Wszystko co „naj” wydaje się pociągające. Najwyższy szczyt na świecie, największa pustynia, najdłuższa rzeka – to wyzwania, które kuszą poszukiwaczy mocnych wrażeń. Po jednym przychodzi pora na następne, potem kolejne. I ani się obejrzeć, a powstaje projekt obejmujący więcej takich „naj”…
Korona Ziemi, zwana czasem także Koroną Gór Świata lub Koroną Gór Ziemi, to wyzwanie polegające na zdobyciu najwyższego szczytu każdego kontynentu. Pomysł takiego projektu przypisuje się powszechnie amerykańskiemu biznesmenowi i miłośnikowi gór – Richardowi Bassowi. Nadał mu efektowną nazwę „Seven Summits”, czyli „Siedem Szczytów”, która – co wyjaśnimy za chwilę – bywa nieprecyzyjna. Wiele osób decydujących się skompletować najwyższe szczyty siedmiu kontynentów, odwiedza ich nie siedem, ale nawet dziewięć.
Bass nie był wcale pierwszym, który wpadł na pomysł zdobycia Korony Ziemi. Pod koniec lat 40. taki właśnie projekt zaczął realizować znakomity amerykański wspinacz, William Hackett. Udało mu się wejść na pięć z siedmiu szczytów. Próba wejścia na Mount Vinson, którą podjął mając 67 lat nie powiodła się, a na Everest nigdy się nie wybrał z powodów czysto finansowych. Hackett był pierwszym Amerykaninem na Aconcagui, i brał udział w wyprawie na K2 w 1960 roku.
Po spopularyzowaniu Korony Ziemi powstało kilka podobnych list. Wszak podróżnicy i wspinacze zawsze szukają możliwości zrobienia czegoś, czego nie zrobił nikt wcześniej. Jednak wbrew temu co mogłoby się wydawać wcale nie są to wyzwania łatwiejsze. Weźmy choćby Seven Second Summits, czyli drugie co do wysokości szczyty każdego kontynentu. Na liście jest na przykład K2, blisko siedmiotysięczny Ojos del Salado, czy Mount Logan – o którym trudno powiedzieć, że jest łatwym szczytem. Sporą popularność zdobyła również lista siedmiu najwyższych wulkanów Ziemi. Co ciekawe, pierwsi Polacy – Ryszard Pawłowski i Tomasz Bryl – skompletowali ją dopiero w 2024 roku

Richard Bass w ideę zdobycia najwyższych szczytów każdego kontynentu zaangażował się na początku lat 80. W tamtych czasach wchodzenie na najwyższe szczyty nie było tak komercyjnie dostępne jak obecnie, a co dopiero mówić o zdobyciu całej Korony Ziemi. Każda ekspedycja była więc niezwykle kosztowna i skomplikowana. Towarzyszem Bassa w tym przedsięwzięciu był równie zamożny jak on, Frank Wells, i panowie rozpoczęli wspólne realizowanie go 1 stycznia 1983 roku. Ciekawostką jest, że pierwszy szczyt, Aconcaguę, zdobyli w towarzystwie legendarnego Yvona Chouinarda, założyciela marki Patagonia. Do końca roku udało im się zebrać sześć z siedmiu szczytów i do zdobycia został tylko Everest.
Po dwóch nieudanych próbach w 1984 roku, Wells zrezygnował i został… prezesem The Walt Disney Company. Bass uparcie jednak parł do przodu. Rok później podjął trzecią próbę i zakończył zdobywanie Korony Ziemi 30 kwietnia 1985 roku wchodząc na Mount Everest.
Już kiedy Bass i Wells realizowali swój projekt, pojawiły się głosy mówiące o tym, że lista najwyższych szczytów każdego z kontynentów powinna wyglądać nieco inaczej. Reinhold Messner uznał, że Góra Kościuszki, najwyższy szczyt Australii jest zbyt łatwy. Ma zaledwie 2230 m wysokości, a wejście na szczyt jest raczej spacerem niż wspinaczką.

Z geograficznego i geologicznego punktu widzenia za kontynent powinno uważać się nie samą Australię, ale Australię i Oceanię. To oznacza, że najwyższym szczytem tak rozumianego kontynentu jest Piramida Carstensza czyli Puncak Jaya. Ten mający 4884 m szczyt jest prawdziwym alpinistycznym wyzwaniem. Na dodatek, trudności nie są czysto wspinaczkowe, bo sama logistyka dotarcia na Nową Gwineę i uzyskania pozwolenie jest skomplikowana. Dość powiedzieć, że przez dziesięć lat – 0d 1995 do 2005 roku – wejście na ten szczyt w ogóle nie było możliwe.
Drugim szczytem w Koronie Ziemi, co do którego toczyły się dyskusje był Mont Blanc. Jeśli bowiem przyjąć najpowszechniej uznawaną granicę między Europą a Azją, przebiegającą przez Kaukaz, to Mont Blanc już nie jest najwyższy. W takiej sytuacji przegrywa bowiem z Elbrusem, leżącym niemal dokładnie na tej granicy. Co prawda, jeśli Europę rozumieć jako wspólnotę kulturowo-cywilizacyjną, to Kaukaz trudno uznać za jej część. Barwnie odniósł się do tego Piotr Pustelnik, mówiąc: “Jeśli Messnertwierdzi , że Kaukaz to jest Europa, niech wejdzie do ubikacji w Mineralnych Wodach. Zobaczy, jak wygląda ta jego Europa. Jeśli według niego tak ma wyglądać Europa, to ja bardzo przepraszam!”.
Postać znakomitego polskiego himalaisty, zdobywcy Korony Ziemi przywołujemy nie bez powodu. Pustelnik zaproponował bowiem jeszcze większe wyzwanie – „Trzy Korony”, czyli Koronę Ziemi, Koronkę Ziemi (drugie szczyty wszystkich kontynentów) oraz Koronę Himalajów i Karakorum.
Pierwszym zdobywcą Korony Ziemi w wersji Messnera był jednak nie słynny Austriak, ale Kanadyjczyk Pat Morrow, który ubiegł go o kilka miesięcy. Messner z kolei skompletował Koronę Ziemi wierny swoim przekonaniom – bez korzystania z dodatkowego tlenu.
Przeczytaj też:

Najpowszechniej relizowana wersja Korony Ziemi, tzw. lista Messnera, obejmuje następujące szczyty:

Mount Everest – Dach Świata, to marzenie, które uwodzi wielu. Najwyższa góra na świecie leży w Himalajach, na granicy Nepalu i Tybetu. Próbowano ją zdobywać już w latach 20., ale przez ponad 30 lat skutecznie opierała się śmiałkom. Na szczyt jako pierwsi dotarli 29 maja 1953 Nowozelandczyk Edmund Hillary i Nepalczyk Tenzing Norgay.
Obecnie w sezonie na szczycie staje czasem kilkaset osób. 23 maja 2019 było ich … 354. Nie można oczywiście powiedzieć, że wejście na Mount Everest jest łatwe. Jednak coraz lepszy sprzęt, znajomość góry i doświadczenie przewodników powodują, że klienci agencji mają większą niż dawniej szansę na sukces.
Z jedną z największych trudności i jednym z najpoważniejszych niebezpieczeństw na Evereście trzeba się zmierzyć jeszcze przed dotarciem do obozu I. Lodowiec Khumbu, który trzeba przejść, żeby zacząć właściwą wspinaczkę to istny labirynt szczelin. Na domiar złego, ocieplenie klimatu powoduje, że drogę przez lodowiec trzeba co roku wyznaczać w zasadzie na nowo. Szczelin jest coraz więcej a sam lodowiec jest poważnie zagrożony lawinami. Everest bardzo często jest zdobywany jako ostatni w Koronie ZIemi, właśnie ze względu na trudność i koszty.
Przeczytaj też:

Denali, dawniej nazywany Mount McKinley (choć stara nazwa ma właśnie powrócić), to najwyższa góra Ameryki Północnej. Jest położona na Alasce, w paśmie Kordylierów, nieco poniżej koła podbiegunowego. Wysokość nieznacznie tylko przekraczająca 6000 m mogłaby sugerować, że nie stanowi większego wyzwania niż wyższe szczyty w Koronie Ziemi – Aconcagua czy Everest. Tymczasem Denali to szczyt, na którym szanse na sukces są statystycznie najniższe.
Mimo relatywnie niedużych trudności technicznych, zdarzają się sezony, kiedy na szczyt udaje się dotrzeć mniej niż jednej trzeciej wspinaczy. Problemem na Denali są bowiem ekstremalnie niskie temperatury i bardzo silne wiatry. W 2003 roku termometr umieszczony kilkaset metrów poniżej szczytu zanotował -59,7°C. To oznacza, że na wierzchołku mogło być sporo poniżej -60°C. Denali nie jest po prostu mroźną górą. To jedno z najzimniejszych miejsc na naszej planecie.
Przeczytaj też:

Najwyższy szczyt Afryki jest niemal idealnym przeciwieństwem Denali. Kilimandżaro, najwyższa góra Afryki, leży w Tanzanii, zaledwie 3 stopnie (ok. 330 km) na południe od równika. To wygasły wulkan z trzema stożkami, z których najwyższy, Kibo, wznosi się na 5895 m nad poziomem morza. Najwyższy punkt o kilkudziesięciu lat nazywa się Uhuru Peak, co w języku suahili oznacza „Szczyt Wolności”.
Wejście na Kilimandżaro nie wymaga sprzętu wspinaczkowego, ale sporym wyzwaniem jest sama wysokość. Zdecydowana większość nieudanych wejść szczyt jest spowodanych chorobą wysokościową. Wiele osób właśnie od dość łatwo dostępnego Kilimandżaro zaczyna swoją drogę do zdobycia Korony Ziemi. Temperatury – choć niskie – nie są tak problematyczne jak na innych szczytach, trudności wspinaczkowych brak i jedyną zagadką jest to jak nasz organizm zniesie wysokość.
Wokół wierzchołka Kilimandżaro leży kilka lodowców, które znikają w nieprawdopodobnie wręcz szybkim tempie. Kilka z nich można zobaczyć już tylko na zdjęciach, a klimatolodzy prognozują, że do połowy XXI wieku, na Kilimandżaro nie będzie już ani grama śniegu ani lodu.
Przeczytaj też:

Tak samo jak Kilimandżaro, i Elbrus jest szczytem wulkanicznym. Najwyższa góra Europy znajduje się w Rosyjskiej części Kaukazu. W odróżnieniu od najwyższego szczytu Afryki, Elbrus jest wulkanem nie wygasłym, ale drzemiącym. Ostatnia aktywność miała miejsce co prawda ok. 2000 lat temu, ale na stokach nadal można poczuć charakterystyczną woń siarkowodoru.
Elbrus jest obok Kilimandżaro uważany za najłatwiejszy szczyt w Koronie Ziemi. Droga normalna nie stawia przed próbującymi go zdobyć szczególnych trudności, ale – absurdalnie – właśnie to przekonanie jest źródłem wielu wypadków. Wiele osób wybierających się na Elbrus, zachęconych entuzjastycznymi relacjami, wierzy, że to po prostu „bardzo wysoka Babia Góra”. Co sezon na Elbrusie traci życie nawet dwadzieścia kilka osób. Właśnie z powodu zbyt słabego przygotowania i niestarannej aklimatyzacji.
Przeczytaj też:

Leżący na Antarktydzie Mount Vinson jest kolejnym szczytem Korony Ziemi, w przypadku którego wyzwaniem nie są trudności techniczne. Problemem jest oczywiście jego położenie na kontynencie, który w odróżnieniu od wszystkich pozostałych jest niezamieszkany.
O istnieniu pięciotysięcznego szczytu w Górach Ellswortha na Antarktydzie przez długie lata jedynie spekulowano. Samo pasmo odkryto w latach 30. ubiegłego stulecia, ale nie wiedziano o nim wiele więcej ponad to, że istnieje i, że można szacować wysokość najwyższych jego szczytów na ponad 4000 m. Dopiero w 1958, podczas jednego z wojskowych lotów nad nim dokonano pomiarów, które wykazały, że najwyższe wzniesienie ma 4893 m.
Jak wiadomo, Antarktyda jest terytorium bezpaństwowym, zarządzanym przez społeczność międzynarodową na podstawie Traktatu Antarktycznego. Nie wszystkie jednak państwa są co do tego zgodne. Część Gór Ellswortha, w tym między innym Masyw Vinsona, leżą na terytorium do którego prawa rości sobie Chile. Wycinek antartyckiego „tortu” uważają za, ni mniej ni więcej, tylko terytorium swojego państwa. Na Antraktydzie powstała nawet niewielka, zamieszkiwana przez ok. 100 osób chilijska osada – Villa San Estrellas. Bez obaw, jak na razie wejście na Mount Vinson nie wymaga posiadania chilijskiej wizy.

Aconcagua to nie tylko najwyższa góra Ameryki Południowej. To także najwyższe na Ziemi wzniesienie poza Himalajami i Karakorum. W Koronie Ziemi jest więc oczywiście drugim co do wysokości szczytem. Tak samo jak w przypadku Kilimandżaro czy Elbrusu, droga normalna na szczyt jest relatywnie prosta. Nie ma odcinków wspinaczkowych, a czekan i raki przydają się tylko wówczas, gdy pod szczytem jest dużo śniegu. Bywa nazywana najwyższym trekkingowym szczytem świata, bo gdyby nie wysokość, zdobyć mógłby ją niemal każdy.
Z racji na brak wyzwań technicznych, Aconcagua często jest wybierana przez himalaistów jako miejsce aklimatyzacji przed wyprawą. Znacznie łatwiej bowiem zdobyć wysokość wchodząc na najwyższy szczyt Ameryki Południowej, niż zmagać się z trudną technicznie wspinaczką w Himalajach. Na Aconcaguę prowadzi też kilka prawdziwie trudnych wspinaczkowych dróg, jak choćby Droga Polaków, którą na południowej ścianie wytyczyła polska wyprawa w 1934 roku.
Przeczytaj też:

Leżąca na Nowej Gwinei Piramida Carstensza jest szczytem, który nie był obecny w pierwszych wersjach listy Korony Ziemi. Wspinacze są jednak poszukiwaczami wyzwań i adrenaliny i od momentu kiedy Messner zaproponował zastąpienie Góry Kościuszki tym szczytem, większość mu przyklasnęła.
Piramida Carstensza to oczywiście nazwa nadana przez kolonizatorów, Holendrów, na cześć jej odkrywcy, Jana Carstensza. Kiedy w 1963 roku Indonezja przejęła kontrolę nad holenderską częścią Nowej Gwinei, nadano jej nazwę Puncak Jaya, co można przetłumaczyć jako „Szczyt Zwycięstwa”.
Jest najniższym z siedmiu szczytów z tzw. listy Messnera, ale powszechnie uważa się go za jeden z trudniejszych. Poza czysto technicznymi, wspinaczkowymi wyzwaniami, ogromną komplikacją jest logistyka wyprawy. Rząd Indonezji bardzo restrykcyjnie kontroluje dostęp do góry i zdarzało się, że przez całe lata nie wydawano żadnych zezwoleń. Jednym z powodów jest fakt, że u stóp Puncak Jaya leży druga co do wielkości kopalnia złota na świecie.
Z pierwszym wejściem na Piramidę Carstensza wiąże się cokolwiek kuriozalna historia. Holenderska ekspedycja, która wybrała się na podbój najwyższego wzniesienia na wyspie w 1936 nie weszła na ten szczyt, można by powiedzieć przez przypadek. Nie byli w stanie określić, który wierzchołek jest najwyższy i … wybrali źle wchodząc na zaledwie 20 metrów niższy Ngga Pulu. Na właściwy szczyt dotarł ze swoją ekipą dopiero w 1962 roku Heinrich Harrer.
Przeczytaj też:

Koronę Ziemi zdobyło dotychczas pradowpodobnie blisko 500 osób. „Prawdopodobnie”, bo w odróżnieniu od himalajskich ośmiotysięczników, nie ma jednolitego rejestru wejść. Informacje są mocno rozporoszone i nierzadko sprzeczne. Nas jednak najbardziej interesuje lista polskich zdobywców Korony Ziemi, a na niej jest prawie 30 osób. Wymieńmy więc chociaż część z nich.

Wyprawy na wszystkie kontynenty, zdobywanie trudnych szczytów – trudno się dziwić, że skompletowanie Korony Ziemi to ogromne koszta. To prawda, że choćby na Elbrus można wejść w wersji budżetowej. Nie ma wymogu wchodzenia z przewodnikiem, dotarcie na Kaukaz też nie jest jakoś niezwykle kosztowne.
Sytuacja jest jednak diametralnie inna jeśli przyjrzeć się kosztom związanym ze zdobywaniem Mount Everest albo Mount Vinson. W tym pierwszym przypadku nawet mocno oszczędna wersja wyprawy to koszt ok. 35 000 USD – bez sprzętu i biletów do Nepalu. Mount Vinson jest równie szalonym wydatkiem. Firma, która jest liderem w organizowaniu wypraw na Antarktydzie, ALE (Antarctic Logistics & Expedition) wycenia taką przyjemność na ponad 50000$. Jeśli doliczyć do tego jeszcze droższe niż w przypadku lotu w Himalaje bilety, okazuje się, że każda z tych dwóch wypraw jest kosztowniejsza niż pozostałych pięć.
W teorii, wejście na Denali również nie wymaga korzystania z usług agencji. Mało kto jednak – poza bardzo doświadczonymi wspinaczami i himalaistami – się na to decyduje. Zatem teoretyczny najniższy koszt takiej wyprawy jest niemal zupełnie iluzoryczny, bo większość osób wybierających się na najwyższą górę Ameryki Północnej, dla własnego bezpieczeństwa, skorzysta z usług doświadczonych przewodników.
Szacunkowe koszty wypraw na każdy z siedmiu szczytów Korony Ziemi, na bazie cen proponowanych przez agencje to:
Strona wykorzystuje pliki cookies w celach wyłącznie statystycznych. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były instalowane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na wykorzystanie plików cookies. Dowiedz się więcej.