27.04.2019

Jurajskie Abecadło – M jak Mirów i Bobolice

Dla nas, jurajskich wspinaczy, wycieczki wśród ruin średniowiecznych zamków są codziennością. Mijamy te budowle niczym starych sąsiadów, z myślami zajętymi odtwarzaniem przechwytów na wymarzonej drodze wspinaczkowej. A po skończonym dniu wracamy do auta i pędzimy do domu myśląc już o sprawach, które trzeba nadrobić, na jutro, na pojutrze, na za tydzień.

I mijamy te mury oraz baszty niejako trochę z dystansem, a przecież powinny one nas zachwycać za każdym razem. Gdy pokazuję ludziom z zagranicy nasze zdjęcia wspinaczkowe, to często ich największą uwagę przyciągają właśnie zamki. Skały jak skały – mówią – ale macie niesamowite pejzaże na tej waszej Jurze! Co to za zamki? I w sumie mają rację. Tak to już bywa, „trawa jest zawsze bardziej zielona u sąsiada” i często zachłyśnięci pejzażami Kalymnos, Siurany oraz innych zachodnich ogródków wspinaczkowych, nie zauważamy tego co mamy u siebie piękne. Uważam, że choćby dlatego warto odwiedzić Mirów i Bobolice, by powspinać się w sąsiedztwie zamków.

Jurajskie Abecadło – M jak Mirów i Bobolice

Sąsiedztwo zamków nadaje wspinaczce dodatkowy smaczek. (fot. Piotr Deska)

Dojazd

Parkujemy pod zamkiem. No bo gdzieżby indziej. Mirów znajduje się przy drodze łączącej Kotowice z Niegową. Trafić tam jest dość łatwo, zwłaszcza że zamek widać już z oddali. Rzeczony, wciąż darmowy parking, jest niedaleko restauracji przy drodze prowadzącej do Bobolic.

Zanim wysiądziemy z samochodu, trzeba pamiętać o jednej bardzo ważnej sprawie. Cały teren, na którym znajdują się skały, należy do prywatnego właściciela. Udostępnił on skały do wspinania, ale pod warunkiem, że każdy wspinacz wpisze się po przyjeździe do tzw. książki wyjść, która znajduje się u sołtysa. Książka ta jest zawsze dostępna na podwórku. Wpis zajmuje chwilę i najlepiej podjechać tam przed pozostawieniem auta na parkingu. Deklarujemy, że wspinamy się na własną odpowiedzialność. Jest to działanie podobne do tego, z jakim się spotykamy na większości ścianek wspinaczkowych. Pamiętajmy o tym, bo jest to ważne! Gdy nie będziemy się wpisywać, właściciel terenu może po prostu  zakazać wspinania na mirowskich skałach.

Wczytuję galerię

Mirów i Bobolice – zamki

Zarówno zamek w Mirowie jak i w Bobolicach powstały w połowie XIV wieku. Były to klasyczne obiekty, budowane zgodnie z taktyką Kazimierza Wielkiego, który „Polskę drewnianą”, jaką zastał, chciał pozostawić murowaną. Dziś wiemy, że swój zamysł całkiem sensownie wprowadził on w życie. Oba zamki jeszcze na początku XXI wieku były mniejszą (Mirów) i większą (Bobolice) ruiną, ale działania obecnego właściciela terenu (senatora Laseckiego) doprowadziły je do obecnego wyglądu. Odbudowa zamku w Bobolicach wzbudziła jednak duże kontrowersje, bo nie do końca wiadomo, w jaki sposób i czy w ogóle dzisiejszy zamek nawiązuje do swojej pierwotnej wersji.

Wokół zamków krąży wiele legend. Pojawiają się, oczywiście, duchy i skarby, znana jest też opowieść o tunelu łączącym obie warownie. Jednak z punktu widzenia współczesnej sztuki budowania podziemnych konstrukcji, stworzenie w średniowieczu przejścia długiego na kilometr, jest mało prawdopodobne. Sens wspomnianego rozwiązania także wydaje się być wątpliwy.

Są też potwierdzone informacje: zamek w Bobolicach pojawił się w disnejowskim teledysku Merida Waleczna, a wśród osób, które odwiedziły warownie jest (uwaga!) Brad Pitt. Zamek w Mirowie został natomiast wykorzystany przez filmowców realizujących takie produkcje, jak: „Pan Samochodzik” oraz „Przyjaciel Wesołego Diabła”.

Wspinanie w Bobolicach

Zamek w Bobolicach. (fot. Maciek Ostrowski)

Wspinanie

Charakter wspinania w Mirowie nie odbiega zbytnio od zwyczajowych jurajskich płyt, dziurek i krawądek. Jest tu wiele łatwych dróg, wręcz szkolnych, są i propozycje z tzw. średniej i nieco wyższej półki. Jak dotąd nie ma w Mirowie dróg trudnych według dzisiejszych standardów (mam tu na myśli drogi VI.7 i VI.8).

Do ciekawostek Mirowa zaliczyć należy drogi, które są pozostałością po zawodach wspinaczkowych, organizowanych w latach osiemdziesiątych. Niestety, niechlubną ich pamiątką jest mnóstwo wykutych chwytów. Może gdyby nie one, to dziś zamiast Kuchara z La Manczy (oryginalna pisownia nazwy drogi), Chińskiego Kochanka czy Finezji Kafara – wycenianych na okolice VI.5 – mielibyśmy inne drogi z końcówką wyceny 7 i 8? Nie wiadomo i nie ma co spekulować na ten temat, bowiem mimo poważnej ingerencji w skałę to właśnie Kuchara z La Manczy wymieniłbym jako najładniejszą drogę w całym rejonie.

Drugą ciekawostką rejonu jest Brama w Bobolicach, znajdująca się u podnóża zamku. Przed jego odbudową było to bardzo ciekawe miejsce na mapie jurajskiego boulderingu. Niestety, obecnie wspinanie jest tam zabronione, a ludzie z crashpadami są natychmiast przeganiani przez ochroniarzy.

Gdzie się wspinać w Mirowie i Bobolicach

Droga Machnika VI.1 na Szafie. (fot. Maciek Ostrowski)

Wracając do dróg, jak już wcześniej wspomniałem, w Mirowie znajdziemy ich wiele: w niskim, średnim i nieco trudniejszym zakresie. Wybór jest ogromny! Poniżej przedstawiłem listę tych, które mi najbardziej się spodobały. Chciałbym tu podkreślić, że nie próbowałem wszystkich dróg w Mirowie i na pewno inne osoby wskazałyby w tym miejscu odmienne zestawienie.

Drogi bardzo łatwe

Jeżeli miałbym kogoś zabrać na pierwsze wspinanie i do tego chciałbym tę osobę zachęcić do takiej działalności, to powiesiłbym linę na drogach:

  • Ringi kursowe, Turnia Kukuczki, IV, 11r + ST
    Całkiem długa droga na skale, która jest na wyniesieniu ponad okolicznym terenem. Wspinamy się płytą, po dużych chwytach. Jest to bardzo przyjemny fragment skały, a dojście do ringa zjazdowego będzie ogromną nagrodą dla każdego, zaczynającego przygodę ze wspinaniem. Jako, że dużo osób wie, iż tę drogę warto przejść, w weekend możemy, niestety, stać w długiej kolejce pod ścianą.
  • Glebogryzarka, Turnia Kukuczki IV+, 12r + ST
    Kolejna droga o długości lekko przekraczającej 20 m. Wiele ciekawego i przyjemnego wspinania z widokiem spod stanowiska zjazdowego, który tak samo cieszy oko, jak ten na poprzedniej drodze.
  • Lewa studnia, Mały cyrk, IV+, 3r + ST
    Dla odmiany coś krótkiego, ale tak samo estetycznego, jak dłuższe drogi. Duże chwyty i radość z ruchu w pionie.

Wczytuję galerię

Drogi łatwe

Tu wymieniłem drogi, które są nieco bardziej wymagające.

  • Ściany mają uszy, Mniszek, VI, 5r + ST
    Całkiem siłowa i lekko przewieszona, choć niezbyt długa, propozycja naprzeciw Turni Kukuczki. Zaskakują obłe, nie zawsze doskonałe, chwyty i całkiem spore (jak na tę cyfrę) dogięcia.
  • Przez trumnę, Skała z grotą, VI+, 8r + ST
    Dwadzieścia metrów rajdu po dużych lub wręcz ogromnych chwytach. Wystawa zachodnia plus chłód wiejący z jaskini sprawiają, że jest to miejsce idealne na letnie dni. Lekkim mankamentem będzie spory wyślizg – skutek popularności tej linii. Ciekawostka: po lewej stronie znajduje się niepozorne wejście do Jaskini Suchej, o głębokości 21 m i długości 75 m.
  • Wyjście z groty, Skała z grotą, VI.1, 7r + RZ
    Jak na polskie warunki jest to swego rodzaju unikat, ponieważ w tym zakresie trudności ciężko o inną tak westową propozycję. Jeżeli znajdziemy na niej mały chwyt to znaczy, że konkretnie pobłądziliśmy.
Drogi wspinaczkowe na Jurze

Tomek Gmitruk na drodze „Uwaga tygrys” VI.1+. (fot. Wojtek Barczyński)

Drogi średnio trudne i trudne

  • Droga Prokopów, Trzy siostry, VI.1+ (raczej VI,2 po obrywie), 5r + ST
    Po dwóch poprzednich drogach, niniejsza będzie o wiele trudniejsza. Jest to klasyczne jurajskie VI,1+ lub VI,2 podobne w swoim charakterze do Zimnych łapek, Filara Wyklętych lub Na przełaj. Pokonanie tej drogi przyniesie wiele satysfakcji.
  • Nieznośna lepkość odbytu, Studnisko przy zamku, VI.2+, 4r + ST
    Dla samej nazwy tej drogi warto się pod nią zawiązać liną. Jest to, oczywiście, nawiązanie do tytułu książki Milana Kundery. Trzeba przyznać, że całkiem niezłe nawiązanie. Sama droga, pomimo swojej niewielkiej długości, także zasługuje na zainteresowanie. Lekki przewis i duże chwyty gwarantują konkretne dogięcia, skoro wycena ma dobić do 2+.
  • Pajęcza zwinność, Trzy siostry, VI.3, 5r + ST
    Zaskakujące wspinanie. Zaskakujące w znaczeniu jak najbardziej pozytywnym. Dobre chwyty, ciekawe ruchy. Naprawdę warto!
  • Landrynkowa miłość, Turnia Kukuczki, VI.3+/4, 9r + ST
    Przed nami pokonanie całej Turni Kukuczki. To bite 25 metrów pionu z dwoma fragmentami przewieszenia. Droga nie jest łatwa, bo biegnie częściowo rysą, która – niestety – potrafi być zawilgocona, co często podnosi wrażenie dotyczące oferowanej trudności na pełne 4. Jest to przykład ciągowego jurajskiego wspinania i naprawdę warto zaatakować tę linię.
  • Kuchar z La Manchy
    Jak już wspomniałem, jest to droga wykuta. Została przygotowana na zawody według idei „niech nie wygra najlepszy, ale najsilniejszy”. Tak wspinano się w latach osiemdziesiątych. Krawądka, ewentualnie dziurka i dogięcie do biodra. Wygrywał ten, kto umiał wykonać jak najwięcej takich dogięć. Ale niech nikogo nie mylą pozory! Na Kucharze znajdziemy i trudny fragment techniczo – połogi oraz końcowy bald na 25 metrze z całkiem rześką bańką. Nazwa drogi jest oczywiście dedykowana jedynemu błędnemu rycerzowi i jednemu z ostatnich romantyków naszego wspinania – szanownemu Kucharowi.
Gdzie się wspinać w Polsce

Bartek Dryja na drodze „Pierwszy raz” VI.2. (fot. Wojtek Barczyński)

Mirów i Bobolice – najtrudniejsze drogi w okolicy

Najtrudniejsze drogi w Mirowie zostały wytyczone przez niestrudzonego Waldka Podhajnego. Są to: Gladiator VI.5+ oraz Prawo i pięść VI.5+/6. Droga do działalności wspinaczkowej w Mirowie jest zatem otwarta, zarówno dla tych, którzy pierwszy raz wiążą się liną, jak i dla tych, którzy chcą sprawdzić na czym polega Waldkowe VI.5+.
Dodam także, że widok na zachód słońca nad zamkiem w Mirowie jest powalający. Polecam ten rejon!

Udostępnij

W Temacie

Strona wykorzystuje pliki cookies w celach wyłącznie statystycznych. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były instalowane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na wykorzystanie plików cookies. Dowiedz się więcej.