Jeszcze parę tygodni temu byłem pewny, że nie potrzebuję już kolejnego plecaka. I w tym momencie przybył do mnie Osprey Talon 33. Szybko okazało się, że byłem w błędzie. Propozycja z USA znajdzie swoje stałe miejsce w moim górskim ekwipunku. Dlaczego? Już tłumaczę…
Biorę plecak do ręki i już od pierwszej chwili urzeka mnie jego prostota. Mam wrażenie, że nie ma tu niepotrzebnych elementów. Wizualnie jestem zadowolony, z pewnością doskonale zaprezentuje się na zdjęciach dołączonych do tej recenzji.

A teraz do rzeczy. Ocenę plecaka Osprey Talon 33 zaczynam od systemu nośnego. Od pewnego czasu miewam problemy z odcinkiem lędźwiowym kręgosłupa, więc dobre dopasowanie bagażu do ciała ma dla mnie kluczowe znaczenie. Dawno temu potrafiłem zmagać się przez parę dni z niezgrabnym 14-kilogramowym plecakiem pożyczonym od brata, wędrując po Tatrach. Dziś nie mogę sobie tego wyobrazić.
Z radością przywitałem zatem regulowane w pionie pasy ramienne. Dla osoby wysokiej ma to naprawdę ogromne znaczenie. Dzięki temu pas biodrowy mogę dopasować bardzo precyzyjnie do bioder. Co ważne, pasy ramienne nie zmieniają swojego położenia w czasie marszu. A niestety nie jest to reguła, bo w jednym z nosideł turystycznych miałem z tym ogromny problem.

To nie koniec dobrych wiadomości z dziedziny dopasowania. Długość pasów ramiennych można dodatkowo regulować jeszcze w dwóch miejscach. Całości obrazu dopełnia regulowany pas piersiowy, który pozwala także na wybór wysokości zawieszenia. W rezultacie plecak bardzo dobrze przylega do mojego ciała. Pierwszy egzamin zdany zatem celująco!
Oczywiście w plecaku górskim kluczowa jest komora główna. W końcu to tam pakujemy zdecydowaną większość swojego ekwipunku. Osprey Talon oferuje nam główną komorę, która jest bardzo prosta. W środku znajduje się przegroda na bukłak i dużo przestrzeni bagażowej. Nie ma tutaj dodatkowych kieszonek, organizerów czy klipsów. Dla mnie to bardzo dobry kierunek. Komora jest wystarczająco duża, żeby pomieścić bagaż na weekendowy wyjazd. Powiem więcej, w czasach fast&light znajdą się osoby, które Osprey Talon 33 zabiorą nawet na dłuższe wyjazdy. Oczywiście, jeśli nie planują korzystać z namiotu.
No dobrze, ale w tym miejscu przyznam się do jednego rozczarowania. Drobnego, ale mającego dla mnie znaczenie. Brakuje mi dodatkowego dostępu do komory głównej – idealny byłby od dołu, ale nie pogardziłbym również zamkiem od strony frontowej. W mojej praktyce życia outdoorowego nie lubię, kiedy muszę wyciągać 10 przedmiotów, aby dostać się do śpiwora albo innej rzeczy ulokowanej w dolnej części plecaka.

Jest tutaj oczywiście znacznie więcej kieszeni. Zacznijmy od zapinanych kieszonek na pasie biodrowym. To klasyka, wykorzystywana w bardzo wielu podobnych modelach. Dla mnie głównym kryterium ich oceny jest możliwość bezproblemowego włożenia smartfona. Nie jest to standard, w niektórych konstrukcjach muszę się solidnie namęczyć, aby większe urządzenie ulokować w tym miejscu. W Osprey Talon 33 nie ma z tym najmniejszego problemu. To zaś oznacza, że zmieszczę tam również parę batoników energetycznych czy paczkę chusteczek. W końcu kieszonki znajdują się po obu stronach.

Kolejne kieszenie radzą sobie równie dobrze. Boczne mieszczą duże butelki z wodą, z przodu umieszczam kurtkę przeciwdeszczową, natomiast kieszonki po zewnętrznej i wewnętrznej stronie klapy radzą sobie z mniejszymi przedmiotami, takimi jak klucze czy przekąski. Podsumowując zatem, w temacie kieszeni Osprey Talon 33 w pełni zaspokaja moje potrzeby.

Jak wiemy, fani outdooru dzielą się na zwolenników softflasków albo bukłaków. Dla tej drugiej grupy mam bardzo dobrą wiadomość. Osprey Talon 33 pomieści nawet spory, 3-litrowy pojemnik na wodę. Zastosowano tutaj klips HydraClip, który dodatkowo stabilizuje bukłak, utrzymując go w pozycji pionowej. Nie ma się tutaj do czego przyczepić.
Jedźmy dalej. Od zawsze nieproporcjonalnie dużą uwagę przywiązuję do konstrukcji panelu tylnego. Z dwóch powodów. Z jednej strony pamiętam niezgrabne plecaki górskie z czasów wczesnych lat dwutysięcznych, kiedy nieroztropne rozłożenie bagażu skutkowało pojawieniem się wybrzuszeń wbijających się w plecy. Drugą kwestią są natomiast pocące się plecy. Kto kiedykolwiek wędrował w lipcu przez bieszczadzkie połoniny, ten na pewno wie, o czym mówię.

Być może projektanci Ospreya mają podobne doświadczenia życiowe, ponieważ tylny panel doskonale wpisuje się w moje oczekiwania. Jest odpowiednio usztywniony, utrzymując pożądany kształt nawet przy pełnym plecaku. Z drugiej strony nie najgorzej radzi sobie w temacie wentylacji. Mamy w tym miejscu siatkę, która jest dobrym rozwiązaniem na wysokie temperatury. Efekt? Moje plecy nie dawały niepokojących sygnałów w czasie parogodzinnej wędrówki. To wszystko jest zasługą opatentowanej technologii AirScape™. Dzięki specjalnej siateczce, którą są pokryte pasy ramienne, nie miałem również problemów z nadmierną potliwością w okolicy ramion.

Jeśli miałbym wskazać rodzaj materiału, który najbardziej kojarzy mi się z plecakami i torbami, to byłby to właśnie ten wykorzystany w Osprey Talon 33. Producent postawił tu na dobrze znane włókna. Zaglądam do specyfikacji i widzę, że jest to nylon w splocie ripstop 100D. To bardzo wytrzymałe rozwiązanie. Dół został dodatkowo wzmocniony, co powinno pozwolić na bezproblemowe stawianie plecaka na skałach czy innym problematycznym podłożu.
Przyznam się teraz do najdziwniejszego momentu mojego testu. Mianowicie wylałem na plecak szklankę wody. I czekałem. Werdykt? Jest dobrze. Impregnacja DWR chroni wnętrze przed niewielkimi ilościami wody. Dlatego w lekkim deszczu wędrówka z Osprey Talon 33 nie będzie skutkować przemoczonym bagażem. Niestety, przy ulewie konieczne będzie skorzystanie z dodatkowego rozwiązania, bo do plecaka nie jest dołączony pokrowiec przeciwdeszczowy. To detal, ale warto o tym pamiętać przy niepewnej pogodzie.

Przyznam szczerze, że nie należę do regularnych użytkowników kijów trekkingowych. Na potrzeby recenzji przetestowałem jednak możliwości mocowania. Nie przedłużając, uważam, że zostało to rozwiązane w sposób perfekcyjny. Gumki przy pasach ramiennych pozwalają na bardzo silne dociągnięcie, dzięki czemu kije pozostają stabilne. Z drugiej strony, łatwo można je wyciągnąć i włożyć z powrotem, co na górskim szlaku ma fundamentalne znaczenie. Prawdę mówiąc, nie spotkałem się jeszcze z lepszym rozwiązaniem tego problemu w plecakach górskich. Co więcej, kije można przymocować także od strony frontowej, co daje użytkownikowi jeszcze większe możliwości. W sezonie zimowym, czego oczywiście nie miałem okazji przetestować, plecak pozwala również na przytroczenie czekanów.

Do tej pory wydawało mi się, że plecak o tej pojemności nie jest mi potrzebny. Jednak AD 2026 zmieniam zdanie. Dla mnie to perfekcyjna opcja na weekendowy wyjazd, z jednym lub dwoma noclegami. W czasach studenckich, kiedy nie wiedziałem jeszcze, czym jest styl fast&light, miałbym problem z pomieszczeniem tutaj bagażu na wyjazd z noclegiem. Teraz wiem jednak, że pojemność 33 litrów jest wystarczająca, szczególnie w sezonie wiosenno-jesiennym, kiedy nie muszę zabierać wielu ubrań. Ogromnym atutem jest dla mnie również możliwość tak precyzyjnego dopasowania do ciała, co z pewnością docenią wszystkie osoby wysokie, a także te mające problemy z kręgosłupem. Zaliczam się do obu grup, więc wiem, co mówię!
Na zakończenie warto dodać, że model Osprey Talon posiada również wersję damską, która nazywa się Tempest. To konstrukcja niemal bliźniacza, ale uwzględniająca damską anatomię. I jeszcze jedno. Warto wiedzieć, że plecaki z rodziny Talon występują również w innych pojemnościach.
PLUSY:
MINUSY:
Test przeprowadził Marek Nawrot.
Strona wykorzystuje pliki cookies w celach wyłącznie statystycznych. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były instalowane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na wykorzystanie plików cookies. Dowiedz się więcej.