06.10.2016

Czy K2 to nowy Everest? – czyli o komercjalizacji słów kilka

Z roku na rok coraz więcej wypraw komercyjnych próbuje zdobyć K2. Z roku na rok coraz więcej namiotów rozstawia się pod jedynym jak dotąd niezdobytym zimą ośmiotysięcznikiem. Czy najtrudniejszej górze świata grozi los Mount Everest i powszechna komercjalizacja? Skala trudności i wymagająca pogoda póki co wydają się dla wielu zespołów barierami nie do przejścia. Jednak jak długo jeszcze?

21 lipca tego roku potężna lawina na zboczach K2 pokrzyżowała plany wielu wypraw, w tym ekspedycji unifikacyjnej Polskiego Himalaizmu Zimowego. Celem naszej ekipy było nie tylko zdobycie wierzchołka, ale także rozpoznanie drogi Żebrem Abruzzi przed planowaną na przełom 2016/2017 wyprawą na ten ostatni, nie zdobyty w warunkach zimowych, ośmiotysięcznik [przypis red. – ostatecznie wyprawa nie odbędzie się w planowanym terminie]. Lawina, która oberwała się ze stoków powyżej obozu trzeciego była potężna, niszczyła wszystko co stało na jej drodze. Obóz trzeci stojący powyżej Czarnej Piramidy został dosłownie zmieciony z powierzchni ziemi. Szczęśliwie nikogo wtedy w C3 nie było, bo przecież mogło dojść do gigantycznej tragedii.

Od 2013 roku, kiedy to pierwsze komercyjne wyprawy ruszyły na podbój szczytu, K2 stało się celem zainteresowań agencji wyprawowych z Pakistanu i Nepalu, które za niemałe pieniądze wprowadzają na szczyt „klientów” – turystów wysokościowych.

Patrząc na zdjęcie obozu trzeciego zrobione 17 lipca, czyli na parę dni zanim spadła lawina, w obozie stały dziesiątki namiotów. Jest to namacalny znak czasów i komercjalizacji K2. W trakcie naszej wyprawy w roku 2014, a już wtedy zaczynały działać na zboczach K2 komercyjne wyprawy, w tym miejscu stały tylko trzy namioty! Teraz mieliśmy całe miasteczko, wniesione w zdecydowanej większości przez tragarzy. Ale czy K2 podzieli losy Mt. Everestu i stanie się boiskiem działalności tzw. wypraw komercyjnych?  W tym sezonie światową prasę obiegły tytuły, które wręcz krzyczały “K2 to nowy Everest.” Na sezon 2016 wydano aż 112 pozwoleń, czyli zdecydowanie więcej niż kiedykolwiek wcześniej (dla przykładu poprzedni rekord 60 pozwoleń padł w roku 2014, kiedy to przypadała sześćdziesiątą rocznica zdobycia góry przez Włochów). To oczywiście świadczy o pewnym trendzie: agencje turystyczne zrobią wiele, jeśli nie wszystko, aby na K2 zarobić ogromne pieniądze, aby zapewnić elitarnym „turystom” zdobycie góry dzięki tlenowi, opiece sherpów i kompleksowemu serwisowi. Lecz K2 nigdy drugim Everestem nie będzie. W sezonie 2014 na szczycie stanęło ok. 30 wspinaczy/turystów, na Evereście ok. 500. To pokazuje różnicę, przepaść, która nieprędko się zmieni. Oczywiście Everest jest najwyższą górą na Ziemi i należy jej się stosowny respekt, ale K2 to zupełnie inna historia…

Widok ze szczytu K2 (fot. autor)

Widok ze szczytu K2 (fot. autor)

Pogoda

Karakorum leży na zachód i bardziej na północ niż łańcuch Himalajów i ma to kolosalne znaczenie. Wszystkie fronty napływające z zachodu uderzają w łańcuch Karakorum zanim dotrą w Himalaje. W Karakorum panują znacznie gorsze warunki pogodowe, niż w Himalajach, i nie ogranicza się to tylko do zimy. Wystarczy spojrzeć na statystyki: Na Everest od 40 lat z rzędu mamy wejścia szczytowe, na K2 od 1986 do 2015 roku było aż 11 sezonów bez wejścia na szczyt! Na K2 nie tylko słabość ducha i ciała, ale przede wszystkim pogoda i warunki rozdają karty oraz decydują o porażce bądź sukcesie.

Dojście do Bazy

Trekking na dojściu do bazy pod K2 jest wręcz spektakularny, a widoki są, jak to się teraz mówi w zgodzie z panująca modą wśród „tatromaniaków”, epickie! Ale też uczciwie trzeba powiedzieć, że dla wspinaczy droga przez lodowiec Baltoro, to zło konieczne. Długość lodowców Baltoro i Godwin Austen prowadzących do podnóża K2 to ok. 90 km, pod Everest ok. 30 km. Od wejścia na lodowiec nie ma ścieżki lecz surowy lodowiec, a temperatury wahają się od – 12 w nocy do +45 w cieniu w dzień (takie temperatury mieliśmy latem 2014 roku). Od pierwszego dnia trekkingu nie ma po drodze tak dobrze znanych z Nepalu „herbaciarni”. Przekraczanie rzek lodowcowych bywa ryzykowne, zdarzały się wypadki śmiertelne. To wszystko powoduje, że dojście pod K2 nie jest proste i diametralnie różni się od dotarcia do bazy północnej czy południowej pod Everestem. Sam trekking pod K2 może zmęczyć i proszę mi wierzyć, że wiem co piszę. 😉

Treking pod K2 to przyjemność sama w sobie (fot. autor)

Treking w kierunku K2 (fot. autor)

Abruzzi Ridge

W żaden sposób nie można porównać, poza zbieżną wysokością, trudności drogi Żebrem Abruzzi z drogą normalną, wiodącą od południa z Nepalu przez Przełęcz Południową, czy od północy z Tybetu. Wspinacz na Żebrze Abruzzi musi posiadać wszechstronne umiejętności wspinaczkowe: w przeciągu kilku dni jest poddany próbie wspinaczki w mikście, lodzie i czystej  skale. Umiejętność balansowania, wspinania się na przednich zębach raków, jest obligatoryjna, a trudności miejscami sięgają IV stopnia. Do szczytu Czarnej Piramidy nie ma przedeptanej ścieżki, gdzie można podpierać się kijami, nie ma też jednego czy dwóch skalnych uskoków jak na Evereście – cały czas trzeba się wspinać. Droga jest miejscami powietrzna: w 2014 roku wspinając się na K2 widziałem na własne oczy, jak strach przed ekspozycją paraliżował „klientów”. Sytuacje te powodowały oczywiście zatory na poręczówkach, ale przede wszystkim sprowadzały zagrożenie. Powyżej Czarnej Piramidy na wysokości ok. 7450 metrów zakłada się obóz trzeci (C3). Droga, która wiedzie na Ramię do obozu czwartego (C4 ok. 7850 m) nie należy do najłatwiejszych. To w tej sekcji podczas zejścia ze szczytu zginął, wskutek upadku, Tadeusz Piotrowski. Teren jest rozległy i trudny orientacyjnie, do tego ekstremalnie niebezpieczny z uwagi na zagrożenie lawinowe, co pokazał mijający sezon. Obozy C4 i C3 stanowią też śmiertelną pułapkę w przypadku załamania pogodowego. Wszyscy pamiętamy o tragediach jakie wydarzyły się tam w 1986 i 2010 roku. Sami doświadczyliśmy, co to znaczy schodzić z Ramienia K2 w niepogodzie i po ciężkim opadzie śniegu – dodam tylko, że to zejście o świcie 1 sierpnia 2014 roku pamiętam jako jedno z najcięższych doświadczeń górskich. Oczami wyobraźni widzę, co by się działo, gdyby taki opad śniegu zaskoczył w tym miejscu miasteczko namiotów, w którym „turyści” marzyliby o swoim K2. Nie trudno domyślić się jakby to się skończyło.

Na K2 nie ma łatwego wspinania (fot. autor)

Na K2 nie ma łatwego wspinania (fot. autor)

Powyżej C4 wcale nie jest lepiej, co prawda na chwilę kąt nachylenia stoku maleje i wreszcie można kawałek przejść nie będąc wpiętym w linę poręczowa, ale to tylko fragment, bo przed nami jest do pokonania niesławny żleb Szyjka Butelki, a nad nim gigantyczny serak wiszący złowrogo nad głową przez wiele godzin podejścia. Trawers pod serakiem też nie należy do przyjemnych, wydarzył się tu niejeden wypadek. Ten najbardziej tragiczny – w 2008 roku, kiedy to część lin poręczowych została porwana przez obryw wspomnianego seraka i ludzie wracający ze szczytu mieli odciętą drogę powrotu. Inną kwestią jest fakt, że gdyby taka sytuacja zaskoczyła doświadczonych wspinaczy, powinni bezpiecznie zejść z tego miejsca, nawet bez lin poręczowych, więc i ten przypadek pokazuje, że K2 to trudna góra i nie dla każdego. Powyżej seraka, po pokonaniu trawersu nie ma luzu, dalej jest stromy teren i tak będzie aż do szczytu. I to jest to, co odróżnia normalną drogę na K2 od innych prowadzących na ośmiotysięczniki, w tym i na Mt. Everest – od podstawy do szczytu z nielicznymi wyjątkami, wspinamy się w  eksponowanym terenie.

Poręczówki

W wielu miejscach trzeba na linach poręczowych „ofensywnie” wisieć, czy to posuwając się do góry, czy zjeżdżając w dół. Na K2 też to inaczej wygląda niż na Evereście, gdzie konieczność ofensywnego małpowania sprowadza się dosłownie do kilku miejsc. Na K2 praktycznie od wysokości ok. 5250 m do 7400 m, do szczytu  Czarnej Piramidy poręczówki to nie placebo, a konieczność. W przyszłości z pewnością będzie dochodzić do konfliktów pomiędzy komercyjnymi wyprawami a małymi samodzielnymi, co do opinania góry siatką lin poręczowych i co do zasady korzystania z nich. Taką nerwową sytuację mięliśmy już w 2014 roku, kiedy to po raz pierwszy pod K2 przyjechały komercyjne agencje wyprawowe. Zażądano od nas po 500 $. Byliśmy małą samowystarczalną wyprawą i nie mieliśmy zamiaru za cokolwiek płacić, tym bardziej, że włożyliśmy swój wkład w poręczowanie terenu. Kompromis był trudny, zgodziliśmy się wynieść do obozu drugiego 1000 metrów ciężkiej statycznej 9 mm liny.

??

Na K2 poręczówki to konieczność, nie placebo (fot. autor)

Łatwo także o popełnienie błędu, polegającego na skorzystaniu ze starej liny.  Sam przeżyłem taką sytuację: lina, w którą się wpiąłem wyrwała się spod lodu i zacząłem spadać. Szczęśliwie zaraz za mną stał Marcin Kaczkan, który był wpięty we właściwą poręczówkę. Spadłem dosłownie wprost w jego ramiona. Sytuacja ta pokazuje, że na K2 osobiste doświadczenie jest bardzo ważne, doświadczenie o które trudno wśród komercyjnych klientów.

Zejście

Zejście ze szczytu, a właściwie w dużej mierze zjazdy na linach poręczowych, mogą się okazać dla mniej wytrwałych dużo gorsze niż droga w górę. Zwłaszcza, gdy tlen w butli się skończy, o czym świadczy sytuacja, z którą spotkaliśmy się idąc w finalnym ataku z obozu C3 do C4. Najpierw Paweł i Simone natknęli się na samotnie schodzącego Nepalczyka. Sherpa mgliście opowiadał, że jego klientka zasłabła i nie żyje. Po chwili natknęli się na siedzącą w śniegu kobietę, była wyczerpana, ale żywa! Została porzucona przez swego przewodnika opiekuna! Zaopiekowaliśmy się Clio – dostała leki i tlen, szybko odzyskała siły. Okazało się że jej reduktor był przykręcony na jeden litr przepływu tlenu, co na tej wysokości i przy takim wysiłku było dla niej niewystarczające. Zatrzymany przez nas sherpa dostał polecenie sprowadzenia Clio do bazy. Gdyby nas wtedy tam nie było, można się domyślać, że Amerykanka nigdy by nie zeszła w doliny. O ile sherpa w tym przypadku zachował się skandalicznie, o tyle przewodnik opiekun nie jest w stanie ochronić klienta na Żebrze Abruzzi przed spadającymi kamieniami. Droga jest krucha i stroma, a co to oznacza, nie muszę tłumaczyć. Każdy kto wspinał się tamtędy na K2 przeżył swoje pod obstrzałem kamieni. I ten aspekt również odróżnia K2 od Everestu.

Strefa Śmierci

Śmiertelność na K2 jest większa niż na Mt. Evereście. Wynika to z kilku przyczyn, w tym z braku profesjonalnych służb ratowniczych, trudności drogi i wymagających warunków  atmosferycznych. Około 287 osób zmarło na Everest, co daje ok 4% z 7500 wspinaczy. Na K2 odnotowano 86 zgonów z 375 wspinaczy, czyli ok 23%. K2 będąc trudnym technicznie szczytem, pozostaje najtrudniejszym spośród ośmiotysięczników i nie jest to populistyczny frazes czy banał. Komercjalizacja na K2 prędzej czy później doprowadzi do wypadków śmiertelnych. Jak do tej pory najtragiczniejsze sezony na K2 to rok 1986 i 2008. W przeciągu dwóch miesięcy w 1986 roku zginęło 13 wspinaczy w kilku niezależnych wypadkach, a w 2008 roku 11 w jednym samodzielnym wypadku, a trzech kolejnych  odniosło poważne obrażenia.

Miejsce na obozy pod K2 jest mocno ograniczone (fot. autor)

Miejsce pod namioty na K2 jest mocno ograniczone (fot. autor)

Akcja ratunkowa

Bez wątpienia wszelkie akcje ratunkowe w Pakistanie są mniej profesjonalne niż ma to miejsce w Nepalu. Wynika to z kilku czynników, a jednym z nich jest fakt, że umiejętności HAP’sów (High Alttitiud Porter) są mniejsze niż nepalskich sherpów. Użycie do akcji ratunkowej helikoptera – ze wszystkimi swymi ograniczeniami, jakie ma helikopter w wysokich górach – jest w Pakistanie obarczone procedurami powiązanymi z armią, a co za tym idzie, pomimo ubezpieczenia, nie jest łatwo i szybko taką akcję zorganizować, no i kosztuje to znacznie więcej niż w Nepalu. W przypadku Everestu wystarczy telefon do jednej z wielu agencji, które dysponują własną flotą maszyn i możemy spodziewać się szybkiej pomocy.

Akcja ratunkowa pod K2 jest znacznie trudniejsza niż pod Mont Everest (fot. autor)

Akcja ratunkowa pod K2 jest znacznie trudniejsza niż pod Mount Everest (fot. autor)

Dlaczego K2 jest w oku zainteresowań

Z pewnością K2 jako góra jest wyjątkowa sama w sobie. Po wejściu na Everest możesz się chwalić zdobytą rekordową wysokością, ale respekt zdobywasz na K2. Na Evereście jest coraz tłoczniej komercyjnie, agencje szukają więc dla swej działalności nowej lukratywnej niszy. Stosowanie butli tlenowych stało się powszechne, dostępny jest też kompleksowy serwis sherpów. Rzeczywistość panująca w bazach pod K2 i Everestem coraz bardziej zaczyna przypominać kadry z filmu Granice Wytrzymałości. Możliwości skorzystania z Internetu i inne wygody także przyciągają amatorów pod K2.

Rekord

W mijającym właśnie sezonie padł rekord wydanych pozwoleń: 112 wspinaczy zamierzało stanąć na wierzchołku K2. Taka ilość ludzi na tak trudnej drodze zwiększa zagrożenie. Ilość miejsc pod namioty w C1 i C2 jest bardzo ograniczona. Taki tłum może także doprowadzać do mniejszych lub większych konfliktów i nie wróży to dobrze w perspektywie solidarnej współpracy pomiędzy poszczególnymi wyprawami. Zawsze może pojawić się napięta relacja klient-wykonawca usługi, a w wysokich górach to jest to zbędne i niebezpieczne zjawisko.

To tylko jeden mały obóz małej ekspedycji... (fot. autor)

To tylko jeden mały obóz małej ekspedycji… (fot. autor)

Everest i K2 to góry wyjątkowe: ich rozległe granie i ściany będą przyciągały śmiałków chcących zmierzyć się z wyzwaniem. Przytoczone powyżej spostrzeżenia pozwalają mi jednak przepuszczać, iż K2 jednak nieprędko się skomercjalizuje w takim stopniu, jak ma to miejsce obecnie na Mt. Everest. Niemniej jednak proces ten będzie trwał i postępował, a w przyszłych sezonach będą padać kolejne rekordy frekwencji. Musimy być tego świadomi.

Udostępnij

W Temacie

Strona wykorzystuje pliki cookies w celach wyłącznie statystycznych. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były instalowane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na wykorzystanie plików cookies. Dowiedz się więcej.