Wejście na Pik Lenina. Podcast z Łukaszem Superganem. | 8academy
10.12.2021

Wejście na Pik Lenina. Podcast z Łukaszem Superganem.

Pik Lenina (Lenin Peak) to jeden z najpopularniejszych siedmiotysięczników i obiekt westchnień wielu alpinistów. Jak się przygotować, jaką drogę wybrać - radzi Łukasz Supergan, który zdobył szczyt w 2021 roku.

                       

Czy Pik Lenina jest faktycznie łatwy?

Łatwość i trudność na Leninie jest często opisywana w innych miejscach niż one naprawdę się znajdują. Pamiętam opisy bardzo ciężkiego przejścia przez lodowiec, który w rzeczywistości jest bardzo łatwy technicznie. To nie jest Khumbu pod Everestem. Na Piku Lenina przejście lodowca zajmuje pół godziny. Czytałem opisy grani Piku Lenina, która była opisywana jako stroma brzytwa z przepaściami na obie strony. Gdy znalazłem się na tej grani, okazało się, że grań jest bardzo szeroka i łagodna. Oczywiście zbocza w pewnym momencie opadają i zamieniają się w strome ściany ale do tych uskoków jest bardzo daleko. Więc idziesz czymś, co, daruj porównanie, przypomina bardziej grań Czerwonych Wierchów. Jest jeden ślad, którym podążasz, wytyczony przez pierwszych ludzi tego dnia, ale grań ogólnie jest naprawdę szeroka.

Więc te trudności leżą gdzieś indziej. Janusz Gołąb pisał, że to góra łatwa. Ale on, ze swoim doświadczeniem, ma prawo tak powiedzieć. Na Leninie, nie ma żadnego wspinania. Jest krótki odcinek z poręczówką. Reszta to zaawansowana turystyka wysokogórska. Czekan, kijek, para raków i spacer w śniegu. Oczywiście musisz posiadać umiejętności przetrwania w takim środowisku. I to tutaj leżą prawdziwe trudności tej góry.

Spotkałem pod Pikiem Lenina kilkadziesiąt osób z Polski. Jeśli ktoś chce przełamać barierę 7000m n.p.m to prawie na pewno wybierze się właśnie tam. Dodatkowo wydaje mi się, że pewne lekcje które odebrałem na Piku Lenina mogą paradoksalnie przydać się na szczytach niższych. To może trochę odwrócenie kolejności, że doświadczenie z siedmiotysięcznika przekładasz na niższe góry. Zwykle jest przecież inaczej. Ale może to działać również w ten sposób. Siedem tysięcy to wysokość, która wymaga dosyć specyficznego przygotowania. Ono nie zajmie jednego sezonu. To piramida sukcesów w górach coraz wyższych. Ale na Piku Lenina spotykałem osoby, które tą piramidę budowały zbyt szybko lub na zbyt kruchych podstawach. Jeśli ktoś dojdzie do wniosku, że Pik Lenina nie jest dla niego, mimo, iż jest najłatwiejszym technicznie szczytem o tej wysokości, to jest to bardzo ważne. Trzeba znać swoje granice, wtedy można się skupić na właściwych rzeczach.

Jednak, współczynnik sukcesu jest dosyć mały. Na Pik Lenina wchodzi mniej więcej co trzecia osoba.

To dla mnie samego było bardzo dziwne. Bo kiedy myślisz o takiej górze to sądzisz, że trafią tam osoby świetnie przygotowane, czyli takie które zjadły zęby na cztero i pięcio tysięcznikach. A to nie musi tak wyglądać. Nawet na ośmiotysięczniki wchodzą osoby początkujące, bo są bardzo mocne fizycznie, mają opiekę Szerpów i korzystają z tlenu. Na Piku Lenina raczej nikt z tlenu nie korzysta. Dosyć sporo osób przyjeżdża pod opieką agencji, która jest takim kokonem, który cię otula i ułatwia wiele rzeczy. Agencja daje dużo bezpieczeństwa. Mam wrażenie, że często jadą tam osoby, które nie wiedzą z czym się mierzą. Były wcześniej tylko na Mt Blanc czy jakimś jednym pięciotysięczniku.

Tymczasem schemat aklimatyzacji na Piku Lenina jest dużo dłuższy i trudniejszy. Co więcej tam nie ma bazy, z której idziesz prosto na szczyt. Po drodze jest jeszcze baza wysunięta oraz obóz drugi i trzeci. Sama obecność wysokich obozów powoduje, że dużo więcej czasu zużywasz na “skakanie” po górze. Wyżej, niżej, jeszcze wyżej, zła pogoda, postój w bazie. Wysiłek fizyczny jest czasami równy presji psychicznej. Wejście na Kazbek, na przykład, to dwa dni podejścia do bazy, dwa, trzy dni w bazie i skok na szczyt. Po sześciu dniach jesteś z powrotem w dolinie. Na Piku Lenina dopiero po trzech tygodniach jesteś gotowy na start na wierzchołek. Ten ogrom akcji górskiej może psychicznie wytrącić kogoś z równowagi.

Spotykałem też osoby, które przychodząc na Pik Lenina miały energię tylko na “jeden strzał”. Podchodząc do obozu trzeciego widziałem ogromny wiatr na grani i grupę ludzi schodzących z trójki do bazy. Mówili mi, że próbowali wczoraj, ale wiatr był za silny i już koniec, schodzą. Niektórzy zawracają po pierwszym niepowodzeniu. Koniec końców siedem tysięcy to wysokość gdzie musisz mieć naprawdę dobrą wytrzymałość fizyczną. Mówię o wytrzymałości, która sprawi, że przez czternaście godzin akcji na dużej wysokości, nie ulegniesz wyczerpaniu. Coś takiego kształtujesz regularnym, dobrym treningiem. To góra, pod którą trzeba trenować.

Czemu wybrałeś się w najwyższe góry? Jesteś kojarzony w innymi aktywnosciami.

Z długich dystansów nie rezygnuję i mam nadzieję, że będzie ich jeszcze dużo. Ale góry wysokie były moją niespełnioną miłością przez lata. Karierę zaczynałem od trekkingów jako dziecko. Ale w pewnym momencie wsiąkłem we wspinaczkę sportową, potem w Tatry latem i zimą. Wtedy poczułem, że trzeba jechać w góry wysokie. Ale to się jakoś rozmyło. Zacząłem podróżować, zacząłem chodzić na długie dystanse. Góry wysokie były w tle ale zawsze działo się coś innego. Pomiędzy długimi przejściami wracałem, jako uczestnik, potem jako prowadzący, na Kazbek, Elbrus. W końcu powiedziałem sobie: przebijmy siedem tysięcy. To była ciekawość. Wysokie pięć tysięcy poszło mi dobrze. Ale siedem to przecież zupełnie inna rozmowa. Ciekawe jak się będę czuł? Nie zrezygnuję z długich przejść ale myślę, że przez dwa, trzy sezony chciałbym popróbować innych wysokich szczytów.

Jakie miesiące są najlepsze by zdobyć Pik Lenina?

Lipiec i sierpień. Choć są oczywiście zimowe wyprawy, ale to zupełnie inna opowieść. Zakładam, że każdy kto tam jedzie będzie korzystał z lokalnej infrastruktury. Bo warto. A ona jest dostępna tylko w te dwa miesiące. Okno pogodowe jest też dosyć wąskie. Wrzesień to już częste deszcze i opady śniegu. Większe zagrożenie lawinowe, inne temperatury, szczeliny po sezonie. W wakacje pogoda jest względnie stabilna, są bazy, jest też transport do bazy. Możesz liczyć na marszrutkę jadącą z Osz. 5-6 godzin w trasie i jesteś na miejscu. Bez tego wszystkiego cała logistyka staje się znacznie trudniejsza. Można robić dużo rzeczy na własną rękę. Ale te pierwsze rzeczy – pozwolenia, transport – warto wydać pieniądze i mieć to przygotowane. W miesiące letnie jest tam sporo ludzi, więc jeśli jesteś pierwszy raz na takiej wysokości, będziesz czuł się pewniej. Na górze będą obozy, na trasie będą ludzie.

pik lenina
Łukasz Supergan w studio 8academy (fot. 8academy)

Ile czasu trzeba mieć na zdobycie Piku Lenina?

Śliskie pytanie. Znam osoby, które wchodziły na szczyt czternastego dnia akcji górskiej. To oznaczało, że mają dobrą aklimatyzację. Ale podręcznikowo narysowany profil aklimatyzacji ma siedemnaście dni. Na tyle planowałem moją. Dyskutowałem o tym z Robertem Szymczakiem, lekarzem wysokogórskim. Pokazywał nam jak wyznaczyć taki profil. To proste jeśli już wiesz o co chodzi. Siedemnaście dni, licząc odpoczynki, powinna trwać sama aklimatyzacja. Czyli po trzech tygodniach masz szansę zejść ze szczytu. Przy założeniu, że pogoda jest dobra.

Ten sezon pokazał, że wystarczy zamieć śnieżna i trzeba doliczyć kolejny tydzień. My tak mieliśmy właśnie w bazie wysuniętej. To pułapka. Bo wiele osób jadących z agencjami ma bardzo sztywny kalendarz i wiedzą, że nie mogą przedłużyć wyjazdu. Robisz świetną aklimatyzację a potem grupa wychodzi, trafia na trudne warunki, przewodnik decyduje o powrocie i już nie masz czasu na kolejną próbę. Ja dałem sobie nieograniczony czas. Miałem bilet w jedną stronę. Wszedłem 26ego dnia pobytu w Kirgistanie.

Jakie przewyższenie jest do pokonania?

Baza jest na 3600m n.p.m. Gdy zrobisz pierwszą aklimatyzację, jesteś na 4400m. n.p.m, w jedynce czyli bazie wysuniętej. Większość czasu spędzisz właśnie tam. Stamtąd zostaje ci jeszcze ponad 2700m do szczytu Piku Lenina.

Pogoda jest raczej stabilna czy zmienna?

Powinna być stabilna. Byłem zaskoczony. Mój poprzedni pobyt w Pamirze to był trekking. Wędrowałem przez góry, gdzie przez całe dnie było granatowe niebo i piękna widoczność. Teraz spodziewałem się, że będzie podobnie. Jednak ten sezon był dziwnie niestabilny i trudny.

Co z wyżywieniem?

A ile masz pieniędzy? Ja korzystałem z najtańszego pakietu agencji, który kosztował 350USD. To była moja pomyłka. Ten pakiet załatwiał mi formalności, transport do bazy i z powrotem. Na miejscu mogłem być ile chciałem i mogłem to kształtować dowolnie. Ale najtańszy pakiet oznacza własne wyżywienie. Przywiozłem sporo jedzenia, zrobiłem też zakupy pierwszego dnia. Droższy pakiet oznacza, że możesz korzystać namiotów i z pełnego wyżywienia – trzy posiłki dziennie. To jest bardzo fajne. Oczywiście kirgiskie jedzenie może się wydawać monotonne. Ale masz prawdziwe ciepłe posiłki a nie w kółko liofy i owsianka. To duże urozmaicenie. Skorzystałem przez kilka dni i to dużo dawało. Dla mnie złotym środkiem było by skorzystanie z wyżywienia w bazie i jedynce ale przywiezienie jedzenia na samą akcję górską wyżej. To oznaczałoby, że przywożę znacznie mniej jedzenia. Ale każda agencja ma swoje warunki ceny, które warto dobrze sprawdzić. W najwyższym pakiecie, który kosztuje ponad 20.000pln masz przewodnika, tlen, namioty i pełne wyżywienie.

Jaką kondycję trzeba mieć?

Z kondycją i doświadczeniem to jest delikatna sprawa. Spotykałem osoby, które bez większego problemu weszły na Aconcaguę a na Piku Lenina miały już kolejna nieudaną próbę. Różnica wysokości jest niewielka. Jednak na Piku Lenina ciśnienie tlenu jest takie jak na 7300m n.p.m. Na Aconcagua jak na 6700m. n.p.m. Zamiast 200m różnica realna jest około 500m. To już dużo. To dodatkowy dzień aklimatyzacji. Co więcej, na szczycie Aconcagua możesz w dobry sezonie stanąć bez raków i czekana. Może nie być prawie w ogóle śniegu.

Pik Lenina wymaga mocno alpejskiego przygotowania. To oznacza umiejętność chodzenia po lodowcu, operowania sprzętem, asekuracji linowych w zespole, wyciągania ze szczeliny. Te trudności kondycyjne są inne niż na Aconcagua. Pik Lenina to zupełnie inna góra i klimat. Przestrzegałbym przed taką skróconą drogą: czuję się dobrze zimą w Tatrach to pojadę na Mt Blanc a potem na Pik Lenina. Ja bardzo doceniłem to co przeżyłem na Kazbeku i Elbrusie i wysokich trekkingach w Himalajach. Wyczucie własnej aklimatyzacji i rezerwy siły jest zupełnie inne. Dużo łatwiej czytasz sygnały swojego organizmu.

Jaki sprzęt trzeba mieć na Pik Lenina?

Linę, czekan, raki. Choć to wszystko może dostarczyć też agencja. Ja miałem swój sprzęt, namiot także. Błąd jaki popełniłem był taki, że przywiozłem tylko ten namiot. Nie chcąc dźwigać, zostawiałem do w dwójce lub trójce, gdzie przeczekiwał złą pogodę. W jedynce musiałem wynajmować, dość drogo, namiot agencji. Optymalnie jest mieć dwa namioty. Większy namiot bazowy i mały namiot wysokogórski.

Większość ludzi wchodzi na Pik Lenina drogą normalną?

Tak. Jeśli jesteś początkujący na tej wysokości to pójdziesz właśnie tędy. Dróg od strony kirgiskiej jest osiem, do tego warianty. Ale na pozostałych drogach musisz mieć świadomość, że będziecie sami. Musicie być samowystarczalni przez około trzy dni. I sami musicie poradzić sobie w razie kłopotów. Na helikopter nie ma za bardzo co liczyć. Na akcję z bazy też raczej nie. Wtedy trzeba wiedzieć co robić. Myślałem nawet, żeby po wejściu drogą normalną spróbować jeszcze drogi przez Skały Lipkina. Jest nieco trudniejsza, idzie bardziej na wprost, jest bardzo piękna. Myślę, że mógłbym ją zrobić samotnie, zabrakło mi jednak czasu. Te pozostałe drogi można robić mając odpowiednie doświadczenie w bardziej zaawansowanym terenie.

Na drodze normalnej pierwsza część to nudne moreny lodowcowe. Wędrówka po sypiących się piargach i głazach. Potem wchodzisz na lodowiec i zaczynają się trudności. Nie techniczne ale jest dużo szczelin i trzeba uważać, zwłaszcza przy podstawie ściany. W połowie sezonu szczeliny były już bardzo otwarte. Omijasz kilkanaście szczelin i znajdujesz się pod lodospadem. W zależności od sezonu, idziesz po grzbietach bloków skalnych i wychodzisz na około 4850m n.p.m. Tu zaczyna się dość stromy ale łatwy fragment lodowca. Nim dochodzisz do dwójki na 5300m n.p.m.

Z dwójki wychodzisz na grzbiet i podchodzisz na Pik Rozdzielnia. To 6130m n.p.m. To bardzo nużące i męczące podejście. Tam, pod szczytem, jest obóz trzeci. W teorii z niego masz tysiąc metrów. W praktyce jednak najpierw schodzisz na szeroką przełęcz tracąc ponad sto metrów. Więc realnie pokonujesz ponad 1200m przewyższenia. A tlenu jest mało. Trzeba zachować dobrą formę. Wyjść z trójki trzeba około pierwszej lub drugiej w nocy. Podejście na szczyt zajęło mi 10 godzin. Zejście to kolejne 5 godzin. Trzeba pamiętać, że grań na Piku Lenina jest łatwa ale podatna na bardzo silny wiatr. W razie załamania pogody nie masz gdzie uciec.

Normalnie przejścia między obozami zajmują jeden dzień. Zrobiłem raz tak, że z jedynki wyszedłem od razu do trójki pokonując ponad 1700m n.p.m. Następnego dnia byłem kompletnie zmęczony. Na tej wysokości już kiepsko spałem i nie mogłem się skutecznie regenerować.

Schodząc ze szczytu trzeba jeszcze podejść na Pik Rozdzielnia. To było wyzwanie. Zaliczyłem tam małą akcję ratunkową. Pomagałem wejść człowiekowi, który miał początki obrzęku płuc. To wciągnięcie go z przełęczy zajęło półtorej godziny. To pokazuje, że możesz iść długo na szczyt, zmęczyć się, a jednak powinieneś mieć jeszcze jakąś rezerwę, gdy trzeba komuś lub sobie samemu pomóc. Zejście do dwójki to kolejne trzy godziny. Trzeba mieć zapas sił.

Przed atakiem szczytowym na Pik Lenina da sie spać?

Na niższych górach spałem bez problemu. Tu śpisz na 6100m n.p.m. i to już nie jest dobry sen. Jest płytki, przerywany, niekomfortowy. Zobaczyłem, że drugi obóz to ostatnie miejsce, gdzie mogłem się wyspać. Gdy wychodzisz z dwójki do trójki to warto być w niej stosunkowo wcześnie, około 14:00, by na spokojnie zjeść, przygotować wodę na następny dzień i odpoczywać. Wyjście w nocy na szczyt to jak lunatykowanie, bardzo się nie chce.

Jaką odzież trzeba mieć na Pik Lenina?

Taką jak zimą w Alpach. Różnica jest niewielka. Inne są buty, są podwójne. Ja miałem Olympus Mons La Sportivy. Do obozu trzeciego można by dojść w butach pojedynczych. Wyżej sytuacja dramatycznie się zmienia. Gdy wychodziłem z trójki miałem na sobie wszystko z wyjątkiem kombinezonu puchowego. Noc i silny wiatr dawał odczuwalną temperaturę poniżej -30 stopni. Widziałem ludzi, którzy szli na szczyt w butach pojedynczych. To bardzo ryzykowne, łatwo można dostać odmrożenia.

Reszta odzieży to dobre, wypróbowane ubrania, te same, które zabrałbym na Mt. Blanc czy Kazbeka. Z jednym dodatkiem: bardzo duża kurtka puchowa. Miałem na sobie warstwę bielizny, dwie bluzy, na nie gruba syntetyczna kurtka. To mój standardowy zestaw. Gdy maszerowałem to było absolutnie wystarczające. Na postojach zakładałem jednak zawsze tą dodatkową warstwę: puchówkę i grube łapawice. W plecaku miałem też spodnie puchowe ale nigdy ich nie użyłem.

Czy są jeszcze inne szczyty, które warto zdobyć przed Pikiem Lenina?

Te o których już mówiłem. Szczyty pięcio i szeciotysięczne. Alpy, Kaukaz, Ameryka Południowa. Ta ostatnia jednak z tym zastrzeżeniem, że tamtejsze szczyty są zazwyczaj łatwiejsze technicznie. Ogólna zasada jest taka: trenuj to na co się wybierasz. Jeśli to Pik Lenina to trenuj w górach śnieżnych i zimnych. Paradoksalnie dużo można wytrenować zimą w Tatrach, jeszcze więcej w Alpach. Formę dobrze budować na zasadzie piramidy. Jeśli twoim celem jest ośmiotysięcznik to dobrze mieć za sobą dwa lub trzy wyjścia na siedmiotysięczniki. Jeśli celem jest siedmiotysięcznik warto zdobyć kilka cztero i pięciotysięczników. To pozwala nabyć wyczucia organizmu i pewnej rutyny.

Jak odbierasz samych Kirgizów i ich kraj?

Nie będę wchodził w politykę, bo jest dość trudna, dużo się tam dzieje. Ciekawe jest to, że wymiana władz następuje tam jednak w wyniku oddolnych ruchów i protestów. Jest tam, w moim odbiorze, najwięcej wolności wśród okolicznych, autorytarnych krajów rejonu. Kirgistan jest bardzo przyjazny turystycznie. Doświadczyłem pięknych momentów z Tadżykami, Uzbekami, Kazachami, ale Kirgistan jest dla mnie ulubionym miejscem w Azji Centralnej. To połączenie pięknych, wysokich gór i tych niższych, trekkingowych. Kirgistan to mozaika nieortodoksyjnego islamu, klimatu postradzieckiego i kultury stepu. To wyjątkowe. Spotykałem się z negatywnymi opiniami na temat Kirgizów, zwłaszcza jeśli chodzi o pieniądze. Ale sam nigdy tego nie doświadczyłem. Dla mnie Kirgizi zawsze byli niezwykle gościnni.

Ciekawe jest to, że oprócz gór, które są regularnie chodzone, w Kirgizji jest ocean szczytów pięcio, sześciotysięcznych, w tym wiele, które nie mają wejść. Są całe połacie Tien Szanu i Pamiru, które są zupełnie nieudostępnione. Ten obszar – pozornie dobrze znany, posiadający dobre mapy, teoretycznie opisany – ma miejsca, które nadal można eksplorować. Dla mnie te góry to kwintesencja wolności.

                   

Udostępnij

W Temacie

Strona wykorzystuje pliki cookies w celach wyłącznie statystycznych. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były instalowane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na wykorzystanie plików cookies. Dowiedz się więcej.