Wielki Szlak Himalajski - zapis podcastu | 8academy
23.09.2022

Wielki Szlak Himalajski – zapis podcastu

Gościem studia 8academy jest Bartosz Malinowski - podróżnik, przewodnik i - jak sam o sobie mówi - człowiek ciekawy świata.

                       

Kiedy pierwszy raz byłeś w Himalajach?

Trzynaście lat temu. Przez wiele lat podróżowałem po Azji – po Syberii, po Mongolii, po Azji południowo-wschodniej. Te kierunki były mi bliskie. Którejś jesieni postanowiłem wybrać się na jakiś trekking himalajski. Tak się zaczęła ta pasja, wsiąknąłem. Te góry są tak różnorodne pod kątem przyrodniczym, krajobrazowym, etnicznym, kulturowym, religijnym, że można odnieść wrażenie, że jeździ się ciągle w inne miejsca. Są ośnieżone góry, są lodowce, ale są też lasy równikowe, dżungla, pustynie – mamy pełne spektrum okoliczności przyrody. To jest w Himalajach niezwykłe.

Z Himalajami jesteś związany również zawodowo?

Tak się to fajnie wszystko poukładało. Czy to bardziej pasja czy bardziej praca? To daje się łączyć. Zabieranie ludzi w góry sprawia mi dużo przyjemności i dobrze się przy tym bawię. Od wielu lat organizuję wyjazdy w różne regiony Himalajów Nepalu ale także Pakistanu i Indii. W planach mam też organizację wypraw długodystansowych w Bhutanie. Chciałbym tam robić z klientami słynny Snowman Trek. Przeszedłem go w 2019 roku i jest on absolutnie wyjątkowy.

Ale pracuję w Himalajach nie tylko jako przewodnik. Ostatnio pracowałem też przy wyprawie Michała Worocha “Wheelchair Trip”, której celem było okrążyć Annapurnę. Niestety ze względów organizacyjnych i logistycznych znaleźliśmy się w górach zbyt późno i zima uniemożliwiła nam realizację planu.

Jak wygląda ruch turystyczny w Himalajach? Podobnie jak w Tatrach?

Tak, struktura jest podobna. Przed pandemią Covid-19 ruch turystyczny był podzielony na kilka rejonów górskich. Pierwsza z nich to Mount Everest i rejon lodowca Khumbu. Drugi to rejon Annapurny. Centralna część – Langtang – jest już odwiedzana zdecydowanie rzadziej. Nieliczni turyści pojawiają się także we wschodniej części w rejonie Kanchendzongi. W Nepalu ruch turystyczny występuje na około 10% powierzchni Himalajów. Pozostałe rejony są odwiedzane bardzo rzadko, region zachodni w zasadzie wcale. Dotyczy to zarówno grup zorganizowanych jak i niezależnych backpackersów. W ofercie biur pojawiają się w zasadzie tylko te najbardziej popularne rejony. Dużą rolę gra tu po prostu dostęp do informacji. Weźmy na przykład nazwę Upper Dolpo – czy komuś coś to mówi? Od 2015 roku ten rejon odwiedziło dwadzieścia osób. A to bardzo duży region.

Są rejony w które bardzo ciężko dotrzeć. Jeśli ktoś ma 16 dni łącznie z przelotami to pozostaje im tylko Khumbu i Anapurna. W inne rejony po prostu nie dadzą rady dotrzeć. By dojechać w niektóre rejony potrzeba 7-10 dni. Czynnikiem jest także cena permitu. Załóżmy że to około 500USD za 10 dni trekkingu. Jeśli decydujemy się na odległy trekking na 30 dni to koszty rosną. Wszystkie szlaki w Himalajach wymagają permitów. Inną kwestią jest infrastruktura. W rejonie Khumbu i Anapurny są lodże, restauracje zatem nie musimy zabierać namiotu i kuchni. Wędrujemy na lekko od schroniska do schroniska. Z drugiej strony są szlaki gdzie nie ma absolutnie żadnej infrastruktury, żadnych wiosek.

Szlaki mają też różną trudność. Te rzadziej uczęszczane są zazwyczaj po prostu trudniejsze. Pod kątem nawigacji, topografii, umiejętności poruszania się po lodowcu, z rakami i czekanem, umiejętności radzenia sobie w trudnych sytuacjach, załamania pogody. Do tego, na przykład w niektórych rejonach Himalajów indyjskich obowiązuje zakaz noszenia telefonu satelitarnego. Nie ma też zasięgu GSM ani żadnych służb ratunkowych. A do najbliższej wioski 7 dni drogi.

Wielki Szlak Himalajski. Bartosz Malinowski w studio 8academy (fot. Piotrek Deska)

Które szlaki himalajskie przeszedłeś?

Wszystkie. Powiedzmy z lekkim przymrużeniem oka. Życia nie starczy by przejść wszystkie. Ale byłem we wszystkich regionach. Po Himalajach przeszedłem łącznie około 7tys kilometrów.

Który zapadł Ci szczególnie w pamięć?

Wiele. Na większości z nich dużo się działo. Zostało sporo doznań absolutnie niezwykłych. Tu na pierwszym miejscu są Himalaje Bhutanu. To Himalaje 500 lat temu, zupełnie dzikie. I prawdopodobnie takie pozostaną bo nie ma tam wypraw komercyjnych, nie ma wypraw wspinaczkowych, obowiązuje całkowity zakaz wspinania się na szczyty powyżej 6000m n.p.m. Poza tym jest to bardzo drogie. Za wyprawę bhutańską mogłem zrobić pięćdziesiąt wypraw w Pakistanie. Nasza wyprawa była pionierska – nikt wcześniej nie przechodził całych Himalajów Bhutanu. Dzięki współpracy z lokalnym ministerstwem turystyki mieliśmy preferencyjne warunki. Ale standardowo sam Snowman Trek to koszt około 10tys USD.

Czy trekking w Himalajach zawsze trzeba organizować z agencją?

W Nepalu na większości treków można poruszać się indywidualnie. Jedynym regionem gdzie konieczny jest przewodnik jest obecnie Manaslu. To się jednak zmienia, co roku są nowe wytyczne i warto to zawsze sprawdzić.

Czym jest Wielki Szlak Himalajski?

To coś co istnieje tylko w mojej wyobraźni. Długodystansowe szlaki w różnych górach świata są najczęściej opisane, oznakowane, posiadają mapy. W przypadku Wielkiego Szlaku Himalajskiego jest inaczej. Jest on nieoznakowany w terenie, nie ma tabliczek czy znaczków. Nie ma też opisów na mapach. Istnieje tylko szkic. W terenie szlak nie jest w żaden sposób poprowadzony. W 2010 roku powstała idea utworzenia długodystansowego szlaku w Nepalu. Na idei się jednak skończyło, w teren nikt nie wyruszył. Każdego roku ten szlak wygląda inaczej bo Himalaje to dynamicznie zmieniające się góry. Choćby lodowce wyglądają zupełnie inaczej. Wielki Szlak Himalajski to wyzwanie dla każdego kto lubi sytuacje gdy zdany jest tylko na swoje umiejętności, doświadczenie i intuicję.

Po przejściu szlaku w Nepalu w latach 2015-2016 pomyśleliśmy, że fajnie było by zrobić podobne szlaki w pozostałych częściach Himalajów. W 2017 roku udało nam się wytyczyć ścieżkę przez Himalaje Indyjskie od Kaszmiru po Nanda Devi, razem około 1000km. W 2019 utworzyliśmy szlaki w Himalajach Bhutanu i Pakistanu. Całość ma około 4000km. Wytyczaliśmy te szlaki. Na tym polega radość z pokonywania szlaków długodystansowych – dokładamy swoją cegiełkę.

W Pakistanie, poza rejonem Nanga Parbat, Himalaje są zupełnie nierozpoznane. gdy pisaliśmy do różnych agencji wszyscy polecali nam byśmy jechali w Karakorum. Niemniej, powstała linia, która dziś można znaleźć w ofercie agencji turystycznych w Pakistanie. Trasa jest absolutnie wyjątkowa. Szliśmy ją około miesiąca i nie spotkaliśmy ani jednego człowieka. To zupełnie dziewicze góry.

Czy szlak który wytyczyliście jest powtarzany?

Pierwsza próba przejścia odcinka nepalskiego była w 2019 roku. To było samotne przejście kobiece, niestety zakończyło się tragicznie.

Co było dla Was największym wyzwaniem?

Zawsze głównym wyzwaniem była determinacja by siedzieć nad organizacją takiego projektu kilka lat. Jest mnóstwo powodów by się poddać. Elementem spajającym wszystkie wyprawy jest logistyka, przygotowanie i zbieranie informacji. Bardzo trudno zaplanować logistykę takiej wyprawy. Nie wiadomo ile będzie trwać, nie wiadomo jaki teren napotkamy i co nam będzie potrzebne. To puzzle z brakującymi elementami. Na wszystkich etapach to było najtrudniejsze. Kompletna dysproporcja czasu. Wyprawa w Bhutanie trwała nieco ponad miesiąc a przygotowania trzy lata. Trzeba mieć czas i być mocnym świrem.

Udało Wam się znaleźć mapy pokrywające całość szlaku?

Nie. Dobre mapy to tylko Nepal. Pozostałe miejsca to zbiór różnych szkiców, map satelitarnych i informacji od różnych osób z różnych lat. Himalaje Pakistańskie szliśmy na podstawie rysunku gdzie mieliśmy ogólne informacje na temat kierunku doliny i przełęczy. Trzeba też pamiętać, że te regiony mocno się zmieniły. Informacje z lat siedemdziesiątych były nieaktualne.

Co więcej, zmienił się klimat. Monsun sięga coraz dalej na północny zachód. Intensywne opady pojawiają się w miejscach w których wcześniej ich nie było. Pogoda mocno się zmienia. Sezony, które tradycyjnie były stabilne pogodowo, już takie nie są. Teraz to ruletka. Można się spodziewać wszystkiego. Himalajskie, delikatne ekosystemy są bardzo wrażliwe na zmiany klimatu.

Co było największą trudnością w terenie?

W przypadku Nepalu to było niewystarczające doświadczenie w organizacji wypraw długodystansowych w różnorodnych i dziewiczych górach. Kolejne wyprawy były dużo lepiej zorganizowane. Mieliśmy powysyłane depozyty z żywnością i gazem w różne miejsca. W Nepalu wszystko nieśliśmy na plecach od początku wyprawy. Nie byliśmy w stanie tego przenieść. Do tego nieśliśmy sporo rzeczy niepotrzebnych na danym etapie. Przez las tropikalny szliśmy z czekanami i kurtkami puchowymi.

Każdy odcinek miał jakieś problemy. W Himalajach Indyjskich źle oszacowaliśmy ilość żywności. Brakowało żarcia. Problemy z wodą z powodu wyschniętych rzek. Problemy z lokalizacją przełęczy. Były też lodowce, których nie byliśmy w stanie przejść. Sporo było takich akcji. Z kilku wyszliśmy cudem. Zawsze trzeba mieć świadomość że coś na pewno pójdzie nie tak i może się to skończyć źle.

Zachęcamy do słuchania Podcastu Górskiego 8a.pl. Pełna wersja rozmowy dostępna jest za pośrednictwem serwisów:

                 

Udostępnij

W Temacie

Strona wykorzystuje pliki cookies w celach wyłącznie statystycznych. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były instalowane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na wykorzystanie plików cookies. Dowiedz się więcej.