18.11.2015

Lonża u wspinacza

Wspinanie w skale naturalnej, w odróżnieniu od sztucznych obiektów, daje mnóstwo satysfakcji i przyjemności. Ale wymaga roztropnego używania sprzętu.Większości osób wydaje się, że wystarczy spytać sprzedawcę o zasady jego użytkownia, by posiąść stosowną wiedzę. Inni z kolei, czerpią ją z internetu. Czy to aby na  pewno dobre i właściwe źródła?

Od pewnego czasu zastanawia mnie zjawisko używania, a właściwie nadużywania, lonży wykonanej z taśmy poliamidowej lub dyneemy. Otóż posiadanie przez prowadzącego wpiętej na stałe „lonży” do łącznika uprzęży z jednej strony, a karabinkiem zakręcanym w szpejarkę uprzęży, stało się pewnym standardem. Moje zdumienie jest tym większe, że tak przypięta lonża stanowi potencjalny element chaosu podczas wspinania. Różne sposoby wpięcia jej do „szpejarki”, mające na celu ograniczenie przeszkadzania podczas wspinania, utwierdzają mnie w przekonaniu o jej zbędności .

Lonża z dyneemy

Lonża wykonana z taśmy z zastosowaniem węzła skracającego

Zauważyłem to szczególnie u pokonujących drogi trwale ubezpieczone, tzw ”obite”. Znaczna część osób to wspinacze o małym doświadczeniu wspinaczkowym. Prowadzący kończy wspinanie przy stanowisku i oznajmia partnerowi, że ukończył drogę. Często przewiązuje się przez kolucho w stanowisku i jest opuszczany do podstawy ściany, pozostawiając linę np. do asekuracji „na wędkę” – czasami w sposób niezgodny ze sztuką (ale to inny temat). Oczywiście są i tacy, którzy wpinają dwa ekspresy lub karabinek zakręcany i uzyskują możliwość opuszczenia i pozostawienia liny dla innych do wspinania.

Lonża daisy chain

Lonża wykonana z „daisy chain”

Po zakończeniu oblegania drogi, zawsze jeden bardziej „wyuczony” wspinacz likwiduje linę ze stanowiska. Wspomniana lonża wydaje się co poniektórym osobom elementem niezbędnym do wykonania tej operacji.

W mojej opinii, metoda przewiązywania się, której uczę, jest bezpieczna. W każdym momencie wiszenia w stanowisku mamy autoasekurację z wpiętego ekspresu/ekspresów i liny. Zasada dublowania najważniejszych punktów jest zachowana. Efektem finalnym jest opuszczenie prowadzącego, który jest przywiązany liną do uprzęży. Nie potrzebujemy do tych czynności  żadnych dodatkowych pętli czy lonży.

Lonża – czy faktycznie potrzebna?

lonża wspinaczkowa

Bezpieczny sposób przewiązywania się przez punkt centralny stanowiska

Większość wspinaczy których pytałem uważa, że pojedynczy ekspres nie wystarczy by zapewnić sobie tymczasową asekurację na stanowisku, a jednocześnie dziarsko zawisa na jednej taśmie lonży, która czasami bywa w dość mizernym stanie!

Argumentem przeciw stosowaniu ekspresa jest brak w nim zakręcanych karabinków. Z mojego doświadczenia wynika jednak, że obciążony ekspres nie ma szans na samodzielne lub przypadkowe wypięcie się ze stanowiska.

Ale komenda prowadzącego: „mam auto” też wprowadza dodatkowy chaos w proste czynności. Rzesze wykształconych na tutorialach internetowych wspinaczy nie ma pojęcia, co ona oznacza. Prowadzący z reguły coś tam działa na górnym stanowisku i dyskutuje z tym na dole co będzie dalej robił, wprowadza to zgiełk często nie do opisania.  A więc co z tym: „mam auto”? Dla mnie i nie tylko, ta komenda jednoznacznie zwalnia z obowiązku trzymania liny w przyrządzie przez asekurującego. Prowadzący przejmuje kontrolę nad swoimi czynnościami asekuracyjnymi i albo będzie samodzielnie zjeżdżał albo opuszczał się.

Aby partner zaczął go ponownie asekurować powinien go o tym poinformować. Ale z tym jest już różnie. Nie jestem przekonany, czy dla wszystkich wspinaczy – tych ściankowych i świeżych w skałach – jest jasne jakie czynności powinny nastąpić po wypowiedzeniu tej komendy. Otóż przekonałem się niedawno, że wspinacze nawet z dużym stażem, ale nie wspinający się na drogach wielowyciągowych, wcale nie łączą komendy „mam auto” z zaprzestaniem asekuracji przez drugiego. Czasami asekurują dalej, czasami wypinają linę z przyrządu. Często informują partnera na górze, że go nie asekurują, ale bywa też, że nic nie mówią. Dochodzi wtedy do bardzo niebezpiecznych sytuacji.

Z obserwacji wspinających się w innych ogródkach skalnych, można wyciągnać wniosek, że im mniej wydawanych poleceń i komentarzy, tym większa przejrzystość manewrów zespołu. Jestem zwolennikiem milczącego profesjonalizmu i oszczędnych komend, niż błyskotliwych pokrzykiwań, informujących świat o swoim mistrzostwie.

Wszystkie „udogodnienia” typu lonża daisy chain, w mojej opinii są tylko komplikującym rozwiązaniem wpinania się do stanowiska podczas przewiązywania się. Sposób używania i skracania „daisy” przez wielu użytkowników jest niebezpieczny. Ja skracam ją jak na fotografii poniżej. Przytłaczająca większość robi to błędnie. (Jako, że internet jest miejscem, z którego mnóstwo początkujących czerpie wiedzę, zapraszam do obejrzenia tego filmu i wyciągnięcie wniosków…).

lonża

Właściwy sposób skracania „daisy chain”

Osobnym problemem jest specyfika materiału z którego wykonane są lonże lub daisy chain. Dla większości używanie taśm z dyneemy lub z poliamidu jest bez znaczenia. Niestety, nie jest tak prosto. Stosowanie taśm z dyneemy wprowadziło rewolucję wagową oraz wytrzymałościową. Są lekkie, cienkie i zajmują mało miejsca w plecaku lub torbie, jednak ich użytkowanie jest ograniczone pewnym rygorami. Stosowanie węzłów skracających długość taśmy – dla naszej wygody operowania nią – drastycznie zmniejsza jej wytrzymałość. Osobnym, ale niezwykle istotnym elementem, jest brak „dynamiczności” takiej pętli. Taśma poliamidowa, zachowuje się dużo bezpieczniej, nie ma takich znacznych ograniczeń wytrzymałościowych poprzez stosowanie węzłów i jeżeli mamy potrzebę wykonania lonży, zróbmy ją z niej.

Przy różnych czynnościach na stanowisku, np.wyjście na pełną długość taśmy wpiętej do kolucha i niespodziewany lot, może być jednym z ostatnich. Współczynnik odpadnięcia będzie równy 2, co jak wiemy jest wynikiem skrajnie dla nas niekorzystnym.

W takim przypadku wyższość stosowania ekspresu jest widoczna. Trudno się oddalić od stanowiska na niebezpieczną odległość. Długość ekspresu na to nie pozwoli. Czasem się zdarza, że ekspresy są wpinanie szeregowo jeden w drugi w celu wygodnego wiszenia lub stania na stanowisku. To niewątpliwie sytuacja mogąca generować podobne problemy jak długa lonża.

Podsumowując – skąd te dramatyczne tony?

Dlatego, że większość osób która asekuruje, po usłyszeniu komendy o wpięciu się lonżą do stanowiska, przestaje asekurować, lub przerywa tę czynność, zajmując się innymi sprawami. Lina sobie zwisa nie trzymana przez nikogo. Awaria lonży, błędne wpięcie i w konsekwencji lot, mogą być naprawdę poważne.

Zamieszanie z brakiem jednoznacznych komend, nie ułatwia bezpiecznego wspinania. Prostota komunikacji, stosowanie jak najmniej wyrafinowanych „ patentów”, to godne pochwały zachowanie. Stosowanie półśrodków, bez świadomości konsekwencji, jakie niosą błędne nawyki nabrane podczas nauczania przez innych niewiele umiejących wspinaczy, wprowadza dodatkowe zagrożenie w tej i tak niebezpiecznej formie aktywności jaką jest wspinanie.

Udostępnij

W Temacie

Strona wykorzystuje pliki cookies w celach wyłącznie statystycznych. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były instalowane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na wykorzystanie plików cookies. Dowiedz się więcej.