi sobie z wiatrem (to główne jej zadanie, niektórzy producenci zapewniają wręcz o stuprocentowej wiatroszczelności), ale nie jest w pełni wodoodporna. Co prawda ochrona przed deszczem jest zwykle nieco lepsza, niż w wersjach, gdzie membrany nie ma, ale to tylko “efekt uboczny”. Owszem, w sklepach znajdziemy też odzież softshellową z membraną wodoodporną. Brak podklejanych szwów (w softshellach nie stosuje się tego zabiegu, żeby nie ograniczać oddychalności) sprawia, że mimo tego nie możemy mówić o pełnej ochronie przed deszczem.

softshell hybrydowy

Salewa Pedroc Hybrid 2 DST/PTX Jacket, czyli przykład softshellu w wersji hybrydowej. (fot. 8a.pl)

Kompromis w wersji light, czyli hybrydy

Nadal trudno wam się zdecydować, czy postawić na wodoodporność hardshelli, czy oddychalność softshelli? Problem rozwiązać mogą modele hybrydowe, czyli kurtki softshellowe, w których membrana wspomaga jedynie miejsca newralgiczne – najbardziej narażone na kontakt z wodą. Takie ubrania są, siłą rzeczy, lżejsze od typowych softshelli membranowych, a jeśli przewidywania inżynierów decydujących o miejscu umieszczenia membrany są trafne, powinny też w pewnym stopniu chronić przed deszczem (przykładem takiego podejścia do tematu jest kurtka Salewa Pedroc Hybrid 2 DST/PTX Jacket).

A więc hardshell czy softshell?

Odpowiedź na to pytanie zależy od rodzaju aktywności, tego, jak na zmożony wysiłek reaguje nasz organizm oraz od specyfiki miejsc, do jakich zamierzamy się wybrać.

kurtka przeciwdeszczowa z gore pro

Kurtka The North Face Point Five z niezawodną membraną GORE-TEX® Pro została zaprojektowana, by chronić przed deszczem wspinaczy. (fot. 8a.pl)

Hardshelle uchodzą za specjalistów od zadań specjalnych. Najczęściej zabieramy je tak „na wszelki wypadek”, gdyby znacznie pogorszyły się warunki. Oczywiście zdarza się, że całą trasę pokonujemy w rzęsistym deszczu i tutaj ich rola jest nie do przecenienia. Odzież z membraną będzie niezastąpiona, gdy wybieramy się do mokrej Szkocji, szykujemy się do przejścia jakiegoś szlaku długodystansowego (tylko najwięksi optymiści wierzą, że przez dwa lub trzy tygodnie nie spadnie ani jedna kropla deszczu) lub nie chcemy dać się zaskoczyć załamaniom pogody podczas wspinaczki (warto zwrócić uwagę, że kurtki dla łojantów – takie jak The North Face Point Five – bazują na mocniejszych wersjach laminatu). Można jednak zaryzykować twierdzenie, że większość naszych aktywności w górach odbywa się w warunkach stabilnych, a wtedy wsparcie membrany (która przy okazji nieco ogranicza cyrkulację powietrza) nie jest aż tak potrzebne.

W takich okolicznościach dobrze sprawdzi się za to odzież softshellowa, która za sprawą miękkiego wykończenia, niskiej wagi oraz bardzo dobrej oddychalności uchodzi za przyjemniejszą w użyciu. Jeśli nie trafimy na duże załamanie pogody, takie rozwiązanie wydaje się po prostu wygodniejsze. Zalety odzieży softshellowej (szczególnie w „klasycznej” bezmembranowej postaci) docenią osoby aktywne (no, może poza tymi, które zwykły trenować w dużym deszczu) oraz ci, którzy szybciej się pocą. Jeśli wasze outdoorowe plany nie wykraczają poza weekendowe wypady do miejsc z gęstą siecią schronisk, softshell będzie rozwiązaniem wystarczającym (a taki, uzbrojony w membranę, na pewno uspokoi osoby najbardziej bojące się deszczu). To również znakomita propozycja dla osób, które myślą o zdobywaniu szczytów, ale też szukają czegoś wygodnego do chodzenia na co dzień. Dzięki temu, że softshelle różnią się między sobą grubością feelcowego ocieplenia, znajdziemy w tej grupie zarówno wersje idealne na letnie wypady, jak i modele cieplejsze, dedykowane aktywnościom zimowym, takim jak skituring (np. softshell Dynafit Mercury DST).

softshell na zimę

Softshell Dynafit Mercury DST powstał z myślą o miłośniczkach zimowych aktywności. Świetnie sprawdzi się np. na skiturach. (fot. 8a.pl)

Jak widać hardshelle i softshelle w pewnym sensie się uzupełniają. Najlepiej mieć w szafie ubrania bazujące na obu technologiach i korzystać z nich w zależności od sytuacji. Wiadomo, porządna odzież outdoorowa musi kosztować (odradzamy zakupu wersji podejrzanie tanich, które z hard- ani softshellami zwykle nie mają wiele wspólnego), od czego więc zacząć kompletowanie outdoorowej garderoby? Zanim dokona się wyboru, dobrze jest przeanalizować charakter górskiej aktywności. Jeśli wciąż się wahacie, może warto postawić na opcją bardziej uniwersalną, czyli softshell? Tym najmniej zdecydowanym polecić można wersje wyposażone w membranę.

Udostępnij

W Temacie

Strona wykorzystuje pliki cookies w celach wyłącznie statystycznych. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były instalowane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na wykorzystanie plików cookies. Dowiedz się więcej.