30.10.2017

Kurs Przewodników Beskidzkich – jak to wygląda w praktyce

O tym że Kurs jest jak związek - z jednej strony romantyczny i zachwycający, ale z drugiej trudny i wymagający, mogliście przeczytać w moim poprzednim tekście. Dla tych, których nie zraziła perspektywa półtorarocznych ,,wyrzeczeń dla dobra związku", poniżej kilka informacji praktycznych. A o tym, dlaczego warto zapisać się na kurs, opowiedzą Wam Ci, którzy go przeszli.

Złośliwi mówią, że Warszawa siedzi w krzakach, a Kraków w książkach. To poniekąd prawda… Kurs Kursowi nierówny. Każdy Kurs Przewodników ma swoją własną specyfikę i każdy skupia się na czymś innym. Każdy stawia przed Kursantami również inne wymogi formalne i każdy tworzy swoje wewnętrzne systemy wartości, które mu przyświecają. O to, jak jest na danym Kursie, najlepiej podpytać ich uczestników lub absolwentów.

Jak to się robi w Krakowie

Ja ukończyłam Kurs Przewodników, który kładzie nacisk na praktyczną wiedzę związaną z prowadzeniem wycieczek i (całkiem nieźle) przygotowuje do uzyskania uprawnień przewodnickich wydawanych przez Urząd Marszałkowski. Niemal 100% Kursantów kończących Kurs SKPG Kraków do egzaminu państwowego podchodzi – i w 99% go zdaje. Podobno nie jest to regułą na innych Kursach. Trudno stwierdzić z czego to wynika. Być może bliskość gór wyjątkowo chętnie odwiedzanych przez turystów (głównie Pieniny i Gorce) sprawia, że możliwość pracy w zawodzie w Małopolsce jest bardziej kusząca. Faktem jest, że większość osób trafia na Kurs, by pogłębić swoją wiedzę o Beskidach, poznać nowych ludzi o podobnej pasji lub znaleźć żonę/męża (serio!) – i nigdy wycieczek nie prowadzi.

Kurs Przewodników Beskidzkich - jak to wygląda w praktyce

Na kursie na pewno możesz liczyć na nowe przyjaźnie. To pewne! (fot. Kurs Przewodników Beskidzkich SKPG Kraków 2014-2016)

Kurs SKPG Kraków trwa półtora roku. Zwykle zaczyna się na przełomie października / listopada i kończy w maju / czerwcu, tuż przed nowym sezonem przewodnickim.

  • Pierwsza część szkolenia to część górska, służąca dokładnemu poznaniu przyszłego rejonu uprawnień. W praktyce sprowadza się ona do weekendowych wyjazdów oraz obozów, w czasie których intensywnie ćwiczy się przede wszystkim metodykę prowadzenia grupy oraz przekazywanie jej zdobywanej wiedzy. Część ta kończy się egzaminem “połówkowym”, którego zdanie umożliwia kontynuowanie kursowej przygody.
  • W drugiej części szkolenia odbywają się autokarówki, w czasie których trzeba zmierzyć się z pilotażem. Wyjazdy tego typu służą nauce metodyki prowadzenia autokaru, poznawaniu topografii dróg dojazdowych prowadzących w Beskidy oraz zgłębianiu specyfiki zabytków kultury materialnej regionu.
  • Szkolenie kończy się sesją, w czasie której w ciągu 3-5 tygodni należy zdać 14 wewnętrznych egzaminów teoretycznych (Beskid Śląski, Mały, Pogórze Śląskie; Beskid Żywiecki; Beskid Makowski, Wyspowy, Pogórze Wielickie; Beskid Sądecki, Pogórze Rożnowskie; Gorce; Beskid Niski, Pogórza: Ciężkowickie, Strzyżowskie; Bieszczady, Pogórza: Dynowskie, Przemyskie; Pieniny, Spisz; Tatry, Podhale, Orawa; Geografia ogólna Karpat; Etnografia, góry w literaturze; Historia regionu i turystyki; Geologia Karpat, ochrona przyrody; Historia sztuki i zabytki regionu). Jej ukończenie jest warunkiem koniecznym do przystąpienia do egzaminu wewnętrznego.
  • Pomyślnie zdany wewnętrzny egzaminu praktyczny (1. dzień – autokarówka, 2. dzień – w górach) otwiera drzwi do egzaminu państwowego organizowanego przez Urząd Marszałkowski(1. dzień – egzamin teoretyczny; 2. i 3. dzień – egzamin praktyczny). Aktualnie na egzaminie państwowym w Małopolsce nie ma dnia autokarowego.
  • Uroczyste blachowanie, złożenie przysięgi przewodnickiej oraz przyjęcie w poczet członków Studenckiego Koła Przewodników w Krakowie odbywa się w czasie “-lecia” Koła, zazwyczaj w listopadzie.

Studenckie Koła Przewodników Beskidzkich w Polsce

Na kursie Przewodników Beskidzkich

Bez względu jaki kurs wybierzesz, „panoramek” nie ominiesz (fot. Kurs Przewodników Beskidzkich SKPG Kraków 2014-2016)

Dlaczego warto wybrać się na Kurs Przewodników Górskich

O warszawskim Kursie Przewodników Beskidzkich opowiada Arek Molares

Czy warto?
Na pewno. Nawet jeżeli wydaje się Tobie, że w górach zjadłeś już wszystkie zęby, możesz się zdziwić. Zawsze, ale to zawsze, możesz nauczyć się czegoś nowego. Przećwiczyć nietypowe sytuacje. Ale przede wszystkim pracować w grupie i zyskać grono serdecznych przyjaciół, na dobre i na złe. A możliwość sprawdzenia się w prawdziwym życiu pozostaje bezcenna ?

Dla kogo?
Dla każdego. I dla tego, który dopiero zaczyna górską przygodę, tutaj ma szansę zacząć ją naprawdę bezpiecznie. Dobre nawyki na początku wchodzą w krew. I dla górskiego harpagana, którego złe nawyki nieraz wyprowadziły na manowce ? Niezwykle ciekawa jest możliwość spotkania ludzi z absolutnie różnym doświadczeniem i możliwość porównania się a co za tym idzie „dociągnięcia” do najlepszych.

Po co?
Przede wszystkim dla zabawy. Cała reszta idzie w ślad za nią.

Czego można się nauczyć?
Topografii, historii, elementów survivalu. Dziś rzadko kto pali, dla przykładu, ogniska. Umiejętność ugotowania na nim obiadu, szczególnie w przypadku większej grupy, bywa doprawdy bezcenna.

Co można z niego wynieść poza tym?
Z całą pewnością szereg dodatkowych umiejętności, jak chociażby: aprowizacja w terenie, komunikacja i logistyka, współpraca z innymi osobami oraz „uczestnikami” wyjazdu. Nie sposób wymienić wszystkich odwiedzonych miejsc, napotkanych krajobrazów i cudownych wieczorów przy ognisku, setek szalonych pomysłów, i wszystkich tych chwil, których nawet specyficzna woń nie do końca umytych stóp tudzież innych części ciała, nie potrafiły nam w żaden sposób zepsuć. Umiejętność szorowania gara zaprocentuje z pewnością podczas dłuższych, namiotowych wyjazdów – podobnie jak znalezienie sposobu na przetrwanie nocy w ciemnym, gorgańskim jarze.

przewodnicy w górach

Nie ma, że zimno, mgliście i nic nie widać, trzeba maszerować. (fot. Kurs Przewodników Beskidzkich SKPG Kraków 2014-2016)

Czy wiedza jest praktyczna czy książkowa?
Prawdziwy SKPBista od książek stroni, chyba że tych z wydawnictwa „Rewasz” ? Żarty, żartami, i choć pozycje tego wydawnictwa są na beskidzkim odcinku zdecydowanie najlepsze, to prócz topografii, którą powinieneś mieć w jednym paluszku, większość wiedzy to wiedza praktyczna, nabywana w czasie coraz to nowszych wyjazdów, różnorodnych i ukierunkowanych na zdobywanie konkretnych umiejętności. U nas jest to m.in. orientacja, przyroda czy sprawdzenie swojej wytrzymałości na tzw. wycieczce kondycyjnej.

Co jest takiego wyjątkowego w danym kursie? Co go wyróżnia? Co się najbardziej podobało?
Najbardziej podobały mi się te dziesiątki kilometrów „tępego łojenia”, nie do pomyślenia dla człowieka o tzw. zdrowych zmysłach. Wybierając się na kurs musisz pamiętać o tym, że 20 km, które mogło być dla Ciebie dotąd swoistą granicą czy ekstremą, tutaj staje się chlebem powszednim. Maszeruj albo giń – takie hasło mogłoby przyświecać całemu temu przedsięwzięciu (oczywiście trochę koloryzuję, bo większość kursantów szczęśliwie domaszerowuje celu swojej podróży, ale na pewno po sporym wysiłku).

O  łódzkim Kursie Przewodników Beskidzkich opowiada  Paulina Bester

Czy warto?
Oczywiście, że uczestniczyć w kursie warto! Jeśli tli się w Tobie miłość do gór, masz choć odrobinę ciekawości świata, chcesz poznać nowych ludzi o podobnych zainteresowaniach, poszerzyć grono przyjaciół, poczuć się pewnie na górskim gruncie – nie wahaj się ani chwili! Nabywana wiedza i umiejętności z czasem sprawią, że już nie będzie Ci się chciało zatrzymać tego wszystkiego tylko dla siebie. 

Nie warto natomiast przywiązywać wagi do krążących legend, plotek i pomówień o nadludzkim wysiłku i przemęczeniu, krwi lecącej z nosa w trakcie marszu, nagłym rozkazie przepakowywania plecaków na środku szlaku, krążeniu nocą po bezdrożach, póki nie odnajdzie się właściwej drogi… Nawet jeśli tego typu wydarzenia mogły mieć miejsce, to było to raczej kilkanaście lat temu, a dziś pozostał po nich jedynie przekaz ustny, co roku ubarwiający historię o nowe drastyczniejsze szczegóły.

Dla kogo?
Kurs nie jest tylko dla kandydatów na przewodników! Na etapie rozważania rozpoczęcia kursu nie trzeba do niego podchodzić jak do szkolenia zawodowego skierowanego do określonej grupy kandydatów. Przed podjęciem nauki mnie samej przez myśl nie przeszło, że przewodnictwo górskie jest tym, co chcę robić i dlatego idę na kurs. Wystarczyła chęć nauki o górach, tak po prostu, tak dla siebie, z ciekawości.

Jeśli lubisz góry, szukasz ludzi, z którymi mógłbyś te tereny eksplorować, chcesz świadomie wędrować po Beskidach, gubisz się, ale chcesz się odnaleźć, jesteś ciekawy świata czy żądny nowych wrażeń, to jest to wystarczająca motywacja do podjęcia kroku w przód i wejścia w świat kursowy.

Jak wygląda kurs przewodników beskidzkiech

Kurs to coś więcej, niż górskie wycieczki (fot. Kurs Przewodników Beskidzkich SKPG Kraków 2014-2016)

Jeśli masz dużo wolnego czasu, idź na kurs. Jeśli masz trochę wolnego czasu, idź na kurs. Jeśli nie masz w ogóle wolnego czasu, to też idź na kurs, bo czas się zawsze znajdzie, jeśli tylko ma się w sobie trochę chęci i determinacji. Faktem jest, że kurs przewodników w pewnym momencie zaczyna dominować w Twoim planie dnia, absorbuje każdą chwilę, domaga się coraz więcej uwagi, staje się wręcz stylem życia, soczewką na postrzeganie świata, a w momencie zbliżających się egzaminów pożera całą Twoją uwagę, zakopuje w mapach, książkach, notatkach, pod którymi nie może Cię już odnaleźć rodzina czy najbliżsi przyjaciele. Jest to jednak etap przejściowy, który, mimo zwiększającej się falowo intensyfikacji, potem już tylko procentuje i pozwala się wybić coraz wyżej.

Po co?
By poznać ludzi, którzy też lubią chodzić po górach, którzy mogą się stać Twoimi współtowarzyszami na kolejnych wyprawach i motywować do częstszych wyjazdów,
By świadomie patrzeć dookoła siebie, zrozumieć pewne zjawiska, wynieść jak najwięcej z każdej podróży górskiej, poszerzać swoje horyzonty, zaspokajać ciekawość, poznawać zagadnienia czy miejsca, o których istnieniu nie miało się wcześniej pojęcia.
By czuć się pewniej i bezpieczniej w terenie górskim, wiedzieć, jak reagować na różne zagrożenia i jak się po górach poruszać.
By odkryć w sobie pasję, rozwijać ją i dzielić się nią z innymi.

Czego można się nauczyć?
Kurs Przewodników jest tak wielopłaszczyznowy, że uczy i kształtuje w wielu dziedzinach. Może on rozwijać:

  • topograficznie po to, by umieć dokładnie określić swoją lokalizację w terenie i na mapie, nie gubić się, kontrolować trasę, planować czas i przebieg przejść, z łatwością rozszyfrowywać, co prezentują roztaczające się widoki (przydatna umiejętność, kiedy pojawiają się rozległe panoramy);
  • historycznie, ujawniając takie wydarzenia w dziejach (nie tylko) Polski, o których nie ma żadnej wzmianki w szkolnych podręcznikach;
  • etnograficznie, uzmysławiając, że „gdzieś tam” żyją ludzie, których istnienia nawet się nie podejrzewało, że mają swoją odrębną kulturę, swoje tradycje, język;
  • społecznie, wystawiając na interakcję z rajdowiczami, kadrą kursu oraz pozostałymi kursantami, którzy po jakimś czasie stają się jak druga rodzina;
  • psychologicznie, stawiając przed trudnymi zadaniami, którym trzeba stawić czoła, pokonać własne bariery, wyjść z wygodnej strefy komfortu czy poszerzać swoje granice. Pomaga w radzeniu sobie ze stresem, z publicznymi wystąpieniami, z paniką wywoływaną ciemnością czy niespodziewanymi zdarzeniami, na które trzeba szybko i pewnie zareagować.
Jak jest na kursie przewodników beskidzkich

Takich chwil przeżyjesz na kursie sporo (fot. Kurs Przewodników Beskidzkich SKPG Kraków 2014-2016)

Co można z niego wynieść poza tym?
przyjaźnie na całe życie, a nawet przyszłego męża lub żonę, wspomnienia różnego pokroju, opowieści różnej treści, anegdotki pozwalające zabłysnąć w towarzystwie, krzepę, umięśnione plecy i nogi oraz niezłomną kondycję.

Czy wiedza jest praktyczna czy książkowa?
Kurs przewodnicki to jeden z niewielu przykładów, gdzie to, co teoretyczne, staje się praktyczne. Uczysz się zagadnień z wielu dziedzin (czyli masz do czynienia z teorią) po to, by się tym dzielić z innymi (i wiedza staje się praktyczna – w końcu o czymś trzeba ludziom opowiadać jako przewodnik…). Samo przekazywanie informacji – sposoby, metody, materiały – to w końcu czysta praktyka. Choć można wyznaczyć podział na część praktyczną odbywającą się podczas wyjazdów w góry i dotyczącą np. umiejętności prowadzenia grupy, udzielania pierwszej pomocy, organizacji wyjazdu, zarządzania czasem oraz na część teoretyczną, która zawiera się w cyklu wykładów i szkoleń, to tak właściwie wszystko, czego się człowiek na kursie uczy, można prędzej czy później przekuć w praktykę – praktykę przewodnicką – która jest niezwykle kompleksowa.

Co jest takiego wyjątkowego w danym kursie? Co go wyróżnia? Co się najbardziej podobało?
¾ sukcesu kursu to ludzie, zarówno uczestnicy, jak i kadra oraz opiekun danej edycji kursu. Potencjał można wyczuć choćby na spotkaniu informacyjnym dotyczącym nowej edycji kursu – czy ludzie deklarujący swoje uczestnictwo są faktycznie tak zapaleni do kursu, jak Ty; czy charyzma prowadzącego zachęca, a jego zaangażowanie wskazuje na opiekuńcze i wspierające podejście do nowych i początkowo zagubionych kandydatów,

Wydaje mi się, że wyróżnikiem kursu przewodnickiego SKPB Łódź jest to, iż każdy wyjazd mierzymy w godzinach, a nie w dniach. Przykładowo, wyjazd od czwartku w nocy do niedzieli w nocy, to 73-75 godzin i każda godzina jest cenna. Nie ma co ukrywać, że z Łodzi jest spory kawałek drogi do przebycia, żeby się w góry dostać i z nich powrócić, zatem poświęcamy na to noc i niejednokrotnie sen, aby doświadczać wędrówki jak najdłużej. Podobnie w trakcie samych wyjazdów – głodni wrażeń, chcąc zobaczyć jak najwięcej, uwzględniamy w programie wycieczki maksymalnie dużo punktów, przez co „dzień kończy się nocą” i na nocleg zdarza się dojść o 22.00, 24.00, a położyć się spać można daleko po północy, jeśli kursant zamiast uczyć się przed wyjazdem, zaległości nadrabia na wyjeździe… Dobę marszową kursanci wydłużają też sobie sami, błądząc, szukając jakiegoś punktu topograficznego, próbując zejść z góry jak najkrótszą drogą, która okazuje się najbardziej wymagającą… Trudno zatem kadrze przewidzieć, co przewodniccy kandydaci mogą jeszcze wymyślić i skomplikować w ramach pierwotnie całkiem łatwej i krótkiej trasy…

W ramach przekraczania własnych barier, oswajania lęków, radzenia sobie ze stresem, chodzimy także nocą. Percepcja zmienia się niesamowicie, kiedy dookoła panuje mrok, a nam trzeba odnaleźć drogę w lesie, wychwycić zmianę przebiegu grzbietu. Ma to jednak swój cel. W razie nagłej sytuacji, kiedy koniecznością stanie się poruszanie się w ciemności, nie sparaliżuje nas strach i będziemy w stanie bez problemu przeprowadzić grupę w bezpieczne miejsce.

Wycieczki na kursie przewodników beskidzkich

Na koniec kursu nie zawsze grupa jest taka liczna (fot. Kurs Przewodników Beskidzkich SKPG Kraków 2014-2016)

Miłe i nobilitujące jest to, iż jako kursant stajesz się częścią Koła, wchodzisz w grono nowych osób zakręconych w temacie górskim tak, jak Ty sam, stajesz się częścią tej arcybarwnej rodziny. Nagle odkrywasz, że angażujesz się znacznie bardziej, i że już nie tylko sam kurs łączy Cię z tymi ludźmi. Imieniny/urodziny Koła, wspólne Wigilie, pikniki, rajdy, dodatkowe wyjazdy nie tylko górskie, akcje promocyjne kursu, a nawet spotkania w podgrupach na prywatnym gruncie – to sprawia, że czujesz się częścią większej całości i nie jesteś widziany tylko jako petent, który uczestniczy w kursie, czy konkurencja, która zaraz wejdzie na przewodnicki rynek i będzie podbierać klientów. Wręcz przeciwnie. Stajesz się pożywką dla wygłodniałego organizmu, świeżym powiewem w dusznym pokoju. Wnosisz coś nowego, dajesz z siebie coraz więcej, realizujesz siebie i swoje pomysły, bo masz do tego działania pole i wsparcie od bardziej doświadczonych praktyków. Dobrą praktyką ukazującą otwartość struktury jest powierzanie stanowiska prezesa Koła w ręce świeżo upieczonego absolwenta kursu. Dzięki temu płynnie wchodzi on w tkankę zarządczą, poznaje jeszcze więcej osób związanych z organizacją, może wdrażać swoje projekty,

Przykro jest jednak obserwować spadkowe tendencje w zainteresowaniu kursem przewodnickim SKPB. Jeśli w ostatnich latach zapisuje się na kurs w Łodzi około 10-12 osób, w trakcie rezygnuje kilka, do egzaminów połówkowych dociera niewielka grupka, z której przechodzą dalej np. 3 osoby, a z roku na rok jest chętnych na kurs coraz mniej, to umyka tak naprawdę wiele – nowa energia, nowe pomysły, kolejne ręce do pracy i wsparcia działań organizacji. Nie mówiąc już o samym kursie, bo im więcej chętnych, tym weselej i tym lepsza energia wytwarza się w grupie.

Autorka: Justyna Sekuła

Udostępnij

W Temacie

Strona wykorzystuje pliki cookies w celach wyłącznie statystycznych. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były instalowane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na wykorzystanie plików cookies. Dowiedz się więcej.