24.07.2016

Biegiem przez Główną Grań Tatr Zachodnich

Jeszcze kilka lat temu biegacz w górach był niewątpliwą atrakcją. Dzisiaj turyści nie przecierają już oczu ze zdumienia, kiedy na szlaku wyprzedza ich ktoś ubrany w legginsy i buty biegowe. Coraz więcej osób biega po górach. Osób, które mają nie tylko potrzebę sprawdzenia się w zmieniających się warunkach, ale również potrzebę połączenia swoich sportowych wyzwań z podziwianiem natury w nieco szybszym niż spacerowe tempie.

Osuwające się spod nóg kamienie, wystające korzenie, ciężkie podejścia, raz błoto pod nogami, innym razem żar lejący się z nieba. Bieganie po górach to aktywność dla wszystkich tych, którzy czują potrzebę sprawdzenia się w trudnych warunkach. Dlaczego lubię biegać po górach? Odpowiedzi na to pytanie szukam już od dawna… Może dlatego, że uwielbiam kontakt z przyrodą i właśnie w górach najbardziej ten kontakt odczuwam. To właśnie w górach o wszystkim zapominam. Jest tylko szlak i wzniesienia przede mną.

Od Huciańskiej Przełęczy do Liliowego

Główna Grań Tatr Zachodnich od Huciańskiej Przełęczy na Słowacji do Liliowego, to jedna z najbardziej dostępnych części Wielkiej Grani Tatr. Do wyzwania, jakim jest jej przebiegnięcie, zainspirował mnie przewodnik autorstwa Władysława Cywińskiego – przewodnika i ratownika TOPR-u, który zginął w w 2013 roku w tatrzańskiej Dolinie Złomisk.

W pokonaniu grani Tatr Zachodnich nie przeszkadza długi dystans, ponieważ dużo fragmentów pokonuje się tu biegnąc wyznaczonym szlakiem turystycznym. Trasę znałem już dosyć dobrze z moich wcześniejszych treningów biegowych. Wydawało się, że nic nie mogło mnie na niej zaskoczyć, ale… góry to góry, tu może wydarzyć się wszystko i zawsze trzeba być przygotowanym na zmianę nawet precyzyjnie ułożonych planów i scenariuszy, zwłaszcza w obliczu nieprzewidywalnej pogody.

Panorama Tatr Zachodnich (fot. autor)

Panorama Tatr Zachodnich (fot. autor)

Siwy Wierch, Brestova, Wołowiec…

Pierwszy szczyt na biegowej trasie to Siwy Wierch (1805 m), po pokonaniu którego zbiega się w kierunku Palenicy, rozległej przełęczy w Grani Głównej Tatr Zachodnich. Stamtąd znowu podbieg, tym razem na Brestovą (1934 m) i kolejny szczyt Salatin (2048 m) zakończony zbiegiem na Banikovskie Sedlo. Banikov (2178 m), skaliste Rohacze i w końcu Wołowiec (2064 m), jeden z najwyższych szczytów polskiej części Tatr Zachodnich, który wznosi się nad dolinami: Chochołowską, Rohacką i Jamnicką. Kolejny szczyt to najwyższy punkt Głównej Grani Tatr Zachodnich- Starorobociański Wierch (2176), na który dociera się przez Jarząbczy Wierch (2137 m), szczyt w potężnej grani Otargańców. Teraz czeka zbieg w kierunku Siwego Zwornika (Przełęcz 1965 m), przez który przebiega granica polsko-słowacka i kolejne podejście, tym razem na Błyszcz (2159 m), który wznosi się ponad dolinami: Pyszniańską, Kamienistą i Gaborową. Kamienista (2121 m), dalej Smreczyński Wierch (2066 m), Przełęcz Tomanowa (1686 m) i dalej do góry na polskie Czerwone Wierchy, składające się z czterech szczytów: Ciemniak (2096 m), Krzesanica (2122 m), Małołączniak (2096 m), Kopa Kondracka (2005 m). Potem zbieg w kierunku Goryczkowej Czuby (1913 m) i Kasprowego Wierchu (1987 m). Na koniec czekają na nas Beskid (2012 m) i końcówka trasy na Liliowej Przełęczy (1952 m).

Starorobociański Wierch- najwyższy punkt Głównej Grani Tatr Zachodnich (fot. autor)

Starorobociański Wierch – najwyższy punkt Głównej Grani Tatr Zachodnich (fot. autor)

Biegiem przez Główną Grań Tatr Zachodnich- relacja

Raj dla kochających zbiegi po ruchomych kamieniach

Start planujemy na wczesny poranek. O godz. 6:20 meldujemy się [autor Łukasz Zdanowski oraz Kamil Grudzień] na Przełęczy Huciańskiej (905 m n.p.m.), która oddziela Tatry Zachodnie od Pogórza Skoruszyńskiego, a dokładnie jego części zwanej Pogórzem Orawskim. Stamtąd od razu rozpoczynamy bieg mocnym podbiegiem, w kierunku Siwego Wierchu (1805 m n.p.m.), przez Błędne Skały. Dokładnie po godzinie i 6 minutach stajemy na szczycie. Podziwiając piękny widok na całe Tatry, rozpoczynamy zbieg w kierunku Palenicy, rozległej przełęczy w grani głównej Tatr Zachodnich. Zbieganie w słowackich Tatrach to raj dla kochających bieg po ruchomych kamieniach. I ja się właśnie do nich zaliczam. Trzeba jednak bardzo uważać. Każdy nierozważny krok to potencjalna kontuzja. Dosyć szybko wskakujemy na Brestovą, mijamy Salatin i znowu biegiem w dół na Banikovskie Sedlo. Trasa miejscami jest dość wymagająca technicznie – podłoże nie jest stabilne, jest na nim bardzo dużo osuwających się kamieni.

Osuwające się spod nóg kamienie - tu trzeba zachować szczególną ostrożność (fot. autor)

Osuwające się spod nóg kamienie – tu trzeba zachować szczególną ostrożność (fot. autor)

Wśród turystów i kozic

Po niespełna 3 godzinach i 10 minutach meldujemy się pod Banikovem. Cały czas utrzymujemy dobre tempo, humory dopisują, ale powoli zaczyna nam brakować wody. Dobra wiadomość jest taka, że w okolicach Wołowca powinniśmy mieć możliwość uzupełnienia płynów. Na Wołowcu, wcześniej przechodząc skaliste Rochacze, meldujemy się po niespełna 90 minutach. 20 km, 2700 metrów przewyższenia za nami, a to oznacza, że najtrudniejszy odcinek mamy już za sobą. Pogoda nas nie rozpieszcza. Z nieba leje się żar. Głowa zaczyna parować. Całe szczęście, że tętno spokojnie niskie. Delikatnie zaczynam czuć już nogi, ale trzeba ruszać dalej. Na szlaku spotykamy coraz więcej turystów. Mijamy Jarząbczy, dalej Starorobociański i zbieg w kierunku przełęczy Siwy Zwornik a następnie Błyszcz– już mniej pewnym krokiem, ale ciągle dość żwawo. Zamiast turystów na trasie tym razem pojawiają się kozice. Dla mojego towarzysza biegu, Kamila, to widok zupełnie nowy. Ja, trenując na co dzień w Tatrach, zdążyłem się już przyzwyczaić do kozic przecinających moją biegową trasę.

Bieganie po górach - kierunek: Banikov (fot. autor)

Kierunek: Banikov (fot. autor)

Krótka droga do odcięcia prądu

Spoglądam na zegarek i z niepokojem spostrzegam, że za chwilę padnie mi bateria. Na 24 kilometrze zegarek pada również Kamilowi. To nie są dobre wiadomości, bo chcemy pobić rekord trasy, a nawet nie będziemy mieli tracker’a. Kolejną rzeczą, która może przydać się w trakcie długiego biegu w terenie jest dobry power bank. Wszystko to jednak zbędny luksus, gdy kończą się zapasy wody. A tej zaczyna nam właśnie brakować. Zaczynamy się martwić, że możemy się odwodnić, a stąd już krótka droga do całkowitego ”odcięcia prądu”.

Bieganie po górach - Rochacz Płaczliwy (fot. autor)

Rochacz Płaczliwy (fot. autor)

Trawersujemy na Ciemniak, omijamy Smreczyński Wierch i dalej biegniemy pod Tomanową. Tu na szczęście spotykamy dwie osoby, które ratują nas wodą. Teraz już wiemy, że damy radę. Czas jednak nieuchronnie ucieka. Nogi już nie takie świeże jak na zbiegu z Siwego Wierchu. Pocieszamy się jedynie, że przed nami ostatnie i jednocześnie najmocniejszy podbieg pod Ciemniak z Przełęczy Tomanowej, z której w oddali widać malutki staw. Pojawia się dylemat. Zbiegać do stawu i stracić co najmniej 30 minut na dotarcie do wody, czy iść przez kosówki w górę pomimo tego, że ponownie zaczyna nam brakować płynów, a żar ciągle leje się z nieba?

Po krótkiej dyskusji wybieramy powolną „śmierć” w upale i napieramy dalej na Czerwone Wierchy. W sezonie są strasznie oblegane, mamy więc nadzieję, że znajdzie się osoba, która ponownie poratuje nas wodą. Po upływie 30 minut meldujemy się na Ciemniaku. Nasze nadzieje co do wody nie okazują się płonne. Zostajemy poratowani litrową butelką mineralnej. Nagły przypływ energii sprawia, że sięgam po kolejny żel energetyczny i ruszamy przez oblegane Czerwone Wierchy.

Bieganie po górach - widok na Czerwone Wierchy (fot. autor)

Widok na Czerwone Wierchy (fot. autor)

Ponad 35 km w nogach i wielki finał

Już „za chwilę” staniemy na Małołączniaku. Następnie Kopa Kondracka, Goryczkowe Czuby, Kasprowy Wierch. Na świeżych nogach pokonuję tę trasę w niecałe 45 minut. Teraz, kiedy mam za sobą 35 km, w tym ponad 5 km przewyższenia, nie jest już tak łatwo. Postanawiam nie czekać na mojego partnera i biec, ile fabryka dała. Mijają kolejne minuty, kolejne kilometry. W oddali widzę już Kasprowy Wierch. Odcinek ten pokonuję w 53 minuty. Pojawia się też dziwna (po takim kilometrażu) lekkość nóg. „To już końcówka”- myślę. Zaraz Beskid i Liliowe. Strasznie jednak dłuży mi się ten odcinek. Pod Przełęczą masa ludzi. Nikt nie chce zejść ze szlaku. Zaczyna się więc slalom między turystami… i w końcu upragnione Liliowe!

Endorfiny, radość i moc, które napływają w jednej chwili. I ta myśl, że to już koniec. Na Liliowych melduję się z czasem: 11 godzin i 40 minut. W taki upał i przy braku jakiegokolwiek wsparcia na trasie, uważam, że to dobry wynik. Można chyba nawet stwierdzić, że nieoficjalny mały rekord trasy. W końcu będę mógł położyć się na miękkiej trawce i poczekać na Kamila. Towarzysz biegu dobiega niecałe 20 minut po mnie. Optymizm na chwilę znika, gdy uświadamiam sobie, że jeszcze trzeba będzie zbiec do Kuźnic. Teraz jednak najważniejszy jest odpoczynek. Oddaję się więc błogiemu relaksowi…

Bieganie po górach - na mecie- zmęczeni, ale szczęśliwi (fot. autor)

Na mecie – zmęczeni, ale szczęśliwi (fot. autor)

Wyprawka biegacza

Podczas mojej biegowej wycieczki  miałem na sobie: koszulkę z długim rękawem, a na to koszulkę z krótkim, legginsy o długości ¾, skarpety trialowe oraz buty biegowe. W plecaku znalazło się miejsce na: przeciwdeszczową kurtkę, dwie kanapki, dwa batony, 1 litr Pepsi, 4 litry wody oraz 8 żeli ALE Energy, 10 tabletek Hydro Salat ALE, 5 tabletek D-Vit 1000 ALE.

Planując biegową wycieczkę w terenie należy pamiętać przede wszystkim o nawadnianiu, nic tak bowiem nie ,,odcina prądu” w trakcie biegu, jak brak wody nie tylko w bukłaku, ale przede wszystkim w organizmie. Warto również mieć na uwadze zmieniającą się pogodę. Przeciwdeszczowa kurtka to „must have” każdej górskiej wyprawy, nie tylko biegowej. „Must have” to również apteczka i  folia NRC, bez względu na to, czy jest się biegaczem czy turystą. Do tego można dorzucić jeszcze dobrą czołówkę, zwłaszcza jeżeli biegamy jesienią i wcześnie robi się ciemno (albo planujemy start jeszcze przed świtem) oraz kije do biegania, jeżeli mamy pewność, że będą nam bardziej pomagać niż przeszkadzać na trasie. Nie zapomnijmy również o nakryciu głowy i okularach przeciwsłonecznych.

Pokonując trasę Grani Głównej Tatr Zachodnich należy również pamiętać o tym, że biegnie ona przecież na granicy polsko-słowackiej, więc konieczne jest – na wszelki wypadek – wykupienie ubezpieczenia na Słowację.

Czy bieganie po górach to „impreza” dla każdego?

Czy pokonanie biegiem Głównej Grani Tatr Zachodnich to „impreza” dla każdego? Niestety, nie. Z jednej strony Główna Grań Tatr Zachodnich to jedna z najbardziej dostępnych i zarazem najłatwiej osiągalna część Wielkiej Grani Tatr, z drugiej jest ona „osiągalna” biegiem tylko dla osób, które obyte są z trudnym terenem. Trasa w większości wiedzie oznakowanymi dobrze szlakami. I to jest plus. Minusem dla osób nie mających na co dzień za wiele do czynienia z wysokimi górami, jest suma przewyższeń, licząca w tym przypadku ponad 5 tysięcy metrów. Pokonanie tej trasy biegiem wymaga więc solidnego przygotowania kondycyjnego. Kolejną trudnością, o czym już wspomniane zostało powyżej, bywa upał i brak możliwości uzupełnienia wody na trasie. Oprócz przygotowania kondycyjnego, wymagane jest więc również przygotowanie „czasowe” – takie zaplanowanie międzyczasów na pokonanie poszczególnych odcinków, aby podczas biegu największym problemem nie był brak wody. Doświadczenie pokazało, że nawet start o 6 rano nie gwarantuje braku upałów. Warto podjąć to wyzwanie startując nawet o 2-3 godziny wcześniej.

Autor: Łukasz Zdanowski – biegacz górski, skialpinista, członek teamu Dare 2b Team, odnoszący sukcesy zarówno w biegach polskich, jak i na arenie międzynarodowej. W 2015 roku zajął 10 miejsce open w Bieg Ultra Granią Tatr, 5 miejsce open 50 Km Mała Fatra, 5 miejsce open podczas Festiwalu Biegowego w Krynicy na dystansie 64 km, 4 miejsce open w Sky&Clouds Run Slovakia 36 km. W 2016 roku zajął 2 miejsce podczas Ice Baikal Marathon, 4 miejsce podczas Biegów w Szczawnicy na dystansie 20 km, 2 miejsce podczas Salomon Ultra Trail Hungary na dystansie 115 km, 2 miejsce w Regatta Ultra Trail Małopolska na dystansie 48 km.

Udostępnij

W Temacie

Strona wykorzystuje pliki cookies w celach wyłącznie statystycznych. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były instalowane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na wykorzystanie plików cookies. Dowiedz się więcej.