Są takie modele, do których człowiek przyzwyczaja się na tyle, że kolejną parę kupuje niemal z automatu. W moim przypadku od lat były to sandały Teva – proste, wygodne i wystarczająco uniwersalne, żeby zabrać je zarówno na wakacyjny wyjazd, jak i na codzienne chodzenie. Tym razem padło na Teva Hurricane XLT3. Czy to krok naprzód? Sprawdźmy.
To dla mnie ważny moment – zmieniłem sandały Tevy! Sandałów turystycznych tej amerykańskiej marki używam od wielu lat i mam z nimi duży problem. Mianowicie – sandały Teva uważam za praktycznie niezniszczalne. Konstrukcja pasków, które nie są w żadnym miejscu doklejane czy doszywane, tylko są integralną częścią podeszwy i przechodzą przez jej wnętrze, sprawia, że w praktyce nie sposób takiego buta uszkodzić.

Wbrew pozorom jest to rodzaj wady, bo człowiek czasem chciałby sobie kupić coś nowego, no ale trzeba zwalczać powszechny konsumpcjonizm. Po co kupować nowe, skoro starym nic nie dolega? I tak się człowiek męczy latami z jedną parą, a przed nosem przechodzi mu tak wiele ślicznych i proszących się o zakupienie nowych wersji modelu…
Sandały Teva
Głównym motorem ostatniej zmiany była dla mnie niewystarczająca amortyzacja. Proszę nie zrozumieć mnie źle – dotychczasowe są dobrze amortyzowane i wygodnie się w nich chodzi, jednak… z wiekiem człowiek staje się bardziej wygodny i coraz mocniej zaczyna doceniać komfort. Drugim czynnikiem, który mi czasami doskwierał była dosyć „gładka” podeszwa, która dawała się we znaki w bardziej błotnistych okolicznościach. Przez lata technologia poszła do przodu i nadarzyła się okazja na mały upgrade, który jak się okazało był strzałem w dziesiątkę.

W porównaniu do wcześniejszego modelu poprawie uległy oba parametry, na których mi najbardziej zależało – podeszwa w Hurricane XLT3 (po prawej) jest bardzo agresywna, z wyraźnie zarysowanym bieżnikiem. Zdecydowanie ułatwia to poruszanie po bardziej błotnistym terenie czy też podczas nagłej „wycofki” po załamaniu pogody.

Drugim elementem, na którym mocno mi zależało, była dobra amortyzacja i komfort chodzenia. To wbrew pozorom jest mniej istotne na trudniejszych szlakach, gdzie teren jest bardzo zróżnicowany i urozmaicony, a dużo bardziej daje się we znaki podczas wielogodzinnych „trekkingów” po miejskiej dżungli. Ten sam miarowy krok + nieustannie równe i płaskie asfaltowe i betonowe powierzchnie po paru godzinach potrafią się mocno dać w kość stopom, stawom czy kolanom. W tym względzie różnica pomiędzy Hurricane XLT3 i dotychczas posiadanym modelem jest kolosalna i najbardziej daje się odczuć po wielu godzinach maszerowania.

Na zdjęciu doskonale widać dużą ilość pianki EVA, która zapewnia niezrównaną wygodę. Pianka jest dosyć twarda, dzięki czemu nie będzie się tak szybko zużywać i zachowuje swoje właściwości przez długi czas. W praktyce przekłada się to na bardziej miękkie, przyjemniejsze odczucie podczas chodzenia – szczególnie na twardym podłożu. Dodatkowo, jak zapewnia producent (ale nie sprawdzałem tego fizycznie) wewnątrz podeszwy umieszczony jest specjalny nylonowy element konstrukcyjny, który ma stabilizować stopę i dopilnować, żeby buty nie były „kapciowate”.
Teva Hurricane XLT3 to bardzo uniwersalne sandały, które najlepiej sprawdzą się u osób szukających jednego, wszechstronnego modelu. Takiego, który równie dobrze poradzi sobie podczas kilkudniowego wypadu na citybreak, na spacerze leśnymi drogami, na plaży z brodzeniem w wodzie czy nawet w mniej wymagających górach. Są całkowicie wodoodporne. Można w nich bezproblemowo przechodzić górskie rzeki czy pływać w morzu z kamienistym, niewygodnym podłożem. Paski z recyklingowanego poliestru szybko schną, dzięki czemu zmniejszają ryzyko obtarć po zamoczeniu sandałów. Pomaga to również zachować wysoką higienę obuwia – można je łatwo przepłukać w umywalce czy też we wspomnianej rzece czy jeziorze.
Dużą zaletą (nie tylko modelu XLT3, ale generalnie wszystkich sandałów trekkingowych Teva) jest możliwość bardzo dokładnego dopasowania sandała do stopy za pomocą trzech rzepów oraz przemyślanego systemu pasków. Pozwala on regulować ich ułożenie w kilku miejscach (przy pięcie, palcach oraz podbiciu), dzięki czemu można dobrze dopasować obuwie do stopy i sandały nie przesuwają się podczas chodzenia.

Dodatkowo – może to drobna rzecz, ale dla mnie osobiście jest to istotne – w modelu zastosowano również materiały z recyklingu. Paski w 100% oraz około 30% gumy wykonano z materiałów pochodzących z recyklingu, dzięki czemu generujemy mniejszą ilość odpadów.
Moim zdaniem Teva Hurricane XLT3 są szczególnie interesujące, jeśli zależy Ci na połączeniu wygody codziennego sandała z cechami obuwia trekkingowego. Nie traktowałbym ich jednak jako pełnoprawnego zamiennika butów trekkingowych na wymagające szlaki – chyba że za takim wyborem stoi duże doświadczenie i świadomość jego ograniczeń. Ich największa siła to uniwersalność: miasto, wakacje, spacery, lekkie wycieczki w terenie i okazjonalna woda. Jeśli właśnie tak zamierzasz ich używać, Teva Hurricane XLT3 to bardzo dobry, optymalny wybór.

Najważniejsze cechy, na które warto zwrócić uwagę przy zakupie.
Test wykonał Marek Sosnowski.
Strona wykorzystuje pliki cookies w celach wyłącznie statystycznych. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były instalowane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na wykorzystanie plików cookies. Dowiedz się więcej.