Jakie cechy powinien mieć plecak idealny na jednodniowe wycieczki? Podstawy to lekkość, wygoda, funkcjonalność, ale dobrze by było, gdyby się oprócz tego ładnie prezentował.
Przez ostatni miesiąc sprawdzałam, czy Gregory Jade 24 LT może aspirować do miana plecaka idealnego, a męski odpowiednik tego modelu, czyli Zulu 24 LT, testował Wojtek. Oba są plecakami przeznaczonymi na krótkie, jednodniowe wycieczki. Jak łatwo się domyślić, oba mają 24 litry pojemności, a litery LT w nazwie mogą sugerować, że należą do tych lżejszych. Zabraliśmy je na długi weekend w Tatrach, a po powrocie sprawdzaliśmy ich funkcjonalność na kilku jednodniowych wycieczkach w Górach Stołowych. Wiedzieliśmy, czego potrzebujemy, a poprzeczka była zawieszona raczej wysoko. Czas sprawdzić, czy plecaki od amerykańskiego producenta spełniły nasze oczekiwania.

Waga plecaka jest jedną z pierwszych kwestii, którą sprawdzam przeglądając jego parametry. Przez lata moje priorytety przy wybieraniu sprzętu się zmieniały. Uczyłam się na własnych błędach. Czasy, kiedy wrzucałam do wielkiego plecaka wszystko, co „może się przydać”, już na szczęście minęły. Teraz staram się zabierać ze sobą mniej rzeczy i dbam o to, by te, które trafią na krótką listę, były lekkie. Dotyczy to również plecaka, który nie da się ukryć, jest absolutną bazą i punktem wyjściowym w przygotowaniach do każdej wycieczki. Model damski Gregory Jade 24 LT waży 1,02 kg. Jego męski odpowiednik, Gregory Zulu 24 LT, odrobinę więcej, bo 1,05 kg. Czy to dużo? Nie. Czy jest super lekko? Również nie.
Mam plecak, który pomimo większego litrażu waży mniej. Jest to jednak plecak-worek. Bez systemu nośnego i niewybaczający błędów w pakowaniu. Jade i Zulu to pod tym względem plecaki bardziej pobłażliwe – mają bowiem tradycyjny system nośny. Znajdziemy tu szeroki, bezszwowy pas biodrowy oraz regulowany pas piersiowy. Jest jednak element, który wyróżnia te modele na tle innych. Oba posiadają wentylowany system VaporSpan z panelami z siateczki, zapewniający odpowiednie podparcie przenoszonego na plecach ciężaru. Producent podaje, że maksymalna ładowność obu modeli to 9,1 kg. Całkiem sporo jak na plecak przeznaczony na jednodniowe wycieczki. Bez problemu zmieścimy w nim prowiant, zapas wody, odzież na zmianę i wszystkie niezbędne na szlaku drobiazgi.

Na wagę plecaka ma wpływ materiał, z którego jest on wykonany. Korpus to poliester ripstop 400D, częściowo pozyskany w drodze recyklingu, natomiast podstawa plecaka to bardziej odporny nylon 420D. Całość zabezpieczono hydrofobową impregnacją DWR bez szkodliwych związków PFC. Warto wspomnieć, że oba modele zaprojektowano przy użyciu narzędzia do analizy produktowego cyklu życia, co obniżyło ślad węglowy o 25%. To ważna informacja, zwłaszcza dla tych z nas, którym dobro środowiska naturalnego leży na sercu.
To czy plecak jest wygodny, ma niebagatelne znaczenie. Może być lekki, może być piękny, ale jeśli coś uwiera, źle się układa, to wycieczka w góry zamieni się w mękę, a my wrócimy udręczeni. Mój Gregory Jade 24 LT nie zepsuł mi żadnej wycieczki – jest bardzo wygodny. Jego anatomiczny kształt idealnie dopasowuje się do ciała. Ciężar opiera się na biodrach, czyli dokładnie tam, gdzie powinien. Jest przy tym rozłożony równomiernie, a nie punktowo, co znacząco podnosi komfort użytkowania. Podczas pokonywania bardziej technicznych fragmentów szlaku miałam wrażenie, że ja i plecak tworzymy jedność. Poruszał się razem ze mną, nie odstawał, nie ograniczał swobody. Pas biodrowy jest miękki i bezszwowy, dzięki czemu nawet po całym dniu wędrówki w upale nie miałam otarć na plecach czy na biodrach, a to zdarzało mi się w przeszłości przy używaniu innych modeli.

Wyściełane pasy naramienne są wystarczająco szerokie i nie wrzynają się w ramiona. Można je regulować, co pozwala na precyzyjne dopasowanie. Lubię korzystać z tej funkcji w trakcie wędrówki i minimalnie zmieniać ułożenie plecaka i rozłożenie ciężaru w miarę potrzeb. Pasy naramienne mają gładką powierzchnię z oddychającą siateczką, która w kontakcie ze skórą jest bardzo przyjemna i miękka. Na ramionach również nie zauważyłam żadnych otarć.
Podczas górskich wędrówek często pocą mi się plecy, co powoduje duży dyskomfort. Wiele lat temu odkryłam plecaki z siateczką, która dystansuje tylny panel od pleców. Jeśli tylko mam taką możliwość, to właśnie takie modele wybieram najchętniej. Jade oraz Zulu również korzystają z tego patentu. Firma Gregory wykorzystuje tutaj rozwiązanie o nazwie VaporSpan. Jest to wentylowany panel tylny z bardzo otwartą siatką i szeroką przestrzenią między napiętym panelem a plecakiem. Dzięki temu wentylacja jest dużo lepsza a pocenie ograniczone. Mam jednak do tego rozwiązania drobne zastrzeżenia. Wolałabym, żeby przestrzeń między tylnym panelem a siatką była otwarta, co jeszcze bardziej zwiększyłoby przepływ powietrza.

Plecaki z serii Jade i Zulu mają jeden rozmiar i nie można regulować ich wysokości. Gregory twierdzi, że męskie plecaki będą pasować na torsy o długości od 40,6 do 53,3 centymetra, a damskie na torsy o długości od 35,6 do 48,3 centymetra. Przy wyborze warto zwrócić na to uwagę i kierować się wymiarami bardziej niż sugerowaną płcią, dla której przeznaczony jest konkretny model.
Zastanówmy się najpierw czego właściwie potrzebuję? Przede wszystkim pojemnych bocznych kieszeni. Takich, które pomieszczą bez problemu butelkę o pojemności 1 lub 1,5 litra, złożoną matę do siedzenia albo kijki trekkingowe. Jade 24 LT ma dwie boczne kieszenie, która spełniają wymienione kryteria. Są wykonane z elastycznego materiału, więc pewnie opinają przedmioty, które się w nich znajdują. Są również na tyle głębokie, że nawet litrowa butelka bezpiecznie w nich „siedzi”. Koniec z wypadającymi podczas schylania się rzeczami. Na pewno nie jestem jedyną osobą na świecie, którą to spotkało.

Lubię mieć do dyspozycji dodatkowe kieszenie na pasie biodrowym. Mam masę potrzebnych drobiazgów, które wolę mieć pod ręką. Testowane przez nas modele mają dwie kieszenie na pasie biodrowym, po jednej z każdej strony, obie zamykane na zamek. Każda z nich pomieści paczkę chusteczek, batony, żele energetyczne, kompas. Ja zmieściłam do jednej z nich również mojego smartfona. 6,5 calowy telefon Wojtka niestety nie zmieścił się w kieszeni jego plecaka – Zulu. Dlatego minimalnie większe kieszonki na pasie biodrowym byłyby idealne.

Dostęp do głównej komory plecaków Zulu i Jade 24 LT jest dokładnie taki, jaki powinien być w plecaku jednodniowym. Łatwy, szybki i wygodny. Zamiast tradycyjnej klapy mamy zamek błyskawiczny w kształcie litery U. Otwiera główną komorę szerzej niż jakakolwiek klapa, dzięki czemu dostęp do tego, co w środku, jest ułatwiony. Poza główną komorą są jeszcze dwie dodatkowe kieszenie. Pierwsza z nich to pionowa kieszeń na froncie plecaka. Idealna na mapę, ale pomieści też kurtkę. Druga kieszeń jest umieszczona powyżej i jest raczej mała. Trzymałam w niej dokumenty i portfel, ale zmieści też choćby okulary przeciwsłoneczne. Oryginalnie był tam również schowany pokrowiec przeciwdeszczowy, który zresztą mieliśmy okazję przetestować podczas nagłej tatrzańskiej burzy. Sprawdził się, ale ponieważ hołduję zasadzie „przezorny zawsze ubezpieczony”, cenne przedmioty i tak pakuję w woreczki wodoodporne.

Wewnątrz plecaka znajduje się kieszeń przeznaczona na bukłak (do kupienia osobno), a cały plecak jest przystosowany do korzystania z systemu hydracyjnego. Wężyk od bukłaka można poprowadzić przez pętelkę na pasie ramiennym – to jest rozwiązanie, z którego ja skorzystałam. Można też wykazać się większą cierpliwością i, tak jak Wojtek, przecisnąć go przez tunel z tkaniny znajdujący się również na pasie ramiennym.
Boczne paski pozwalają na skompresowanie plecaka kiedy nie jest wypełniony, a zewnętrzne pętle umożliwiają troczenie dodatkowego ekwipunku. Plecak oferuje też uchwyt na kije trekkingowe. Ja korzystam z lekkich trzysegmentowych kijków biegowych, które idealnie mieściły się w bocznych kieszeniach. Standardowe kije trekkingowe, które są nieco dłuższe, wygodniej będzie przymocować właśnie za pomocą przeznaczonych do tego pętli.

Cenię sobie przemyślane detale, a uwielbiam wprost momenty, w których myślę „wow, świetnie zaprojektowane”. Podczas korzystania z plecaka Gregory Jade 24 LT miałam taki moment olśnienia. Nigdy bym nie pomyślała, że będę się zachwycać uchwytami przy zamkach błyskawicznych – a jednak. Każdy zamek błyskawiczny zakończony jest szerokim, bardzo wygodnym uchwytem, który pozwala płynnie otwierać i zamykać kieszenie. Wyobrażam sobie, że nawet w grubszych rękawiczkach nie będzie to problemem. To naprawdę drobiazg, jednak za każdym razem zachwyca mnie wygoda tego rozwiązania.
Wygląd rzecz subiektywna, ale ważna. Modele Jade i Zulu 24 LT mają smukły, opływowy kształt. Ładnie leżą na plecach, nie odstają. Konstrukcja jest prosta a design minimalistyczny, bez zbędnych ozdób. Każdy szczegół dobrze przemyślano. Oba plecaki są dostępne w kilku kolorach do wyboru.

Bukłak jak bukłak – to po prostu worek na wodę – co innowacyjnego można tu wymyślić? Okazuje się, że jednak można. Przyznam, że pierwsze wrażenie nie było najlepsze. Testowany dwulitrowy model Gregory Hydro 2L Reservoir wydał mi się początkowo dość toporny. Wystarczyło jednak z niego skorzystać, żeby zrozumieć, że zaproponowane w nim rozwiązania są przydatne.
Bukłak wyróżnia się systemem napełniania, podobnym do klasycznej butelki. Szeroki zakręcany korek gwarantuje szczelne zamknięcie. Charakterystyczna pomarańczowa rączka ułatwia napełnianie bukłaka, bez konieczności wyciągania go z plecaka. To bardzo wygodna funkcja, która pozwala zaoszczędzić czas. System SpeedClip mocuje bukłak do wnętrza plecaka i nie pozwala mu przemieszczać się wewnątrz. Pierwszy raz spotkałam się z magnetycznym klipsem, który można założyć na pas piersiowy i przyczepić do niego wężyk bukłaka. Bardzo sprytne rozwiązanie, które stabilizuje rurkę podczas marszu. Ostatni detal to blokada przy ustniku. Jednym ruchem można zabezpieczyć ustnik np. na czas podróży lub kiedy odkładamy plecak i nie chcemy, by przypadkiem naciśnięty ustnik zaczął przeciekać. Warto podkreślić, że materiał, z którego stworzony jest bukłak, jest wolny od szkodliwych związków BPA i PVC.

Plecak turystyczny Gregory Jade 24 LT będzie moim pierwszym wyborem na jednodniowe wycieczki i weekendowe wypady. Wojtek będzie natomiast chętnie sięgał po męską wersję, czyli Zulu 24 LT. Oba modele spełniły nasze oczekiwania. Po kolei odhaczaliśmy z listy funkcje, które uważamy za niezbędne. Jade 24 LT zaskoczył mnie tym, jak bardzo jest wygodny i zdobył kilka dodatkowych punktów za detale, o których sama bym nie pomyślała. W połączeniu z bukłakiem Gregory Hydro 2L Reservoir tworzy idealną parę na krótsze wyjścia w góry.
Test przeprowadzili dla Was: Marzena Diuwe i Wojciech Komada
Strona wykorzystuje pliki cookies w celach wyłącznie statystycznych. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były instalowane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na wykorzystanie plików cookies. Dowiedz się więcej.