Osprey to jeden z wiodących producentów plecaków, nosidełek oraz gadżetów podróżnych. Firma szczyci się wysoką jakością i trwałością używanych przez siebie materiałów, dzięki czemu jej sprzęty mogą służyć latami. Jakość ta jest mi bardzo dobrze znana, gdyż od kilku lat wiernie i dzielnie na wszelkich wypadach biwakowych służy mi model Ariel 55 AG. Gdy w moje ręce wpadł Tempest Velocity 30, postanowiłam przekonać się, czy równie dobrze w boju sprawdza się lżejszy zawodnik ze stajni Osprey.
Pierwsze wrażenie wizualne jest bardzo pozytywne. Piękny wrzosowy kolor z pomarańczowymi akcentami, bardzo kobiecy i cieszący oko. Uwagę od razu przyciąga ciekawa konstrukcja w obrębie szelek, tworząca hybrydę klasycznego plecaka trekkingowego oraz kamizelki biegowej. Stanowi to świetne rozwiązanie dla miłośników szybkich jednodniowych wędrówek, biegów ultra z ekwipunkiem, jazdy na rowerze czy nawet akcji skiturowych. Plecak jest lekki i zgrabny, jednak czy faktycznie okaże się wygodny i funkcjonalny? Sprawdźmy to.

Model Osprey Tempest Velocity 30 udał się ze mną na dwie wycieczki trekkingowe po malowniczych szlakach Małej Fatry i Tatr. Plecak ten jest dosłownie naszpikowany szeregiem interesujących patentów.

W pierwszej kolejności uwagę przykuwa wspomniany już wyżej górny system nośny, budową zaczerpnięty z kamizelki biegowej. Przyznam, że szelki okazały się bardzo wygodne, nawet przy dość solidnym wypełnieniu plecaka nic nie uwiera w ramionach. Są szerokie i mają oddychającą siateczkę. Wyposażono je w dwie spore elastyczne kieszenie, mieszczące softflaski o pojemności 500 ml, kieszonkę z zamkiem na telefon komórkowy i dodatkową małą przegrodę.
Ja akurat flasków nie używałam, ale przegródki te wykorzystałam na schowanie drobiazgów, do których potrzebowałam szybkiego i łatwego dostępu. Wylądowały tam: okulary przeciwsłoneczne, pomadka do ust, telefon, chusteczki higieniczne oraz dwie ulubione przekąski. Na uwagę zasługują też dwa pasy piersiowe z płynną regulacją, stanowiące dodatkową stabilizację przy dynamicznych ruchach.

System nośny AirScape umożliwia łatwe oraz dokładne dopasowanie wysokości tułowia w zakresie 10 cm. Plecki pokryte są pianką EVA oraz siateczką. Nawet podczas bardzo intensywnego trekkingu na Małej Fatrze przy wysokiej temperaturze i pokonywaniu sporych przewyższeń czułam się komfortowo pod kątem wentylacji, pomimo przylegania plecaka do ciała.

Moją szczególną uwagę w tym modelu zwróciła kieszeń na system hydratacyjny, która tutaj jest umieszczona na zewnątrz tuż za panelem tylnym. Dla mnie jest to bardzo ważny element w wyposażeniu plecaka, gdyż podczas górskich wypadów korzystam w głównej mierze z tej formy nawadniania. Przyznam, że początkowo takie rozwiązanie wzbudziło moje obawy. Zastanawiałam się, czy po umieszczeniu pełnego bukłaka w dedykowanej kieszeni oraz wypełnieniu komory głównej ekwipunkiem, panel “wybrzuszy się” i będzie mnie uwierał w plecy.

Na szczęście nic takiego się nie wydarzyło i komora spokojnie zmieściła 2-litrowy bukłak. (Według producenta jest w stanie podołać nawet 3-litrowej pojemności.) W komorze głównej mogłam swobodnie umieścić m.in. lekką kurtkę przeciwdeszczową, apteczkę, czołówkę, prowiant, nakrycie głowy, butelkę z dodatkowym nawodnieniem. Na wycieczce w Tatry dla odmiany wylądowała ona w kieszeni bocznej.
Wspomniana komora główna jest dość pojemna i poza wymienionymi wyżej rzeczami spokojnie pomieściłaby dodatkowy sprzęt jak np. uprząż czy drobny szpej. Należy jednak pamiętać, że zalecana maksymalna waga załadunku tego modelu wynosi 11 kg. Przy większym obciążeniu może on już uwierać w plecy ze względu na swoją miękką konstrukcję. Górna część komina komory głównej pokryta jest wodoodporną powłoką DWR i jest zamykana za pomocą ściągacza oraz klapą zintegrowaną z przednią kieszenią. Przyznam, że rozwiązanie to nie przypadło mi do gustu. Wolę jednak, gdy plecak posiada standardową klapę na górze, w której można schować jakieś drobiazgi. Jednak w środku mamy kieszonkę na zamek i tam wylądowały klucze oraz portfel.

Do dyspozycji mamy także frontową elastyczną kieszeń z siateczki, w której możemy umieścić bluzę, kurtkę, a nawet kask. Poza tym, po bokach plecaka znajdują się dwie pojemne elastyczne kieszenie z siatki z dostępem z góry i z boku. W jednej z nich podczas trasy lądowały kijki trekkingowe, gdy nie były mi aktualnie potrzebne.

W plecaku przydałaby się opcja, umożliwiająca dostanie się do komory głównej z boku lub z dołu dla łatwego dostępu do rzeczy znajdujących się w głębi plecaka. Dodatkowym minusem jest brak w zestawie pokrowca przeciwdeszczowego, który należy sobie sprawić osobno, gdyż w wypadku ulewy plecak nie jest w stanie ochronić zawartości przed zmoknięciem.
Pas biodrowy jest bardzo ważnym elementem plecaka, bo to on pomaga stabilizować ciężar noszonego ekwipunku. Tutaj wygląda dość niepozornie., jednak przy odpowiednim ustawieniu plecaka i dopasowaniu wszystkich pasków, stabilizacja działała bez szwanku.

Pas biodrowy jest bezszwowo połączony z panelem tylnym i podobnie jak szelki zbudowany jest z przewiewnej perforowanej siateczki. Szerokie ramiona zapewniały mi komfort i oddychalność przy przemieszczaniu się. Zwieńczeniem są dwie kieszenie zapinane na zamek, gdzie możemy umieścić kolejne drobiazgi, do których potrzebujemy łatwego dostępu. Bez problemu mieści się tam smartfon o standardowej wielkości.
Na uwagę zasługuje również szereg zastosowanych w tym modelu troków i pasków. Zaskoczyły mnie umieszczone na dole plecaka paski, które mogą posłużyć do przytroczenia karimaty, a nawet bivibaga czy małego namiotu. Jednak przy wypadach jednodniowych (a do takich ten plecak jest przeznaczony) nie są one elementem ekwipunku. Dla mnie był to zupełnie zbędny element i paski musiałam skrócić, gdyż plątały się u dołu podczas marszu. Po bokach plecaka mamy do dyspozycji paski, które mogą posłużyć do przytroczenia dodatkowego ekwipunku. Przydatnym elementem są umieszczone na froncie troki, za pomocą których przymocujemy czekan (a nawet dwie dziaby) lub kijki trekkingowe.

Tempest jest wyposażony w słynny “ospreyowski” patent Stow-on-the-Go, dający możliwość szybkiego mocowania kijków podczas marszu, gdy potrzebujemy uwolnić ręce. Osobiście nie korzystałam z tej funkcji, na moich trasach nie było takiej konieczności.
Jako zwolenniczka marki Osprey w dotychczasowym wydaniu “na ciężko” muszę przyznać, że opcja “light” również przypadła mi do gustu. Model ten jak najbardziej sprostał moim wymaganiom i spisał się dzielnie na ciężkich trekkingach w upalnej aurze. Biorąc pod uwagę cały wachlarz patentów zastosowanych w Tempest Velocity 30, dzięki którym sprawdzi się on przy wielu aktywnościach, rzeczywiście mogę stwierdzić, że jest to plecak multifunkcjonalny.
PLUSY:
MINUSY:
Pokuszę się o stwierdzenie, że jest to model uniwersalny, odpowiedni zarówno na trekking jak i na wspin czy skitury, a także na rower, nie zapominając oczywiście o bieganiu. Jednak pamiętajmy przy tym, że nie będziemy w stanie wykorzystać wszystkich jego możliwości za jednym zamachem. Ze względu na lekką, bezstelażową konstrukcję, plecak jest w stanie udźwignąć zaledwie 11 kg, abyśmy wciąż czuli komfort podczas użytkowania.
Test wykonała Wioletta Daczkowska.
Strona wykorzystuje pliki cookies w celach wyłącznie statystycznych. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były instalowane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na wykorzystanie plików cookies. Dowiedz się więcej.