Babia Góra, choć to najwyższy poza Tatrami szczyt w Polsce, przez większość roku – bądźmy szczerzy – jest w zasięgu każdego turysty. Zimą jednak sytuacja zmienia się diametralnie.
Trudno byłoby stwierdzić, że latem czy wczesną jesienią na szlakach wiodących na Diablak czyhają na turystów jakieś szczególne niebezpieczeństwa. Zwłaszcza jeśli omijamy najtrudniejszy, żółty szlak, czyli Perć Akademików. Żadnych gór nie można oczywiście o żadnej porze roku lekceważyć, ale większość beskidzkich wiosennych, letnich czy jesiennych wędrówek przy odrobinie przygotowania i zdrowego rozsądku toczy się zgodnie z planem. Jeśli natomiast wybieramy się na Babią Górę zimą, wymaga to znacznie więcej doświadczenia i przygotowań niż w pozostałej części roku.

Babia Góra nie na darmo nazywana jest Królową Niepogód albo Kapryśnicą. Trafić na piękną bezwietrzną pogodę na szczycie to niemal jak wygrać na loterii. To może pewna przesada, ale pocztówkowa pogoda na Babiej Górze zdarza się stosunkowo rzadko.
Zimą zaś, kiedy na szczycie mogą panować iście arktyczne warunki, Babia Góra staje się prawdziwym wyzwaniem dla turystów. To właśnie niełatwe i bardzo zmienne warunki pogodowe stanowią o trudności wejścia na Królową Beskidów zimą. Temperatura może spaść grubo poniżej -20°C, a wiatr powoduje, że ta odczuwalna jest sporo niższa. Późną jesienią i zimą na Babiej Górze wieje znacznie mocniej niż przez pozostałą część roku.
Często pojawia się też mgła, ograniczająca widoczność. W kopule szczytowej Babiej Góry, ponad górną granicą lasu, turyści tracą zimą w takich warunkach orientację i gubią szlak. Zabłądzenie w tym rejonie masywu jest wówczas bardzo częstym powodem wzywania służb ratunkowych. Na bardziej nastromiomych fragmentach szlaku, choćby na czerwonym prowadzącym ze szczytu przez przełęcz Brona do schroniska na Markowych Szczawinach, śnieg i lód znacząco utrudniają poruszanie się.
Jeśli myślicie o wyprawie zimą na Babią Górę, kluczowe jest dokładne planowanie trasy oraz regularne sprawdzanie prognozy pogody. Określenie „wyprawa” wcale nie jest w tym wypadku mocno przesadzone. Przy dobrej pogodzie, wejście zimą na Babią Górę będzie wytężającym, ale przyjemnym spacerem. Jeśli jednak aura się zmieni, to nawet doświadczeni turyści mogą mieć problem ze stawieniem im czoła.
Gwałtowne zmiany pogody, prawdziwie zimowe warunki ze śniegiem i mrozem, zamiecie, mgły – to wszystko wymaga odpowiedniego przygotowania.

Pierwszą decyzją, którą trzeba podjąć planując wejście na Babią Górę zimą, jest wybór szlaku. O tej porze roku, tak samo zresztą jak latem, najpopularniejszy jest czerwony szlak z Przełęczy Krowiarki przez Sokolicę. Jest dobrze oznaczony i raczej łatwy, bez znaczących stromizn. Zimą oczywiście w niektórych miejscach, nie tylko ponad górną granicą lasu, może być oblodzony. Po części to właśnie jego popularność jest tego powodem. Mocno ubity przez setki, a może tysiące turystów śnieg, szybko zamienia się w lodową skorupę. Na mniej popularnych trasach mogą pojawić się dokładnie odwrotne trudności. Trzeba torować szlak w śniegu albo szukać słabo widocznych zimą oznaczeń.
Zdecydowanie mniej uczęszczane zimą są inne szlaki – zielony z Zawoji Markowe i niebieski i czarny z Zawoji Policzne. W obu przypadkach trzeba pokonać większą różnicę wysokości niż kiedy idzie się czerwonym szlakiem z Przełęczy Krowiarki. Trasy łączą się przy schronisku na Markowych Szczawinach i stamtąd czeka was podejście czerwonym szlakiem na Przełęcz Brona.
Zarówno zielony jak i czarny szlak robią się dość strome na podejściu do schroniska, a nachylenie wiodącego dalej, na przełęcz, czerwonego szlaku przekracza nawet 40%. W zimowych warunkach, przy grubej pokrywie śnieżnej, może to być sporym utrudnieniem. Mniejszy ruch na tych szlakach oznacza też, że częściej, zwłaszcza po okresie intensywnych opadów śniegu, będą nieprzetarte. Jeśli nie macie doświadczenia w zimowych górskich wędrówkach, najlepiej jest wybrać najpopularniejszy wariant, czerwonym szlakiem z przełęczy Krowiarki. Przemawia za nim też to, że jeśli pogoda dopisze, oferuje najwięcej wspaniałych widoków.
Trzeba też pamiętać, że wejście zimą na Babią Górę zajmie najprawdopodobniej znacznie więcej czasu niż w bezśnieżnych okolicznościach. Nie chcemy kreować przekonania, że Babia Góra zimą, to prawie jak K2 albo co najmniej Rysy. Należy jednak pamiętać, że to zupełnie inne wyzwanie niż latem, wymaga więc odpowiedzialnego podejścia i przygotowania.
Przeczytaj też:

Babia Góra zimą podlega tym samym prawidłom co inne pasma górskie. Zimą zamyka się tam okresowo całe szlaki lub ich odcinki. Co roku zimą zamknięta jest Perć Akademików, najtrudniejszy odcinek szlaku prowadzący na Babią Górę. Wynika to z dużego ryzyka lawin i ekstremalnie trudnych w porównaniu z latem warunków. Szlak jest stromy i występują na nim sztuczne ułatwienia – łańcuchy jak np. na Orlej Perci. Okresowo mogą być zamykane także inne fragmenty szlaków, zależnie od panujących warunków.

Żółty szlak na północnych zboczach Babiej Góry, łączący tzw. Górny Płaj z czerwonym szlakiem pod samym szczytem Diablaka nazywa się Perć Akademików. Zimą jest zamknięty z powodu znacznego ryzyka lawinowego oraz dużego nastromienia całego szlaku. Nawet latem, kiedy ten jednokierunkowy, prowadzący tylko w górę szlak, jest dostępny, odradza się go mniej doświadczonym turystom. W najtrudniejszym miejscu trzeba pokonać dziesięciometrowy skalny próg – Czarny Dziób – gdzie zainstalowano łańcuchy. Zimą oblodzone skały byłyby iście alpinistycznym wyzwaniem, a każdy błąd groziłby poważnym wypadkiem.
Północne zbocza Babiej Góry są strome, a to oznacza, że zimą pojawia się tam zagrożenie lawinowe. Zdarza się, że lawiny schodzą aż do niebieskiego szlaku, Górnego Płaju, który trawersuje północne zbocze masywu. Nie trzeba wcale potężnych opadów, żeby pojawiło się ryzyko lawinowe, więc przed zimowy wyjściem na Babią Górę trzeba sprawdzić aktualny komunikat lawinowy na stronie GOPR.
Zamknięcie Perci Akademików na zimę nie oznacza, że można ją pokonać ostatniego dnia kalendarzowej jesieni albo w pierwszy dzień wiosny. Co roku decyzja jest podejmowana na podstawie warunków śniegowych. Zdarza się, że żółty szlak jest zamykany nawet jeszcze w listopadzie, a otwarcie ogłaszane jest dopiero na początku czerwca.

Zimą, Babia Góra, czyli cały masyw od przełęczy Krowiarki aż po Przełęcz Jałowiecką, to rejon gdzie występuje się zagrożenie lawinowe. Jest zupełnie realne, i pojawia się co roku. Najmocniej narażone są strome, północne zbocza po polskiej stronie całego masywu. Często zdarza się też, że lawiny schodzą po drugiej stronie, zagrażając zielonemu szlakowi. Wcale nie będzie więc przesadą zabranie ze sobą zimą na Babią Górę lawinowego ABC.
W połowie grudnia 2024 ratownicy GOPR odebrali wezwanie od turysty, którego nieco poniżej szczytu, właśnie na zielonym szlaku, przysypała lawina. Nie był w stanie sam się wydobyć, ale szczęśliwie udało mi się skorzystać z aplikacji Ratunek. To najtańsza polisa ubezpieczeniowa jaką możemy zabrać ze sobą w góry. Oczywiście najlepszym sposobem na uniknięcie kłopotów jest po prostu zmiana planów. Jeśli warunki pogodowe są niesprzyjające, albo przewidywane jest pogorszenie aury, lepiej wybrać inny cel. Ważne jest, aby nie lekceważyć ryzyka, i zdawać sobie sprawę ze skali zagrożenia.
Pogoda w kopule szczytowej Babiej Góry może być diametralnie inna od tego czego doświadcza się przed wyruszeniem na szlak. Na parkingu możecie wygrzewać się w słońcu, a w pobliżu szczytu będzie czekać na was mróz, wiatr i niemal zerowa widoczność.

Przygotowanie do wyprawy na Babią Górę zimą wymaga odpowiedniego sprzętu i odzieży. Za każdym razem należy spakować się adekwatnie do warunków i poniższy wykaz nie jest stuprocentowo wyczerpujący. To jedynie najbardziej podstawowe, absolutnie niezbędne elementy.

Zimą na Babiej Górze Przydatne mogą być też przydatne stuptuty, czyli ochraniacze na buty, które zabezpieczają je i nogawki spodni przed śniegiem. Warto zabrać też – jak na każde wyjście w góry niezależnie od pory roku, apteczkę. Zimą powinna znaleźć się w niej koniecznie folia NRC czyli tzw. koc termiczny. Choć schronisko znajduje się stosunkowo niedaleko od szczytu, weźmy ze sobą zapas jedzenia o wysokiej wartości energetycznej. Wystarczą batony energetyczne, mieszanka orzechów czy nieśmiertelna czekolada.
Przeczytaj też:

Jeśli mielibyśmy udzielić na to pytanie lakonicznej odpowiedzi, to brzmiałaby ona – Nie, to nie jest dobry pomysł. Wyprawa na Babią Górę zimą z dzieckiem może być po prostu zbyt trudna i ryzykowna. Zmienne warunki pogodowe, oblodzone szlaki, chłód i wiatr powodują, że nie da się tego porównać z letnią wycieczką na Królową Beskidów.
Istotny jest wiek dziecka i wasze wspólne zimowe doświadczenie w górach. Zabranie na Babią Górę 4- czy 5-latka, który nigdy nie był zimą w górach to po prostu nieodpowiedzialność. Nastolatek, który ma za sobą wiele górskich wędrówek o każdej porze roku zapewne odnajdzie się nawet w trudniejszych warunkach znacznie łatwiej. Nadal jednak, trzeba pamiętać, że to ktoś za kogo jesteśmy odpowiedzialni. Musimy mieć absolutną pewność, że wiemy jak postępować w krytycznej sytuacji, kiedy trzeba zadbać nie tylko o swoje, ale też o czyjeś bezpieczeństwo.

Babia Góra to zimą cel bardzo popularnych wśród miłośników skituringu. Narty skiturowe pozwalają na sprawniejsze niż w przypadku pieszej wędrówki pokonywanie zaśnieżonych szlaków. Najbardziej popularna jest, rzecz jasna, trasa czerwonym szlakiem z Przełęczy Krowiarki. Trzeba pamiętać jednak, że to nadal spora odległość i różnica wysokości. Wymaga to dobrego przygotowania technicznego i kondycyjnego. Babia Góra nie jest więc najlepszym wyborem na pierwszy skiturowy wypad.
Idąc na Babią Górę, poruszamy się cały czas po terenie Babiogórskiego Parku Narodowego. To oznacza, że nie wolno nam zbaczać z wyznaczonych szlaków turystycznych. BPN udostępnia jednak kilka szlaków do turystyki narciarskiej, właśnie z myślą o skiturowcach.
Strona wykorzystuje pliki cookies w celach wyłącznie statystycznych. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były instalowane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na wykorzystanie plików cookies. Dowiedz się więcej.