Prawie dwieście lat temu, lwowski lekarz, Henryk Kratter pisał o Trzech Koronach tak: "Nie ma (...) gościa, który by nie odwiedził tych szczytów od strony dostępnej, (...) i nie napasł się stąd najpiękniejszym i najmilszym widokiem Karpatów."
Skoro Pieniny to “Tatry w miniaturze” to Trzy Korony można by uznać może nie za “Rysy”, ale chociaż “Giewont w miniaturze”. Z tym tatrzańskim szczytem na pewno łączą go zachwycające widoki ze szczytu i nieprawdopodobna popularność, powodująca, że pod szczytem Trzech Koron, tak jak na szlaku na Giewont, w szczycie sezonu zdarzają się zatory. Bez obaw jednak, znamy parę skutecznych sposobów na to jak cieszyć się tam ciszą i samotnością.
Trzy Korony to z pewnością najbardziej znany i najbardziej popularny wśród turystów szczyt w Pieninach. Jest położony niemal idealnie pośrodku biegnącego ze wschodu na zachód pasma. Pieniny rozciągają się na długości ok. 30 kilometrów pomiędzy przełomem Białki na zachodzie, a Litmanovskim Potokiem wpadającym do Popradu na Słowacji. Trzy Korony leżą w przybliżeniu w połowie tego pasma.

Kiedy jednak tu dotrzecie, kilka rzeczy może was zdziwić. Trzy Korony bowiem nie są wcale najwyższym szczytem całych Pienin. Wyższa od nich jest Wysoka, leżąca we wschodniej części pasma. Z tego powodu nie znalazły się na liście Korony Gór Polski. Są natomiast najwyższym wzniesieniem Pienin Właściwych, czyli centralnej części Pienin. To jednak nadal nie do końca precyzyjne stwierdzenie. Trzy Korony to nazwa masywu, a jego najwyższym wzniesieniem jest Okrąglica, mająca 982 m wysokości.
Żeby jeszcze mocniej wszystko skomplikować, nazwa Trzy Korony wydaje się nieco myląca. Jeśli spojrzycie na masyw z początku żółtego szlaku w Sromowcach, to natychmiast zauważycie, że wyraźnych wierzchołków jest nie trzy, ale pięć. Rzadko przywoływane nazwy tych szczytów to:

Można by doliczyć jeszcze szósty – Ściany, wyraźny wierzchołek wysunięty najbardziej na zachód. Czemu zatem Trzy Korony, a nie Pięć Koron albo Sześć Koron? Przecież wiadomo, że im więcej tym lepiej. Tak naprawdę nie ma na to pytanie dobrej odpowiedzi. Jest kilka hipotez, ale żadna z nich nie jest specjalnie przekonująca. Trzy Korony zresztą początkowo nazywały się po prostu Pieniny i współczesna nazwa pojawiła się dopiero w połowie XIX w.
Na żaden z pozostałych wierzchołków w masywie nie prowadzi szlak turystyczny, a że Trzy Korony są na terenie Pienińskiego Parku Narodowego, poruszanie się poza wyznaczonymi szlakami jest zabronione.
Przeczytaj też:

U podnóża Trzech Koron, od południowej strony, w Sromowcach Niżnych, znajdziecie Schronisko PTTK “Trzy Korony”. Niedługo będzie obchodziło stulecie swojego istnienia. Jest położone na żółtym szlaku prowadzącym przez przełęcz Szopka do Krościenka, w centrum pasma. To miejsce, które odwiedza większość turystów zmierzających na Trzy Korony.
Schronisko “Trzy Korony” jest też doskonałą bazą, jeśli chcecie spędzić tu kilka dni i eksplorować Pieniny. Wszystkie okoliczne atrakcje są bowiem niemal na wyciągnięcie ręki. Pójdziecie stąd nie tylko na Trzy Korony. Spłyniecie malowniczym przełomem Dunajca, wracając pokonacie szlak wiodący wzdłuż rzeki na rowerze i odwiedzicie leżący po drugiej stronie Dunajca Červený Kláštor. To również znakomity cel wędrówki, jeśli zechcecie pokonać wschodnią część pasma i zaliczyć po drodze najwyższy jego szczyt – Wysoką.
Trzy Korony nie są takim węzłem szlaków turystycznych jak choćby Śnieżka czy Turbacz. Na sam szczyt prowadzi jeden, niebieski szlak. Jest jednak kilka popularnych tras, którymi do tego właśnie, niebieskiego szlaku dotrzecie. Są przeważnie dość łatwe, jednak i dla miłośników solidnych górskich wyryp coś się znajdzie.
Przeczytaj też:

Na szczycie Okrąglicy, z którego widok od już dwustu z okładem lat przyciąga turystów, pierwsza konstrukcja powstała jeszcze w XIX w. Współczesna platforma widokowa jest oczywiście nieporównanie nowocześniejsza i trwalsza – metalowa, a nie drewniana. Prowadzą na nią też wygodne metalowe schody. Wstęp na platformę jest płatny od wiosny do jesieni – od 20 kwietnia do 15 listopada. Przez dwa wakacyjne miesiące jest nieznacznie drożej – 10 zł zamiast 8 zł. Bilet umożliwia wejście tego samego dnia na punkt widokowy na Sokolicy.
Trzy Korony to jedno z niewielu miejsc w polskich górach, gdzie można podziwiać takie widoki nie poprzedzając tego wielogodzinnym podejściem. Trasa ze Sromowiec Niżnych to zaledwie 4-kilometrowy odcinek i przejście go zajmie niespełna 2 h. Pamiętajcie jednak, że będziecie się zatrzymywać po drodze, żeby podziwiać widoki, a po dotarciu na platformę widokową na szczycie, zapewne nie ruszycie w dół od razu. Szlak zaczyna się w Sromowcach Niżnych, w centrum miejscowości, przy jedynym na tym odcinku moście nad Dunajcem. To w rzeczywistości kładka pieszo-rowerowa. Zmotoryzowani muszą pamiętać, że najbliższe miejsca, gdzie mogą przekroczyć Dunajec autem to zapora w Czorsztynie i most w Krościenku.
Pierwsza część wędrówki to żółty szlak turystyczny. Prowadzi obok schroniska “Trzy Korony”, które może również być punktem startowym tej wędrówki, jeśli zaplanujecie spędzenie tu nocy. Chwilę później wejdziecie do Pienińskiego Parku Narodowego i zaczniecie powoli zdobywać wysokość drogą wijącą się w Wąwozie Szopczańskim. Po obu stronach głębokiego wąwozu wznoszą się strome zbocza, z których wystają co jakiś czas wapienne skały. Ich kształty, jak to zwykle bywa, pobudzały wyobraźnię i z tym miejscem związane są liczne legendy o ukrytych w jaskiniach skarbach czy zaklętych w kamień fantastycznych postaciach. Legenda – choć to raczej tylko legenda – głosi, że to właśnie tutaj górale uratowali króla Jana Kazimierza podczas Potopu Szwedzkiego.

Po przejściu kanionu dotrzecie na Przełęcz Szopka, zwaną także przełęczą Chwała Bogu. Zmęczeni wędrowcy mieli tak właśnie reagować widząc, że mozolna wspinaczka pod górę właśnie się zakończyła. Zakończył się jednak dopiero jej pierwszy etap. Chcąc wejść na Trzy Korony, trzeba pokonać jeszcze ponad 200 metrów w pionie. Na przełęczy trzeba opuścić żółty szlak i wybrać niebieskie znaki prowadzące na wschód. Szlak prowadzi przez las, jednak gdzieniegdzie pojawiają się niewielkie przecinki i polanki, na których możecie mieć przedsmak widoków, które czekają na was na szczycie. Trasa jest wygodna i szeroka, a w miejscach gdzie jest stromiej pojawiają się stopnie. Tuż pod szczytem znajdziecie wejście na platformę widokową.
Chociaż wędrówka Wąwozem Szopczańskim w drugą stronę oferuje odmienną perpektywę i w pewnym sensie nowe wrażenia, powrót inną trasą jest zawsze atrakcyjniejszy. Nie zawsze jednak sieć szlaków turystycznych oferuje łatwą możliwość powrotu do punktu wyjścia bez znaczącego nadkładania drogi. W wypadku Trzech Koron szlaki układają się w logiczną pętlę, z której grzechem byłoby nie skorzystać.
Zamiast zatem wracać na Przełęcz Szopka, lepiej podążyć za niebieskimi znakami dalej, na Polanę Kosarzyska, gdzie z niebieskim szlakiem łączy się zielony szlak. Polany w Pieninach, podobnie jak w innych polskich górach, nie są współcześnie wykorzystywane tak intensywnie do wypasu jak dawniej. Żeby nie zarosły lasem, trzeba je utrzymywać i regularnie kosić. Inaczej zaniknęły by wszystkie bezpowrotnie.

Żeby wrócić do punktu wyjścia, trzeba na polanie skręcić na drogę oznaczoną zielonymi znakami. Sprowadzi was łagodnie, przez las, w okolice schroniska PTTK “Trzy Korony”. Czas przejścia ze szczytu do punktu, w którym zielony szlak łączy się z zółtym jest niemal identyczny jak czas potrzebny na dotarcie na Trzy Korony przez Przełęcz Szopka. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby tę petlę pokonać w drugą stronę idąc w górę zielonym szlakiem a wracając żółtym
Szlak ze Sromowiec Niżnych na Trzy Korony nie stanowi specjalnego wyzwania. Jest tak łatwy, że w przeszłości pokonywano go niemal na całej długości powozami. Droga przez Przełęcz Szopka łącząca Sromowce z Krościenkiem była używana przez mieszkańców tych ziem od stuleci, skracając dystans pomiędzy obiema miejscowościami.
Alternatywą dla wejścia na przełęcz od południa jest zatem wejście na nią od północy, od strony Krościenka. Sama trasa jest nieco dłuższa i pokonanie jej zajmie nieco więcej czasu, ale na pewno wymaga mniej wysiłku, bo wysokość zdobywa się znacznie wolniej. Jej zaletą, która powoduje, że jest znacznie bardziej popularna niż ta od południa, jest łatwiejszy dojazd do Krościenka niż do Sromowiec Niżnych. Nie tyle więc sam szlak, ale cała wycieczka jest nieco łatwiejsza logistycznie.
Choć w tym wypadku droga powrotna wiedzie w większości tym samym szlakiem, to będziecie mieć możliwość zrobienia małej pętli nieco urozmaicającej wycieczkę. Wystarczy spod platformy widokowej na Trzech Koronach podążyć dalej za niebieskimi znakami do momentu kiedy połączą się z żółtym szlakiem. Po drodze możecie odwiedzić dość niezwykłe miejsce, ruiny zamku na – jakżeby inaczej – Zamkowej Górze. To w istocie ruiny, bo z XIII-wiecznego zamku zostało niewiele. Towarzystwo Tatrzańskie już w 1906 oznakowało prowadzącą doń ścieżkę. To jeden z najstarszych w Polsce znakowanych szlaków poza Tatrami.

Gdzie emocje i trudności? Gdzie zmaganie się ze stromymi podejściami i własnymi słabościami, skoro wszystkie wymienione szlaki na Trzy Korony są łatwe? Czy w Pieninach nie ma miejsc, które mogą wprawnego wędrowca wystawić na próbę? Otóż jest takie miejsce. Jest szlak, którego pokonanie z całą pewnością sprawi wam satysfakcję, który wymaga dobrej kondycji, i który dla komuś, kto po górach chodzi sporadycznie, będzie poważnym wyzwaniem.
Wiele osób o tym nie wie, ale Pieniny mają swoją Orlą Perć. Nazwa nie jest specjalnie wyszukana, bo fragment niebieskiego szlaku, o którym mowa to Sokola Perć. Porównanie z tatrzańskim pierwowzorem jest oczywiście mocno naciągane, bo ani wysokość ani trudności nie są podobne. Sokola Perć to krótki 2,5-kilometrowy odcinek między Przełęczą Sosnów pod Sokolicą a dojściem do żółtego szlaku z Krościenka pod szczytem Bajków Gronia. Na tabliczkach umieszczonych przy wejściu na szlak zaznaczono, że jest eksponowany. I rzeczywiście, w wielu miejscach od kilkusetmetrowej przepaści będzie was dzielić tylko barierka. Jest też czasem na tyle stromo, że owa barierka przydaje się tak samo jak klamry i łańcuchy na Orlej Perci. Szlak prowadzi w większości lasem, ale tu i ówdzie można pomiędzy drzewami dostrzec fantastyczny widok na przełom Dunajca.
Jeśli wystartujecie ze schroniska PTTK Orlica w Krościenku, to idąc Sokolą Percią i przez szczyt Trzech Koron do schroniska “Trzy Korony” w Sromowcach będziecie mieć do przejścia niemal dokładnie 10 km. Pokonanie tej trasy zajmie około 4 godziny, ale po drodze zrobicie niemal 1000 metrów przewyższenia. Całkiem nieźle jak na szlak w niepozornych Pieninach, prawda?
Przeczytaj też:

Trzy Korony, dzięki wyjątkowo łatwym szlakom prowadzącym na szczyt są doskonałym celem wędrówek z dziećmi. Wejście na szczyt z Krościenka czy Sromowiec nie jest też specjalnie czasochłonne. Punkty widokowe czy efektowne skały w Wąwozie Szopczańskim spowodują, że nie powinno być nudno.
Platforma widokowa na szczycie Trzech Koron jest zabezpieczona barierkami, ale warto w tym miejscu zachować szczególną ostrożność. Ze wszystkich stron jest otoczona bowiem niemal pionowo opadającymi skałami.
Po drodze nie ma żadnych, poza schroniskiem przy żółtym szlaku w Sromowcach, punktów gdzie można by kupić coś do picia albo jakieś przekąski. Lepiej więc zabezpieczyć się i mieć wszystko, co konieczna w plecaku. Wędrówka na szczyt i powrót nie zajmie co prawda więcej niż 4-5 godzin, ale nawet na krótką wycieczkę warto zabrać wodę i drobne przekąski.

Nie ma nic specjalnie odkrywczego, w stwierdzeniu że góry są najpiękniejsze jesienią. Las pokrywa się pełną paletą barw, od jaskrawej żółci po głęboką czerwień i widoki są jeszcze bardziej zachwycające niż latem. Wybranie tej pory roku na wycieczkę ma również kilka czysto praktycznych zalet.
Jesienią nie spotkacie na szlakach takich tłumów jak w szczycie sezonu wakacyjnego. Początek września jest mocną cezurą, a jeśli poczekacie do października i wybierzecie się w Pieniny poza weekendem, możecie być mocno zaskoczeni. Naprawdę nierzadko zdarza się wówczas na bądź co bądź bardzo popularnych szlakach spotkać pojedynczych turystów.
Poza szczytem sezonu znacznie tańsze i łatwiejsze do znalezienia są też noclegi. Planując spontaniczną wycieczkę z dnia na dzień w lecie możecie mieć z tym spory kłopot. Jesienią z miejscami w schronisku czy na prywatnych kwaterach nie ma zwykle żadnego problemu.

Pieniny zimą są znacznie łatwiej dostępne niż inne pasma górskie. Najpopularniejsze pienińskie szlaki nie są tak strome jak tatrzańskie. Jednak na idąc na Trzy Korony po sporych opadach śniegu traficie na odcinki, których pokonanie może być pewnym wyzwaniem. Zaletą jest to, że ruch na szlakach maleje wówczas niemal do zera. Tylko w weekendy, przy dobrej pogodzie, znajdują się chętni na zdobycie Trzech Koron.
Przez pozostałą część roku szlaki na Trzy Korony nie wydają się trudne technicznie. Zimą bywa, że zmienia się to diametralnie. Strome fragmenty, które latem pokonuje się po schodkach, niemal nie dostrzegając nachylenia stoku okazują się być niełatwe. Śnieg przykrywa stopnie i zwłaszcza na ostatnim odcinku, z Przełęczy Szopka na Trzy Korony, dobrze mieć w odwodzie raczki i kijki trekkingowe. Bywa ślisko, zwłaszcza kiedy pod świeżym opadem ukryty jest ubity przez turystów śnieg, który zmienił się w lód.
Zimowe widoki mają sporą przewagę nad letnimi, bo widać więcej. Zimne powietrze jest bardziej przejrzyste, rzadziej też panoramę będą przesłaniać mgły. Nie bez powodu rekordowe, długodystansowe obserwacje zdarzają się częściej zimą. Niewielką zachętą do odwiedzenia Trzech Koron zimą może też być fakt, że od 16 listopada do 19 kwietnia nie są pobierane opłaty za wejście na platformę widokową.
Przeczytaj też:

Pieniński Park Narodowy to najstarszy park narodowy w Polsce. Powstał 1 czerwca 1932 roku i wyprzedził kolejny, Białowieski Park Narodowy o ponad dwa miesiące. Jest też najmniejszym chronionym obszarem tego typu naszym kraju. Nieco mniejszy od niego jest co prawda Ojcowski Park Narodowy. Jeśli jednak dodać otulinę parku, okaże się, że PPN jest od kolejnego o połowę mniejszy.
Sam park obejmuje obszar 23 km2, a otulina w przybliżeniu podwaja ten obszar. Chroniona jest tylko środkowa część Pienin, czyli tzw. Pieniny Właściwe. Park sięga od brzegów Jeziora Czorsztyńskiego na zachodzie po zakola Dunajca na wchodzie, w pobliżu Szczawnicy. Po drugiej stronie granicy powstał bliźniaczy obszar. Początkowo jako rezerwat, od 1957 jako część TANAP, a od 1996 roku jako samodzielny park narodowy. Ma ponad 37 km2, a otulina zwiększa ten obszar aż siedmiokrotnie. Co ciekawe, od listopada 1938, krótko, bo tylko do wybuchu wojny, słowackim rezerwatem zarządzał polski PPN.
Strona wykorzystuje pliki cookies w celach wyłącznie statystycznych. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były instalowane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na wykorzystanie plików cookies. Dowiedz się więcej.