Każdego kto ją zobaczy onieśmiela swoim majestatem. Jest niższa niż Everest, ale wielu wspinaczy bez wahania zamieniłoby wejście na Dach Świata na zdobycie K2. Mimo, że nadal, mimo poręczowania drogi do samego szczytu, ryzyko jest znacznie większe niż na jakimkolwiek innym ośmiotysięczniku.
Miejsce w którym wznosi się K2 jest szczególne. Sąsiadują tam ze sobą bowiem wszystkie cztery ośmiotysięczniki w Karakorum. Raptem kilka kilometrów na wschód od K2 znajdziecie na mapie masyw Broad Peak, a tuż obok potężną grupę Gaszerbrumów. Zdjęcia ze szczytu K2 są też nieporównywalne z żadnymi innymi. Różnica wysokości pomiędzy wierzchołkiem K2 a otaczającymi ją szczytami to ponad 500 m. Stojąc tam, ma się Karakorum nie wokół siebie, ale u stóp. K2 budzi chyba największe emocje ze wszystkich szczytów Karakorum. Nie tylko jednak dlatego, że jest drugą pod względem wysokości górą na Ziemi.
Jest uważana za najtrudniejszy ze wszystkich czternastu ośmiotysięczników. Nawet na tzw. normalnej drodze trzeba bowiem zmierzyć się z czysto wspinaczkowymi fragmentami. Na dodatek, część tych trudności pojawia się tuż pod szczytem, na wysokości przekraczającej 8000 m.

W 1856, Thomas Montgomerie prowadził pomiary w rejonie Karakorum w ramach wielkiego projektu sporządzenia dokładnych map ziem będących brytyjskimi koloniami. Spoglądając na wierzchołki Karakorum, ponumerował po prostu kolejne wybitne szczyty zanim poznał ich lokalne nazwy. K1 to Maszerbrum, a następny istotny wierzchołek na zachód od niego to K2. Robocze nazwy zostały później zastąpione tradycyjnymi, ale w przypadku K2 okazało się to niełatwe. Szczyt leżał na tyle daleko od cywilizacji, że nie funkcjonowała żadna szeroko używana lokalnie jego nazwa. Podawana w tym kontekście Chogori może być neologizmem ukutym przez Brytyjczyków. Oznacza po prostu „wielka góra” i nie jest tak jak inne – choćby Gaszerbrum – używana przez lokalną ludność. Do drugiego szczytu świata przylgnęła więc techniczna, w zamiarze tymczasowa nazwa – K2.
K2 bywa też nazywana „Savage Mountain” czyli „brutalną górą”. To określenie, powtarzane za Georgem Bellem, uczestnikiem amerykańskiej wyprawy z 1953 roku. Rzeczywiście, jeszcze kilka lat temu statystyki mroziły krew w żyłach. Prawie co czwarty wspinacz próbujący zdobyć K2 przypłacał to życiem. Turystyka wysokogórska na przestrzeni kilku minionych sezonów rozwinęła się jednak gwałtownie. Na K2 pojawiły się agencje wysokogórskie zakładając liny poręczowe do samego szczytu jak na Evereście. Ryzyko znacząco więc zmalało, ale K2 jest nadal szczytem znacznie bardziej niebezpiecznym niż inne ośmiotysięczniki.

Zanim jednak zaczniecie poszukiwać w internecie informacji o agencjach oferujących „wycieczkę” na K2, dobrze jest zacząć od niższych szczytów. O tym jak się przygotować do wejść na pięcio- i sześciotysięczniki, przeczytacie w tym artykule.
Pierwsza ekspedycja, która miała zamiar dotrzeć na szczyt atakowała go w 1902 roku od współcześnie mniej popularnej strony – północy. Okazało się to jednak zbyt trudne. Wspinacze pod wodzą Oskara Eckensteina, dotarli „zaledwie” do wysokości 6525 metrów na północno-wschodniej grani. Całość pokonano dopiero 80 lat później. Trzeba jednak pamiętać, że na początku XX stulecia tylko nielicznym udało się dotrzeć wyżej. W dzisiejszych realiach ta wysokość może nie być imponująca, ale wówczas była rekordowa. Oskar Eckenstein jest też znany jako wynalazca pierwowzoru współczesnych raków. Dzisiejsze raki wyglądają oczywiście nieco inaczej, ale pomysłodawcą tego sprzętu jest właśnie Brytyjczyk.
Naszą ofertę raków, które są niezbędne nie tylko na ośmiotysięcznikach, znajdziesz tu.
Kolejną ekspedycją, która mierzyła się z majestatem K2, była wyprawa z 1909 roku zorganizowana przez włoskiego arystokratę. Luigi Amadeo di Savoia, książę Abruzzów wybrał inną drogę. Atakował K2 od południa i choć dotarł niżej niż poprzednicy (nieco ponad 6200 m), to przetarł szlak dla przyszłych pokoleń. Drogą, którą wytyczył dotarli na szczyt pierwsi zdobywcy, a grań, którą prowadzi nazwano Żebrem Abruzzów.
W latach trzydziestych kolejne ekspedycje docierały śladami księcia di Savoia coraz wyżej. Najpierw w 1938 do 7925 m, a rok później znacznie ponad magiczną granicę 8000 m – do wysokości 8382 m. Na szczyt K2 udało się dotrzeć dopiero Włochom, w 1954 roku. 31 lipca na wierzchołku drugiej góry świata stanęli Lino Lacedelli i Achille Compagnoni. Ani jeden, ani drugi nie wybrali się później na żaden ośmiotysięcznik.

Jedną z trudności związanych ze zdobywaniem K2 jest jej oddalenie od cywilizacji. Pierwszych himalaistów, którzy próbowali się z nią mierzyć czekało co najmniej 14 dni marszu w górę lodowca Baltoro. Nawet dzisiaj, ponad sto lat później po pierwszych ekspedycjach, kiedy drogi wdarły się w głąb Karakorum, trekking do bazy trwa kilka dni.
Sprawy komplikuje również specyfika klimatu Karakorum, odmiennego od tego co czeka wspinaczy w Himalajach. K2 leży niemal tysiąc kilometrów dalej na północ niż Mount Everest i jest tam po prostu dużo zimniej. Są tacy, którzy twierdzą, że wejście na K2 latem można porównywać z wejściami na himalajskie ośmiotysięczniki zimą. To oczywiście pewna przesada, ale pokazuje z jak bardzo surowymi warunkami trzeba się w Karakorum liczyć.
Próby zdobycia K2 zimą to opowieść na osobny, obszerny artykuł. Tę epopeję trwającą ponad 30 lat rozpoczęli w 1987 roku Polacy. Po zdobyciu sześciu z rzędu himalajskich ośmiotysięczników zimą ekipa pod kierownictwem Andrzeja Zawady postanowiła spróbować szczęścia na K2. Na początku marca, zimowi zdobywcy Everestu, Leszek Cichy i Krzysztof Wielicki, założyli obóz na wysokości 7300 m. Niestety pogoda uniemożliwiła dalszą akcję.
To podczas tej ekspedycji Maciej Berbeka dotarł na przedwierzchołek Broad Peaku będąc pierwszym człowiekiem w historii, który pokonał zimą w Karakorum granicę 8000 metrów. Mimo niepowodzenia – nie zdobyto ani K2 ani Broad Peaku – polscy wspinacze udowodnili, że podbijanie najwyższych gór Karakorum zimą jest możliwe.

Polacy wrócili pod K2 piętnaście lat później. Tym razem ekspedycję prowadził Krzysztof Wielicki i znów K2 pokazała, że łatwo nie będzie. Denis Urubko i Marcin Kaczkan wyruszyli do ataku szczytowego, ale po dotarciu do obozu IV, założonego na 7650 m, okazało się, że wszystko jest zniszczone. Spędzili noc biwakując w dramatycznie trudnych warunkach – bez namiotu. Następnego dnia okazało się, że Polak ma objawy obrzęku mózgu spowodowanego chorobą wysokościową. Atak szczytowy zamienił się więc w akcję ratunkową.
W sezonie 2011/12 K2 próbowała bez powodzenia zdobyć ekspedycja rosyjska. Trzy lata później Denis Urubko, Adam Bielecki i Alex Txikon musieli zrezygnować zanim wyruszyli, bo Chińczycy nie wydali im zgody na wspinaczkę od północy, a na zmianę planów było już za późno.
Trzecia polska wyprawa na K2 wyruszyła do Pakistanu w grudniu 2017. Wszystkie ośmiotysięczniki zimą zostały już zdobyte i cały świat oczekiwał, że Polacy tym razem dopną swego. W ekipie byli m.in. Adam Bielecki i Denis Urubko (obaj z dwoma pierwszymi zimowymi wejściami na koncie), Janusz Gołąb (pierwsze wejście zimowe na Gaszerbrum I). Szefem wyprawy był Krzysztof Wielicki. Nie mogło się nie udać. Panowało tez powszechne przekonanie, że Polakom zimowe wejście na K2 się w pewnym sensie należy. Byłoby ukoronowaniem dokonań lodowych wojowników i klamrą spinającą historię od pierwszego wejścia zimą na Everest w 1980 roku.
Wszystko jednak szło nie tak jak zaplanowano. Zespół najpierw atakował drogą Cessena, potem zmieniono koncepcję i wybrano dobrze rozpoznane zimą Żebro Abruzzich. W międzyczasie zdarzyła się brawurowa akcja ratunkowa na Nanga Parbat. Ostatecznie po dotarciu do ok. 7400 m zdecydowano się na odwrót. W ostatniej chwili Denis Urubko wybrał się na samotny atak szczytowy, ale i on zawrócił na wysokości ok. 7600 m).
Zaczęto się zastanawiać, czy K2 zimą jest w ogóle do zdobycia. W 2020 roku w bazie pod K2 pojawiła się ekipa Nepalczyków. Ludzi, którzy choć niemal każdy z nich wielokrotnie wchodził na ośmiotysięczniki, nie trafiają na okładki górskich magazynów. Nie są wielkimi gwiazdami tego sportu choć mogą się poszczycić fenomenalnymi dokonaniami.
16 stycznia 2021 dziesięciu wspinaczy z Nepalu dotarło na szczyt K2. Dopiero wtedy do wszystkich dotarło, że może to właśnie oni najbardziej na to zasłużyli. Wyścig o zdobycie ośmiotysięczników zimą się skończył. W gronie tych dziesięciu wspinaczy był Nirmal “Nims” Purja, który dwa lata wcześniej zasłynął zdobyciem Korony Himalajów i Karakorum w rekordowym czasie nieco ponad sześciu miesięcy. Purja był jedynym z grupy nepalskich wspinaczy, który na szczyt K2 wszedł nie korzystając z tlenu z butli.
Historię polskich zdobywców Korony Himalajów i Karakorum przedstawiliśmy w tym artykule.

Od zdobycia pierwszego ośmiotysięcznika zimą, w 1980 roku, do zimowego wejścia na K2 minęło niemal 41 lat. W wysokogórskim świecie wejście Nepalczyków na drugi szczyt ziemi wcale nie zamknęło dyskusji. Wręcz przeciwnie. Wyzwoliło rozważania o przyszłości himalaizmu. O tym co czeka wspinanie w górach wysokich, w jakich kierunkach będzie się rozwijać i jak zakończenie wirtualnego wyścigu o ostatni niezdobyty zimą ośmiotysięcznik zmienia poszukiwanie nowych celów.
Jeden z najszybszych himalaistów wspina się po to, żeby ze szczytu zjechać na nartach. Przeniósł skialpinistyczne doświadczenia w góry najwyższe i od lat realizuje projekt HIC SUNT LEONES, który zakłada zjazdy z kolejnych ośmiotysięczników. W 2013 roku zjechał z Sziszapangmy, rok później z Manaslu a w 2015 roku jako pierwszy w historii z Broad Peaku.
Dwa lata później wrócił w Karakorum z zamiarem wejścia na szczyt i zjazdu z K2. Pierwsza próba niestety się nie udała, ale była dla Bargiela znakomitym rekonesansem. Zweryfikował plan i uznał, że jego założenia są jak najbardziej wykonalne. 22 lipca 2018 stanął na wierzchołku K2 jako trzynasty Polak w historii i dokonał pierwszego zjazdu na nartach. Nie dość, że ze szczytu do bazy dotarł bez odpinania nart, to jeszcze połączył dwie drogi. Z Żebra Abruzzich tzw. Trawersem Messnera dotarł do Magic Line.
Poprzednie zjazdy (m.in. Hansa Kammerlandera, Dave’a Watsona czy Luisa Stitzingera) zaczynały się dużo poniżej szczytu. Andrzej Bargiel był pierwszym, który odważył się zapiąć narty na samym szczycie K2, i – co ważniejsze – bezpiecznie zjechał na dół.

Już po tym wyczynie przeprowadziliśmy z Andrzejem rozmowę, którą możecie przeczytać tu.
Na szczycie K2 stanęło dotąd niespełna dwadzieścia osób z polskim paszportem. Jak na razie nikomu z Polaków nie udało się tego zrobić zimą. Oto lista wszystkich polskich zdobywców drugiego szczytu Ziemi.
Strona wykorzystuje pliki cookies w celach wyłącznie statystycznych. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były instalowane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na wykorzystanie plików cookies. Dowiedz się więcej.