21.07.2016

Jura Południowa – osiem najpiękniejszych dróg VI.4

Przed wami kolejna część z cyklu Najpiękniejsze drogi Jury Południowej. Tym razem przyjrzymy się szeroko pojętym sześć -czwórkom. Szeroko pojętym, ponieważ w artykule opisuję również drogi w stopniach VI.4, VI.4/4+, VI.4+ i VI.4+/5. Odpowiada to aż trzem stopniom skali francuskiej: 7b, 7b+ i 7c.

Na Jurze Południowej istnieje ponad 3,5 tys. obitych dróg wspinaczkowych. Zdecydowana większość z nich to propozycje łatwiejsze niż VI.4. Osiem linii, które przedstawiam poniżej, zostało wybranych spośród dwustu siedemdziesięciu dróg o trudnościach z przedziału VI.4 – VI.4+/5. Zestawienie to mogłoby obejmować dwa razy większą ilość dróg, a każda kolejna, tu nieopisana, byłaby warta polecenia. Niektórych może zdziwić, że w zestawieniu brakuje pewnych pięknych, czy też specyficznych dróg. Padły one ofiarą brutalnej ,,walki o byt” i nie wytrzymały naprawdę mocnej konkurencji. A oto zwycięzcy.

Nity VI.4, Freney

Zakrzówek, autor:  TR – P. Korczak (1981); RP- M.Gołkowski, P.Korczak (1983), długość 24 m

Pierwsze w danym stopniu drogi nie zawsze są najpiękniejszymi. Na to, że powstały jako pierwsze zwykle wpływa ich dostępność czy możliwości asekuracji. Nity są jednak wyjątkowe. Położony w centrum Krakowa dawny kamieniołom Zakrzówek idealnie nadawał się do tego, by stać się miejscem, w którym można ,,podnosić poprzeczkę” wspinając się sportowo. Obecnie, często jest traktowany jako alternatywa dla treningu na panelu.

Zakrzówek, Freney (fot. Wojtek Andzel)

Zakrzówek, Freney (fot. Wojtek Andzel)

Na Freneyu niemal zawsze wisi wędka, a drogi są pokonywane w przeróżnych kombinacjach i systemach: jedna po drugiej, jedna kilka razy z rzędu, na boso, bez poziomych rys. Nity od zawsze były “zajeżdżane” na wędkę – od momentu ich powstania. Na prowadzenie musiały trochę poczekać.

Pokonanie Nitów na wędkę jest uznawane za początek epoki wspinaczy tzw. Nowej Fali. Była to wówczas najtrudniejsza droga w Skałkach Podkrakowskich. Środowisko krakowskie skupiało się w tamtym czasie na wędkowaniu dróg. Przejścia top rope były nieustannie udoskonalane, a czas przejścia Nitów zawstydziłby dzisiejszych zakrzówkowych mistrzów – schodziły poniżej półtorej minuty. Była to zresztą typowa praktyka tamtych czasów, szczególnie charakterystyczna dla krakusów. Nie da się ukryć,  że coś z niej przetrwało do dziś i pod Krakowem widuje się wędki częściej niż gdziekolwiek indziej.

Mimo tak błyskawicznych przejść, na pierwsze prowadzenie, Nity czekały jeszcze 2 lata. Problem stanowiła asekuracja. Pierwsza poważna próba (Ryśka Kosacza) zakończyła się pęknięciem czaszki i wyrwaniem 2 (z trzech) haków. Przy tak słabej asekuracji prowadzenie było niemal równoznaczne z przejściem solo i wymagało dużego zapasu oraz całkowitej pewności sukcesu. Dlatego właśnie pierwsze przejścia TR dzieliło często kilka lat od daty pierwszego prowadzenia.  W tym kontekście, przy obecnym obiciu wędkowanie nie jest już w pełni uzasadnione. Na Freneyu jest tak dużo ringów, że nietrudno się pomylić i pójść innym wariantem niż zamierzony. To tyle o historii. Przejdźmy do wspinania.

Po lewej: Freney (fot. Dominik Cyran), po prawej: Michał Czech wspina się na Nitach (fot. autorka)

Po lewej: Freney (fot. Dominik Cyran), po prawej: Michał Czech wspina się na Nitach (fot. autorka)

Droga jest wytrzymałościowa, a chwyty dość dobre: klamy, krawądki, pojedyncze dziurki. Wapień zakrzówkowy całkiem nieźle znosi ogromne ilości przejść i wyślizg – wbrew krążącym opowieściom nie powinien stanowić problemu, zwłaszcza, że stopnie są jak na Jurę całkiem dobre. (Kiedyś zamiast magnezji stosowano sproszkowaną kalafonię, taką jak do lutowania. Według pewnych teorii to właśnie przez to nasze skały są takie wyślizgane.) O trudności Nitów nie decydują pojedyncze ruchy – droga po prostu ,,nabija kaczki”. Jurajska ośmioruchowa wytrzymałość to tutaj za mało. Jest czytelna i bardzo dobrze nadaje się na OS-a.

Prostowanie Nitów dokłada na sam koniec solidny baldzik po obłych krawądkach. Warto się mu przyjrzeć po odhaczeniu Nitów.

Odlot VI.4, Pochylec

Dolina Prądnika, autor: A. Marcisz (1992), długość:  23 m

Odlot stanowi wstęp do większości trudnych propozycji Pochylca. To od tej drogi zazwyczaj zaczyna się długą odyseję wyjazdów na tę skałkę. Trudno zliczyć wszystkie kombinacje, które są w jakiś sposób związane z Odlotem. Jest to linia o bardzo wytrzymałościowym charakterze, której nie powstydziłby się ,,westowy” rejon. Zarówno chwyty jak stopnie są dobre, choć nieco wyślizgane.

Niezależne od wzrostu, parametru w bicku, czy preferencji dotyczących rodzaju chwytów, każdy znajdzie odpowiednią dla siebie sekwencję. Problemem będzie raczej nadmiar chwytów niż ich brak. Naprawdę można się pogubić. Dobre opanowanie tej części przyda się przy przejściach trudniejszych propozycji takich jak: Odlot Małpy, Odlot Proroka czy Prostowanie Odlotu, gdzie trzeba po niej dosłownie biegać.

Pochylec (fot. Kamil Żmija)

Pochylec (fot. Artur Pietracha)

Dolna płyta doprowadza do małego brzuszka, po którym trzeba wejść w czujne ryso-zacięcie. Nietrudno tam o nieprecyzyjne postawienie stopy na tarciowym stopniu. Trzeba być uważnym do samego końca. Oryginalny Odlot wychodzi trawersem w lewo, ale jeśli przypadkiem skręcicie w prawo, zrobicie po prostu inną kombinację – Port lotniczy. A co po Odlocie? Na prawo od rysy czekają dwie przepiękne VI.5-tki których połowę (łatwą) już znamy.

Odlot nie ma ograniczników cokolwiek próbowaliby wam wmówić pochylcowi lokalsi. Do startu Odlotem mogą ustawiać się kolejki, bo zaczyna się tam kilka dróg. Kolejek powinno się uniknąć przed 16:00. Rano lewa część Pochylca znajduje się w słońcu, które znika około południa.

Lesserówka VI.4, Duży Pochylec

Dolina Prądnika, autor: Maciej Lesser Gajewski (2015), długość: 29 m

Najświeższa z dróg w zestawieniu, a do tego na ,,najnowszej” skałce. Do ubiegłego roku mało kto zdawał sobie w ogóle sprawę z istnienia więcej niż jednego Pochylca. Co najśmieszniejsze, przeniesienie się na Duży Pochylec (DP) z Pochylca nie zajmuje więcej niż minutę. Wystarczy przejść przez przerwę w barierkach, prożek skalny i kawałek wąskiej ścieżki.

Ta trzydziestometrowa ściana do ubiegłego roku była wyłączona że wspinania. Dopiero dzięki staraniom Naszych Skał otwarto ją dla wspinaczy. Doprowadzenie Pochylca do aktualnego stanu wymagało ogromu pracy związanej z usuwaniem kruszyzny, wycinką roślinności i przygotowaniem terenu. Zyskaliśmy jednak jedną z najwyższych i najlepszych skał Jury Południowej.

Lesser na Lesserówce (fot. Marcin Ciepielewski)

Lesser na Lesserówce (fot. Marcin Ciepielewski)

Lesserówka jest kolejną ciągową propozycją tego zestawienia (to już chyba nikogo nie zaskakuje). Oferuje wspinanie w pionie, w dużej ekspozycji z pięknymi widokami w tle. Dolne części dróg mają na Dużym Pochylcu ,,górski” charakter. Nie są one trudne, ale trzeba tam uważać, bo skała bywa tam krucha. Górna część jest całkiem lita. Jest to około dziesięciometrowy pasaż z dalekimi ruchami po dobrych chwytach (są też pośrednie, nie wykręcicie się parametrem). Istnieje też łatwiejszy wariant Lesserówka Wprost (VI.3+/4) równie warta polecenia. Jako ciekawostkę można wspomnieć, że dwie drogi na Dużym Pochylcu miały kobiece pierwsze przejścia , co jest dość rzadkie. (Lesserówka Wprost – Joanna Niedźwiedź Niechwiedowicz; Jasna Strona Mocy – Karolina Ośka, autorka tekstu).

Na Dużym Pochylcu  jest wiele dróg w przedziale VI.3-VI.4. Należy uważać na kruszyznę. Zabranie kasku nie jest konieczne, ale warte rozważenia. Przez większość dnia ściana znajduje się w słońcu, jednak około 17:00 wchodzi tam cień. Idealnie nadaje się więc na przedwieczorny wypad lub połączenie ze wspinaniem po zachodniej stronie Pochylca (starego – część z Wzlotem), który z kolei późnym popołudniem skąpany jest w słońcu.

Piazza della condoma VI.4/4+, Cmentarzysko

Dolina Będkowska, autor: P.Dawidowicz, W.Słowakiewicz (1993), długość: 26 m

Ukryte za drzewami Cmentarzysko jest zwykle niezauważane przez tłumy kierujące się w stronę Dupy Słonia. Jest ono dobrą alternatywą w słoneczne dni lub gdy piknikowy tłum zaczyna nas denerwować. Skałka znajduje się tuż przy drodze.

Lewe cmentarzysko (fot.Ola Tyrna)

Lewe cmentarzysko (fot.Ola Tyrna)

Piazza  to typowy przykład drogi na której im wyżej, tym trudniej. Kilka pierwszych metrów to dość łatwy teren, po przejściu którego można wygodnie stanąć na półce i zastanowić się co dalej. Gdy jednak ruszy się wyżej, nie ma już czasu na zastanawianie się aż do złapania klamy kończącej drogę.

Płytka minimalnie się przewiesza – na tyle, że wiszenie w dobrych chwytach bułuje. W trudnościach jest dość lotnie. Wpięcie ostatniej wpinki przed zjazdowcem może okazać się największą trudnością tej linii. O ile wykonywanie poszczególnych przechwytów nie jest problemem, to zatrzymanie się i oderwanie na dłużej jednej ręki może nim być. Nie najlepsze stopnie sprawiają, że chwytów trzeba się mocno trzymać, a głębiej odetchnąć można dopiero wpinając się do łańcucha.

Superdirettissima VI.4+, Sokolica

Dolina Będkowska, autor:  M. Gołkowski (TR – 1982); A.Marcisz (RP – 1986), długość: 50 m

Mamy na Jurze drogę o długości 50m. Właśnie tą. Jest jedną z nielicznych, na których konieczne jest stanowisko pośrednie do zjazdu. Superka, jak skrótowo jest nazywana, kluczy po najbardziej pionowej części dość połogiej skałki, jaką jest Sokolica. Jej przebieg może wydawać się na pierwszy rzut oka dość dziwny, ale w rzeczywistości jest to po prostu najłatwiejszy wariant pokonania tej partii ściany. Z dołu nie widać całej drogi, przez co sprawia wrażenie krótszej niż jest w rzeczywistości. Pierwotnie przypisywano jej stopień VI.5.

Sokolica (fot. Ola Tyrna)

Sokolica (fot. Ola Tyrna)

Jak na piono-połóg chwyty są zaskakująco dobre – głównie dwójki i obłe dziury. Wspinanie na Sokolicy będzie wymagało zapasu w łydkach i wygodnych, ale równocześnie ,,nieskapciałych” butów. Specyfika tej skały wymaga częstego stawania na tarcie, stopnie nie są jednak wyślizgane. O ile wytrzyma się ból stóp i przekona do tego, że stopnie naprawdę pracują, trzymanie chwytów czy też nabite przedramiona nie będą problemem. Prawdziwym mentalnym koszmarem jest jednak teren nad pierwszym stanowiskiem. Jest to około 15 metrów wspinania teoretycznie będącego formalnością po dolnej części. W praktyce jest ona jednak walką ze sobą, by nie wziąć bloku (i zdjąć butów). Dodatkowy smaczek stanowi ryska na sam koniec. Najbardziej stresuje myśl, jak niefortunnie byłoby stamtąd spaść i ile metrów trzeba by znów przejść by się tam ponownie dostać.

Sokolica jest idealna na wczesną wiosnę i późną jesień, kiedy wszystko inne jest już mokre lub jest za zimno na wspinanie w cieniu. Ekspozycja, przyjemne chwyty i wiele metrów wspinania na nasłonecznionej ścianie mogą przekonać do połogów nawet zatwardziałych fanów przewieszeń. Wspinanie tam zwyczajnie cieszy.

Obicie jak na tak długą drogę jest aż zbyt gęste. Trzeba zabrać aż 22 ekspresy, a część z nich dobrze przedłużyć. Uwierzcie, ciągnięcie pięćdziesięciu metrów liny wijącej się jak litera S nie ułatwi końcówki.

Latająca Forteca VI.4+, Dzika Baszta

Dolina Brzoskwinki, autor: J. Trzemżalski (2009), długość: 25 m

Dość przewieszona jak na nasze polskie standardy droga. Jedna z dłuższych brzoskwinkowych propozycji. Bardziej pionowy początek jest wspólny z VI.3 – Liberatorem, które pod okapem odbija w prawo. Latająca Forteca forsuje masywne przewieszenie na wprost. Chwyty są dobre, a ruchy to radosne siłowe dogięcia. Wyżej pozostaje tylko wgramolić się nad okapik i pokonać kilka metrów technicznego wspinania w pionie.

Po lewej: Latająca forteca, Łukasz Dudek podczas przejścia OS (fot. Rafał Nowak), po prawej: Wielka Turnia (fot. Michał Kruszec)

Po lewej: Latająca forteca, Łukasz Dudek podczas przejścia OS (fot. Rafał Nowak), po prawej: Wielka Turnia (fot. Michał Kruszec)

Cztery pory roku VI.4+, Wielka Turnia

Dolina Będkowska, autor: P. Dawidowicz (1991), długość: 30 m

To już trzecia w tym zestawieniu droga znajdująca się w Dolinie Będkowskiej, bardzo popularnej głównie za sprawą Dupy Słonia. W przeciwieństwie do niej, Wielka Turnia jest omijana zwykle szerokim łukiem. Dlaczego? Możliwe, że przez wymagające obicie (wiele dróg Stefana) i bardzo rzetelną cyfrę. To jednak za mało by ją przekreślać. Drogi są tam długie, a jakość skały bardzo dobra. Jest ona idealna na gorące, lecz suche letnie dni.

Najbardziej przykuwająca wzrok linia na Wielkiej Turni  to właśnie Cztery pory roku. Biegną one środkiem pionowej dwudziestometrowej płyty i wychodzą lekko przewieszającą się rysą, która przecina okap. Na tej linii przydadzą się dobre buty i silne palce. Płytka wymaga też dobrego wyczucia równowagi. Mimo, że to ona odpowiada za wycenę, górna część też może zrzucić. Kilka metrów siłowej ryski szybko bułuje i może zmusić do oddania kolejnej próby. Rysa dość często bywa niestety zalana. Jeśli w takim wypadku, wybierzecie jedną linią na prawo (Salwa burtowa – wycena jest taka sama) przygotujcie się na lekcję pokory. Niewykluczone, że lepiej będzie poczekać aż Cztery pory roku wyschną.

Nienasycenie VI.4+/5, Dupa Słonia

Dolina Będkowska, autor: TR: P. Korczak (1982); RP: P. Korczak (1984), długość: 20 m

Umieszczenie tej drogi w zestawieniu VI.4 zabrzmi jak żart dla każdego kto próbował zrobić lub zrobił tę drogę. Przez wielu jest ona uważana za trudniejszą od większości VI.5-tek. A jednak wycena od lat pozostaje niezmieniona. Jeśli VI.4-ki wciąż są dla was wyzwaniem, potraktujcie Nienasycenie jako projekt na przyszłość. Raczej odległą.

Nienasycenie, w momencie przejścia TR, dorównywało trudnością największym ówczesnym światowym klasykom, takim jak frankenjurajski Magnet (9). Niestety w 1982 roku nie zostało poprowadzone – nie przywiązywano wtedy jeszcze wagi do stylu przejść. Nazwa pochodzi od książki Stanisława Witkacego (podobnie jak nazwy wielu innych dróg Szalonego). Idealnie obrazuje ona to, co dzieje się w głowie po zrobieniu tej drogi. Wycena jak wspomniałam jest rzetelna. Sukces na tej linii może kosztować o wiele więcej prób niż na innych o analogicznych (a nawet wyższych) trudnościach. Uczucie, po zrobieniu tej drogi, pozostawi jednak pewien niedosyt. Jest to jedna z takich dróg, których nie da się zrobić ,,na zmęczeniu”. Ruch. z którego wcześniej spadło się dziesiątki razy, w finalnej próbie wyda się łatwy i pozostawi nas z pytaniem w głowie – już?

Jura Południowa - płyta Nienasycenia, widoczna na prawo od wspinacza (fot. Ola Tyrna), po prawej: Nienasycenie, wspina się Robert Lama Pallus (fot. Kamil Żmija)

Po lewej: płyta Nienasycenia, widoczna na prawo od wspinacza (fot. Ola Tyrna), po prawej: Nienasycenie, wspina się Robert Lama Pallus (fot. Kamil Żmija)

Kilkanaście metrów pionowej płyty o trudnościach solidnego VI.3+ doprowadza pod bulder. Pierwsza część jest ciągowa i wymaga dobrego zacyku, bo przed końcowym baldem rest nie jest najlepszy. Wszystko rozgrywa się na kilku ruchach między dwiema poziomymi rysami. Trzeba je opanować perfekcyjnie i żadne zawahanie nie wchodzi tu w grę. Kluczowe jest tam dobre ustawienie się na małych stopniach (przydatne buty dobrze stojące na dziurkach) i dynamiczne zadanie do obłej rysy (ale statycznie też się da). Ruch jest dość loteryjny i ważne jest nie tylko trzymanie się chwytów, ale też koordynacja i dobre ustawienie na stopniach. Po utrzymaniu rysy wyżej się nie spada. Zrobienie drogi będzie oznaczać, że spokojnie możesz zacząć patentować jakieś VI.5+.

Udostępnij

W Temacie

Strona wykorzystuje pliki cookies w celach wyłącznie statystycznych. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były instalowane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na wykorzystanie plików cookies. Dowiedz się więcej.