Idealna odzież rowerowa dla każdego oznacza coś innego. Jedni szukają dopasowanych aerodynamicznych ubrań pozwalających na wyciśnięcie maksymalnych osiągów z każdego generowanego przez nasze mięśnie wata mocy. Inni, jak ja, sięgną po ubrania zapewniające maksymalny komfort, stworzone z technicznych materiałów najwyższej jakości. Szukasz wygody i bezkompromisowego wykonania na najwyższym światowym poziomie? Zapraszam do przeczytania recenzji odzieży rowerowej marki Maloja.
Zacznę od krótkiego wstępu dla tych, którym nazwa marki nie mówi zbyt wiele. Maloja narodziła się z pasji do gór i niezapomnianych chwil spędzonych na stokach Engadyny. Od lat zachwyca miłośników outdooru swoim wyjątkowym podejściem do projektowania odzieży sportowej. Co sezon wypuszcza kolejne unikatowe kolekcje. W tej recenzji przyjrzymy się bliżej odzieży rowerowej, którą testowałem podczas intensywnych letnich wyjazdów gravelowych.

Maloja stawia na szacunek dla natury i człowieka. To podejście widoczne jest w każdym detalu ich produktów, łączących funkcjonalność z estetyką i troską o środowisko. Ekologiczne podejście Maloja nie jest jedynie hasłem marketingowym, ale fundamentem, na którym budowana jest cała marka. Dążenie do jak najmniejszego obciążenia natury przy jednoczesnym tworzeniu wysokiej jakości odzieży sportowej to wyzwanie, któremu Maloja stawia czoła.
W czasie moich testów podczas upalnego lata, produkty Maloja udowodniły, że są godne swojej reputacji. Czy jednak sprostają wymaganiom zarówno początkujących, jak i doświadczonych rowerzystów? Sprawdźmy to, analizując kilka kluczowych elementów kolekcji rowerowej tej intrygującej marki.

Od długiego czasu nie potrafiłem znaleźć dla siebie odpowiedniej kurtki na rower. Zarówno ze względu na krój, jak i funkcjonalność czy design. Z pomocą na szczęście przyszła kurtka Maloja MaxM. Jacket. Wykonana z ultralekkiej tkaniny podróżuje ze mną od pierwszego dnia we wnętrzu mojej torby na kierownicę. Od tego czasu to prawdziwy must-have, bez którego nie wyobrażam sobie nabijania kolejnych kilometrów. Dlaczego?

Przede wszystkim dlatego, że jej kompaktowość pozwala na spakowanie jej do wyjątkowo niewielkich rozmiarów. To z kolei umożliwia przenoszenie jej we wnętrzu kieszonki koszulki kolarskiej czy, jak w moim przypadku, w torebce na kierownicę. Na dodatek MaxM. Jacket praktycznie nic nie waży. Mój egzemplarz w rozmiarze M to jedynie 126 gramów, które dokładam do bagażu. Materiał odznacza się sporą wytrzymałością i nie poddaje się w starciu z wystającymi na ścieżkach gałęziami. Kurtka doskonale blokuje wychładzający wiatr, co pozwoliło na komfortowe rozpoczynanie rowerowych eskapad we wczesnych godzinach porannych, kiedy temperatura powietrza nie przekraczała jeszcze 15 stopni Celsjusza. Podczas intensywniejszej jazdy doceniłem z kolei laserową perforację, która pozwalała na sprawne odprowadzanie wilgoci.
Zaprojektowana w Bawarii kurtka ma również wszystkie niezbędne dodatki. Pas wykończono silikonem, co utrzymuje kurtkę na swoim miejscu nawet podczas jazdy w dolnym chwycie. Istotne są też odblaskowe elementy zwiększające moją widoczność po zmroku. MaxM. Jacket dzielnie stawiała czoła również niewielkim opadom ze względu na zaimpregnowanie jej ekologicznym środkiem DWR. To produkt minimalistyczny, ale mimo to idealnie spełniający wszystkie funkcje, których wymagam od kurtki rowerowej. Bomba! Jedźmy więc dalej!

Kolejnym elementem rowerowej garderoby od marki Maloja były szorty Bardin. Model kierowany do fanów MTB na gravelu sprawdził się świetnie. Doskonale spisywał się w połączeniu z bibsami noszonymi pod spodem, pozwalając zachować mi „cywilny wygląd” podczas najdłuższych tegorocznych wyjazdów. Spodenki wypakowane są funkcjonalnymi rozwiązaniami. Jeśli natomiast chodzi o design, to są kwintesencją estetyki marki Maloja. Unikatowy styl łączy się tu idealnie z pozostałymi elementami kolekcji. Najlepiej widać to na zdjęciach. Ogromny napis z tyłu, który początkowo w ogóle nie przypadł mi do gustu, okazał się elementem stylistycznym łączącym wszystkie inne produkty marki. Kolorowe litery układające się w napis Maloja mają bowiem te same kolory, których użyto w detalach koszulki i kurtki.

Jakość wykonania, podobnie jak w kurtce, stoi na najwyższym poziomie. Idealnie równe szwy, brak wystających nitek, solidne materiały i detale, takie jak haftowane logo Maloja czy naszywka z nazwą najnowszej kolekcji „Good Morrow” zdradzają, że mamy do czynienia z produktem najwyższej próby. Jeśli chodzi o spodenki i ich funkcjonalność, to krój świetnie spisywał się na gravelu nawet w mocno pochylonej pozycji. Delikatnie obniżony w przedniej części pas zapinany jest napem i zamkiem błyskawicznym, a dopasowanie do sylwetki gwarantują rzepy pozwalające na regulowanie obwodu pasa. Spodenki, wykonane z naprawdę solidnych materiałów, sprawdziłyby się nawet podczas jazdy enduro. Po setkach przejechanych kilometrów nie widać nawet najmniejszych śladów użytkowania. Wyglądają po prostu jak nowe. Na uwagę zasługują też wygodne i głębokie kieszenie, które świetnie zabezpieczają przenoszone drobiazgi, takie jak np. telefon. Kieszenie frontowe są z kolei zapinane na bezbłędnie działające zamki.

Zacznę od pewnego spostrzeżenia. Jakość kolekcji rowerowej marki Maloja nie ustępuje ani trochę tej oferowanej przez marki ponad dwukrotnie droższe. Bez wątpienia zdecyduję się na zakup kolejnych ubrań niemieckiej firmy. Nie tylko ze względu na ich jakość, ale również ze względu na niepowtarzalny i dopracowany w najdrobniejszych detalach design. Kiedy zdałem sobie sprawę, że rozmiar tego tekstu zaczyna wymykać się spod kontroli, postanowiłem wrzucić koszulkę rowerową Maloja Baretti Multi do jednego worka ze skarpetkami Maloja Pushbikers Aerosocks.

Oba produkty wykonane są bowiem z szybkoschnących i proekologicznych materiałów. Techniczne tkaniny z recyklingu pozwalają na błyskawiczne pochłanianie potu i równie szybkie schnięcie. Antybakteryjne wykończenie zapewnia długotrwałe uczucie świeżości, dobrze zaprojektowane szwy minimalizują ryzyko powstawania otarć. Koszulka ma kolejną funkcjonalną kieszonkę, która z łatwością pomieści klucze i kartę płatniczą. W jej przypadku warto jednak przymierzyć się do niej przed oderwaniem metek, ma ona bowiem troszkę „kwadratowy” krój i nie każdemu może przypaść do gustu. Mnie jednak „siadła”, przez co korzystam z niej, nie tylko na rowerze, ale również podczas biegania.

Nie ukrywam — chyba pierwszy raz testuję odzież, która tak skradła moje serce. Połączenie ekologicznych materiałów z recyklingu, wolny od PFC impregnat DWR, dopracowane w najdrobniejszym szczególe konstrukcje i wysoka jakość wykonania połączona z unikatową stylistyką sprawiły, że w kolekcji jesień/zima marki Maloja mam już upatrzonych kilka pozycji.
Odzież rowerowa Maloja może ma jakieś wady, ale podczas niemal dwóch miesięcy użytkowania nie ujawniła ich, bez względu na warunki, w jakich była testowana. A przeszła sporo — od niemal czterdziestostopniowych upałów, po ulewy przypominające tropikalne burze. Jeśli więc kochacie sport, a los naszej planety nie jest wam obojętny, sięgnijcie po produkty tej dotychczas niezbyt znanej na polskim rynku marki. Z pewnością się nie zawiedziecie.
Test wykonał dla was Filip Stępień
Strona wykorzystuje pliki cookies w celach wyłącznie statystycznych. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były instalowane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na wykorzystanie plików cookies. Dowiedz się więcej.