Big wall. Marek Raganowicz - podcast | 8academy
03.06.2022

Big wall. Marek Raganowicz – podcast

Gościem w naszym studio jest Marek Raganowicz, specjalista wspinaczki hakowej i solowych przejść wielkich ścian, pierwszy Polak, który zdobył nagrodę Złotego Czekana,

                       

Jak zdefiniowałbyś się jako wspinacz?

Jestem po prostu wspinaczem. Rodzaje wspinania, charakter, góry, ściany przychodzą wraz z rozwojem. Widzę to na przestrzeni wielu lat, wspinam się już trzydzieści lat. W różnych okresach życia przychodzą do głowy różne pomysły, różne rodzaje wspinania, różne góry i ściany. Trudno mi odpowiedzieć na takie pytanie. Moje największe sukcesy sportowe związane są z wielkimi ścianami, jest takie pojęcie “wspinacz wielkościanowy” albo “big wall”. Ten rodzaj wspinania jest mi bardzo bliski: big wall alpine climbing – zimowe wspinanie na wielkich ścianach.

Zacznijmy jednak od wspinania hakowego. Co to jest hakówka?

Kiedyś mówiło się, że jeśli ktoś nie potrafi się wspinać klasycznie to się wspina hakowo. I być może jest w tym nieco prawdy. Ale w USA, zwłaszcza w dolinie Yosemite wspinanie hakowe stało się zupełnie osobnym bytem. Wspinacze hakowi z Yosemite osiągnęli wybitny poziom, znacznie wyższy od tego co robiono w innych częściach świata. Tak jest do dzisiaj. Trudności A5 w dużym nagromadzeniu można spotkać w zasadzie tylko tam. A5 to są naprawdę duże trudności. Tam czuję się jak w domu.

Hakówka to tak zwane sztuczne ułatwienia. Czyli wieszamy ławeczki na hakach. To najprostsza definicja. Oczywiście przyrządów które można osadzać w ścianie jest znacznie więcej: camy, hooki, coperhead’y i wiele innych. Trudności hakówki polegają w dużej mierze na umiejętności osadzania tych punktów ale też na ocenie ryzyka. Tym co jest istotne jest fakt, że częścią trudności drogi hakowej jest ryzyko. Skala hakowa jest skalą zamkniętą a jej najwyższy stopień to A5. We wspinaczce sportowej trudności oceniamy ze względu na techniczną stronę wykonania sekwencji ruchów. We wspinaczce hakowej dochodzi do tego ocena ryzyka. W stopniu A5 odpadnięcie grozi śmiercią. I to z bardzo dużym prawdopodobieństwem. A4 to lot długości 20-35m z ciężkimi obrażeniami. A4+ to lot 35-50m. Do tej pory zrobiłem trzy drogi A5. Po każdej z nich mówiłem, że to ostatnia droga w tym stopniu.

Dlaczego akurat w Yosemite rozwinęła się hakówka?

Magia El Capitana. To jedna z najwspanialszych ścian. Pierwsze zdobycie odbyło się oczywiście techniką hakową. Na kilkadziesiąt dróg jakie są na całej ścianie zaledwie kilka to drogi klasyczne.

Ile mają wyciągi na drogach hakowych na El Capie?

To ciekawe, zależy od drogi. Na tych rzadziej chodzonych, najtrudniejszych, dużo jest długich wyciągów, dochodzących do 60m. Cała ściana ma 1000m. Do prowadzenia takiego wyciągu potrzeba mnóstwo sprzętu. Zrobiłem na El Capie szesnaście dróg, z czego tylko dwie w zespole, resztę solo. Zrobienie takiej drogi to najmniej 6-7 dni. Najdłużej spędziłem 16 dni na ścianie El Capa. Nie schodzi się ze ściany, śpi się w portaledgu. Choć są tacy co poręczują od dołu, wspinają się jeden wyciąg, zostawiają linę, zjeżdżają na kemping, następnego dnia wracają i poręczują kolejny wyciąg. Niektórzy potrafią zaporęczować nawet cztery wyciągi na szesnastowyciągowej drodze. Ale ja sobie powiedziałem że nie będę poniżał mojej ukochanej ściany i od samego początku wspinałem się bez poręczowania.

Jak wygląda dzień na drodze A5?

Robi się jeden wyciąg dziennie. Samo prowadzenie to między 4 a 6 godzin. Trzeba być cierpliwym jeśli nie chcesz ryzykować odpadnięcia. Hakówka to koncentracja. Yosemite to miejsce bardzo turystyczne. Jak jesteś w ścianie to słyszysz hałas ruchu samochodowego. Najgorzej jak jadą grupy harleyowców. Odgłos motorów rozbija całą dolinę. Ale wierz mi, że jak robisz A5 to nie słyszysz nic. Hakówka to absolutne skupienie i cisza. To głęboka prawda o dużych trudnościach. Ryzyko i jego świadomość powoduje u mnie maksymalną koncentrację. Otaczający świat przestaje istnieć. Istnieją tylko te pojedyncze metry które akurat pokonujesz.

Jak wygląda higiena i fizjologia w ścianie?

Reguły są takie, że wszystkie “odpadki ludzkie” trzeba ze sobą zabierać. Można sikać w ścianie. Resztę musisz wnieść na górę, znieść na dół i zutylizować. Te reguły są ściśle przestrzegane przez wspinaczy i całe środowisko. Ludzie którzy się wyłamują są potępiani. Nikt tego nie toleruje. Rozmawiając tu przy stole to może brzmieć okropnie ale kiedy jesteś w ścianie i każdego dnia walczysz, mieszkasz w portaledgu to jest jakoś bardziej naturalne. Wbrew pozorom nie jest to straszne.

Marek Raganowicz
Marek Raganowicz w studio 8a.pl (fot. Piotrek Deska)

Ile bagażu nosisz ze sobą na hakówce?

Dużo. Samego sprzętu i ekwipunku to 70kg. Do tego woda: dwa galony (ok 9L) na trzy dni. Na drogi długie biorę 8 galonów. Do tego żywność. Nie biorę żywności liofilizowanej tylko naturalną. Większość ludzi wspinających się na popularnych drogach wycofuje się nie z powodu trudności ale dlatego, że mają zbyt mało wody lub jedzenia. W big wallu nie samo wspinanie jest drogą do sukcesu. To wiedza, doświadczenie i logistyka.

Na dolnym stanowisku z reguły jest wór z całym sprzętem, wodą i żywnością. Wspinam się solo, zakładam górne stanowisko. Na nim zakładam linę holowniczą, która jest przywiązana do wora na dole i dolnego stanowiska. Na tej linie zjeżdżam, zwalniam wory tak, że lina się napręża i stosując małpy podchodzę na linie głównej i wyciągam wszystkie przeloty. Jak dojdę do górnego stanowiska to zaczynam holować wory. Potem jestem gotowy do prowadzenia kolejnego wyciągu.

Wiele osób wraca z Yosemite zdziwiona trudnością. Na czym ona polega?

W klasycznym wspinaniu charakterystyczne dla Yosemite są przerysy czyli rysy w których nie mieści się kolano ale są zbyt duże by klinować dłonie. Dla wielu wspinaczy europejskich pierwszy kontakt z przerysami jest bardzo trudny. Amerykanie stosują do przerys zwykłą skalę wspinaczkową. Jeśli ktoś sobie weźmie tabelkę i przeliczy to może dojść do wniosku, że to coś bardzo łatwego. A potem nie mogą porobić ruchów. Tak naprawdę jest. Wspinania i trudności w Yosemite nie da się wytłumaczyć, trzeba spróbować.

Z drugiej strony jeździsz na przykład na Ziemię Baffina. To zupełnie inny sport?

Yosemite to big wall. Ziemia Baffina To big wall alpine. Tam problemem jest zimno i mróz i pogoda. To wspinanie typowo zimowe mimo, że jeździ się tam w maju. Raz pojechałem w marcu. Było -55 i huraganowy wiatr. To było nie do wytrzymania. Poddaliśmy się. W 2012 z Marcinem Tomaszewskim zrobiliśmy drogę Super Balance. Trudno mi sobie wyobrazić bym mógł zrobić cokolwiek trudniejszego. To była masakra. Walka z pełną determinacją, pełnym oddaniem. Spędziliśmy w ścianie 28 dni. Było tak zimno, że szwy klejone w kurtkach pękały. Nowe buty po tych dniach były przetarte prawie na wylot. Cały sprzęt był do wyrzucenia po tej wyprawie, nawet raki i czekany.

Jak wygląda dzień w takiej ścianie?

Na początku poręczowaliśmy dwa dni do pierwszego biwaku. Wspinaliśmy się w tak zwanym stylu kapsułowym czyli w samej ścianie zakładaliśmy obozy, między którymi zakładaliśmy poręczówki. Pierwszy obóz był nisko. Wiedzieliśmy od początku, że mamy mało czasu, że musimy się śpieszyć bo inaczej nie wystarczy nam paliwa i jedzenia. Nasze hasło od początku to było wspinać się każdego dnia. Zrobiliśmy jeden wyjątek. Gdy przenosiliśmy obóz. Samo holowanie worów trwało 23 godziny. Było bardzo zimno, Marcin w którymś momencie zrzucił rolkę do holowania. Wory były tak ciężkie, tarcie tak duże, że zerwała się lina w układzie holowniczym. To było niewyobrażalne. Skończyliśmy o 3 rano. Następnego dnia się nie wspinaliśmy. Mieliśmy od samego początku takiego stracha przed tą ścianą, że prawie nic nie mówiliśmy.

Od pierwszego biwaku ja zacząłem gotować śnieg a Marcin przygotowywał posiłki. Na Ziemi Baffina nie można użyć gazu, trzeba mieć paliwo stałe – naftę. Potem zrobiliśmy razem jeszcze Great Trango, Ścianę Trolli i ten podział obowiązków już zawsze wyglądał tak samo. Ja i Marcin od razu byliśmy bardzo zgranym zespołem.

Zawsze rano piszę parę słów w notatniku, spokojnie przy kawce, to mój rytuał. Ale wstawaliśmy po ciemku, wspinanie zaczynaliśmy o świcie. Prowadzeniem dzieliliśmy się dniami.

Któregoś dnia na Polar Sun Spire wisieliśmy na headwallu. Rozległy widok na wiele ścian. Tego dnia przyszły chmury, które odcięły nas od podstawy ściany. Nie widzieliśmy fiordów. I nagle ktoś do nas krzyczał spod tych chmur. To było tak nieprawdopodobne. To byli Innuici, myśliwi, którzy jechali na polowanie. Wiedzieli, że tam jesteśmy…

Samotność, niskie temperatury, wielkie ściany i jeszcze do tego nowe drogi?

Przecież to byłby grzech powtarzać tam drogi. Tam są tak ogromne ściany, tak wielkie możliwości. Trzeba tylko samozaparcia!

Masz jakieś plany na przyszłość?

Mam. Ale powiem tak: człowieka tworzy teraźniejszość a nie to co mówi, że zrobi.

Zachęcamy do słuchania Podcastu Górskiego 8a.pl. Pełna wersja rozmowy dostępna jest za pośrednictwem serwisów:

                 

Udostępnij

Strona wykorzystuje pliki cookies w celach wyłącznie statystycznych. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były instalowane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na wykorzystanie plików cookies. Dowiedz się więcej.