16.10.2017

Kurs Przewodników Beskidzkich – jak wyciąć z życia półtora roku i nie wykrwawić się na śmierć

Życie dzieli się na życie przed Kursem, życie na Kursie i życie po Kursie. A życie po Kursie już nigdy nie jest takie samo.

Cześć! Nazywam się Justyna Sekuła i jestem przewodnikiem beskidzkim. Ponad rok temu przygotowywałam się do egzaminu państwowego, przeklinając głośno dzień, w którym zapisałam się na Kurs i jednocześnie cicho go w myślach błogosławiąc. Jeżeli myślisz, że rozdwojenie górskiej jaźni to najgorsze, co może Ci się przytrafić, muszę Cię rozczarować. Uszczerbków na psychice jest znacznie więcej. Oraz pocieszyć: ostatecznie nikt nie chce się z tego leczyć. Pozwól, że opowiem Ci, jak wyciąć z życia półtora roku i nie wykrwawić się na śmierć.

Kurs Przewodników Beskidzkich

(fot. Kurs Przewodników Beskidzkich SKPG Kraków 2014-2016)

10 dowodów na to, że Kurs Przewodników Beskidzkich jest jak związek

Dowód 1. Wyjazd na Turbacz.
Pierwszy wyjazd szkoleniowy jest jak pierwsza randka – nie wiesz, czego się spodziewać, strasznie się stresujesz i plącze Ci się język. To ten moment, gdy po pierwszym kontakcie z Kursem już wiesz: albo zaiskrzy, albo możesz wracać do domu.

Dowód 2. Piękne początki.
Myślisz sobie, że znalazłeś miłość swojego życia: razem chodzicie po górach, razem uczycie się, razem spędzacie każdą wolną chwilę. Wybierasz już nawet imiona dla Waszych wspólnych dzieci: Jaworzyna, Kiczora i Beskid. Uroczo!

Dowód 3. Obóz sylwestrowy.
Zimą zdejmujesz różowe okulary. Wasze relacje ochładzają się. Kilka razy zdarza Ci się nie przyjść na umówione spotkanie, usprawiedliwiając się faktem, że pies zjadł Ci mapę. Nawet jeżeli nie masz psa. Zaczynacie poznawać swoje wstydliwe sekrety, odkrywając nie tylko to, co Was łączy, ale także (a może przede wszystkim) to, co Was dzieli.

Jak zostać przewodnikiem beskidzkim?

Zima zawsze weryfikuje kursowiczów (fot. Kurs Przewodników Beskidzkich SKPG Kraków 2014-2016)

Dowód 4. Obóz zimowy.
Ups! W Waszym związku pojawia się ktoś jeszcze. Kryzys i Panika. Atakują znienacka: wtedy, kiedy macie już siebie kompletnie dość. Nęcą wolnym czasem i świętym spokojem. Zdarza Ci się zasypiać na kanapie, a przez myśl przechodzi, by się rozstać. To nie tak miało być! Twoje serce skute jest lodem.

Dowód 5. Pierwsza wiosna.
Okazuje się, że nie możecie bez siebie żyć! Wasz związek wraz z nadejściem ciepłych dni nabiera rumieńców. Z obrzydzeniem (no trudno, musisz to przed sobą przyznać –  również  z sentymentem) wspominasz przemoczone zimą buty, spocone pod kurtką plecy i francuski prysznic w szkole bez ciepłej wody. Kiedy romantycznie zrywasz kwiaty pod lasem, nagle uderza Cię niespodziewana myśl: po raz pierwszy “żywiec” nie kojarzy Ci się z piwem!

Przewodnicy górscy

Byle do wiosny… (fot. Kurs Przewodników Beskidzkich SKPG Kraków 2014-2016)

Dowód 6. Obozy letnie.
Rzucasz pracę, bo szef nie chciał Ci dać 5 tygodni urlopu. Co on tam wie o miłości! Dla Kursu zrobisz wszystko. Zaliczasz obóz beskidzki, obóz zagraniczny i praktyki na bazie namiotowej. Miesięczne – przecież rzuciłeś pracę. Okazuje się, że to najlepsze lato w Twoim życiu! Mimo tego, że przez dwa tygodnie męczyłeś się z grypą żołądkową.

Dowód 7. Czas trudnych pytań.
Połówka. Jeżeli do tej pory to słowo kojarzyło Ci się wyłącznie z alkoholem, szybko zmienisz zdanie, gdy na myśl o egzaminie kończącym pierwszą, górską część szkolenia, poczujesz ucisk w żołądku. Połówka jest jak teściowa. Pyta o wszystko. Co, kto, kiedy. Po co. Z kim. I GDZIE JESZCZE?! Upierdliwe pytania. BARDZO. UPIERDLIWE. PYTANIA. Oczywiście padają akurat wtedy, gdy nie znasz na nie odpowiedzi.

Dowód 8. Autokarówki, czyli quo vadis.
Jeżeli przed Kursem wydawało Ci się, że nie masz na nic czasu, muszę przyznać Ci rację. Wydawało Ci się. Przyjaciele próbują wyciągnąć Cię na piwo? Nie możesz, musisz się uczyć. Kupiłeś nową książkę i chcesz ją wieczorem poczytać? Nie możesz, musisz się uczyć. Kumpel ze szkoły bierze ślub i zaprasza Cię na wesele? Nie możesz. Tak. Musisz się uczyć. Niech no tylko dorwiesz tego, kto to wymyślił! Oh, wait…

Przewodnicy Beskidzcy z Krakowa

Zima, wiosna, lato, jesień… – weekendowe wyjazdy w góry i tak przez półtora roku, jesteście gotowi? (fot. Kurs Przewodników Beskidzkich SKPG Kraków 2014-2016)

Dowód 9. To już jest koniec.
Na tym etapie szkolenia znasz bardzo wiele przekleństw i umiesz odmieniać je przez wszystkie przypadki. Przyjaciele zaczynają udawać, że nie zauważają Cię na ulicy. A, nie. Przecież nie wychodzisz z domu. I nie masz już przyjaciół (spoza Kursu). Rzuciłbyś to wszystko w cholerę, ale jedyną myślą, jaka trzyma Cię przy życiu, jest to, że poświęciłeś Kursowi 1,5 roku z życia (!!!), mnóstwo energii i jeszcze więcej pieniędzy. A mogłeś wydać na przyjemności! Miej już chociaż ten przeklęty polar. Rozgrzewa równie mocno.

Dowód 10. I żyli długo i szczęśliwie.
Pewnego pięknego dnia budzisz się i okazuje się, że już nie musisz się uczyć. Szok! Ciepłe uczucie spełnienia rozlewa się po Twoim ciele i niechybnie zwymiotowałbyś tęczą, gdyby nie świadomość, że przed chwilą skończyłeś świętować. Oddychasz z ulgą i cieszysz się, że jednak nie wyprowadziłeś się do Warszawy. Kurde, faktycznie było warto! Czujesz, że to jednak TO. Miłość! Na kolację przy świecach przygotowujesz odświętne kanapki z ulubionym pasztetem. I nic więcej nie potrzeba Ci do szczęścia. No, może butelki wina. Wina Bieszczady.

Kiedy i dlaczego ludzie rezygnują z Kursu?

Po pierwszym wyjeździe.
Osoby, którym wydawało się, że kadra przewodnicka będzie nauczać jak w szkole. Tymczasem od samego początku to Kursanci wcielają się w rolę przewodników, traktując grupę współtowarzyszy (nie)doli jak grupę komercyjną i stosując się do metodologii jej prowadzenia: nie zgubić, przeliczyć, opowiedzieć coś ciekawego. I uśmiechać się wystarczająco szeroko.

Przed zapłatą pierwszej raty.
Osoby, które dochodzą do wniosku, że to jednak nie to i ostatecznie po prostu nie spełniają wymogów formalnych – najczęściej w obawie o to, że konieczność nauki topografii i przyswajania wiedzy odbierze im radość z dotychczasowego, dziewiczego chodzenia po górach. Co gorsze, często mają rację.

Przed i po zapłacie drugiej raty.
Osoby, które uświadamiają sobie, że Kurs wymaga jednak poświęceń. Wielu godzin nauki, wczesnego wstawania, mierzenia się ze swoimi słabościami – fizycznymi i psychicznymi. Oraz ci, którzy odkrywają, że stres związany z wychodzeniem przed grupę wcale nie mija. Po prostu trzeba się do niego przyzwyczaić.

W czasie wakacji.
Nikt o zdrowych zmysłach nie rezygnuje z Kursu w wakacje! Wakacje na Kursie są najlepsze. Dla wakacji na Kursie idzie się na Kurs.

Jak zostać przewodnikiem górskim

Kurs to okazja do dogłębnego poznania wszystkich pasm Beskidów (fot. Kurs Przewodników Beskidzkich SKPG Kraków 2014-2016)

Przed egzaminem połówkowym.
Osoby, które uświadamiają sobie, że nie czują się na siłach podejść do egzaminu połówkowego lub skutecznie wmówiły sobie, że się do tego nie nadają. Dopóki nie pomylisz Babiej Góry z Pilskiem lub nie zgubisz się tak, by nie wiedzieć jak wrócić na właściwą drogę, możesz czuć się bezpiecznie. W miarę.

Przed zapłatą trzeciej raty.
Osoby, którym zależało na tym, by “zapisać” Kurs na etapie egzaminu połówkowego, bo mają ambicje go skończyć, ale nie mają już siły, by go kontynuować. Dla świętego spokoju mówią wszystkim, że na Kurs kiedyś wrócą. Nie wierz im. Najczęściej nigdy tego nie robią.

Przed egzaminami końcowymi.
Tylko głupcy. Rezygnacja z Kursu na ostatniej prostej jest jak zawracanie spod schroniska. Totalnie bez sensu.

Syndrom sztokholmski

Nie ma się co oszukiwać. Kurs Przewodników Beskidzkich (a przynajmniej ten krakowski) to półtora roku wycięte z życia, kiedy pochłania Cię głównie to, co na Kursie. Jeżeli kochasz góry, bardzo prawdopodobne, że będzie to najlepsze półtora roku, jakie wytniesz sobie z życia. Kurs zaczyna kilkadziesiąt osób z całkowicie różnych środowisk, o zupełnie różnych poglądach i tysiącu różnych zainteresowań. Kończy go grupa przyjaciół. Takich do końca życia.

Gdzie są kursy na przewodników

Panoramki – któż nie pamięta ich z kursu (fot. Kurs Przewodników Beskidzkich SKPG Kraków 2014-2016)

Najważniejszą rzeczą, jaką wyniosłam z Kursu Przewodników Beskidzkich, wcale nie jest czerwony polar i legitymacja przewodnicka. To świadomość tego, że jeżeli skończyłam Kurs, skończę w życiu już wszystko, cokolwiek sobie nie wymyślę. Kurs daje wielką siłę: do walki o swoje marzenia, do osiągania zamierzonych celów i do nieustannego mierzenia się ze swoimi słabościami, które na końcu zawsze okazują się mniej straszne, niż ci się początkowo wydawało.

Najczęściej wspominam to, co było najtrudniejsze. I najboleśniej tęsknię za tym, co było pomiędzy. Dzisiaj, gdy patrzę na moich własnych Kursantów, z jednej strony bardzo im współczuję: najgorsze dopiero przed nimi. A z drugiej cholernie zazdroszczę: to, co najlepsze także dopiero ich czeka.

Gdybym miała podjąć tę decyzję jeszcze raz, zrobiłabym dokładnie to samo. 

Autorka: Justyna Sekuła, Przewodnik Beskidzki i autorka bloga o górach i wędrówkach w nieznane With Love .

 

Udostępnij

W Temacie

Strona wykorzystuje pliki cookies w celach wyłącznie statystycznych. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były instalowane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na wykorzystanie plików cookies. Dowiedz się więcej.