Koronawirus a turystyka i wspinaczka. Zapis podcastu... | 8academy
20.03.2020

Koronawirus a turystyka i wspinaczka. Zapis podcastu z Jakubem Kamińskim.

Czym może skutkować lekceważenie "domowej kwarantanny"? Co z samotnymi wyjazdami w góry lub skały oraz wyjściami na spacer? Czy zamknięcie Tatrzańskiego Parku Narodowego miało sens...?

                       

Koronawirus postawił nas w nowej sytuacji, która rodzi wiele istotnych pytań. To dlatego ostatni odcinek Górskiego Podcastu 8a.pl dotyczył własnie tego, jak się w zmienionych realiach odnaleźć. Na rozmowę namówiliśmy Jakuba Kamińskiego – wspinacza i lekarza anestezjologa, pracującego na oddziale zakaźnym, jednego z łódzkich szpitali. Zapraszamy do lektury!

PIOTR CZMOCH: Witamy w kolejnym Podcaście 8a.pl i 8academy.pl. Ten odcinek będzie niejako odcinkiem specjalnym. Jest to spowodowane sytuacją, którą mamy w kraju, czyli epidemią koronawirusa. Dzisiaj będziemy rozmawiać z Kubą Kamińskim, który jest wspinaczem z trzydziestoletnim doświadczeniem, ale oprócz tego jest lekarzem anestezjologiem. Zajmuje się intensywną terapią i pracuje w jednym z łódzkich szpitali zakaźnych, czyli jest na pierwszej linii. To Kuba przyjmuje pacjentów z podejrzeniem koronawirusa. (…) Kuba, jak się nazywa ta choroba: SARS?

JAKUB KAMIŃSKI: To jest wirus SARS-CoV-2, a choroba nazywa się COVID-2019. Ale to są szczegóły techniczne. Możemy przyjąć takie rozwiązanie, jakie zaproponowałeś.

P. Cz.: Jako turyści, wspinacze, skiturowcy zostaliśmy postawieni w sytuacji, nad którą nie mamy do końca kontroli. Nie wiemy też do końca jak postępować. Nie zdobyliśmy na tym polu doświadczenia, więc może nas to czasami troszeczkę przerasta. Kuba, powiedz mi, czy pozostanie teraz w domu jest decyzją racjonalną?

koronawirus
Koronawirus postawił nas w nowej sytuacji, która rodzi wiele istotnych pytań. Dlatego na rozmowę namówiliśmy Jakuba Kamińskiego – wspinacza i lekarza anestezjologa, pracującego na oddziale zakaźnym, jednego z łódzkich szpitali. (fot. 8academy)

J. K.: Piotrze, gdybyś zadał mi to pytanie tydzień temu, to być może miałbym pewne wątpliwości, ale w tej chwili już ich nie mam. Jest to jak najbardziej racjonalne i powinniśmy wszyscy siedzieć w domu na przysłowiowych czterech literach. Dlaczego? Dlatego, że zmniejszenie naszej aktywności, zmniejszenie migracji, ograniczenie przemieszczania i tworzenia dużych grup powoduje, że troszeczkę porządkujemy sytuację epidemiologiczną.

Są różne pomysły na walkę z epidemią, ale większość krajów europejskich przyjęła, działanie zmierzające do łagodzenia skutków – nawet kosztem pewnego jej wydłużenia. Głównie chodzi o to, żebyśmy uniknęli sytuacji, gdy prędkość narastania epidemii i prędkość przyrastania liczby zachorowań wielokrotnie przekroczą możliwości reakcji systemu ochrony zdrowia. To jest najważniejszy element.

Chciałbym zwrócić uwagę na pewną rzecz, o której nie wszyscy myślą. Gdy podejmujemy jakąś aktywność – na przykład mamy pomysł, żeby pojechać w skały – to jeśli spędzimy tam czas samotnie, być może nie zarazimy ani siebie, ani nikogo innego (…). Ale pamiętajmy, że musimy w te skały dojechać i trzeba też kupić paliwo. Możemy zetknąć się z jakimiś osobami po drodze. (…) Począwszy od podróży, a skończywszy na samym wspinaniu, jesteśmy bardziej narażeni na zdarzenia niepożądane, które mogą zaangażować straż pożarną, policję lub system ochrony zdrowia. Jeśli będąc w skałach zrobilibyśmy sobie jakąś krzywdę – w normalnych warunkach nie stanowiłoby to większego problemu. Natomiast w obecnej sytuacji, gdy system ochrony zdrowia jest bardzo obciążony, może to być kłopotliwe zarówno dla nas, jak i dla szpitala, do którego będziemy zmuszeni się udać.

P. Cz.: Czyli pojedyncza osoba nie stanowi problemu (…), ale już grupa ludzi stwarza realne zagrożenie epidemiologiczne?

J. K.: Tak, to się właśnie do tego sprowadza. (…) Jeżeli jest to aktywność wymagająca przemieszczania się, kontaktu z innymi ludźmi, przy której istnieje spore ryzyko, że sobie coś zrobimy, to powinniśmy się od niej powstrzymać. Najprostszą receptą jest po prostu siedzenie we własnych czterech ścianach i wychodzenie z domu wtedy tylko, kiedy jest to niezbędne.

podcast 8a.pl z domu
Koronawirus wpływa także na pracę redakcji Górskiego Podcastu 8a.pl. Z konieczności wywiady prowadzone są na odległość. (fot. 8academy)

P. Cz.: Kiedy tydzień temu zamknięto Tatrzański Park Narodowy, wiele osób wyraziło swoje oburzenie. Pytano: dlaczego to zrobiono, skoro w górach jesteśmy bezpieczni? Osoby krytykujące podjętą decyzję chyba nie pomyślały o tym, że turyści najpierw muszą w Tatry dotrzeć, przemieszczając się z różnych części Polski. Słyszałem, że zaraz po ogłoszeniu decyzji o zamknięciu szkół, wszystkie schroniska zostały zarezerwowane.

J. K.: Oczywiście! Jak ktoś sobie mieszka, przy ulicy Strążyskiej i ma parę minut do Parku, no to decydując się na spacer, pewnie wielkiej krzywdy nikomu nie zrobi. No ale jeśli wspinacze z Łodzi nagle wpadną na pomysł, żeby odbyć wycieczkę po Tatrach, no to wszystko co powiedziałem przed chwilą może się wydarzyć.

P. Cz.: To jest chyba ten błąd, który popełnili Włosi. W momencie, kiedy wprowadzono ograniczenia, czyli zamknięto szkoły, czy niektóre miejsca pracy, potraktowali to jako wakacje – ruszyli na wypoczynek i do restauracji. Ogólnie potraktowano to, jako dodatkowy urlop. W tej chwili sytuacja u nich jest tragiczna.

J. K.: Tak, to jest bardzo słuszne spostrzeżenie. Zresztą, z tego co mi wiadomo, podobnie działo się w Hiszpanii. Tam też na początku luźno potraktowano pewne sugestie, które zresztą pierwotnie były dość miękkie. Nie dziwię się temu, bo sytuacja wtedy nie wyglądała na dramatyczną. W tej chwili w Hiszpanii obowiązują bardzo surowe restrykcje, takie jak wymuszona kwarantanna domowa. Za opuszczanie miejsca zamieszkania i nieuzasadnione przemieszczanie się grożą bardzo surowe kary finansowe, które umożliwiają skuteczne egzekwowanie tej kwarantanny.

P. Cz.: O tej Hiszpanii to może ja troszeczkę powiem, bo wróciłem stamtąd kilka dni temu, a dokładnie w sobotę przed północą. Dotarłem jeśli nie ostatnim, to przedostatnim samolotem. W ostatni weekend już się dziwiliśmy, że troszeczkę mało ludzi jest w skałach (…), chociaż to najlepszy czas do wspinania. Później – od weekendu przez cały tydzień – nie widzieliśmy ani jednego hiszpańskiego wspinacza. Kiedy w piątek wychodziłem ostatni raz z kanionu (…), stały już płoty i pojawił się napisy “zakaz wchodzenia”.

Mam też najnowszą informację z wczoraj – policja jeździła do miejsc, gdzie wspinacze parkują swoje vany oraz kampery i dawała im dwie możliwości: albo opuszczają Hiszpanię, albo wynajmują mieszkanie i siedzą tam bez możliwości wyjścia (poza wizytami w sklepie). W tym drugim przypadku nie ma nawet mowy o spacerach, nie mówiąc o wspinaniu.

Podczas podróży na lotnisko nie było już możliwości wejścia na stację benzynową. Obsługa odbywała się przez okienko, a ludzie stali w odległości 2 metrów od siebie. W momencie nagrywania tego podcastu, nie wiemy jeszcze czy za chwilę także u nas nie zostaną wprowadzone podobne rozwiązania.

koronawirus
Koronawirus z wielką siłą uderzył w branżę lotniczą. (fot Pixabay)

J. K.: Wydaje mi się, że my, jako społeczeństwo, tym razem dosyć dobrze się ogarnęliśmy. (…) Mieszkam w centrum Łodzi. Zawsze tutaj się przewalały –no może nie tłumy – ale to jest główna ulica. Zawsze był tu duży ruch samochodowy, teraz tego prawie nie ma. Ludzie jednak siedzą w domach i raczej się stosują do zaleceń wydawanych przez władzę. Myślę, że aż tak restrykcyjne rozporządzenia nam nie grożą, aczkolwiek przewidywanie tego co się jeszcze wydarzy jest trochę jak wróżenie z fusów.

Dodam jeszcze, jak wygląda to w Hiszpanii, w prowincji Walencja. Rozmawiałem z kolegą, który od lat pracuje jako chirurg w jednym z powiatowych szpitali w okolicach Alicante. Wracając z dyżuru został dziś zatrzymany (…) przez Guardia Civil, czyli (…) taką żandarmerię hiszpańską. On, oczywiście, został grzecznie przepuszczony, bo pokazał legitymację lekarską i powiedział, że wraca z dyżuru. Pasażerom pozostałych samochodów od razu wystawiano mandaty na kilkaset euro, bo nie potrafili uzasadnić dlaczego się przemieszczają.

P. Cz.: Z tego co słyszałem, to te mandaty są dosyć wysokie. W zależności od tego, z której części Hiszpanii mam relację i kto mi to mówi (bo mam kolegów kolarzy, tam trenujących, pływaków oraz wspinaczy), mandaty zaczynają się od 100 euro (chociaż niektórzy twierdzą, że od 500 euro) i dochodzą do 2 tysięcy. Także Hiszpanie podeszli do sprawy poważnie.

Ja sam z lotniska nie wracałem do domu, ponieważ w mojej rodzinie są osoby, które w wyniku choroby mają obniżoną odporność. Gdybym coś przywlekł, to później nie można by się było z nimi kontaktować: zanieść im zakupów czy w razie potrzeby zawieźć do szpitala. Dlatego siedzę w mieszkaniu użyczonym przez kolegę. Jestem w samym centrum Krakowa – 100 metrów od Rynku i jak patrzę przez okno, to ulica Bracka jest praktycznie pusta. Najczęściej na całej długości widzę po 2 – 3 osoby.

Nie wiemy na tę chwilę czy w Polsce zostaną wprowadzone restrykcje podobne do tych hiszpańskich. Jeżeli jednak kwarantanna stanie się obowiązkowa dla wszystkich obywateli, to czy mogę iść do parku na spacer?

J. K.: Powiem tak: część z nas nie będzie miała wyjścia. Jeżeli masz psa, no to będziesz musiał go wyprowadzić. Jak musisz wyjść do sklepu, no to do niego pójdziesz. Gdy masz kilkuletnie dziecko, pojawia się pytanie: jak długo ono wytrzyma w czterech ścianach? Dzisiaj moja partnerka przywiozła mi zakupy i opowiadała scenę, którą widziała po drodze.

Rodzice z dwójką kilkuletnich dzieci wyszli na spacer, ale ich zachowanie było ze wszech miar odpowiedzialne. Pociechy były prowadzone za rękę. Pomimo protestów, odmówiono im wstępu na plac zabaw. Zaproponowano jakąś grę w piłkę z tatą na odosobnionym boisku, czy trawniku, gdzie nie było innych ludzi. W tym wszystkim trzeba zachować zdrowy rozsądek.

koronawirus
Z koronawirusem jest trochę jak z burzą. Epidemię trzeba przeczekać w bezpiecznym miejscu. (fot. 8academy)

Jeżeli już na ten spacer pójdziemy, no to oczywiście nie grozi nam, że wirus – jak kometa – spadnie nam na głowę i nas zabije. Chodzi o to, aby na tym spacerze zachowywać się racjonalnie. Żebyśmy spotykając siedemdziesięcioletnią ciocię, która nie miała innego wyjścia i poszła do sklepu, nie padali jej w ramiona, no bo możemy ją niechcący zakazić. Abyśmy ograniczyli kontakty bezpośrednie. Jeżeli się źle czujemy, mamy jakąkolwiek infekcję, żebyśmy na ten spacer jednak nie szli. (…)

W naukach przyrodniczych rozumiemy, wnioskujemy, w sposób probabilistyczny, czyli mówiąc “po ludzku”, opieramy się na pewnych prawdopodobieństwach zdarzeń. Dobrze jest zachować zdrowy rozsądek, zachowywać się racjonalnie. Nie robić rzeczy – powiem kolokwialnie – głupich.

P. Cz: No to czy mogę iść pobiegać do parku?

J. K.: Jak masz taką potrzebę i będziesz sam, aktualne jest to, o czym mówiłem wcześniej. Ja nie wychodzę. Siedzę w czterech ścianach, nie ruszam się nawet po zakupy (moja partnerka mi je przywozi). Poddałem się takiej dobrowolnej kwarantannie.

Działa ona trochę w dwie strony. Po pierwsze pracuję, tak jak Piotrze wspomniałeś, w szpitalu zakaźnym. Zajmuję się intensywną terapią i zawsze istnieje ryzyko, że się tam zakażę. Ono jest niskie, bo bardzo się pilnujemy i póki co, na moim oddziale dostępne są środki ochrony osobistej. Przestrzegamy też procedur. Chociaż zmniejszamy do absolutnego minimum ryzyko zakażenia, nie jesteśmy w stanie wyeliminować go w 100%.

Kwarantannie domowej poddałem się bardziej z innego powodu: nie chcę zarazić się gdzieś poza szpitalem. Bo jeżeli się zakażę i będę musiał przymusowo przebywać w domu, nie będę mógł chodzić do pracy. Przez to któraś z kolei osoba, ze względów zdrowotnych wypadnie z grafiku dyżurów i ucierpią na tym moi pacjenci. (…)

P. Cz.: Czyli co? Odpuśćmy sobie wycieczki w Beskidy, w Sudety, jeżdżenie na rowerach, wycieczki w skały…?

J. K.: (…) Mi się w tym kontekście przypomniał jeden z wyjazdów w Himalaje. Pełniłem wtedy obowiązki lekarza wyprawy, której celem był taki piękny siedmiotysięcznik – Baruntse. Warunki ewidentnie nie sprzyjały wejściu i ktoś wtedy rzucił takie bardzo mądre stwierdzenie, że żadna góra nie jest warta tego, by na niej zostać na zawsze. Tu jest trochę podobnie.

Sezon się nie skończy za miesiąc czy dwa. (…) Przed każdym z nas są jeszcze długie lata fajnego wspinania i różnych ciekawych aktywności. Każdemu z nas zależy na tym, żebyśmy, jako społeczeństwo, wrócili jak najszybciej do normalnego funkcjonowania oraz na zdrowiu naszych bliskich. Powinniśmy zrobić wszystko, by móc się w przyszłości tym wszystkim cieszyć, a nie obudzić się za jakiś czas z ręką w nocniku na skutek naszej własnej niefrasobliwości.

koronawirus
Koronawirus sprawił, że bezpieczniej jest kontaktować się za pośrednictwem sieci. (fot. Pixabay)

P. Cz.: A zmieniając troszeczkę temat: czy odbieranie przesyłek ze sklepów internetowych jest w tej chwili bezpieczne?

J. K.: Nie jestem w stanie odpowiedzieć w sposób wiążący na to pytanie. No bo trzeba by było wyobrazić sobie pewną sytuację. Zamawiamy sobie jakiś produkt, a w sklepie był nieodpowiedzialny pracownik, który pakując przesyłki kasłał i pokrywał paczki zakaźnym materiałem. (…) Ten wirus na różnych powierzchniach żyje od kilku do nawet kilkunastu dni. Na papierze żyje stosunkowo krótko, ale to jest zawsze kilka dni.

Teoretycznie można wyobrazić sytuację, że dostajemy przesyłkę, która została w pewien sposób zainfekowana. Natomiast pojawia się pytanie: na ile taki scenariusz jest w ogóle prawdopodobny? I ja tutaj nie jestem w stanie podać wszystkim jednakowej recepty.

Oczywiście, istnieje w tej chwili taka jakby tendencja, że jeżeli nie możemy zrobić zakupów w sklepie stacjonarnym i nudzimy się, to zamawiamy przez internet. Powoduje to zwiększoną aktywność firm kurierskich. Kurierzy też mogą być w pewien sposób rozsadnikami. Myślę, że w tej chwili mamy zbyt mało danych wejściowych, żeby wyciągać jakiekolwiek wnioski. (…)

P. Cz.: Sam wczoraj zamówiłem coś przez internet, ponieważ uznałem, że tak jest bezpieczniej. Odbiorę to sobie w paczkomacie, zamiast jechać do centrum handlowego, gdzie można spotkać x osób.

My też wprowadziliśmy dosyć restrykcyjne zasady. Kto może, pracuje zdalnie i nie pojawia się w firmie. Na magazynie została minimalna liczba osób, niezbędnych do jego funkcjonowania. Przyjmowanie i wysyłanie towaru odbywa się przy zachowaniu wszystkich możliwych i dostępnych środków ostrożności. Zresztą, wracając do tej kasłającej osoby, nie tylko w aktualnej sytuacji, ale i normalnie przed koronawirusem, nie mogłaby ona przebywać w biurze czy na magazynie. Pracownicy nie zgodziliby się, żeby koło nich była, ponieważ zawsze stwarza to zagrożenie zarażenia innych. (…)

J. K.: To jest kwestia odpowiedzialności w firmie, (…) a czasami – niestety –chciwość przesłania zdrowy rozsądek. Jeżeli mamy do czynienia z odpowiedzialnym sklepem i odpowiedzialnym kurierem to realizacja takiego zamówienia nie powinna nam niczym grozić. Natomiast my nie jesteśmy w stanie zweryfikować, jak procedury bezpieczeństwa, które zostały wprowadzone zostały u Ciebie, działają gdzie indziej. Znam Ciebie, znam Twoją firmę i jestem w stanie uwierzyć, że to wszystko funkcjonuje. Ale w przypadku firmy “XYZ” nie mam takiej wiedzy. Niemniej ryzyko związane z zamówieniem przez internet jest mniejsze, w porównaniu na przykład do sytuacji, gdy jedziemy do galerii handlowej. Tu masz niewątpliwie rację! (…)

P. Cz.: Zastanawiam się, czy ten wirus bardziej zainfekował ludzi, czy gospodarkę i czy za chwilę nie będziemy mieli większych problemów ekonomicznych. Sporo osób nie może w tej chwili zarabiać, firmy w których są zatrudnieni, również nie zarabiają. Jeżeli potrwa to dłużej, problem ten dotknie tysięcy osób w Polsce i Europie.

koronawirus
Koronawirus może „zainfekować” także gospodarkę. (fot. Pixabay)

Powiedz mi jeszcze, w jaki sposób przebiega ta choroba. Z tego, co możemy przeczytać, to nawet 80-85% ludzi, którzy zachorowali, przechodzi ją bezobjawowo, albo z bardzo delikatnymi objawami. Inaczej niż na przykład w przypadku grypy, gdzie te problemy zdrowotne, są poważniejsze.

J. K.: To prawda! Ale powtórzę za WHO oraz ekspertami, że wszelkie szacunki statystyczne są obarczone olbrzymim błędem. Na przykład wszystkie wyliczenia dotyczące śmiertelności (odsetka zachorowań ze skutkiem śmiertelnym) mogą nie być precyzyjne, bo my nie testujemy całego społeczeństwa. Nie robimy badań wiarygodnymi metodami wśród całego społeczeństwa. W żadnym kraju się tego nie robi.

Tak naprawdę nie znamy liczby osób, które są zainfekowane i które mogą nie wykazywać żadnych objawów, albo objawy minimalne. Na podstawie własnych obserwacji – ale tu zastrzegam, że to są wyłącznie moje prywatne spostrzeżenia – wydaje mi się, że w przedziale wiekowym 20–30 lat (głównie w tej grupy wiekowej są pacjenci, z którymi miałem choćby pośrednio do czynienia), infekcja przebiega łagodnie. Natomiast wszystkie te osoby mają rodziny: rodziców, dziadków, nierzadko jest w rodzinie kogoś, kto z jakiegoś powodu ma obniżoną odporność. Ten wirus może stanowić bardzo poważne zagrożenie dla osób z tak zwanych grup ryzyka – z chorobami przewlekłymi, w zaawansowanym wieku oraz z leczeniem immunosupresyjnym, czyli takim, które upośledza odporność.

Jeżeli my się osobiście nie boimy infekcji, no bo wierzymy w statystykę i widzimy, że w naszej grupie wiekowej przewidywana śmiertelność, to jest 1 promil, możemy sobie w taką “rosyjską ruletkę” zagrać. Tylko musimy mieć z tyłu głowy, że nie żyjemy w próżni, ale w towarzystwie innych osób. (…) Zwracam się z apelem, żebyśmy nie patrzyli tylko na czubek własnego nosa, ale zadawali sobie sprawę, że przez naszą niefrasobliwość może ktoś ucierpieć. Bądźmy odpowiedzialni za innych!

P. Cz.: Wykażmy się empatią i weźmy pod uwagę fakt, że w odosobnieniu siedzimy nie tylko dla siebie, ale głównie dla innych osób, które mogą zostać zarażone, jeżeli dużo ludzi będzie przebywać w przestrzeni publicznej. Czyli dla: sąsiadek, wujków, babci kolegi…

J. K.: Tak, dla naszych kolegów wspinaczy, którzy też bywają chorzy, którzy mają choroby przewlekłe, którzy są w programach lekowych… W moim najbliższym otoczeniu (…) jest kilka takich osób. A dodam, iż grono znajomych – nazwijmy to “fejsbukowych” – liczy u mnie osób 200. (…) Statystycznie rzecz biorąc w otoczeniu każdego z nas są ludzie, dla których, jeżeli będziemy postępować nieodpowiedzialnie, stanowić możemy śmiertelne zagrożenie.

P. Cz.: Czego życzyć pielęgniarkom i lekarzom w tym trudnym czasie?

J. K.: Dużo zdrowia, szczęścia i pieniędzy… A tak na poważnie, Piotrze, to nie czuję się tutaj jakimś oficjalnym przedstawicielem środowiska. Mogę powiedzieć, czego ja bym sobie życzył.

A więc takich warunków pracy, żebym mógł swoje obowiązki wykonywać spokojnie, odpowiedzialnie i bezpiecznie. Chciałbym by ta praca była dobrze zorganizowana oraz by zostały zapewnione niezbędne środki – przede wszystkim te służce do ochrony osobistej (w innych szpitalach bywa z nimi różnie, aczkolwiek u mnie w tej chwili większego problemu nie ma). Życzyłbym, sobie żeby rozporządzenia wydawane przez władze, były rozsądne, przemyślane, mądre i nie potęgowały chaosu. (…)

koronawirus
W tych trudnych czasach, musimy zachowywać się rozsądnie i przestrzegać zasad higieny. (fot. Pixabay)

P. Cz.: A my, jako społeczeństwo, jak możemy pomóc służbie zdrowia?

J. K.: Rozsądnie się zachowując i nie przysparzając jej dalszych zmartwień. Ograniczając realizację swoich potrzeb medycznych do tego, co jest naprawdę niezbędne. Jeżeli chcemy się wybrać do lekarza, do poradni czy gdziekolwiek, zastanówmy się czy nam jest to potrzebne. Czy nie może to poczekać. Zastanówmy się, czy to jest dobry moment na realizowanie różnych, nawet zaplanowanych procedur medycznych.

Oczywiście, są takie sytuacje, kiedy nie możemy sobie odpuścić. Jeżeli ktoś z nas jest leczony – powiedzmy – w programie lekowym, gdy ma ciężką chorobę, przy której przerwanie leczenia grozi powikłaniami, to musi z tego systemu opieki zdrowotnej nadal korzystać. Odpuśćmy sobie za to wszelkie „wymagania i oczekiwania”, które być może byłyby słuszne w normalnych czasach – nazwijmy to “pokoju”. Wyobraźmy sobie, że mamy teraz sytuację “wojenną”. Myślmy! (…)

P. Cz.: Wiem, że masz w piątek urodziny.

J. K.: Tak.

P. Cz.: Więc może od razu wręczę Ci prezent, Mogę obiecać, że będę siedział – za przeproszeniem na “tyłku” i nie będę się nigdzie ruszał.

J. K.: Doskonały prezent! (…) Gdyby ci, którzy słuchają naszej rozmowy, też sobie usiedli, było by mi bardzo miło. Ja osobiście ponownie zaprzyjaźniłem się z chwytotablicą, która u mnie w domu była już mocno zakurzona. No bo po co chwytotablica, jak można pójść na bulderownię, czy na ścianę i tam poćwiczyć? W tej chwili patrzę na nią z sympatią i już się z nią przeprosiłem. A tak się akurat składa, że najsłabszym moim elementem wspinaczkowym są palce i przedramiona, więc jest jak znalazł!

P. Cz.: Ja – wysyłając żonie listę rzeczy, których potrzebuję do kwarantanny – również wymieniłem tam przenośną chwytotablicę i TRX`a. Jak tylko skończymy nagrywać podcast, to również wieszam TRX`a i wzmacniam swoje słabe strony.

J. K.: Tylko nie urwij sobie czegoś, żebyś nie potrzebował pomocy systemu ochrony zdrowia. [śmiech]

P. Cz.: Będę się solidnie rozgrzewał!

J. K.: O właśnie: rozgrzewka! Ona też nam zajmie sporo czasu. Nie będziemy mieli głowy zajętej rozmyślaniami o koronawirusie, a ponadto dobrze przygotujemy się do tych ćwiczeń właściwych.

koronawirus
Koronawirus nie musi oznaczać zaniechania wszelkiej aktywności. Trening na chwytotablicy to idealne rozwiązanie na czas kwarantanny. (fot. 8academy)

P. Cz.: Mam nadzieję, że za kilka tygodni, czy może miesięcy spotkamy się osobiście i będziemy mogli się śmiać z naszych obaw. No, ale zachowujmy się – póki co – ostrożnie, ponieważ to od nas zależy, jak ta choroba się będzie rozprzestrzeniała w Polsce.

J. K.: Dokładnie! Wspomniałeś tutaj o skutkach gospodarczych. Ja nie jestem tutaj specjalistą, ale – tak na zdrowy rozum – obawiam się, że perturbacje medyczne (aczkolwiek dosyć poważne), w pewnym momencie mogą się okazać o wiele mniej znaczące, niż konsekwencje gospodarcze tego całego zamieszania. Myślę, że nikt nie jest w stanie tego oszacować, bo tak naprawdę nie byliśmy nigdy w takiej sytuacji.

Nagle stanęliśmy oko w oko z takim “zwierzęciem”, z którym się jeszcze nie widzieliśmy i nie wiemy co zrobić. To będzie wymagało – jak sądzę – daleko posuniętej interwencji ze strony państwa. Pytanie: czy państwo to udźwignie? Ja mam tutaj pewne wątpliwości. Obym się mylił. Ale – tak, jak mówię – to jest na razie wróżenie z fusów. (…)

P. Cz.: Tematy ekonomiczne może zostawmy autorom podcastów ekonomicznych. My możemy sobie życzyć optymizmu w najbliższych dniach i tygodniach!

J. K.: Tobie też tego życzę i bardzo Ci dziękuję za rozmowę.

P. Cz.: Również dziękuję i mam nadzieję, że już wkrótce nie będziemy musieli rozmawiać na ten temat.

Zachęcamy do odwiedzenia Podcastu Górskiego 8a.pl i posłuchania pełnej wersji wywiadu. Można to zrobić za pośrednictwem serwisów:

#robimywgórachzdomu
#robimywpodcastach
#zostańwdomu
#trenujwdomu

                   
1% dla TOPR

Udostępnij

W Temacie

Strona wykorzystuje pliki cookies w celach wyłącznie statystycznych. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były instalowane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na wykorzystanie plików cookies. Dowiedz się więcej.