12.08.2026

Poczuj Flov – test odzieży bambusowej

Ubrania, kto ich nie lubi? Może są i tacy, jednak nie da się ukryć, że ubrać się wypada. A co jest najważniejsze w ubiorze? Cóż, sama marka Flov często podkreśla w informacjach o swoich produktach, że najważniejszy jest materiał i tkaniny. Ba! Peany mogliby pisać o wiskozie bambusowej, ale co się dziwić, skoro głównie na niej oparty jest ich produkt. Jednak podkreślają, że liczy się również styl i wolność. Jak to działa w praktyce?

                       

Specjalnie przetestowałem cały komplet ubrań Flov, od bluzy, koszulek, spodni aż po skarpety. Jak się sprawdziły w mojej kempingowo nadmorskiej przygodzie? I co ważniejsze – czy doznałem maxxingu ciuchowego, a moja szafa doznała glow up?

Flov

Flov, czyli z kim tu w ogóle mamy do czynienia?

Flov jest polską marką (tutaj film z Mariuszem Pudzianowskim krzyczącym „Polska górą”), która oferuje ubrania na co dzień, ale również na niecodzienne, nieplanowane podróże, spontaniczne wypady ze znajomymi, czy samotne wypady Jak wcześniej wspominałem, ubrania od Flov składają się głównie z wiskozy bambusowej, której najważniejszą cechą jest lekkość, oddychalność, elastyczność, ograniczenie pochłaniania zapachu i naturalna ochrona UV.

Pierwsze wrażenie

Ale zanim o samych ubraniach opowiem, warto wspomnieć, w jaki sposób producent pakuje i przygotowuje ubrania na nasze pierwsze spotkanie z nimi. Bluza oraz spodnie zostały zapakowane w duże, porządne worki z zamknięciem strunowym. Za to koszulki zapakowane są w niskie, dość grube kartony z pokrywką, które dają wrażenie otwierania prezentu. W środku czeka wielki list z podziękowaniami oraz nasza koszulka, idealnie ułożona, aż żal wyjmować i wygnieść.  

Każde z ubrań ma metkę przywiązaną długim sznurkiem, który bezproblemowo da się odwiązać. Dodatkowo każde opakowanie krzyczy do nas: „Ten ciuch jest z bambusu”. Widać, że postarano się o podarowanie nam produktu premium. Częściej takie zabiegi widzę w pakowaniu sprzętu elektronicznego, który zazwyczaj kupowany jest na parę lat. W tym przypadku ma to sporo sensu, bo Flov uważa, że kupujemy ubrania na więcej niż jeden sezon. Podoba mi się też kolorystyka samych opakowań, która różnymi odcieniami zieleni nawiązuje do bambusa i nie wygląda cliché.

Opakowania odzieży Flov.
(fot.

Eko z każdej strony

Co ciekawe i może też dla niektórych ważne, wszystkie opakowania są ekologiczne. Worki są zrobione ze skrobi kukurydzianej i w 100% biodegradowalne. Pudełka to karton z dodatkiem trzciny cukrowej, a do nadruków została użyta farba sojowa, dzięki czemu będzie łatwiej o zrecyklingowanie papieru. Wiadomo – wszystkie metki i listy to rzeczy, które też mogą spokojnie trafić do niebieskiego kosza. Ja sam jako typowy millenials zostawiłem sobie worki, bo przecież mogą się przydać, a na pudełka też miałem już jakiś pomysł (koniec końców trafiły na recykling).

Sznurki, które są przywiązane do metek to w zasadzie sznurowadła, a jak wiadomo, te się zawsze gdzieś przydadzą – jak kable, które ojciec trzyma od 30 lat na strychu. Informacje o składach opakowań i potrzebne certyfikaty opisane są na pudełkach, a Flov samo z siebie informuje, że zwraca uwagę na każdy etap powstawania produktów i współpracuje z partnerami posiadającymi certyfikaty potwierdzające spełnianie określonych standardów środowiskowych i społecznych. No i ja to naprawdę szanuję. Szczególnie, że widać, że to coś więcej niż tylko czcza gadanina. Już zdarzyło mi się kupić rzecz, która miała papierowy sznurek, bo jest „eko”, szkoda tylko, że była zapakowana w wielki plastikowy worek. W przypadku testowanej przeze mnie marki wierzę, że jest to istota jej bycia oraz coś bardzo ważnego.

Jak to zrobimy?

Trochę tych rzeczy do sprawdzenia mam. W skład zestawu odzież od Flov wchodzi:

Wszystko w rozmiarze XL. Testy przeprowadzałem w życiu codziennym: idąc do kina, wychodząc do parku czy do pubu, ale główny test został przeprowadzony w Kołobrzegu – na tygodniowym wyjeździe kempingowym.

Test odzieży Flov.
Flov Perris okazał się bardziej lekkim longsleevem niż klasyczną bluzą – i właśnie w takiej roli sprawdził się najlepiej. (Aneta Szymura-Daszkiewicz)

Na koncept talerzykowy i do Texasu

Wydaje mi się, że po moim wstępie jesteście w stanie zgadnąć, co łączy te ciuchy. Tak, jest to bambus. Ale oprócz tego ubrania Flov charakteryzuje krój – luźny regular, który nie krępuje ruchów. W sumie pozwolę sobie porównać to do rzeczy, które nosimy po domu. Te wygodne znoszone dresy czy ulubiona koszulka, która teraz jest dziurawa i służy za pidżamę. I z mojej strony to komplement. Naprawdę rzadko mi się zdarza założyć coś, co jest na mnie dopasowane i jednocześnie tak wygodne.

Nie jestem małym chłopakiem i dość często muszę nosić duże rzeczy, a te niestety na mnie wiszą. Tutaj mam idealny złoty środek. Kolejną rzeczą jest dość subtelny i minimalny design z kolorystyką, która pozwala łączyć ubrania na wiele sposobów. Dzięki temu nie dość, że ubrania Flov tak naprawdę są na każdą okazję, to też na każdą porę. Są po prostu uniwersalne. Pasują na kemping i na glamping, mogę w nich iść na grilla na działkę i do konceptu talerzykowego na Kazimierzu.

Test odzieży Flov.
Prosty krój i stonowane kolory – właśnie za tę uniwersalność polubiłem ubrania Flov. (fot. Aneta Szymura-Daszkiewicz)

Osobiście wolę mieć parę ubrań, których mogę używać przez cały rok, niż stos ciuchów, w których znajduje się ta kwiecista koszula, którą warto założyć tylko w lato (a dodatkowo była modna dwa lata temu). Jak już mówimy o modzie, to widać, że są to ubrania, które, jeśli zostawię na 10 lat w szafie, to będę mógł podarować je moim dzieciom i bez wstydu by w nich chodziły. No i to też jest duży plus Flov. Czy założy je 16-latek i będzie śmigał na desce, czy 36-latek i pójdzie na plażę – obaj będą wyglądać w nich po prostu dobrze.

Koszulka Flov Yuba

Zacząłem w niej chodzić na początku upałów w Polsce. Chyba nie było lepszej okazji, żeby ją sprawdzić. Skończyło się na tym, że została moją codzienną koszulką na takie dni. Przede wszystkim niesamowite jest to, jak ta koszulka jest lekka i jednocześnie nie sprawia wrażenia, że za moment się podrze. Bardzo przyjemna w dotyku i na ciele. Po całym dniu chodzenia, podróży autobusem do miasta, 2 godzinach w kinie i powrocie koszulka ciągle była lekka i na swój sposób świeża.

Kojarzycie pewnie moment, w którym bawełniana koszulka zaczyna być ciężka i człowiek czuje się jakby założył kolczugę. Ja kojarzę, a tutaj takiego uczucia nie było. To zapewne dzięki dobrej oddychalności koszulki, która pozwalała na odparowanie potu. Tak samo dobrze sprawdziła się w Kołobrzegu na parogodzinnym spacerze po mieście, na molo czy po prostu na kempingu o poranku. Za każdym razem miałem to uczucie świeżo założonej koszulki.

Test odzieży Flov.
Wysoka temperatura była dla Yuby najlepszym testem – i właśnie wtedy polubiłem ją najbardziej. (fot. Aneta Szymura-Daszkiewicz)

Po powrocie z plaży nie czułem potrzeby, żeby ją zmieniać. Całe szczęście moja rodzina i osoby mające namiot obok, też nic nie czuły. Jest to na pewno plus w momencie, gdy ktoś chce pojechać na weekend czy dłuższy trip i spakować jak najmniej, nie martwiąc się o to, że zaraz skończymy z przepoconymi, źle pachnącymi rzeczami. Żałuję, że nie zdążyłem sprawdzić jej na treningu biegowym. Ale może niech to, że myśl o bieganiu w niej narodziła się w mojej głowie, będzie potwierdzeniem potwierdzeniem tego, jak ta koszulka świetnie pracuje w gorące dni.

Test odzieży Flov.
Nie trzeba tu specjalnej okazji. Zakładasz i po prostu jedziesz, gdzie cię akurat poniesie. (fot. Aneta Szymura-Daszkiewicz)

Bluza bez kaptura Flov Perris

Byłem w Kołobrzegu, gdy temperatury nad morzem wahał się od 32 do 25 stopni. Wieczorem bywało chłodno i myślałem, że bluza bez kaptura się sprawdzi. Niestety, „nazywanie jej bluzą to trochę za dużo. Jest to longsleeve, który lepiej sprawdza się w ciepły poranek, niż w chłodny wieczór.

W zasadzie mogłem w niej chodzić zamiennie razem z Yubą. Pasowałoby mi to, bo lubię włożyć longsleeve do krótkich spodenek. Jednak podobnie jak koszulka, jest on cienki i lekki i chyba z tym miałem problem. Dla mnie longsleeve powinien być odrobinę grubszy i być czymś pomiędzy bluzą a koszulką, ale może to tylko mój mindset. Mógłbym jednak spokojnie powtórzyć teraz te same zalety co przy T-shircie. Wybór między tymi dwoma zależy raczej od tego, co masz dziś ochotę włożyć przy 23 stopniach. Myślę, że dzięki właściwościom wiskozy z bambusa, można ją porównać do klasycznych koszulek anty UV. Osobiście – tak ją stosowałem.

Test odzieży Flov.
Longsleeve Flov Perris – na chłodny wieczór za cienki, ale do porannej kawy przed namiotem – jak najbardziej. (fot. Aneta Szymura-Daszkiewicz)

Bluza z kapturem Flov Aptos Hoodie

No i to jest bluza. Ta mnie chroniła: przed chłodem, przy wieczornym gotowaniu w plenerze, przy wietrze na plaży, czy nocą, gdy na hamaku nadrabiałem płyty ulubionych zespołów. W przeciwieństwie do wyżej wymienionych testowanych produktów, ta jest ocieplana. Ciągle mnie zaskakuje, jakie te ubrania są po prostu lekkie. Bluza Flov Aptos Hoodie w dotyku wydaje się jednak gładsza. W jej przypadku udało mi się też odczuć, albo właśnie nie odczuć zmiany temperatury podczas schodzenia z wietrznej plaży na nagrzany asfalt. Nie miałem wrażenia, że teraz się w niej gotuje i nie czułem potrzeby jej ściągania.

Zostałem w niej tak naprawdę do nocy i pomimo chłodnych wieczorów – ciągle było mi w niej optymalnie. Kieszeń typu kangur jest duża i mogłem w niej spokojnie pomieścić muszelki, kamyczki, bursztyn czy tonę piachu i pluszaki dzieci. Kaptur jest taki jak lubię – duży i szeroki. Nie czuję, że zakładam czepek i mogę spokojnie udawać Assasin’s Creeda. Co mogę jeszcze dodać to to, że uwielbiam w niej to minimalistyczne logo oraz kolor. Minusem na pewno są kłaczki, które bluza potrafiła zostawić mi na spodniach.

Test odzieży Flov.
Flov Aptos to już pełnoprawna bluza – ciepła, osłaniająca i gotowa na nadmorski wiatr. (fot. Aneta Szymura-Daszkiewicz)

Spodnie turystyczne Flov Banao oraz spodenki Banao Shorts

Jedne są dłuższą wersją drugiej, albo krótszą pierwszej. Zależy, jak leży. Spodnie po paru minutach użytkowania w ogóle nie uciskały i nie uwierały. Po dłuższym spacerze musiałem je nawet czasem podciągnąć. Zaskoczył mnie guzik typu nap. Dużym plusem w obu spodniach są kieszenie. Są one duże, nie są przyległe do ciała i dodatkowo ukrywają się w nich zamki błyskawiczne, które prowadzą nas do drugich, tak samo dużych kieszeni. Oczywiście jest też kieszonka z tyłu.

Co najlepsze – nie widać po tych spodniach, że mają aż tyle miejsca do przechowywania (a ja lubię chować rzeczy po kieszeniach). Inna sprawa, że z ulgą wchodziłem na molo, chowając telefon do kieszeni z zamkiem błyskawicznym. Później na każdym spacerze już tam lądował.

Test odzieży Flov.
Flov Banao wyglądają dość zwyczajnie, dopóki nie zaczniesz odkrywać, ile rzeczy można poupychać w ich kieszeniach. (fot. Aneta Szymura-Daszkiewicz)

Powiem wprost, moje ulubione krótkie spodenki to spodenki sportowe. Są one moim najczęstszym wyborem latem. Od dziś dochodzą do nich Banao. To, że są lekkie, mają tyle kieszeni, świetnie wyglądają i pasują do reszty mojej garderoby powoduje, że mogą być moimi ulubionymi spodniami To samo dotyczy długich spodni. Bardzo cenię sobie wygodę, nieraz mi się zdarza jechać gdzieś w dłuższą trasę samochodem czy pociągiem z żoną i znajomymi, a następnie zwiedzać jakieś miasto od rana do późnego wieczora. Ja już na myśl o takich podróżach wiem, że zabiorę ze sobą któreś z tych spodni.

Test odzieży Flov.
Flov Banao mają być wygodne od rana do wieczora – i dokładnie tak sprawdziły się podczas wyjazdu. (fot. Aneta Szymura-Daszkiewicz)

Skarpety turystyczne Flov Supai Mid

Już kiedyś miałem okazję używać skarpet bambusowych i zawsze je sobie chwaliłem i polecałem innym. Doceniałem w nich fakt pochłaniania zapachu, ale na tym zalety się kończyły. W przypadku skarpetek od Flov można dodać o wiele więcej. Chyba najprzyjemniejsza i miękka faktura z całego tego zestawu odzieży. Nie czuć żadnej niepotrzebnej nitki.

Mamy tutaj też wzmocnienia na palcach i piętach, które są dla mnie dość ważne. Nie uciskają. Po ściągnięciu butów po 6-godzinnym spacerze ani ich nie czułem, ani nie czułem potrzeby ich ściągnięcia, ponieważ nie uwierały. Dodatkowo są bardzo przewiewne. Jak tak na nie patrzyłem, to miały vibe skarpet biegowych. Jest to kolejny produkt, który chciałbym przetestować w treningu biegowym (i w sumie – po prostu to zrobię).

Test odzieży Flov.
Skarpety brzmią jak najmniej ekscytujący element zestawu, a Supai Mid całkiem szybko udowodniły, że niesłusznie. (fot. Aneta Szymura-Daszkiewicz)

Flov, mamy problem i jest on niestety me(c)h…

Dobra, tyle tu o przewiewności, lekkości i przyjemności, ale chyba nie jest tak, że nie ma tu żadnych problemów. Jest jeden i dotyczy każdego z tych produktów, może oprócz skarpet. Jak to mówi klasyk – „jest jedna rzecz…” i jest nią mechacenie się i kulkowanie (pilling) bluz oraz spodni. Producent zastrzega sobie na metce, że ich ubrania mają do tego skłonność. Uważam jednak, że jeśli mówimy o rzeczach, które mają być na więcej niż jeden sezon i służyć nam do turystyki rekreacyjnej, dużą wadą jest to, że po 3 godzinach z plecakiem widać otarcia i kulkowania w miejscach, gdzie przylegały pasy. Spotkało to każdy element z odzieży górnej. A jak ze spodniami? Między udami niestety taki pilling też wystąpił.

Test odzieży Flov.
Bambus miał być lekki, przewiewny i wygodny. Na kempingu dostał sporo okazji, żeby to udowodnić. (fot. Aneta Szymura-Daszkiewicz)

Rzeczy prałem według zaleceń producenta, delikatnie i w 30 stopniach. Do prania wrzuciłem tylko bambus, żeby nie pokłócił się z resztą prania. Tym, co zostawił po sobie plecak i pralka, zajęła się moja elektryczna golarka do ubrań. Było lepiej, ale martwi mnie, ile jeszcze takich mechaceń mnie czeka i czy kiedyś się to skończy. Trudno mi powiedzieć czego to wina. Teoretycznie mechacenia powinny pojawić się dopiero po praniu, i dość nieczęsto, jeśli robimy to poprawnie. Czy jest to cena bycia eko?

Podsumowanie

Trochę się nabijałem z tego, że Flov peany może pisać o bambusie, ale prawda jest taka, że po przygodzie z ich ciuchami ja też mogę to robić. Doceniam w nich to, że są luźne i wygodne, że wyglądają jakby miały przetrwać okres modowy i wyglądać dobrze przez lata. Uwielbiam to, jakie są uniwersalne. Będąc pod namiotem na kempingu, nie czułem się w nich jak bogol. Idealnie wpisywały się w ten klimat namiotowo-kamperowy, a jednocześnie mógłbym z marszu iść w nich na Sunrise do Amfiteratru. Wszystkie te zalety wiskozy bambusowej się sprawdziły i sam stałem się fanem bambusa. Bardzo lubię minimalizm w ubraniach, a Flov mi go dostarcza. Trochę żałuję, że mały napis „flov” na Yubie jest nadrukiem (z soy ink), a nie jest wyszyty. Póki co widać go nadal po paru praniach. Zobaczymy, ile ich przetrwa.

Test odzieży Flov.
Po kilku dniach z Flov bambus przestał być dla mnie tylko materiałem z metki – zacząłem rozumieć, skąd cały ten zachwyt. (fot. Aneta Szymura-Daszkiewicz)

Co do samego prania, mogę uspokoić, że ciuchy się nie skurczyły i ciągle są wygodne. Pisząc ten artykuł siedzę w Yubie i zaraz będę w niej lepił pierogi, bo pomimo ciepła jest mi w niej po prostu wygodnie. Wiem, że mechacenie i kulkowanie pojawiło się dość szybko i szczerze trochę mnie zdenerwowało, no bo taki piękny zapakowany przyszedł, tyle mi obiecali przygód wspólnych, tak wyglądał premium. Ale jestem w stanie to przełknąć na rzecz tego co mi te ubrania oferują.

Chcę wierzyć, że będą na dłużej niż jeden rok, a o pillingu na nich będę myślał, jak o małych artefaktach z przygód. Ja sam raczej szybko przywykam do takich rzeczy. Jednak osoby nieco bardziej wrażliwe na detale niech mają to na uwadze. Polecam serdecznie każdej osobie, która docenia wygodę, swobodę i lekkość. Dla tych, którzy dużo podróżują, chodzą na długie wycieczki, zwiedzając muzea i zabytki. Polecam je również na kempingi i wyjazdy kamperem, czy zwykłe wyjścia do parku. Myślę, że to ubrania bardziej dla zwykłych osób, lubiących aktywnie spędzić czas niż dla sportowych świrów i górskich maniaków. Są to też świetne ubrania dla osób, które bycie eko traktują na poważnie. Ja poczułem flow i różnicę i niech to flov zostanie ze mną na dłużej.

PLUSY:

  • Regularny krój
  • Luźne i przewiewne
  • Uczucie świeżości po intensywnych gorących dniach
  • Prawdziwe eko, a nie jakieś udawańce 😉
  • Uniwersalne na każdą porę i okazję
  • Prawdopodobnie ponadczasowy look
  • Duża LICZBA kieszeni w spodniach
  • Wszystkie zalety wiskozy bambusowej

MINUSY:

  • Szybkie objawy pillingu przy zwykłym użytkowaniu z plecakiem
  • Longsleeve – nie na takie chłodne dni

Test wykonał Kajetan Dzaszkiewicz.

                 

Udostępnij

W Temacie

Strona wykorzystuje pliki cookies w celach wyłącznie statystycznych. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były instalowane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na wykorzystanie plików cookies. Dowiedz się więcej.