Nie mamy na to twardych dowodów, ale naszym zdaniem Morskie Oko jest słynniejsze niż same Tatry. Od prapoczątków ruchu turystycznego jest celem wycieczek i choć czasem trudno znaleźć tam to czego w górach szukamy - ciszę i spokój - to nie sposób odmówić temu miejscu niezwykłej urody.
W wielu miejscach znajdziecie informację o tym, że Morskie Oko jest największym z tatrzańskich jezior w Polsce. Najnowsze pomiary wskazują jednak, że nieznacznie większą powierzchnię ma Wielki Staw Polski w Dolinie Pięciu Stawów Polskich. Różnica jest jednak naprawdę niewielka – oba mają niespełna 35 ha.
Nazwa jest tłumaczeniem niemieckiego Meerauge – jak wszystkie górskie jeziora nazywali osadnicy ze Spiszu. Wcześniejsze nazwy używane przez górali to Rybi Staw albo Biały Staw. Ta pierwsza związana jest z faktem, że Morskie Oko jest jednym z niewielu naturalnie zarybionych tatrzańskich jezior. Dolina, w której Morskie Oko się znajduje nazywa się zresztą Doliną Rybiego Potoku. Jest odnogą Doliny Roztoki, prowadzącej do Doliny Pięciu Stawów Polskich.

Druga tradycyjna nazwa – Biały Staw – wiąże się zapewne z tym jak Morskie Oko wygląda zimą. Jest bowiem średnio przez niemal pół roku pokryte lodem. Zamarza w całości i wówczas zamiast naturalnego, zielonkawego lustra, jest pokryte nieskazitelnie równą taflą lodu i śniegu.
Poziom wody w Morskim Oku znajduje się na wysokości 1395 m, a maksymalna zmierzona głębokość to 50,8 m. Wypływa z niego Rybi Potok, który zasila rzekę Białkę. Z kolei do Morskiego Oka spływa kilka mniejszych, mających źródła na otaczających je zboczach potoków. Największym z nich jest Czarnostawiański Potok, wpadający do jeziora od południa, łącząc z nim Czarny Staw pod Rysami.
Wycieczka nad Morskie Oko to żelazny punkt pobytów w stolicy polskich Tatr. Widoki na pewno warte są tego, żeby je zobaczyć i na szczęście dla tych, którzy nie są wielbicielami górskich wędrówek, można tam dotrzeć wkładając w to niewiele więcej wysiłku niż w spacer po parku. Z drugiej strony, są również szlaki mogące dać satysfakcje wszystkim szukającym iście górskich emocji. Słowem – nikt nie może czuć się zawiedziony.
Skoro jednak mowa o najpopularniejszym miejscu w Tatrach, to trzeba liczyć się z tym, że północny brzeg Morskiego Oka bywa niewiarygodnie wręcz zatłoczony. To prawda. W szczycie sezonu letniego lub zimowego, Morskie Oko przeżywa oblężenie. Przy odrobinie wysiłku można jednak nawet w środku lata podziwiać to bezapelacyjnie piękne miejsce w spokoju i w samotności.

Wbrew pozorom – łatwiej to osiągnąć latem. Dzięki temu, że jasno robi się bardzo wcześnie, przed 5 rano, a wycieczki zaczynają docierać na miejsce o 8, macie 2-3 godziny dla siebie. To oznacza, że trzeba wstać bardzo wcześnie albo spędzić noc w schronisku, ale naszym zdaniem na pewno warto. Oświetlone wschodzącym słońcem Mięguszowieckie Szczyty zapierają dech w piersiach.
Czerwony szlak nad Morskie Oko to nie tylko najczęściej wybierana droga nad to jezioro, ale najpopularniejszy fragment szlaku turystycznego w Polsce w ogóle. Co roku pokonuje go niemal milion osób. Część oczywiście – co budzi spore emocje – dociera tam niekoniecznie o własnych siłach. Jeśli jednak pojmujecie turystykę tak jak my, i uważacie, że jej sensem jest wędrówka, to czeka was około 2 godziny marszu. Niespełna 8-kilometrowa droga jest do samego schroniska wyasfaltowana i prawdę mówiąc jest dokładnym przeciwieństwem wszystkich innych tatrzańskich szlaków. To jednak najprostszy sposób na dotarcie nad Morskie Oko.
Tym, dla których Morskie Oko jest celem samym w sobie doradzalibyśmy jednak zarezerwowanie sobie nieco czasu na miejscu i wybranie się na krótką przechadzkę. Czerwony szlak prowadzący wokół jeziora ma zaledwie 2,5 km i pokonanie go zajmie niecałą godzinę. Zobaczycie jednak dzięki temu nieco więcej. Po dotarciu na druga stronę Morskiego Oka, będziecie mogli podziwiać kaskady na Czarnostawiańskim Potoku. Nieopodal znajdziecie Dwoistą Siklawę. To bliźniacze wodospady na Mnichowym Potoku, który spływa jak nietrudno się domyślić, spod ścian Mnicha na zachodnim brzegu jeziora.

Idąc do Morskiego Oka czerwonym szlakiem warto też odwiedzić inne, przez większość turystów omijane miejsce. Na wysokości Wodogrzmotów Mickiewicza czerwone znaki krzyżują się z zielonymi. Te prowadzą do Doliny Pięciu Stawów, a w drugą stronę do Schroniska w Dolinie Roztoki. Kilkanaście minut marszu dzieli was od miejsca przez wielu uważanego za najpiękniej położone tatrzańskie schronisko. Otoczone ze wszystkich stron lasem, przypomina raczej chatkę na odludziu niż miejsce, przez które przewijają się tłumy turystów. Ciekawostką jest, że szlak doń prowadzący był pierwszą znakowaną ścieżką w polskich Tatrach.
Każde tatrzańskie schronisko, oprócz bycia celem wędrówki, jest również bazą do dalszych wycieczek. Nie inaczej jest w przypadku Morskiego Oka. Jest nie tylko miejscem skąd można eksplorować kolejne tatrzańskie szlaki, ale także punktem startowym wielu taternickich wspinaczek. Na Mnicha czy Grań Mięguszy wyrusza się właśnie stąd.
Widok znad Morskiego Oka jest niepowtarzalny, ale samo jezioro najlepiej byłoby oglądać z góry. Widać wówczas dobrze jego ogrom. Nie trzeba wcale zdobywać dwutysięcznych szczytów, bo doskonały widok na Morskie Oko możecie mieć po względnie krótkiej wycieczce spod schroniska. Wystarczy bowiem dotrzeć czerwonym szlakiem nad Czarny Staw pod Rysami i całe najsłynniejsze tatrzańskie jezioro będziecie mieć jak na dłoni.

Spojrzawszy na mapę możecie mieć wrażenie, że to kolejny spacerek. Rzeczywiście, fragment biegnący wokół Morskiego Oka nie jest żadnym wyzwaniem. Obojętne zresztą, czy pójdziecie zachodnim czy wschodni jego brzegiem – odległość jest niemal identyczna. Dalej jednak będzie to wymagało nieco wysiłku. Niemal całą różnicę wysokości pomiędzy jednym a drugim jeziorem pokonuje się na krótkim, ostatnim fragmencie. Na 600 m trzeba wejść prawie 200m w pionie. Nachylenie szlaku jest prawdziwie tatrzańskie i może dać wam wyobrażenie o tym co oznacza prawdziwe chodzenie po Tatrach.
Najwyższego szczytu w Koronie Gór Polski niemal nie sposób zdobyć bez wizyty nad Morskim Okiem. Prowadzi nań tylko jeden – czerwony – szlak i zdobywając Rysy od polskiej strony musicie tędy przejść. To jedna z najtrudniejszych technicznie tatrzańskich tras dostępnych dla “zwykłych” turystów i zanim zdecydujecie się na taką wyprawę, trzeba się do niej przygotować. Mogłoby się wydawać, że skoro można się tam dostać znakowanym, ogólnodostępnym szlakiem turystycznym, to nie jest to nic trudnego. Nie da się tego, rzecz jasna, porównać ze wspinaczką, ale w błędzie będą Ci, którzy założą, że poza większą różnicą wysokości nie różni się niczym od szlaku na Turbacz czy Śnieżkę.

Wejście na Rysy wymaga dobrej kondycji i obycia z ekspozycją. Sztuczne ułatwienia, które napotkacie w górnej części czerwonego szlaku są tam nie od parady. Konieczne jest więc minimum doświadczenia i kilka elementów wyposażenia, które w żadnych innych polskich górach się nie przyda.
Przeczytaj też:
Dolina Rybiego Potoku to najbardziej na wschód położona dolina w polskich Tatrach. To czyni ją doskonałym punktem startowym, z którego możecie wędrować po tych górach od schroniska do schroniska. Najbliższym jest Schronisko PTTK w Dolinie Pięciu Stawów Polskich. Chcąc się tam dostać, macie do wyboru dwie opcje – żółty i niebieski szlak.
Popularniejszy – naszym zdaniem zasłużenie – jest żółty szlak prowadzący do sąsiedniej doliny przez Szpiglasową Przełęcz. Jego pierwszy fragment, czyli podejście na znajdującą się na wysokości 2110 m przełęcz to słynna Ceprostrada. Nieco lekceważące określenie pochodzi z czasów kiedy szlak powstał, niemal sto lat temu. Wyłożenie go potężnymi kamieniami zamieniło upodobniło go do chodnika, albo raczej łagodnie wznoszących się schodów. Uważano więc, że każdy “ceper” pokona go bez problemów i wróżono, że masy żądnych emocji turystów zadeptają ten fragment Tatr.

Szlak łagodnie trawersuje kolejnymi nawrotami zbocza Miedzianego i ostatecznie dociera na przełęcz poniżej Szpiglasowego Wierchu. Zejście do Doliny Pięciu Stawów nie jest już jednak tak bezproblemowe, bo pojawiają się tu klamry i łańcuchy. Planując przejście do kolejnej doliny tym szlakiem warto pamiętać, że łatwa “Ceprostrada” po dotarci na przełęcz zamieni się w tatrzański szlak jak wszystkie inne. Już nie tak łatwy i wygodny jak fragment prowadzący z Morskiego Oka.
Przeczytaj też:
Idąc Ceprostradą, zobaczycie charakterystyczne, głębokie wcięcie w grani widocznej na południowy zachód. Ta szczelina to Wrota Chałubińskiego. Prowadzi tam fragment czerwonego szlaku. Jak niemal każda przełęcz, tak i to miejsce (zwane dawniej Zawracikiem) to świetny punkt widokowy dający wgląd w leżądą po drugiej stronie granicy Dolinę Ciemnosmreczyńską. Dawniej szlak prowadził przez przełęcz i schodził do niej, jednak górne piętro tej doliny – Dolinę Piarżystą – zamknięto dla ruchu turystycznego tworząc tam rezerwat przyrody.
Dotarcie na Wrota Chałubińskiego znad Morskiego Oka wymaga około 2,5 godziny marszu, a sam fragment czerwonego szlaku pomiędzy Ceprostradą a tą przełęczą to mniej więcej godzinna trasa.
Nad najsłynniejszym tatrzańskim jeziorem powstało najsłynniejsze tatrzańskie schronisko. Pierwszy budynek mający służyć turystom powstał tu w 1827 roku, ale – wielokrotnie modyfikowany – w 1865 roku spłonął. Nowy, już pod auspicjami Towarzystwa Tatrzańskiego (organizacji, która była poprzedniczką PTTK) powstał w 1874 roku. Kilkanaście lat później dobudowano wozownię, która po pożarze właściwego schroniska w 1898 roku przejęła jego rolę. Dziś nazywana jest Starym Schroniskiem i istotnie, jest najstarszym tego typu ciągle funkcjonującym obiektem w polskich Tatrach.

Obecny główny budynek schroniska powstał w 1908 roku. Ma 79 miejsc noclegowych, ale w sezonie warto zadbać o rezerwację z wyprzedzeniem. Jeśli wybieracie się tam na jednodniową wycieczkę, to oczywiście nie możecie nie spróbować słynnej szarlotki. Z widokiem, który rozpościera się z okien schroniskowej jadalni będzie smakowała lepiej niż gdziekolwiek indziej.
Morskie Oko latem to miejsce, które przez większość dnia wydaje nie różnić się niczym od Krupówek. Z wszystkich turystów, którzy je odwiedzają, ponad 40% dociera tu w ciągu dwóch wakacyjnych miesięcy. Tatrzańskie lato na szczęście nie zaczyna się w pierwszy weekend wakacji i nie kończy się 31 sierpnia. Wcześniej i później ilość ludzi na północnym brzegu jeziora jest znacznie mniejsza. Co więcej, nawet w szczycie sezonu – jak pisaliśmy wcześniej – można spędzić nad Morskim Okiem czas niemal samotnie. Trzeba co prawda zbudzić się przed świtem, ale z całą pewnością warto.
Zimą, choć nie aż w takim stopniu jak w środku upalnego lata, schronisko nad Morskim Okiem nie może narzekać na brak odwiedzających. Łatwość dotarcia tu sprawia, że dla wielu osób to jedyna szansa na zobaczenie Tatr w zimowej odsłonie z bliska. Wygodna i szeroka droga nie wymaga alpinistycznych umiejętności, choć raczki (nie raki) i kijki dobrze ze sobą zabrać.

Tafla jeziora jest zamarznięta przez ok. 150 dni w roku i zapewne widzieliście niejednokrotnie zdjęcia pokazujące wydeptany przez środek szlak. Wyjaśnijmy to więc krótko. W odróżnieniu od innych miejsc w Tatrach, w wypadku Morskiego Oka nie ma zimowego wariantu szlaku. Choć w styczniu czy w lutym trasa przecinająca jezioro jest wyraźnie wydeptana, to nie jest wyznaczony przez TPN szlak turystyczny. Chodzenie tamtędy w drodze na Rysy czy do Czarnego Stawu pod Rysami jest usankcjonowane zwyczajowo i pozwala uniknąć zagrożenia lawinowego, które obejmuje czerwony szlak wokół jeziora. Wszyscy jednak robią to na własną odpowiedzialność i ważne, żeby upewnić się, że grubość lodu jest wystarczająca.
Popularność Morskiego Oka wymaga odpowiedniej infrastruktury. Droga z Palenicy Białczańskiej jest asfaltowa, ale od lat nie jest dostępna dla ruchu kołowego – wyłączając oczywiście pracowników TPN, ratowników TOPR czy prowadzących schroniska. Własne cztery kółka musicie więc zostawić na parkingu TPN na Palenicy, lub nieco wcześniej – na Łysej Polanie. To najbliżej szlaku położone takie miejsca. Alternatywą jest zostawienie auta w Zakopanem i dojazd na Palenicę busem – a tych kursuje tu z miasta wystarczająco dużo.

Wszędzie gdzie indziej obowiązuje zakaz parkowania, egzekwowany błyskawicznie i stanowczo. Nawet jeśli zostawicie auto przy drodze pomiędzy parkingami, to po powrocie będzie was czekała kosztowna niespodzianka. Miejsca na parkingach rezerwuje się przez internet i w okresie wakacyjnym szansa na zaparkowanie bez wcześniejszej rezerwacji jest iluzoryczna.
Morskie Oko leży na terenie Tatrzańskiego Parku Narodowego. To oznacza, że wybierając się tam, musicie zakupić bilet wstępu do TPN. Co jednak począć, kiedy przed kasą, która znajduje się przy wejściu na szlak, tworzy się kolejka, o co przy zapełnionym pod korek parkingu nietrudno? Pozostaje zakup biletu przez internet. W górach zasięg telefonii komórkowej bywa problematyczny więc najlepiej zrobić to przed ruszeniem w Tatry. Jeśli myślicie natomiast o bilecie na przejazd fasiągiem z parkingu do Morskiego Oka, to pozwólcie, że to pominiemy. Niewiele to ma bowiem wspólnego z chodzeniem po górach.
Strona wykorzystuje pliki cookies w celach wyłącznie statystycznych. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były instalowane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na wykorzystanie plików cookies. Dowiedz się więcej.