31.05.2019

Życie w kamperze

Miałem takie marzenie, czy raczej wyobrażenie o przyszłości, że kupię sobie kiedyś leśniczówkę. Najlepiej z czerwonej cegły. Dookoła będzie las, ja będę w niej spędzał emeryturę, spacerując codziennie po lesie. Jednak nie znam nikogo prominentnego w Lasach Państwowych, więc nie liczę na korzystną dzierżawę czy kupno wymarzonej leśniczówki, jak to zrobiło kilku polityków. Zresztą, od pewnego czasu mam inny pomysł...

Wspinacze są raczej minimalistami. Przechodziłem chyba wszystkie etapy wspinaczkowej egzystencji. Podróżowanie autostopem czy spanie w krzakach – nie jest mi to obce. Pamiętam, jak wracając kiedyś ze wspinania musieliśmy spędzić noc w Rzymie, ponieważ nasz autobus odjeżdżał z samego rana. Wtedy jeszcze nie mieliśmy w Polsce tanich linii lotniczych. Nie mając pieniędzy na jakikolwiek nocleg, postanowiliśmy przespać się za darmo w jakimś bezpiecznym miejscu. Stwierdziliśmy, że bezpiecznie jest tam, gdzie w nocy nie ma wstępu. Colosseum odpadło, ponieważ są tam zamontowane wysokie płoty i trudno przejść niepostrzeżenie. Ale Forum Romanum… Wiec spędziliśmy noc na Forum Romanum. Wspinacze nie potrzebują wiele do realizowania swojej pasji. Zamiast luksusowych hoteli często wybierają życie w kamperze.

Życie w kamperze

Kamper to styl życia. (fot. Pixabay)

Od czegoś trzeba zacząć…

Pierwszym moim samochodem była Skoda Favorit. Nie combi. Mało reprezentacyjny, ale skutecznie woził mnie na południe Europy, a zepsuł się tylko raz. A że było to w samym środku Szwajcarii… Na szczęście spotkaliśmy dobrych ludzi. W każdym razie Favoritka dała pierwsze poczucie komfortu – można było zapakować większy namiot, więcej ubrań, jedzenia. Ideał! Wraz z wiekiem rosną jednak wymagania, ale i możliwości. Pierwszy samochód combi pozwalał mi już spać wewnątrz. Czułem się jak w prawdziwym hotelu. Do tego stopnia, że jeżdżąc po Polsce w sprawach zawodowych, wolałem położyć się w samochodzie, zamiast brać hotel. To meldowanie się na kilka godzin, poprzedzone szukaniem rezerwacji, zawsze było dla mnie stratą czasu. Nawet w takich chwilach wychodził ze mnie wspinacz, nie sknera.

Kolejnym etapem był samochód, który jest marzeniem każdego wspinacza (i nie tylko) – VW Multivan. To już był niezły apartament. Prawdziwe „łóżko” w samochodzie, ogrzewanie postojowe, miejsce na nadbagaż. Można było gotować wewnątrz… Jeździłem nim również na skitury czy rowery. Mogłem robić wszystko co chciałem, podróżować gdzie chciałem. Oczywiście apetyt rośnie w miarę jedzenia. Więc jak tak przemieszczałem się po Europie, zacząłem zauważać, że część wspinaczy ma kampery. Albo narciarze – stoją sobie na parkingach pod wyciągami i nie muszą szukać noclegów. Reagują na aktualne prognozy pogody i opady śniegu. Zamarzyło mi się… Wspinacze używają najczęściej leciwych pojazdów, często przerobionych własnym sumptem i według własnej fantazji. Narciarze to lepiej sytuowana grupa, więc i kampery mają lepsze.

życie w kamperze

Kamper z duszą. (fot. archiwum autora)

Zakup kampera – kiedy ma to sens?

Nie wiem kiedy dokładnie zaświtała mi myśl o zakupie kampera, ale ten pomysł wykiełkował i rozwinął się dosyć szybko. Złożyło się to w czasie z innymi wydarzeniami. Był to już okres, w którym mogłem zacząć myśleć o spędzaniu większej ilości czasu na wyjazdach. Zawsze dużo jeździłem, ale kamper to inna bajka. Taki zakup ma sens, kiedy spędza się w nim minimum 3 miesiące w roku. Tak uważam. Co prawda tyle już wtedy podróżowałem, ale cele tych wyjazdów były różne. By zakup kampera miał sens, musiałem znaleźć czas na odwiedzanie innych miejsc niż tylko te, które już wcześniej planowałem. Gdybym miał używać go krócej niż przez te kilka miesięcy w roku, to szkoda zachodu oraz finansów. Lepiej szukać innych sposobów podróżowania i nocowania.

Kiedy jednak zdecydujemy się na podróżowanie kamperem, daje to nam poczucie wolności i wygodę, która dla mnie jest porównywalna z przebywaniem w domu. Tak to widzę. Nie potrzebuję niczego więcej. Tylko to poczucie wolności musiałem trochę zweryfikować. Ale do tego jeszcze wrócę.

życie w kamperze

Camarasa / Hiszpania. (fot. archiwum autora)

Podróżowanie kamperem – o czym warto pamiętać?

Aby przyjemnie podróżować przez dłuższe okresy czasu, dobrze robić to w przyzwoitych warunkach. Na to składa się kilka czynników:

  • Po pierwsze – temperatura. Na dłuższą metę męczące jest przebywanie w mało komfortowym klimacie. Mam tu na myśli już takie temperatury, które spotykamy w chłodniejszych miesiącach na południu Europy. Wieczorami lub nad ranem, może to być niewiele powyżej zera, czasami nawet poniżej. Gotowanie czy spędzanie wolnego czasu w takiej temperaturze nie sprzyjają regeneracji.
  • Po drugie – przestrzeń. Kampery nie są co prawda duże, ale jest w nich miejsce na rozłożenie naszych rzeczy, wraz ze sprzętem wspinaczkowym. Możemy zrobić większe zakupy spożywcze. Do tego da się wieczorem wygodnie usiąść (w pokojowej temperaturze!) na wygodnych siedzeniach (czy nawet położyć) i oddać się czytelnictwu, oglądaniu filmów lub pracy.
  • Po trzecie – gotowanie. Tutaj prawie w ogóle nie czuję ograniczeń. Jak wspomniałem – można korzystać z większych, czyli także urozmaiconych, zapasów jedzenia. Do tego lodówka pozwala przechowywać bardziej wymagające produkty. No i dzięki niej po pojeździe nie rozchodzą się zapachy wydobywające się z otwartych opakowań. Brak ograniczeń czuję do tego stopnia, iż zdarza mi się w kamperze samemu robić ser panir, który potrzebuję do przepisów kuchni indyjskiej. Ogólnie, to w kamperze jem tak samo jak w domu. Jedyne ograniczenie, to brak piekarnika (takie dodatki znajdują się w bardziej „wypasionych” modelach). Do tego dodajmy możliwość zmywania naczyń – oczywiście nie w zmywarce, ale jednak jest zlew, można nawet mieć ciepłą wodę. Kolejnym udogodnieniem jest prysznic. Czy to latem, czy zimą, doceniam możliwość wzięcia ciepłej kąpieli. Jasne, da się bez tego obejść przez kilka dni, ale jak można skorzystać, to zmienia się perspektywa.
Życie w kamperze

Siurana / Hiszpania. (fot. archiwum autora)

Jak podróżować kamperem?

Zakup takiego samochodu to dopiero początek. Trzeba go dostosować do własnych wymagań. Może z kamperem jest tak jak z domem – przy pierwszym uczymy się na błędach, a dopiero drugi przybliża nas do ideału? Tego typu samochody występują w różnych wielkościach. Wspinacze rzadko mają takie, które przekraczają 3,5 tony, bo problemem byłoby wówczas prawo jazdy (chociaż nie zawsze, bo np obywatele Niemiec mając uprawnienia na samochody osobowe, mogą kierować kamperami ważącymi do 7,5 tony!). Cięższe samochody to również większe opłaty za autostrady (zależnie od kraju). No i chyba najważniejsze – dużym samochodem trudno zmieścić się na wąskich drogach, w zatoczkach i miasteczkach. A wspinanie, bardzo często, znajduje się w takich własnie miejscach.

Wolność podróżowania ma pewne… ograniczenia. Kiedy chcemy spędzać czas w kamperze podczas częstych wyjazdów, traci się wiele dni na dojazdy i jest to kosztowne. Na przykład wyjazd kamperem do Hiszpanii, to dwa dni w jedną stronę, cena paliwa i autostrad.

życie w kamperze

Camping w Margalef. (fot. archiwum autora)

Ja mam inne rozwiązanie. Zostawiam samochód na tanim parkingu w pobliżu lotniska, do którego mogę dolecieć z Polski tanimi liniami. W takim wypadku wyjazd na kilka dni nie jest żadnym problemem. Zostawiając samochód w okolicach Barcelony/Girony można szybko dojechać do miejsc położonych w sporej części Hiszpanii, czy znajdujących się na południu Francji. Raz w roku trzeba tylko przyjechać do Polski, by zrobić przegląd, ale ten obowiązek również można połączyć z wakacjami czy chodzeniem po górach lub wspinaniem. Gdybym raz w miesiącu miał pokonywać tą drogę samochodem, straciłoby to sens. Latam zupełnie bez bagażu. Piorę na miejscu (w pralniach publicznych czy na kempingach). Na kamperowych gości zawsze czeka u mnie  śpiwór z wkładką higieniczną, więc również oni nie muszą zabierać zbyt wielkiego bagażu.

Życie w kamperze – gdzie spać?

Charakter moich wyjazdów sprawia, że nie mam żadnych problemów ze spaniem tam, gdzie chcę. Preferuję raczej miejsca bez ludzi lub z małą ich ilością. Najczęściej spotykam osoby, które przyjechały uprawiać tą samą aktywność. Pomiędzy poszczególnymi krajami występują różnice w podejściu do spaniach w kamperach, ale generalnie nie ma z tym problemu. Chyba, że w czasie sezonu odwiedza się naprawdę popularne turystyczne miejsca. Wtedy trzeba liczyć się z lokalnymi ograniczeniami i koniecznością nocowania na kempingach. Przed wyjazdem można poszukać w internecie miejsc do spania lub skorzystać ze specjalnych aplikacji (np. park4night), z których dowiemy się o najbliższych miejscach do spania czy instalacjach do uzupełnienia wody itd.

Wczytuję galerię

Życie w kamperze – jak to wszystko działa?

Woda

Kampery mieszczą ok 100 litrów wody, co w przypadku dwóch osób powinno wystarczyć na ok 3–4 dni. Krany oraz prysznic mają trochę inną konstrukcję, bo chodzi o to, by było mniejsze zużycie. Zresztą mieszkając w kamperze można zauważyć, jak mało potrzeba człowiekowi do życia. Bardzo rzadko miewam problem ze zdobyciem wody. Jeśli nie mieszkam na kempingu (co u mnie jest normą, bo kempingi wybieram sporadycznie), uzupełniam zapasy w przeróżnych miejscach, zależnie od kraju.

Południe Europy zwykle obfituje w punkty przygotowane specjalnie dla użytkowników kamperów, gdzie można za darmo (czasami kosztuje to symboliczne 1–3 euro) nabrać świeżej wody i zrzucić brudną. Jest też opcja uzupełniania zapasów za opłatą (rzadko słyszę odmowę). Do tego dodać należy liczne myjnie samochodowe i krany na skwerach. Z pewnością warto wyposażyć się w przewód i różnego rodzaju końcówki do nakręcania na krany. W moim zestawie jeden z przewodów zakończony jest smoczkiem. Nakładam go na krany pozbawione gwintu. Wystarczy zacisnąć opaskę (trytytkę) i można spokojnie napełniać zbiornik.

życie w kamperze

Poranna kawa. (fot. archiwum autora)

Gaz

To bardzo ważne źródło energii. Gazem ogrzewamy, na gazie gotujemy i grzejemy wodę prysznicową. Na gaz jest również lodówka. Jeżeli w którymś z wymienionych przypadków postanowimy przejść na energię elektryczną z akumulatorów, szybko będziemy chcieli wrócić do gazu. Spotykałem takie rozwiązania u znajomych i słabo zdawały egzamin. Gaz najczęściej dostarczany jest z butli, co przy dłuższych wyjazdach jest problemem, ponieważ co kraj to inny standard połączeń. Warto się do tego przygotować. Ja od razu zamontowałem sobie pod samochodem jedną dużą butlę, którą uzupełniam na stacjach LPG.

Nie mam żadnego problemu z dostępem do gazu, a wewnątrz zwiększyła mi się przestrzeń na szpej wspinaczkowy. Koszt gazu zużywanego przeze mnie w ciągu dwóch tygodni, to ok 10-12 euro i to niezależnie od pory roku. Butla wystarcza mi na 3–4 tygodnie. Jeżeli jest ciepło, to lodówka zużywa więcej gazu. Gdy jest zimno, lodówka potrzebuje go mniej, za to więcej idzie na ogrzewanie. Dzięki temu zużycie z reguły pozostaje na tym samym poziomie. Inne rozwiązanie polega na zamontowaniu końcówek do różnego typu butli.

Życie w kamperze zimą

Na skituarch po słowackiej stronie Tatr. (fot. archiwum autora)

Ogrzewanie kampera

Jak wspomniałem, ogrzewanie w kamperach jest na gaz. W sytuacji, gdy spędza się wiele dni na wyjazdach, brak ogrzewania byłby bardzo uciążliwy. Nie wyobrażam już sobie podróżowania samochodem, który nie ma takiej funkcji. Oznaczałoby to brak wystarczającego wypoczynku, ubytki energii, którą organizm musi przeznaczyć na ogrzanie się, a w konsekwencji wolniejszą regenerację po wysiłku. Jeśli tylko mam ogrzewanie, mogę w kamperze przesiedzieć całą zimę. Zdarzały mi się wyjazdy, gdy temperatura na zewnątrz sięgała -20°C, a ja spędzając czas w środku, ubrany byłem w bluzę. Zresztą już wcześniej – gdy używałem jeszcze Multivana – bardzo szybko zamontowałem w nim ogrzewanie postojowe.

jak żyć w kamperze

Pomysłowość właścicieli van-ów jest nieograniczona. Tutaj: zbiornik na wodę, z ogrzewaniem „solarnym”. (fot. archiwum autora)

Prąd

Przyzwoity kamper ma dwa akumulatory, których zadaniem jest dostarczenie energii na nasze potrzeby (nie liczę akumulatora do obsługi silnika). Początkowo dałem się przekonać do tego, by nie montować solara do postojowego zasilania akumulatorów, a ładować je poprzez alternator. Faktycznie, włącznie raz lub dwa razy dziennie silnika na 15–20 minut jest rozwiązaniem pozwalającym na w miarę skuteczne ładowanie akumulatorów. Jednak dopiero po założeniu na dachu panela słonecznego poczułem pełen komfort. Przy tych ilościach prądu można było wreszcie bez ograniczeń: oświetlać kampera wieczorami, a także ładować komputery oraz inne urządzenia. Nie wiązało to się z obawą, że zabraknie nam prądu, np. do sterowania ogrzewaniem (co raz mi się zdarzyło i do dziś wspominam z pewną traumą). Do tego zamontowałem przetwornicę na 220 V ze sporą ilością watów, dzięki czemu mogę podłączać blender czy ładować rowery elektryczne. Odnoszę wrażenie, że teraz mam tyle prądu, co jakaś mała elektrownia.

życie w kamperze

Można mieć i taki „dom”. (fot. archiwum autora)

Życie w kamperze – jak dostosować pojazd do potrzeb?

Spędzając czas w kamperze widzę, jak mało „mediów” człowiek potrzebuje do życia. Przez dwa tygodnie moje zużycie gazu zamykało się w kwocie, jaką trzeba przeznaczyć na zakup średniego kartusza do palnika turystycznego. Prądu z zewnątrz nie potrzebuję wcale. Woda na dwie osoby to około 25–30 litrów dziennie, więc tygodniowo zużywamy jej mniej, niż inni podczas jednej kąpieli, gdy napełnią porządną wannę. Ale tego wszystkiego trzeba się nauczyć, poznać patenty. Konieczne jest dostosowanie kampera do swoich potrzeb, preferencji, sposobu spędzania czasu oraz stylu podróżowania.

Do rozważenia są różne kwestie, m.in. to jaki sprzęt grający zamontować, by móc wieczorami słuchać muzyki. „Nauczenie się kampera” trwa może rok albo nawet i dwa lata. Dobrze jest przyglądać się spotkanym samochodom i notować zastosowane w nich patenty, rozmawiać, czytać w internecie… Często nie wpadniemy na to, aby skorzystać z jakiegoś rozwiązania, dopóki go u kogoś nie zobaczymy. A przeróbki na pewno będą konieczne.

życie w kamperze

Nieoficjalny parking na Costa Blanca / Hiszpania. (fot. archiwum autora)

Życie w kamperze: na kempingu czy poza?

Kampery najczęściej dostosowywane są do używania na kempingach, gdzie można się podpiąć do prądu z sieci i jest możliwość pozbycia się zawartości toalety itd. Dla mnie najważniejsze jest poczucie niezależności, co determinuje sposób w jaki używam swój pojazd. Na kempingach śpię tylko wtedy, gdy muszę (lub chcę). Czasami skłaniają mnie do tego lokalne ograniczenia i szacunek dla zasad ustalonych przez tamtejszą społeczność. Innym razem decyduje o tym wygoda. Jednak w większości przypadków z kempingów nie korzystam. Zresztą często nawet nie ma ich w pobliżu. Jestem w stanie nie ruszać się z jednego miejsca przez tydzień czy nawet dwa, z wyjątkiem sytuacji, gdy trzeba podjechać do najbliższego kranu z wodą. Jestem w stanie skrupulatnie zaplanować zakupy (uzupełnienia wymagają tylko warzywa i owoce). Daje to wszystko dużą oszczędność czasu, pozwala na szybkie przemieszczanie się, zapewnia wygodę.

Czasami trzeba coś naprawić, więc niezbędny jest komplet narzędzi i różnego rodzaju dziwnych akcesoriów, którymi da się wszystko zreperować. Cytując jednego z moich kolegów: „życie w kamperze jest czasami jak misja Apollo 13”. W zamian mamy wygodę. Po wspinaniu możemy wziąć prysznic, ugotować ulubione danie, siąść w wygodnym fotelu. Nie trzeba ściskać się w namiocie i siedzieć na linie – co jest fajne, ale nie przez kilka miesięcy w roku. Co w tym wszystkim jest największym problemem? Na pewno… znalezienie czasu, który spędzić można w kamperze. Na razie udaje mi się ten czas znajdować, pracować zdalnie. I spotykam Polaków którzy próbują żyć podobnie. Dla mnie to będzie idealna emerytura.

Życie w kamperze

Parking w Siuranie. (fot. archiwum autora)

Udostępnij

W Temacie

Strona wykorzystuje pliki cookies w celach wyłącznie statystycznych. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były instalowane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na wykorzystanie plików cookies. Dowiedz się więcej.