Kiedy w górach pozostają tylko resztki śniegu, a poranne spojrzenie na termometr nie wywołuje już dreszczy - to nieomylny znak, że sezon rowerowy jest za rogiem. Większość z nas odkłada na zimę rower i wszystkie związane z nim akcesoria i wraca do nich dopiero na wiosnę. Zanim jednak zaczniecie nawijać kilometry i cieszyć się wolnością, warto przyjrzeć się temu co macie w szafie, bo sprzęt rowerowy się zużywa i może przed sezonem konieczne będzie odświeżenie jakiegoś elementu wyposażenia. Może musicie znaleźć nowy kask, spodnie czy buty na rower?
Po pierwszym wiosennym serwisie wasz rower działa pewnie jak dobrze wyregulowany szwajcarski zegarek i nie możecie się doczekać pierwszej wycieczki na dwóch kółkach. Ci, którzy zimę spędzili cierpliwie budując formę chcą ją zweryfikować, a pozostali właśnie myślą o tym, że zaczną treningi. Wszyscy musimy na rower odpowiednio się ubrać – to kwestia zarówno bezpieczeństwa jak i wygody.
O tym jak ubrać się na rower przygotowaliśmy obszerny, wyczerpujący poradnik. W tym tekście zajmiemy się szczegółowo elementem, który – dosłownie – łączy was z rowerem, czyli butami.
Można by pomyśleć – po co specjalne buty na rower? Można przecież jeździć na dwóch kółkach w każdym obuwiu sportowym. Ba – można jeździć nawet w kaloszach albo klapkach! Dwie ostatnie opcje zdecydowanie odradzamy, ale rzeczywiście, wydaje się, że jeżdżąc po mieście czy na krótkie weekendowe wycieczki rowerem szosowym nie ma potrzeby inwestować w specjalne, rowerowe obuwie. Buty na rower mają jedna tak wiele zalet, że kiedy raz spróbujecie w takich jeździć, nie będzie powrotu.

Specjalnie zaprojektowane do jazdy na dwóch kółkach buty to często ostatni element wyposażenia jaki kupujemy. Nic w tym złego. To zresztą naturalna kolej rzeczy, bo rowerowe obuwie uwidacznia swoją wyższość tym bardziej im więcej jeździmy. Zanim więc zagłębimy się w szczegóły właściwe różnym rodzajom butów rowerowych, poświęćmy kilka zdań temu co je wszystkie łączy. Buty szosowe są inne od choćby butów enduro, ale jedne i drugie mają kilka wspólnych cech. Najłatwiej dostrzec je porównując buty na rower do codziennego obuwia i każda z nich jest równocześnie argumentem za tym, żeby o zaopatrzeniu się w takie buty pomyśleć.
Jazda na rowerze oznacza ciągły nacisk – nawet na coraz popularniejszym elektryku – stopami na pedały. Buty na rower mają więc usztywnioną i bardziej wytrzymałą podeszwę, która takie – znacznie większe niż podczas marszu – obciążenia zniesie. Sztywność podeszwy ma też znaczenie dla naszego komfortu, bo dzięki temu nie napinamy ciągle wszystkich mięśni stopy. Co za tym idzie, transfer energii jest znacznie bardziej wydajny i w butach rowerowych zajedziecie bez zmęczenia znacznie dalej. Można by to porównać do chodzenia po górach z kijkami trekkingowymi i bez. Da się tak i tak, ale wspomaganie się kijkami ma niezaprzeczalną przewagę. Z butami na rower jest tak samo. Można jeździć bez nich, ale im dalsze wycieczki będziecie uskuteczniać, tym większą korzyść odczujecie.
Tu znajdziecie wszystkie rodzaje butów rowerowych. O tym co je od siebie różni i dlaczego buty na szosę nie sprawdzą się dobrze podczas jazdy enduro i vice versa – przeczytacie poniżej.

Każdy kiedyś musi zacząć, prawda? Nikt z nas nie pokona na pierwszej rowerowej wycieczce kilkusetkilometrowej trasy ani nie zjedzie najbardziej wymagającym singletrackiem. Trudno więc oczekiwać, że zanim zasmakujemy w rowerowych szaleństwach, będziemy inwestować w wyczynowe obuwie. Pierwsze buty na rower mogą więc być “zwykłym” obuwiem sportowym. Tyle, że … nie mogą być zupełnie zwykłe. Powinny mieć nie tylko usztywnioną podeszwę, ale cała konstrukcja nie może być zupełnie miękka. Im większe wsparcie stopy – w tym usztywnienie pięty – tym łatwiej będzie pedałować. Dobrze też gdyby było możliwie przewiewne. Buty z membraną nie są dobrym pomysłem, bo podczas jazdy w deszczu i tak niewiele to pomoże bez rowerowych stuptutów. Przewiewna siateczka sprawdzi się najlepiej.
Kolejną, dość oczywistą cechą, jest system zapinania. Sznurówki wplątujące się w napęd to senny koszmar rowerzystów. Od wiązanych butów lepiej trzymać się więc z daleka i wybrać takie zapinane na rzepy, zatrzaski czy korzystające z jakiegokolwiek innego systemu sznurówki eliminującego. Ważna jest też mechaniczna wytrzymałość samej podeszwy. Zaczynając rowerowe peregrynacje pewnie nie będziecie korzystać z pedałów zatrzaskowych, a te płaskie, platformowe, mają perforację albo ząbki. Dzięki nim but nie ześlizguje się łatwo z pedałów, ale nie są dla podeszwy zupełnie obojętne. Cienka podeszwa z miękkiej gumy może poddać się po kilkunastu albo kilkudziesięciu kilometrach.
Dobrym wyborem są letnie, lekkie i niskie buty trekkingowe. Zapewnią odpowiednie usztywnienie i trzymanie stopy, guma na podeszwie bez problemu wytrzyma wielogodzinny kontakt z pedałami, a cholewka zwykle jest wystarczająco przewiewna, żeby nawet latem nie czuć dyskomfortu.

Kiedy nabierzecie doświadczenia i zaczniecie nieśmiało myśleć o rowerowej wyprawie w poprzek Azji, a co najmniej o starcie w Tour de France, zwykłe buty już nie wystarczą. Trzeba zaopatrzyć się w specjalistyczne obuwie, które zapewni wam komfort nawet jeśli będziecie pokonywać codziennie setki kilometrów. Tu jednak pojawia się kolejny kłopot, bo czym innym jest jazda szosą a czym innym kręcenie w dół między drzewami po singletracku. Każdy rowerzysta ostatecznie znajduje swoją niszę i w każdej wymagania stawiane butom są nieco inne.
Na szczęście producenci wyszli naszym potrzebom na przeciw i oferują buty skrojone na miarę do każdej rowerowej aktywności. Ci, którzy na rowerowym siodełku czują się pewniej niż idąc pieszo nie potrzebują zapewne obszernych porad w kwestii doboru obuwia. Wszyscy oni jednak z całą pewnością od dawna nie jeżdżą w zwykłych, “cywilnych” butach, bo to po prostu mało wygodne.

Co bardziej dociekliwi dostrzegą w powyższym nagłówku drobną nieścisłość, ale bez obaw, wszystko zaraz się wyjaśni. Najpierw zajmijmy się tym co odróżnia buty przeznaczone do pedałów płaskich, platformowych od tych przeznaczonych do wpinania w zatrzaski. Najlepiej podejść do tej kwestii rozpatrując za i przeciw, bo tego zwykle dotyczą – czasem zażarte – dyskusje zwolenników obu rozwiązań.
Buty do pedałów zatrzaskowych często są postrzegane jako ostatni, najwyższy stopień kolarskiego wtajemniczenia. Wszak zawodowcy nie używają żadnych innych. Nie jest tak do końca, bo wystarczy spojrzeć na jakiegokolwiek specjalistę od rowerowych trików na skoczniach, ale na szosie rzeczywiście, bez zatrzasków ani rusz. Kilka słów o nieścisłości, na którą świadomie pozwoliliśmy sobie w nagłówku. SPD to określenie zwyczajowo używane w odniesieniu do wszystkich butów wpinanych, nie jest jednak zupełnie precyzyjne. Ta nazwa jest skrótem jednego z systemów – Shimano Pedalling Dynamics. Jest chyba najbardziej popularny, i zapewne dlatego przyjęło się tak nazywać wszystkie systemy zatrzaskowe. Inni producenci mają swoje, choć oparte z grubsza na tym samym koncepcie, rozwiązania. Ważne, żeby pamiętać, że nie są ze sobą kompatybilne. Ewentualna zmiana pedałów oznacza więc konieczność zmiany butów.
Tym, co budzi pewne obawy początkujących rowerzystów jest wizja, w której przewracają się bezradnie z przypiętymi do pedałów stopami. Po pierwsze – nawyk błyskawicznego wypinania buta z zatrzasku wyrabia się błyskawicznie. Wystarczy kilka wycieczek i odpowiedni ruch wykonuje się zupełnie instynktownie, w ułamku sekundy. Oczywiście zdarza się, że nawet zawodowcy miewają z tym problem, ale to przypadki na tyle anegdotyczne, że nie należy się nimi specjalnie przejmować. Ważne jest to, żeby oba elementy – zatrzask w pedale i “kostkę” przykręconą do podeszwy utrzymywać w czystości. Piach czy błoto spowodują, że system nie będzie działał sprawnie. Na szczęście oznacza to najczęściej nie to, że będziecie mieć trudności z wpięciem buta. Wręcz przeciwnie. Zabrudzone elementy będą utrudniać zatrzaśnięcie obu elementów i mogą skutkować niekontrolowanym wypinaniem w czasie jazdy.
Pewnym minusem jest to, że na rower wyposażony w którykolwiek system zatrzaskowy musicie ubierać odpowiednie buty. Niezależnie od tego czy jedziecie na wielodniową wyprawę czy na kawę do miasta – bez kompatybilnych butów ani rusz. Są jednak rozwiązania radzące sobie z tym dylematem. Z jednej strony – są dostępne pedały platformowe z zatrzaskami, a z drugiej – buty, w których mimo przykręconego do podeszwy elementu można wygodnie chodzić. Oba wyjścia nie są absolutnie idealne, ale dla kogoś, kto ich potrzebuje, najważniejsze jest to, że są w zasięgu ręki.

Skoro zawodowi kolarze bez wyjątku jeżdżą w butach wpinanych w pedały to oczywiście oznacza to, że takie rozwiązanie zwiększa wydajność. W “normalnych” butach, generujemy moc wyłącznie naciskając na pedały. Jeśli but jest do pedału wpięty na stałe, również ruch, który nie jest skierowany idealnie w dół, będzie nas napędzać. Dzięki temu wykorzystanie energii jest znacznie bardziej efektywne.
Choć początkującym takie stwierdzenie może wydać się nieracjonalne, pedały zatrzaskowe zwiększają również bezpieczeństwo. Ja to możliwe? Ano, dzięki temu, że daje to lepsze i precyzyjniejsze panowanie nad rowerem. Można nim w pewnym zakresie sterować również stopami bez ryzyka, że but ześlizgnie się z pedału w najmniej oczekiwanym momencie. To powoduje, że rozwiązania typu SPD są całkiem popularne wśród jeżdżących poza asfaltem. Stabilność i pełna kontrola są nie do pogardzenia.
Tak jak napisaliśmy wcześniej, nie muszą to być specjalistyczne buty rowerowe. Na początek sprawdzą się zwykłe buty, pod warunkiem, że spełniają kilka podstawowych cech. Usztywniona podeszwa i dobre trzymanie pięty to podstawa. Dobrze byłoby, gdyby nie były sznurowane, tylko korzystały z jakiegoś alternatywnego systemu zapinania. Jeśli jednak mają klasyczne sznurówki to kwestią absolutnie krytyczną jest zawiązanie ich tak, żeby były jak najkrótsze, a najlepiej zupełne ich schowanie. Sznurówka wkręcająca się w napęd albo zahaczająca o pedał przy próbie zsiadania z roweru to gwarantowany, niepożądany kontakt z podłożem.
Jeśli zdecydujecie, że nadszedł czas na zakup butów rowerowych pod pedały platformowe, to tutaj mamy dla was wyczerpującą ofertę.
Określenia “SPD” używamy tu oczywiście w znaczeniu potocznym, mając na myśli wszystkie systemy zatrzaskowe. To właśnie wybór systemu jest podstawowym dylematem. Czasem lepiej jest prowadzić poszukiwania jakby “od tyłu”. Zamiast poszukiwać w sieci informacji o szczegółach różniących SPD od rozwiązania marki Look czy Wahoo, lepiej wszystko odwrócić. Może się bowiem zdarzyć, że jeśli najpierw kupicie pedały, będziecie mieć kłopot ze znalezieniem odpowiednich do swoich oczekiwań butów.
Rozpoczęcie poszukiwań od butów właśnie jest wcale nie mniej właściwym sposobem. Sprawdźcie zatem naszą ofertę butów do pedałów zatrzaskowych. Któreś z nich z pewnością przypadną wam do gustu i spełnią wasze wymagania, a do nich bez problemu dopasujecie właściwy system.

Jakiś czas temu ten trzyliterowy skrót – MTB – mieścił w sobie niemal wszystko co można było na dwóch kółkach robić poza asfaltem. Z czasem jednak zaczęły pojawiać się coraz węziej rozumiane dyscypliny, a za tym oczywiście podążyli producenci, oferując odpowiedni sprzęt.
Wszystko zależy od tego z jakim natężeniem i jak bardzo ekstremalnie zamierzacie jeździć. Na krótkie weekendowe wycieczki z dala od szosy wystarczą zwykłe buty, o których pisaliśmy nieco wcześniej w odniesieniu do pedałów platformowych. Prawdę mówiąc, wiele butów do MTB czy nawet enduro jest do lekkiego obuwia trekkingowego niemal bliźniaczo podobne. Mają co prawda nieco specyficznych rozwiązań (jak choćby system zapinania pozbawiony sznurówek), ale te różnice nie są ogromne.
Nieco inaczej przedstawia się kwestia butów do jazdy enduro. Nie da się bowiem tego robić “na pół gwizdka”. Oczywiście nikt nie wybiera na pierwszy raz najkrętszego singletracka z największymi hopami, ale enduro nie jest spokojnym kręceniem po płaskim. Buty do enduro muszą więc sprostać specyficznym wymaganiom jakie stawia ten sport. Stopy są bardziej obciążone, ale też narażone na urazy. Uderzenia w gałęzie, skały, korzenie czy otarcia od łańcucha. Dlatego właśnie buty do enduro są zazwyczaj dość sztywne, mocno zabudowane i posiadają masywne otoki chroniące palce. Sztywna i dość płaska podeszwa pomaga efektywnie przenieść siłę nóg na pedały i minimalizuje straty energii. Powinna mieć też odpowiednio zaprojektowany bieżnik, który zapewnia dobrą przyczepność do pedałów platformowych i zapobiega ześlizgiwaniu się stopy w czasie dynamicznego zjazdu czy wykonywania skoków na rowerze.
Tu znajdziecie naszą ofertę butów do jazdy enduro, i pewnie zauważycie, że niektóre sięgają nad kostkę.
Buty do jazdy enduro są bowiem czasem nieco wyższe niż tradycyjne, sięgające poniżej kostki. Taki but lepiej chroni kostkę przed urazami, zwłaszcza od wewnętrznej strony. Miewają też, podobnie do butów motocyklowych, dodatkowe wkładki w cholewce chroniące kostkę czy piętę. Podczas jazdy enduro zdarza się też, wcale nierzadko, że trzeba z roweru zsiąść i pokonać trudniejszy, bardziej stromy fragment pieszo. Po błocie, żwirze czy kamieniach. Buty muszą być na to przygotowane zarówno jeśli chodzi o przyczepność do podłoża jak i o szczelność cholewki, która nie powinna błyskawicznie przemoknąć.
Dla tych, którzy szukają ekstremalnych wrażeń, uważając, że zawsze da się mknąć w dół nieco szybciej, mamy też buty odpowiednie do jazdy downhill.

Takie pytanie stawiamy nieco przekornie, wiedząc że jedno i drugie jest niemal zupełnie różne. Często jednak pojawia się taki dylemat, spróbujemy więc możliwie zwięźle go rozwiązać.
Rower szosowy i gravel laikowi mogą wydawać się niemal nie do odróżnienia, zwłaszcza jeśli mówimy o modelach nie kosztujących tyle co kawalerka w dużym mieście. Rzeczywiście, różnice są subtelne i mogłoby to oznaczać, że i buty na szosę i na gravela nie powinny się dużo od siebie różnić. Ważne jest jednak nie to jak rower wygląda, ale to gdzie będziecie na nim jeździć, a tu różnica jest kolosalna. Na szosie raczej niechętnie zjedziecie z asfaltu, a na gravelu wręcz odwrotnie, będziecie starali się od niego trzymać jak najdalej. Na dodatek kolarstwo szosowe składa się w 99% procentach z podziwiania świata znad kierownicy a gravelowe wycieczki zakładają piesze zwiedzanie okolicy. Czasem też teren wymusza zejście z roweru i poprowadzenie go przez błoto czy na zbyt stromy podjeździe.
Buty na szosę są zatem pomyślane wyłącznie do tego, żeby można było jak najbardziej efektywnie i wygodnie w nich pedałować. To jak się w nich chodzi ma w najlepszym razie drugorzędne znaczenie. Zresztą – zwykle są to buty do pedałów zatrzaskowych, a jak wiecie, można w nich przejść najwyżej od baru do stolika w kawiarni. Wiadomo przecież, że dobra kawa jest celem większości wycieczek rowerowych. Wybierając buty szosowe trzeba pamiętać, że im są “lepsze” tym mogą być “gorsze”. Sztywność buta przekłada na się na efektywny transfer energii więc chcąc jechać jak najbardziej wydajnie powinniśmy wybierać jak najtwardsze buty na rower szosowy. Im twardsze jednak, tym niższy komfort oferują, bo nie pracują tak łatwo z ugięciem stopy. Na początek więc – jak w przypadku butów wspinaczkowych – warto wybrać miększy i mniej męczący stopę model. W miarę nabierania doświadczenia będziecie z pewnością zmieniać buty na coraz twardsze.

Buty odpowiednie do gravelowych wycieczek muszą natomiast łączyć ogień z wodą. Zapewniać wygodę i stabilność kiedy pedałujecie, ale równocześnie umożliwiać komfortowe spacery. W największym uproszczeniu – i to widać po wielbicielach graveli – odpowiednie będą każde buty MTB. Można zresztą równie wygodnie jeździć na gravelu w każdych butach, które sprawdzą się na pedałach platformowych jeśli w takie wasz rower jest wyposażony.
Jedna rzecz na którą warto zwrócić uwagę, to materiał, z którego uszyto cholewkę. Dobrze jeśli jest przewiewny, ale jazda poza asfaltem oznacza wszechobecny kurz i drobne kamyczki, więc radzimy wybór butów, które nie są – jak na przykład wiele butów biegowych – wykonane z siateczki.

Dla większości z nas rower i zima to pojęcia wzajemnie się wykluczające. Nawet przy mocno minusowych temperaturach można jednak spotkać takich, których nic nie powstrzyma przed treningiem. Jak wybrać buty na rower, które sprawdzą się zimą?
Jedyną – i najważniejszą – różnicą jest ochrona przed niskimi temperaturami i wilgocią. W przypadku butów szosowych (a umówmy się, że 90% ludzi jeżdżących cały rok jeździ właśnie po asfalcie) może być trudno znaleźć takie, które mają izolację i są wodoszczelne. Jest jednak na to sposób. Po pierwsze – grubsze skarpetki, które mogą dodatkowo być wyposażone w membranę. To oczywiście oznacza, że but powinien być nieco obszerniejszy, żeby wewnątrz było miejsce na grubszą warstwę. Jeśli grubszą skarpetkę mocno zgnieciecie, to ani nie będzie wygodnie, ani nie będzie spełniała swojej izolacyjnej roli.
Po drugie – i to jest znacznie popularniejsze rozwiązanie – można używać nakładek na buty. Wykonane najczęściej na bazie neoprenu, osłaniają całego buta i całą kostkę, te zakładane na wierzch “skarpety” bardzo skutecznie chronią przed zimnem i wilgocią. Dzięki temu możecie korzystać zimą z tych samych butów co latem, nie musząc kupować osobnej pary pod kątem grubych skarpet. Nie bez znaczenia jest też to, że będą chronić buty przed brudem i solą – a przed tym zimą nie sposób uciec.
Strona wykorzystuje pliki cookies w celach wyłącznie statystycznych. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były instalowane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na wykorzystanie plików cookies. Dowiedz się więcej.