Wywiad z zastępcą dyrektora TPN – Panem Filipem Ziębą | 8academy
30.06.2017

Wywiad z zastępcą dyrektora TPN – Panem Filipem Ziębą

Tatrzański Park Narodowy jest naszym dobrem wspólnym. O ochronie tatrzańskiej przyrody, bezpieczeństwie na szlakach, trasach rowerowych i skiturowych rozmawiali ze sobą himalaista i autor 8academy Janusz Gołąb oraz zastępca dyrektora Tatrzańskiego Parku Narodowego Filip Zięba.

                       

Poniższa rozmowa może pełnić rolę informacyjną, jaki i edukacyjną. Z pewnością jest ciekawym spojrzeniem na kwestie ochrony tatrzańskiej przyrody. Zapraszamy do lektury.

Ścieżki rowerowe

Janusz Gołąb: Na początek pomówmy o tym, co interesuje najbardziej miłośników rowerów górskich, do których ja również się zaliczam. Wiem, że TPN planuje budowę ścieżki rowerowej przebiegającej wzdłuż drogi imienia Oswalda Balzera. Chciałbym zapytać, na jakim etapie znajdują się pracę nad tym projektem i czy jest on szerszym planem, który np. zakłada połączenie tej ścieżki ze słowacką infrastrukturą ścieżek rowerowych. Czy w przyszłości będziemy mogli przejechać rowerem górskim  dookoła Tatr, korzystając ze ścieżek przebiegających w terenie górskim?

Filip Zięba: Potrzeby są ogromne, widzimy, co się dzieje na wszystkich naszych drogach i na drodze Oswalda Balzera. Wiemy też, co się dzieje na Podhalu, ścieżek w ostatnim czasie powstaje sporo. Gmina Czarny Dunajec jest dosyć aktywna i fajnie to wszystko tam funkcjonuje. Trochę wychodzimy naprzeciw tej sytuacji. Mamy już projekt ścieżek, w tej chwili załatwiamy wszystkie pozwolenia. To jest proces, w którym działania mają swoją kolejność. Odbyliśmy dyskusje na radzie naukowej, dyskusje wewnętrzne – pamiętajmy, że realizując jakiekolwiek działania w parku narodowym, musimy ważyć: między ochroną przyrody a potrzebami użytkowników Tatr. Ingerencja w przyrodę ma być jak najmniejsza, ale jednocześnie nowa infrastruktura w 100% musi spełniać swoją funkcję. Projekt będzie realizowany w kilku etapach. Pierwszy etap biegnie od Jaszczurówki w kierunku Małego Cichego. Projekt zakłada przebieg ścieżki rowerowej niedaleko od drogi asfaltowej Oswalda Balzera.

ochrona tatrzańskiej przyrody

Rowerzyści coraz częściej chcą korzystać z uroków gór (fot. Marcin Bukowski / TPN)

Janusz Gołąb: Czyli na tym etapie mamy już gotowy projekt? Jadąc drogą Oswalda Balzera widać w lesie wyznaczoną chorągiewkami trasę, czy to jest właśnie przyszła ścieżka rowerowa?

Filip Zięba: Tak, tak mniej więcej będzie przebiegać ścieżka rowerowa.

Janusz Gołąb: Jak rozumiem będzie to ścieżka trekkingowa/crossowa przewidziana do ruchu rekreacyjnego, nie będą to tzw. single tracki dla osób bardziej zaawansowanych jeżdżących na rowerach enduro?

Filip Zięba: Będą single tracki w niektórych miejscach. Jednak nie będą bardzo trudne, bo to zakłada, że ma być szybko i wąsko. Tutaj będzie  trasa, którą będzie mogła pokonać również rodzina z dziećmi.

Janusz Gołąb: Mamy dopuszczony dla rowerzystów szlak biegnący Doliną Suchej Wody Gąsienicowej do schroniska Murowaniec. Sam z ciekawości przejechałem tę trasę i muszę stwierdzić, że ta droga po prostu nie nadaje się na jazdę rowerem. Praktycznie na całym wielokilometrowym odcinku droga jest wyłożona otoczakami.  Tam po prostu nie da się jechać rowerem. Skoro zimą dla ruchu narciarskiego jest otwarta nartostrada wiodąca z Kuźnic do schroniska Murowaniec, to dlaczego nie można tej leśnej drogi udostępnić rowerzystom? Ta droga pod rower górski nadaje się w większym stopniu niż droga biegnąca dnem doliny z Brzezin. Czy były rozmowy o tym, aby ścieżkę wiodącą dnem doliny Suchej Wody przedłużyć właśnie o tę nartostradę biegnącą do Kuźnic?

Filip Zięba: W tej chwili nie rozważamy takiego rozwiązania z kilku powodów. Nartostrada jest udostępniana zimą. Letniego udostępniania nie przewidują zadania ochronne, opiniowane przez Radę Naukową Parku, a następnie zatwierdzane przez ministra środowiska. Nie jest to również ujęte w planie ochrony, którego projekt został przedłożony Ministerstwu.

Czym innym jest zima, czym innym lato. Mamy w TPN bardzo gęstą sieć szlaków, ponad 270 kilometrów. Na tym samym terenie żyje wiele gatunków drapieżników. W zasadzie trudno jest znaleźć miejsce w Tatrach, z którego wilki, niedźwiedzie i inne zwierzęta, by nas nie słyszały bądź nie czuły. I to naprawdę jest fenomen, jak przy tak tej gęstej sieci szlaków turystycznych, dzikie zwierzęta potrafią funkcjonować. Często w pobliżu takich miejsc, które zimą są często i mocno uczęszczane, ale latem względnie spokojne, mamy stanowiska rozrodu bardzo rzadkich gatunków zwierząt. Dosyć ryzykowne byłoby dopuszczenie ruchu turystycznego w tych rejonach. Tu obowiązuje zasada przezorności.

zwierzęta Tatr

Ten widok urzeka każdego chodzącego po Tatrach (fot. Filip Zięba / TPN)

Zwierzęta

Janusz Gołąb: Nie możemy po prostu bezgranicznie podporządkowywać sobie przyrody?

Filip Zięba: Nie, bo to jest ,,naciąganie sprężyny”. Im bardziej ingerujemy w środowisko, tym bliżej pęknięcia sprężyny. W lecie, w wielu rejonach mamy kluczowe miejsca wyprowadzania młodych dużych drapieżników. Ja bym nie ryzykował wchodzenia w tę przestrzeń. Nie możemy przedkładać własnej wygody i dobrej zabawy nad dobro rzadkich gatunków zwierząt, które same się nie obronią. A jeszcze dochodzą kwestie bezpieczeństwa.

Janusz Gołąb: Całkowicie zrozumiałe. Kontynuując ,,zwierzęcy” wątek – w informatorze wydanym przez TPN przeczytałem takie sformułowanie: „szosą wiodącą do Morskiego Oka wędruje dziennie tysiące osób – nie wpływa to znacząco na dobrostan zwierząt”. Może warto byłoby szerzej wytłumaczyć, dlaczego te tysiące osób wędrujące dziennie drogą do morskiego Oka ma mniejszy wpływ na dobrostan zwierząt niż sześciu taterników w skali całego sezonu wspinających się na Raptawickiej Turni nad Grotą Raptawicką (która z resztą również odwiedzana jest przez bardzo dużą liczbę turystów).

Filip Zięba: Bywa tak, że  nawet jedna osoba znajdująca się w nieodpowiednim miejscu w nieodpowiednim czasie może wyrządzić więcej szkód niż tłum ludzi spacerujących po drodze wiodącej do Morskiego Oka, gdzie zwierzęta przywykły do ludzkiej obecności. Rejony takie jak masyw Kominiarskiego Wierchu i mur Raptawickich Turni, to perełka, jeśli chodzi o tatrzańską faunę. Znajdziemy tam np. rzadkie gatunki ptaków, których pary lęgowe w Tatrach możemy policzyć na palcach jednej ręki.

Cały masyw Kominiarskiego, a szczególnie rejony nad Żeleźniakiem nad Doliną Dudową, Kominy Tylkowe, Kominy Dudowe to jest prawdziwy ,,rarytas” z punktu widzenia taternictwa jaskiniowego. Z punktu widzenia fauny jest podobnie – jest to bardzo cenne miejsce. Niektóre gatunki zwierząt tylko tam wyprowadzają swoje młode. Pamiętam dyskusje prowadzone od 20 lat na te tematy. Sam wiele razy stawałem przed dylematem: iść czy nie iść. Z Tatrami jestem związany od dziecka, a z tym masywem wyjątkowo.

Szlak prowadzący do Morskiego Oka może przemierzać dziennie nawet kilka tysięcy osób, ale jest to ruch ,,skanalizowany”. Czasami śledzę niedźwiedzie, które mają obroże telemetryczne GPS. Zwierzęta spacerują czasami w odległości około 20-30 metrów od drogi do Morskiego Oka. Jeżeli przeanalizujemy to dokładniej, to zauważymy, że dzięki temu, że kiedyś została tam wprowadzona ochrona ścisła, że nie usuwano drewna, w tej chwili mamy tam nową generację drzew. I  okazuje się, że wszystko pięknie działa w naturalnym procesie. Przez to, że jest tak dużo wiatrołomów, stanowią one barierę nie do przebycia dla ludzi. Dzięki temu mamy taką sytuację, że zwierzęta 30 metrów od szlaku są w stanie spokojnie przebywać, żerować, a nawet odpoczywać, bo czują się kompletnie niezagrożone. Wiedzą, że człowiek do nich nie dojdzie. Oczywiście zdarzały się przypadki, kiedy ktoś schodził ze szlaku, dlatego apelujemy, żeby tego absolutnie nie robić. Jak mówiłem – mamy tam skanalizowany ruch, więc łatwiej jest zapanować nawet nad tak dużą liczbą turystów.

Tatry dla turystów

Szlak do Morskiego Oka (fot. Bogusława Chlipała /TPN)

Skituring

Janusz Gołąb: Zauważyłem, że ruch skiturowy w Tatrach zaczyna dynamicznie  rosnąć. Interesuje mnie połączenie skituringu z taternictwem. Obecnie mamy taką dość kuriozalną sytuację. Wspinając się, mogę to teoretycznie robić z nartami przypiętymi do plecaka. Jednak po skończeniu wspinaczkowej drogi, nie mogę na tych nartach zjechać na dół, bo zabraniają tego szczegółowe przepisy TPN. Mogę zejść piechotą, ale nie mogę zjechać na nartach, bo znalazłbym się poza wyznaczonymi do tego celu miejscami. Jaka, po zakończonej wspinaczce, jest różnica pomiędzy schodzeniem piechotą a zjechaniem na nartach.

Filip Zięba: Trwa dyskusja na ten temat. Zorganizowaliśmy warsztaty, na które zaprosiliśmy również osoby zainteresowane ze środowisk wspinaczkowych. To temat otwarty i będziemy się nad tym jeszcze zastanawiać. W Tatrach wysokich jest kilka żlebów, których narciarska dostępność jest ograniczona przez ukształtowanie terenu, więc siłą rzeczy nie ma tam zagrożenia dla przyrody. Z kolei problem pojawia się wszędzie tam, gdzie mamy piękne pola śnieżne, a serce i głowa podpowiadają:  jedźmy tam! Na przykład nad Kościeliską czy nad Chochołowską. Ale tu chodzi o kozice, niedźwiedzie, cietrzewie. Człowiek na piechotę porusza się powoli, narciarz potrafi pojawić się nagle i to generuje stres u zwierząt. W tej chwili obowiązuje zarządzenie mówiące, ze powyżej górnej granicy lasu na nartach można poruszać się  w nawiązaniu do letniego przebiegu szlaku, ale z możliwym odstępstwem, w najbliższej odległości zapewniającej bezpieczeństwo. Oczywiście wiele  zależy od liczby narciarzy i ich świadomości. W tej chwili skituring stał się modnym sportem i coraz więcej ludzi go uprawia. Przepis dotyczący jazdy na nartach nie jest  jednoznaczny, bywa szeroko interpretowany i jest tu pole do nadużyć. Bo dla niektórych ,,bezpiecznie w nawiązaniu do letniego przebiegu szlaku” to teren znacznie oddalony od wyznaczonej trasy. Zastanawiamy się nad zmianą takiego podejścia, np. poprzez wyznaczenie określonych obszarów. Taki obszar byłby poddany mocnej analizie, a na jej podstawie podjęto by decyzję, czy będzie to wielkoobszarowy rejon narciarski, czy obszar, gdzie jeździć nie wolno. Podobne rozwiązania mają Słowacy, np. w Spalenej czy w Żarskiej.

Tatry zimą

Z roku na rok rośnie ruch skiturowy w Tatrach (fot. TPN)

Bezpieczeństwo

Janusz Gołąb: Chciałbym zapytać o Orlą Perć. W pewnym momencie gospodarz terenu, czyli TPN, dla zwiększenia bezpieczeństwa na tym szlaku, wprowadził ruch jednokierunkowy na pewnych odcinkach. Co roku dochodzi na tym szlaku do kilku lub kilkunastu wypadków, w tym tych tragicznych, gdy giną ludzie. Z mojego punktu widzenia są to niepotrzebne tragedie. Czy Park planuje jakieś działania mające na celu poprawę bezpieczeństwa na najtrudniejszych partiach takich szlaków, jak wspomniana Orla Perć czy szlak na Rysy? Kiedyś pojawił się pomysł, aby uczynić z tego szlaku tzw. via ferratę, a może ten szlak powinien być dostępny tylko z przewodnikiem?

Filip Zięba: W tej chwili nie ma takich planów. Oczywiście kwestie bezpieczeństwa muszą być rozwiązywane w porozumieniu z TOPR-em.

Janusz Gołąb: Park w pewnym momencie widział problem, bo przecież wprowadził ruch jednokierunkowy.

Filip Zięba: Tak, miało to ograniczyć liczbę wypadków. Problem jest jednak dużo głębszy, bo coraz więcej ludzi odwiedza Tatry. I niestety spora część z tych ludzi przecenia swoje umiejętności. Ale z drugiej strony, nie ma zakazu wstępu i ludzie korzystają z tego, że mogą ,,zaliczyć” Orlą.

Janusz Gołąb: Myślę, że gdyby – ze względów bezpieczeństwa – taki zakaz wstępu się pojawił zaraz znalazłby się ktoś, kto to powie, że wprowadzanie ograniczeń, to ograniczanie swobód obywatelskich.

Filip Zięba: Tak, z pewnością tak by się stało. Arbitralne ustalanie limitu wejść w dany rejon Tatr jest nieakceptowane społecznie i niemożliwe do realizacji w praktyce. Za wszelką cenę wszędzie chcemy jechać czy wyjść na jakąś górę. To chyba znak naszych czasów. Pamiętam jedną z dyskusji, jaka trwała w tym roku. Zaobserwowaliśmy takie zjawisko, że dużo ludzi wychodziło w nocy na grań na fokach i rano zjeżdżali. Zimowy dzień jest krótki, ale nie na tyle krótki, żeby nie można było podejść w ciągu dnia. Gdy zaczęliśmy szerzej rozmawiać z tymi ludźmi, to nagle okazuje się, że wychodzą z nas takie małe egoizmy. Ktoś ma pociąg, ktoś ma autobus albo coś już sobie zaplanował. I nieważne jest, czy jest tam tokowisko głuszca, czy tam się coś akurat w nocy w przyrodzie innego dzieje. Przypominam, że jesteśmy na terenie parku narodowego.

wspinaczka w Tatrach

Pogoda w Tatrach potrafi zmienić się błyskawicznie (fot. Bogusława Chlipała /TPN)

Gospodarka łowiecka

Janusz Gołąb: Mam jeszcze jedno pytanie odnośnie gospodarki łowieckiej prowadzonej po słowackiej stronie Tatr na terenie TANAP. Czy TPN ma jakąś strategię, czy są prowadzone ze Słowakami rozmowy? Widzę pewien dysonans. Po naszej stronie, powiedzmy w rejonie Białej Wody nie dokarmia się zwierząt, a po drugiej stronie rzeki naprzeciw gajówki Martina stoi paśnik dla saren. Dla mnie jest to dość szokujące. Park jest bardzo mały i powinniśmy całe Tatry jak park ochrony przyrody traktować, a urządzanie odstrzałów czy polowań piętnować. Ja rozumiem, że Słowacy mają dużo niedźwiedzi czy jeleni i może dlatego nie widzą w tym problemu, żeby polować na terenie TANAP. Jednak nasuwa się pytanie, czy dla nas takie rozwiązanie nie stanowi problemu?

Filip Zięba: Dla nas jest to problem, zwłaszcza w odniesieniu do dużych drapieżników. Słowacja ma ich dużo większą populację, a my jesteśmy na peryferiach ich zasięgu, więc jesteśmy mocno zależni od tego, co się dzieje za naszą granicą. U nas nie wolno polować od 2002 albo 2003 roku na jelenie. Cały czas prowadzimy rozmowy ze stroną słowacką, bo przecież działamy w ramach jednego rezerwatu biosfery i dobrze byłoby mieć spójne założenia, wspólny cel. No ale Słowacja i Polska to dwa niezależne kraje, więc zdania na te kwestie możemy mieć różne. Ja cały czas jednak żywię nadzieję, że powstanie w końcu taka wspólna strategia. Była nawet kiedyś przez jakiś czas polsko-słowacka grupa do spraw dużych drapieżników i małymi kroczkami udało się ustalić strefy buforowe, gdzie nie polujemy wzdłuż granicy państw. Dotyczyło to nie tylko Tatr. Na pewno ten temat wymaga jeszcze sporo pracy i nie chodzi tylko o stwierdzenie, czy strzelamy, czy nie strzelamy. Tu jest potrzebna dyskusja i dobre argumenty.

Janusz Gołąb: Dziękuję Panie Dyrektorze za rozmowę.

Filip Zięba: Jaki „Panie Dyrektorze”… my tu się zastanawialiśmy, jak będzie wyglądała rozmowa Zięby z Gołębiem.

Janusz Gołąb i Filip Zięba: śmiech

niedźwiedzie w Tatrach

Tatry to nasze wspólne dobro! (fot. Filip Zięba)

                 

Udostępnij

W Temacie

Strona wykorzystuje pliki cookies w celach wyłącznie statystycznych. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były instalowane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na wykorzystanie plików cookies. Dowiedz się więcej.