16.07.2025

Z plecakiem przez Beskid Śląski – test plecaka Mammut Ducan Spine 28-35

Szukając plecaka, który sprawdzi się w realnych warunkach - nie tych z katalogu, tylko takich, gdzie człowiek poci się pod górę, śpi pod tarpem, a potem wraca w błocie - trafiłem na Mammut Ducan Spine 28-35. Nie szukałem wielkiego transportera na tydzień w Kaukazie, tylko czegoś elastycznego na 1-2 dni, z możliwością rozbudowy pojemności i systemem nośnym, który nie zniszczy mi kręgosłupa przy pierwszym podejściu.

                       

Miałem już kilka plecaków, które wyglądały świetnie na zdjęciach, ale w terenie okazywały się udręką. Uwierały, grzały, albo wszystko w nich było głęboko schowane niczym sens w opowieściach Davida Lyncha. Chciałem czegoś innego. Praktycznego. I po kilku testach mogę powiedzieć, że Mammut Ducan Spine 28-35 nie jest rewolucją, ale to bardzo sensowny plecak – z kilkoma genialnymi patentami i jednym haczykiem.

Test plecaka Mammut Ducan Spine 28-35.
Mammut Ducan Spine 28-35 – idealny na szybkie wypady, gdy liczysz każdy gram, ale nie chcesz rezygnować z komfortu. (fot. Przemysław Garkun)

Bez przedłużania – Mammut Ducan Spine 28-35 w akcji

Jeśli coś ma działać w górach, musi przejść próbę ognia albo przynajmniej kilka dni w terenie – z podejściami, nocowaniem i codziennym pakowaniem wszystkiego od nowa. Plecak Mammut Ducan Spine 28-35 nie miał lekko – poszedł ze mną na szlak bez taryfy ulgowej.

Test plecaka Mammut Ducan Spine 28-35.
Niepozorny z wyglądu, solidny w terenie. Ten plecak zaskoczył mnie już po pierwszym kilometrze. (fot. Przemysław Garkun)

Trasa nr 1 – Stary Groń, biwak i powrót przez Grabową

Na pierwszy ogień poszła dwudniowa wycieczka z nocowaniem. Klasyk w Beskidzie Śląskim: Brenna – Stary Groń – Grabowa – Kotarz – Hala Jaworowa – powrót do Brennej. Start z rana, plecak spakowany na biwak pod chmurką: tarp, śpiwór, mata, ciuchy, jedzenie, woda plus napoje, trochę sprzętu kuchennego, tym razem bez termosu.

Już po pierwszym podejściu wiedziałem jedno: obietnice producenta to nie ściema. Plecak pracuje razem z biodrami – dosłownie. Nie ciągnie do tyłu, nie blokuje kroku, nie rzuca się na krzyż jak dzieciak w furii. Przy marszu z kijkami czułem, że cały ciężar jest rozłożony sensownie i to bez dodatkowej regulacji co 5 minut. To nie jest system nośny dla fanów pancernych stelaży, ale dla mnie – kogoś, kto lubi chodzić dynamicznie – to był strzał w dziesiątkę. Szczerze mówiąc, od samego patrzenia byłem zadowolony.

Test plecaka Mammut Ducan Spine 28-35.
Długa trasa? Ten system nośny naprawdę działa – Mammut Ducan Spine 28-35 świetnie współpracuje z każdym ruchem. (fot. Przemysław Garkun)

Na górze – szybki rozstaw tarpika, kolacja z termosu od kolegi i noc z widokiem na nic, bo ciemno. Pojemność 35L wystarczyła na styk, ale ja osobiście zawsze zabieram zbyt wiele sprzętu. Nie zmieścisz tu dodatkowego kocyka i trzech par skarpet na zmianę. To plecak dla tych, którzy wiedzą, czego naprawdę potrzebują.

Dzień drugi: Grabowa, Kotarz, Hala Jaworowa

Zwinąłem biwak i ruszyłem dalej. Pogoda? Wczesnowiosenna klasyka latem – trochę błota, trochę wilgotno, ale po godzinie upał. Na Kotarzu plecak w dalszym ciągu nie dawał znać o ciężarze. Pomimo że poprzedniego dnia ważył około 15 kg.

Dostęp od dołu do komory głównej? Rewelacja. Szczególnie podczas biwakowania i chowania odzieży na zmianę na sam dół plecaka. Podobnie z kieszeniami na pasie biodrowym – nie są ozdobą, tylko naprawdę mieszczą rzeczy. Telefon (ma taką specjalną kieszeń na niego), baton, rękawiczki – wchodzą bez wciskania na siłę.

Test plecaka Mammut Ducan Spine 28-35.
Bez kombinowania – boczna kieszeń z zamkiem w Ducan Spine 28-35 to mały detal, który robi dużą różnicę. (fot. Przemysław Garkun)

Plecak schodził razem ze mną przez Halę Jaworową do Brennej. Na koniec dnia czułem zmęczenie w nogach, ale plecy i ramiona miały się dobrze, a to najlepszy możliwy komplement.

 Trasa nr 2 – Szyndzielnia – Klimczok – powrót do Bielska Białej

W takiej konfiguracji plecak miał dużo luzu, ale i tak sprawiał wrażenie wypchanego, chociaż nie po same brzegi. Dzięki regulowanemu kominowi mogłem go dobrze dopasować. Nic nie latało, nic nie uwierało. To jeden z niewielu plecaków, które trzymają formę, nawet gdy są tylko w 50% zapakowane.

Test plecaka Mammut Ducan Spine 28-35.
Mammut Ducan Spine 28-35 – idealny balans między „ma być lekko” a „wszystko musi się zmieścić”. (fot. Przemysław Garkun)

Test plecaka Mammut Ducan Spine 28-35, czyli o zaletach i wadach

  • Stelaż – jest lekki i genialnie wprowadza dystans pomiędzy użytkownika a plecak
  • Dostęp do wnętrza od spodu – genialny patent, szczególnie gdy masz tarp rozłożony i nie chcesz wszystkiego rozgrzebywać
  • Mnóstwo kieszeni – mniejszych, większych i ta siateczka z szybkim dostępem z przodu plecaka
  • Pojemność regulowana z 28 do 35L – idealna na 1–2 dni
  • Wentylacja pleców – siateczka działa dobrze, nawet w cieplejszy dzień nie czułem się jak z piekarnikiem na plecach
  • Pokrowiec przeciwdeszczowy – dołączony do kompletu
  • Waga – bardzo niska
  • Miejsca na butelki, softflaski, żele na pasach ramieniowych – świetne rozwiązanie, mieściłem dwie butelki 0,5 l. Nie musiałem ściągać plecaka, by wyjąć wodę

Test plecaka Mammut Ducan Spine 28-35.
Mammut Ducan Spine 28-35 ma kieszenie tam, gdzie ich potrzebujesz. I jeszcze jedną na zapas. (fot. Przemysław Garkun)

I trzy minusy:

  • Jasny kolor – nie każdemu może pasować
  • Pas biodrowy – potrafił od czasu do czasu dać się we znaki. Nie od razu czuć jak się zaczyna wbijać w kości biodrowe
  • Cena – to nie jest tani plecak, ale przynajmniej wiesz, za co płacisz

Test plecaka Mammut Ducan Spine 28-35.
Zmiana pogody? Zero zmartwień – model wyposażono w przeciwdeszczowy pokrowiec. (fot. Przemysław Garkun)

Test wykonał dla Was Przemysław Garkun.

                 

Udostępnij

W Temacie

Strona wykorzystuje pliki cookies w celach wyłącznie statystycznych. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były instalowane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na wykorzystanie plików cookies. Dowiedz się więcej.