Tatrzańskie szlaki – zapis podcastu z Szymonem Ziobrowskim | 8academy
26.08.2020

Tatrzańskie szlaki – zapis podcastu z Szymonem Ziobrowskim

Jeśli chcesz dowiedzieć się gdzie wybrać się w Tatry po raz pierwszy albo o czym należy pamiętać przy wybieraniu trasy wycieczki, przeczytaj ten zapis podcastu.

                       

To rozmowa, której tematem były tatrzańskie szlaki od tych łatwiejszych po najtrudniejsze po Polskiej stronie. Jakie wybrać na początek? A które wymagają większego doświadczenia. Czy w TPN planowane są drogi przypominające włoskie via ferraty? Na te i wiele innych pytań odpowiedzi udzielił dyrektor Parku.

Piotr Czmoch: Witam w kolejnym odcinku Górskiego Podcastu 8a.pl. Dzisiaj gościmy w siedzibie Tatrzańskiego Parku Narodowego i rozmawiamy z Szymonem Ziobrowskim – dyrektorem TPN. Cześć Szymek!

Szymon Ziobrowski: Cześć!

P.Cz.: Właśnie sobie myślę, że taki dyrektor to ma klawe życie. Bierze sobie rano dwie bułki z serem, termos z herbatą i wyrusza na tatrzańskie szlaki.

Sz. Z.: Bierze dwie bułki, termos i idzie do biura. Siedzi w tym biurze od rana do późnego popołudnia i tylko patrzy przez okno, jak wszyscy turyści albo lokalni mieszkańcy zasuwają w góry. Jest to powodem ciągłych frustracji, zwłaszcza w zimie. Bo, oczywiście, bardzo się cieszę z tego, że wszyscy korzystają z gór, ale ja tak naprawdę mam czas na to w sobotę albo niedzielę.

Rzecz jasna z tych wolnych dni i możliwości spędzenia czasu wolnego w górach korzystam. Wkręciłem się ostatnio w górskie biegi i intensywnie zacząłem też chodzić na skiturach. Tak naprawdę od niecałego roku także w tygodniu popołudniami jestem w górach: czy to na Gęsiej Szyi czy też wbiegam na Halę Gąsienicową. (…)

Szymon Ziobrowski
Tatrzańskie szlaki – to temat rozmowy z Szymonem Ziobrowskim. (fot. archiwum TPN)

P.Cz.: Nagrywamy ten podcast, gdy jest najdłuższy dzień, więc teraz faktycznie można sobie po pracy “poskakać”.

Sz. Z.: Teraz mamy komfort. Nie trzeba się stresować, że za chwilę zmrok zapadnie. Ale ja się przemieszczam dość szybko, więc udaje mi się wrócić przed zajściem słońca.

P. Cz.: Będziemy publikować podcast w okresie wakacyjnym, więc wtedy na pewno przed Waszymi oknami będzie jeszcze więcej osób. Powiedz mi, jeżeli ktoś przyjeżdża w Tatry, gdzie powinien najpierw pójść? Jakie tatrzańskie szlaki będą optymalne? Może te w Tatrach Zachodnich?

Sz. Z.: To zależy od poziomu zaawansowania. Jeżeli jest to pierwszy raz, to na pewno trzeba wybrać te łatwiejsze tatrzańskie szlaki, począwszy od tras prowadzących do schronisk. Doliny reglowe, z moją ulubioną Doliną Strążyską, też są świetnym miejscem. Potem warto spróbować Tatr Zachodnich, gdzie zbocza są mniej eksponowane. Następnie – stopniowo – można wędrować po Tatrach Wysokich, ale najlepiej wybierać przede wszystkim te szlaki, które nie są ubezpieczone. Dopiero później można iść tam, gdzie jest po prostu trudniej, czyli na Orlą Perć czy Rysy. Według mnie fajną opcją w Tatrach Wysokich będzie wyjście na Szpiglasowy Wierch. Podejście jest tam dość proste i nieforsowne. Jakbym miał iść z moją trzynastoletnią córką, to pewnie na początku sezonu wybrałbym ten szlak.

P. Cz.: Zastanawiałem się, przygotowując się do naszej rozmowy, o jakich szlakach możemy rozmawiać, gdy chodzi o trochę bardziej zaawansowanych i średniozaawansowanych turystów. Tak sobie pomyślałem, że poleciłbym im letnie wycieczki na Kościelec i Świnicę. Pozwolą one zapoznać się z terenem wysokogórskim. Dobrze mówię?

Sz. Z.: Tak! Świnica ma tę zaletę, że wszystkie bardziej eksponowane miejsca są tam ubezpieczone. Na Kościelcu jest nieco inaczej. Co jakiś czas turyści zwracali się do nas z wnioskami, żeby ten szlak ubezpieczyć. Wychodzimy jednak z założenia, że trzeba niektóre miejsca zostawić takimi, jakimi są. (…) Więc przede wszystkim Świnica – zwłaszcza, że można, by tam się udać, wcześniej wjechać kolejką na Kasprowy Wierch. W drugim rzędzie myślę, o Kościelcu.

Trzeba też pamiętać o tym, żeby dobierać odpowiednio porę roku do tych wyjść. Bo zwłaszcza wczesną wiosna bywają tam miejsca, gdzie zalega śnieg. A z kolei od wczesnej jesieni zdarzają się płaty niewidzialnego lodu. Łatwo się tam poślizgnąć i spaść. Trzeba brać pod uwagę to, jaka była noc, czy nie było przymrozków oraz jak wyglądały dni poprzedzające. Trzeba dostosowywać te swoje wyjścia do własnych umiejętności, ale też do prognoz pogody. Już nie wspomnę o typowych zagrożeniach letnich, jakimi są burze, czego doświadczyliśmy w sierpniu ubiegłego roku.

P. Cz.: Czy na szlakach na Świnicę i Kościelec turyści mogą się bać ekspozycji? A może właśnie tam mogą się do niej przyzwyczajać?

Sz. Z.: Na większości szlaków w Tatrach Wysokich ekspozycja jest takim elementem, z którym się trzeba oswoić. Moje doświadczenie jest takie, że pierwsze wyjścia przynoszą wewnętrzny niepokój. Jest on związany z tym, że nagle doświadczamy sporej ilości przestrzeni, która jest pod nogami czy w zasięgu wzroku. Trzeba do tego przywyknąć! (…) Dlatego te tatrzańskie szlaki, o których rozmawiamy, są dobre w tym kontekście. Na Świnicy można tego doświadczyć. Sztuczne ułatwienia sprawiają więc, że można się tam czuć w miarę bezpiecznie.

A Kościelec? Tam tych sztucznych ułatwień nie ma i też doświadcza się tego powietrza. Z drugiej strony jest to fajne uczucie. Gdybym miał to porównać do innych miejsc w Polsce, to chyba wjeżdżając na jakiś wieżowiec można mieć podobne przeżycia. Ale tu jednak są zdecydowanie inne okoliczności. (…)

tatrzańskie szlaki
Dla takich widoków warto wędrować po Tatrach (fot. 8academy).

P. Cz.: Wspomniałeś, że nie planujecie budowy sztucznych ułatwień na Kościelcu. A czy w innych miejscach są jakieś plany udostępniania i ubezpieczania szlaków?

Sz. Z.: Nie. My przede wszystkim uzgadniamy tego typu sprawy z TOPR-em i tutaj opieramy się na ich opinii. To zresztą wynika z ustawy o bezpieczeństwie i ratownictwie w górach. Do takiej wymiany korespondencji musi między nami dojść. No i mamy taką wspólną filozofię z naczelnikiem, że nie ubezpieczamy nowych odcinków szlaków. No chyba, że doszłoby do jakiegoś obrywu i faktycznie dane miejsce stałoby się bardziej niebezpieczne, niż było do tej pory.

Chcemy turystom zostawić takie odcinki, które właśnie nie są ubezpieczone. I Kościelec jest takim przykładem. Mieliśmy w planach ubezpieczyć przejście między Wołowcem a Kończystym Wierchem. Tam jest taki odcinek trochę bardziej eksponowany, ale to jest naprawdę krótki fragment. Muszę powiedzieć, że jak patrzę na ten pomysł z perspektywy czasu – a byłem tam niedawno – to nawet nie potrafiłem zidentyfikować tego miejsca, gdzie ten łańcuch miał być. Więc taka inicjatywa u nas wewnętrznie się pojawiła, ale ostatecznie odstąpiliśmy od tego pomysłu. Póki co – nie planujemy nowych, sztucznych ułatwień. Jedynie ograniczamy się do remontów tych, które już są. Na to mam podpisaną umowę z TOPR, które przegląda miejsca, które trzeba naprawić. Ten system dosyć sprawnie funkcjonuje.

P. Cz.: Łańcuchy służą głównie do trzymania się. Natomiast ostatnio – chyba słusznie – propaguje się wpinanie się do nich, jak do via ferrat. Czy jeżeli będziecie wymieniać te łańcuchy, planujecie zrobienie takich typowych via ferrat, jak są w Alpach?

Sz. Z.: Nie planujemy. Mieliśmy takie dyskusje kilka albo kilkanaście lat temu, (…) ale uznaliśmy, że obecny system jest lepszy. Po pierwsze dlatego, że jest spójny z tym, co widać na Słowacji. A po drugie chodzi o to, że Polska, jako kraj generalnie płaski (góry typu alpejskiego to tylko i wyłącznie Tatry), nie ma takiej kultury górskiej, jak to jest we Włoszech, w Austrii czy we Francji. Tam jest ona na dużo wyższym poziomie. Znacznie więcej osób ma uprzęże, wie jak z nich korzystać, wie jak korzystać z lonż z absorberami lub jakiegokolwiek innego sprzętu, który pozwala poruszać się po via ferratach.

A z drugiej strony równie dobrze można w ten sam sposób korzystać z łańcuchów. Może i karabinki nie przesuwają się po nich tak płynnie, jak po stalowych linach, ale da się to robić. To jest w stu procentach możliwe! Nie chcemy iść w tę stronę, ponieważ łańcuch daje jednak podstawę do dużo stabilniejszego chwytu. Biorąc pod uwagę to, że w Polsce lonże i uprzęże nie są aż tak powszechne, wolelibyśmy, żeby turyści nie szli na takie tatrzańskie szlaki i nie łapali się – po prostu – ręką stalowej liny.

(…) Jeśli natomiast weźmiemy pod uwagę, zagrożenia związane z wyładowaniami atmosferycznymi, niebezpieczeństwo jest dokładnie takie samo. Lina stalowa przewodzi identycznie jak łańcuch. (…)

P. Cz.: Ale trzeba powiedzieć, że nie jest konieczne posiadanie lonży, żeby iść na drogę z łańcuchami. Zabiera ją ktoś, kto się czuje niepewnie, albo – po prostu – chce jej użyć.

Sz. Z.: Tak, nie jest to konieczne, ale jeżeli ktoś się czuje niepewnie, ma jakieś obawy albo generalnie chce, to zalecam używanie tego typu sprzętu.

A już zdecydowanie zalecamy na tych wszystkich trudniejszych szlakach używanie kasku. To jest zupełnie inna historia. (…) Kamienie latają w Tatrach dość swobodnie: za sprawą turystów lub siłami natury. (…) To budziło takie śmieszki jeszcze parę, paręnaście lat temu, ale też obserwujemy, że coraz więcej turystów jednak kask nosi. I bardzo dobrze!

P. Cz.: My to widzimy także u nas w sklepie. W ostatnich latach jest dużo większe zainteresowanie lonżami i kaskami. A jeżeli już ktoś pierwszy raz chce dotknąć tych łańcuchów, zobaczyć na czym to polega, to Świnica chyba będzie dobrym pomysłem? Szczególnie, że tak jak mówiłeś na Kasprowy można wjechać kolejką (chociaż w sezonie letnim to bywa trudne i trzeba o tym wcześniej pomyśleć, bo jest dużo chętnych). Czy na tej Świnicy już konieczna jest lonża? Pytam, bo wydaje mi się, że to jest taki szczyt, który jeszcze można zdobyć bez jej używania.

Sz. Z.: Trudno jest odpowiedzieć na to pytanie tak wprost. To wszystko zależy od doświadczenia, preferencji, ale też pogody. Wiadomo, że jeżeli skała jest mokra, to łatwiej jest się poślizgnąć. (…) Wielokrotnie, nawet na Świnicy, widziałem osoby, które się totalnie blokowały – nie były w stanie zrobić ruchu. Więc jeśli ktoś nie ma doświadczenia, czuje się odrobinę niepewnie, to nawet lepiej na tatrzańskie szlaki mieć tą uprząż i lonżę w plecaku – na wszelki wypadek.

P. Cz.: Jak już na Świnicy jesteśmy, warto wspomnieć obryw, do którego doszło na szlaku prowadzącym stamtąd na Zawrat. Planujecie uruchomienie tego szlaku? Chcecie wprowadzić jakieś dodatkowe zabezpieczenie?

Sz. Z.: Tak. Otrzymaliśmy z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska pieniądze na remonty szlaków. Zresztą środki pozyskaliśmy też z instytucji unijnych. Będziemy w tym roku remontować wiele tras, między innymi tą. Nie jestem pewny, czy szlak, o którym mówimy, doczeka się remontu jeszcze w tym roku, bo te prace są rozpisane także na rok przyszły, ale zdecydowanie mamy to w planie. Wydaje się, że to gruzowisko już jest w miarę ustabilizowane. Nie leci tam już zbyt wiele kamieni. (…) Turyści mogą się więc spodziewać, że wreszcie udrożnimy to miejsce i ono będzie dostępne.

tatrzańskie szlaki
Wybierając się na szlak warto mieć na uwadze nie tylko jego trudność, ale i zmieniającą się pogodę (fot. 8academy).

P. Cz.: To dobra wiadomość, bo mowa o niezwykle ważnym miejscu – wiele osób szło na Orlą Perć właśnie przez Świnicę. I właśnie o tym szlaku chciałbym trochę porozmawiać. Jesteśmy na Zawracie i wchodzimy na Orlą. Można chyba powiedzieć, że jest to najtrudniejszy szlak w Tatrach?

Sz. Z.: No tak, ale przede wszystkim ze względu na jego długość i pewien ciąg sztucznych ułatwień i ekspozycji. (…) Z drugiej strony szlak na Przełęcz pod Chłopkiem też nie jest prosty. Zwłaszcza, że tam tych sztucznych ułatwień wiele nie ma. Ja pamiętam taki moment, chyba w ubiegłym roku, kiedy schodziłem tamtędy i zalegały niewielkie płaty twardego śniegu. Biorąc pod uwagę, że ma się w głowie tą przestrzeń pod nami i prawdopodobieństwo lotu, ten szlak może wygenerować pewien poziom niepokoju. Na Orlej Perci tych sztucznych ułatwień jest sporo, więc jest się czego złapać. Gdybym miał wymieniać te najtrudniejsze trasy, to oczywiście znajdą się tu: Orla Perć, szlak na Przełęcz pod Chłopkiem i na Rysy. Ująłbym to w jednej kategorii.

P. Cz.: Dokładnie te trzy tatrzańskie szlaki mam w głowie i chciałbym troszeczkę o tym porozmawiać. Na części Orlej Perci został wprowadzony ruch jednokierunkowy. To się – rozumiem – sprawdza i tak już będzie?

Sz. Z.: Tak.

P. Cz.: Czy planujecie wprowadzenie jednokierunkowego ruchu na całości?

Sz. Z.: Nie dyskutujemy nawet o tym. To rozwiązanie dobrze funkcjonuje. Ono zostało wprowadzone między innymi dlatego, że ten odcinek bywał zatłoczony od Zawratu. Powodem było to, że kolejka generuje tam sporą ilość osób. Ta zmiana na pewno wpłynęła na bezpieczeństwo. Nie przytoczę tu żadnych konkretnych statystyk, ale wiadomo, jak tam było. To znaczy w momencie, jak szlak był dwukierunkowy, gdy osoby się mijały, dochodziło do zatorów w tych kluczowych miejscach. Dzisiaj można sobie swobodnie iść, bez konieczności wymijania kogoś, kto idzie z naprzeciwka.

P. Cz.: Tam oczywiście już powinniśmy mieć lonżę i kask. Jak szacujesz czas przejścia od Zawratu do Krzyżnego przez takiego średnio sprawnego turystę? Ile powinno mu to zająć?

Sz. Z.: Z tym mam osobiście problem. Zdaję sobie sprawy, że czasy na tabliczkach odnoszą się raczej do średniozaawansowych turystów. Muszę przyznać, że poruszam się zdecydowanie szybciej, dlatego nie mam ich w głowie. Też nie chodzę tam zbyt często, bo nie mam takiej potrzeby. Myślę, że warto popatrzeć na czasy na tabliczkach. Jeśli ktoś planuje wycieczkę, to w zależności od poziomu zaawansowania i umiejętność poruszania się po tego typu terenie, trzeba albo uwzględnić ten czas, albo odjąć np. 20 procent lub 30 procent. Ja odejmuję tak mniej, więcej połowę.

P. Cz.: Zachęcamy do odwiedzania serwisu 8academy. Znaleźć tam można wyczerpujące materiały. Artykuł o przejściu Orlej Perci oraz film. (…) Myślę, że z 8-9 godzin trzeba by sobie zarezerwować na Orlą Perć. Nie każdy kondycyjnie to zrobi. Tak naprawdę, oprócz trudności technicznych jest to szlak wymagający kondycyjnie. Ale nie trzeba go robić za jednym zamachem. Można zejść, prawda?

Sz. Z.: Tak, tak… Ja wielokrotnie przechodziłem ten szlak odcinkami, żeby sprawdzić, czy oznakowanie i łańcuchy są w odpowiednim stanie. Czasem także rekreacyjnie: wejście jednym szlakiem, zejście innym. Tych zejść jest kilka. Spokojnie można to podzielić na etapy. Osobom mniej zaawansowanym, które będą tam po raz pierwszy, nie doradzałbym zrobienia całej Orlej Perci za jednym zamachem ze względu na to, że generuje to poziom napięcia, jest też zmęczenie, które rośnie w miarę upływu czasu i sprawia, ze nasza uwaga maleje.

Trzeba też pamiętać o tym, że w Tatrach, zwłaszcza w okresie letnim, często pojawiają się burze. Czasem przychodzą znienacka. Z tej perspektywy im dłużej przebywamy na grani, tym gorzej. Można oczywiście wyjść odpowiednio wcześnie i mieć pewien zapas czasowy.

Tak, jak tu mówimy – te wszystkie decyzje nie są oczywiste. Po prostu nie można stworzyć jednego wzorca dla wszystkich. Im więcej doświadczeń, im więcej przebywamy w górach, im sprawniej poruszamy się po takim terenie zero-jedynkowym (tu mam na myśli skalę trudności), tym bardziej możemy planować tego typu wycieczki. Chodzi też o nasze bezpieczeństwo i komfort psychiczny.

P. Cz.: A jeśli chodzi o burze, korzystasz z jakiś aplikacji – radarów, które ostrzegają przed takimi zjawiskami?

Sz. Z.: Korzystam z jednej aplikacji pogodowej i uwzględniam wszystkie informacje, które tam są. Generalnie, jeżeli mam iść na jakąś dłuższą wycieczkę, która zajmie cztery czy pięć godzin, to wolę wyjść wcześnie rano. Wiadomo, że burze często pojawiają się popołudniami. Jeżeli idę gdzieś po południu, to – oczywiście – zaglądam do aplikacji, ale też obserwuję to, co się dzieje. Jeżeli niebo jest bezchmurne, albo tych chmur jest niewiele to ryzyko pojawienia się burzy jest niewielkie, wtedy tę decyzję podejmuję. Ale to znowu zależy od pewnych osobistych preferencji. To znaczy, jeżeli turyście dojście z punktu A do punktu B zajmuje odpowiednio dużo czasu, to nie powinien takich wyborów dokonywać, zwłaszcza wtedy, kiedy już jest po 12.

P. Cz.: To przenieśmy się teraz na Rysy. Orla Perć uważana jest za taki szlak techniczny. Nie ma tam najwyższych szczytów, tylko jest graniówka. Za to Rysy, jak to Rysy – są najwyższe, a ludzie lubią wszystko to, co jest najwyższe. (…) By tam wejść, trzeba zmierzyć się z pewnym podejściem (chodzisz na skiturach, to też pewnie wyznajesz, takie zasady, że jak wycieczka nie ma tysiąca metrów w pionie, to się nie liczy). Na Rysy z Morskiego Oka jest chyba 1100 metrów, a od Palenicy 1300 metrów przewyższenia. Natomiast tam są inne niebezpieczeństwa, czyli spadające kamienie. Wiesz dobrze o tym, że we wrześniu w tygodniu potrafi tam być nawet 200 osób na szlaku, bo to miejsce strasznie popularne. Ja bym bardzo zalecał tam kask.

Sz. Z.: My zalecamy kaski na wszystkie tatrzańskie szlaki eksponowane, w tym także na Rysy. Nie różnicujemy, że na Rysy bardziej lub mniej, bo kamieniem można dostać wszędzie tam, gdzie jest stromo. Na Orlej Perci to się też zdarza (…). Są tam miejsca newralgiczne, gdzie czasem dochodziło do wypadków, w tym śmiertelnych. (…) Niewątpliwie Rysy pod tym kątem są o tyle charakterystyczne, że jest ciągłe niebezpieczeństwo dostania w głowę kamieniem. Ale na szlaku na Przełęcz pod Chłopkiem (…) też jest sporo tego typu miejsc. (…) Jak idziemy gdzieś, gdzie jest spora ekspozycja, wkładajmy kask! (…) Może idąc na Grzesia czy poruszając się po Dolinach Reglowych, kasku bym nie zakładał, bo nie ma takiej potrzeby, ale w Tatrach Wysokich raczej tak.

P. Cz.: Jest taki szlak, jak Orla Perć, gdzie mamy komplet trudności, bo i płaty śniegu są tam częste, potem wchodzimy na Bulę Pod Rysami i są odcinki z łańcuchami, następnie docieramy już na grań i mamy sporą ekspozycję. Może to niektórych nie zatrzyma, ale tętno potrafi podnieść.

Sz. Z.: Wiadomo, że im bardziej stromo, tym szybciej tętno rośnie. Adrenalina również. Dodałbym jeszcze, że jest to o tyle ciekawy szlak, że trzeba dojść do Morskiego Oka nietypowym odcinkiem, czyli asfaltową drogą. Często też iść w tłumie, jakiego nie doświadczamy w innych miejscach w Tatrach, więc szlak zdecydowanie jest bardzo zróżnicowany.

P. Cz.: Ile osób w sezonie przekracza bramkę na trasie do Morskiego Oka?

Sz. Z.: To oczywiście zależy od dnia, pogody, pory roku. Rekordy, które odnotowywaliśmy do tej pory to ponad 13 tysięcy osób w ciągu jednego dnia, a tak średnio – myślę – w sezonie wchodzi tam pewnie 8-10 tysięcy. (…) Dla nas zawsze newralgiczne są dwa momenty: długi weekend majowy i sierpniowy. Czasami też czerwiec (w zależności od tego, jak dni się poukładają). Wtedy tych turystów jest bardzo, bardzo dużo. Od wielu lat obserwuję też takie sytuacje we wrześniu czy nawet w październiku, kiedy pojawiają się bardzo stabilne prognozy pogody. To jest zresztą charakterystyczne dla jesieni, że czasem bardzo ładna pogoda utrzymuje się przez wiele dni. Ryzyko wystąpienia burzy jest wtedy stosunkowo małe i naprawdę bywa tak, że na drodze do Morskiego Oka pojawiają się wtedy tłumy ludzi.

Ja do tego podchodzę z jakimś optymizmem. To znaczy czasem zarzuca się nam, że pozwalamy na to, ale gdzie ci turyści mają chodzić? Ten amfiteatr wysokich szczytów jest jedynym miejscem, gdzie można doświadczyć tego niewątpliwie ładnego widoku. No i jakże zabronić tego ludziom, skoro to dobrze wpływa na ich psychikę oraz kondycję?

Kiedy przyjechali do nas koledzy ze Stanów Zjednoczonych, z jednego z parków narodowych i jechaliśmy samochodem drogą do Morskiego Oka, to oni nie mogli uwierzyć, że tak wiele osób na piechotę wędruje tym dziewięciokilometrowym odcinkiem asfaltu (…). Dla nich to była przedziwna sytuacja. Mnie to też cieszy, bo uważam, że aktywność i wysiłek są pożyteczne, więc niech turyści wędrują!

szlaki w Tatrach
Widoki jakich doświadczymy w Tatrach trudno porównać do innego miejsca w Polsce (fot. 8academy).

P. Cz.: Nas w Europie może dziwić to, co się dzieje w Stanach. W Sequoia National Park – tam, gdzie jest największe i najsłynniejsze drzewo w USA – byłem świadkiem, jak pani usłyszawszy, że ma przed sobą 15-20 minut drogi, stwierdziła że to jest zbyt daleko i ona jednak tam nie pójdzie. A żeby dostać się do wspomnianego parku z jakiegoś większego miasta, to myślę, że trzeba było pewnie cały dzień jechać. Oni, faktycznie, są zupełnie do czego innego przyzwyczajeni, ale to jest temat na zupełnie inny podcast.

Ale te tłumy, które się pojawiają, część próbują wyjść wyżej. Dobrze wiesz, że internet potem huczy, bo pojawiają się zdjęcia ludzi w japonkach. Wy ostatnią – w związku z pandemią – przygotowaliście więcej materiałów edukacyjnych. Zresztą bardzo fajnych (gratulacje!). Czy prowadzicie też takie akcje edukacyjne offline? Na przykład, jak ktoś stoi przy Czarnym Stawie i mówi, żeby nie iść do góry, bo Pan/Pani jest źle ubrany/ubrana?

Sz. Z.: Unikamy tego typu działań. Znam wiele osób, które bardzo sprawnie poruszają się w sandałach po Tatrach. W ogóle myślę, że te zdjęcia i ta legenda klapek…

P. Cz.: …oraz reklamówki….

Sz. Z.: Tak. Że to są jednak raczej wyjątki. To znaczy, że można to pewnie częściej zobaczyć na drodze do Morskiego Oka, ale na tym odcinku asfaltowym. Może też w drodze na Giewont, ale to są naprawdę sporadyczne przypadki. My obserwujemy zdecydowaną poprawę, jeśli chodzi o to, jak turyści są ubrani, jak są wyposażeni. Czasem aż nadto, bym powiedział, jak na te warunki.

Mam wrażenie, że jest mit nieprzygotowanego turysty – my go tak kalkujemy od wielu, wielu lat – ale to się bardzo zmienia. Sprzęt jest dużo bardziej dostępny, świadomość jest większa i to jest zasługa różnych podmiotów, które tutaj działają. Cała branża outdoorowa wykonuje bardzo dużo pożytecznych działań. Prasa jest dostępna. My robimy swoje, TOPR robi swoje. W jakimś sensie wszystkie te wypadki, które mają miejsce w Tatrach (zwłaszcza te spektakularne), również wpływają na świadomość, na to, że ludzie chcą się szkolić. Bardzo popularne są przecież wszystkie szkolenia zimowe związane z zagrożeniami lawinowymi. Chcą się uczyć tego, jak poruszać się w zimie po Tatrach, chcą się uczyć tego, jak bezpiecznie się poruszać w terenie trudniejszym, więc myślę, że (…) w tych wyższych partiach Tatr, takich totalnie nieprzygotowanych turystów zbyt wielu nie spotkamy.

P.Cz.: Wspomniałeś jeszcze o szlaku na Przełęcz pod Chłopkiem. To jest taki szlak – mam wrażenie – może nie do końca zapomniany, bo ktoś tam chodzi, ale nie ma on renomy szlaku wysokogórskiego. Może dlatego, że wychodzi na przełęcz, a nie na żaden szczyt więc, chwała jest mniejsza.

Sz. Z.: Myślę, że ten szlak jest przede wszystkim trudny, z tego powodu mówiliśmy, że tam nie ma zbyt wielu sztucznych ułatwień, a jednak ekspozycja jest tam spora. Patrząc na Mięgusza spod Morskiego Oka i porównując go ze szlakiem na Rysy, to intuicyjnie chyba bym poszedł na Rysy. Ta ekspozycja jest spora i chyba dlatego ten szlak nie jest aż tak bardzo oblegany. Tak mi się wydaje, nie czytam w myślach turystów.

Trasa na Rysy prowadzi na największy szczyt po polskiej stronie Tatr i najwyższy szczyt w Polsce, więc tutaj ta renoma niewątpliwie jest. Z kolei ten szlak, który idzie przez Szpiglasowy, pozwala zrobić pętle do Pięciu Stawów i wrócić do Morskiego Oka. A Przełęcz pod Chłopkiem jest po pierwsze trudna, a po drugie może mało spektakularna, ale ja lubię ten szlak. Nie chodzę tam zbyt często. Czuję się tam, jakbym był już w górach ze względu na to, że tam nie ma aż tylu ułatwień.

P. Cz.: Ja mam w pamięci, że on jest taki ponury.

Sz. Z.: Też mam takie wrażenie. Pamiętam, że jak szedłem tam po raz pierwszy, to pomyślałem, że to jest szlak, co do którego miałbym chyba największy respekt w Tatrach. Może mi się to gdzieś z dawnych lat utrwaliło. Tak jak powiedziałem wcześniej – ja nie jestem jakimś częstym gościem parku.

Na Rysy ze względu na tę ilość turystów raczej nie chodzę. Znam zdecydowanie bardziej urokliwe tatrzańskie szlaki. Jestem za to częstym gościem w Tatrach Zachodnich. Po prostu lubię tego typu teren, gdzie mogę poruszać się swobodnie i szybko. Są też super do biegania. Lubię tę część Tatr.

P. Cz.: W Tatrach Zachodnich zawsze mnie irytowało, że tam się długo idzie doliną, żeby dojść do schroniska. Stamtąd dopiero wychodzi się w góry. Jeśli jestem w Tatrach Zachodnich, to na skiturach. A jak to wygląda w Twoim przypadku, przy bieganiu?

Sz. Z.: Okazuje się, że dojście czy dobiegnięcie do schronisk nie zajmuje wcale tak wiele czasu. Niedawno biegłem od skrętu do Doliny Chochołowskiej do schroniska i zajęło mi to tylko 40 minut. Wbiegnięcie na Grzesia to godzina z kawałkiem. Dystanse bardzo się skracają, w momencie gdy człowiek zaczyna się szybciej przemieszczać.

My, jako pracownicy TPN mamy ten przywilej, że w wiele miejsc jest nam łatwiej dojechać. Na przykład w stronę Chochołowskiej, co najmniej do Hucisk jedzie się samochodem. Nie zawsze jest to dobrze postrzegane przez turystów, ale ilość kontuzji związanych ze stawem kolanowym jest u nas dość duża.

Ostatnio kupiliśmy pierwszy profesjonalny elektryczny rower górski i jeden z naszych pracowników terenowych dostał go do testowania. Ja również kupiłem sobie prywatny rower elektryczny i jestem zachwycony tym środkiem transportu. Trochę przypomina zimowe poruszanie się na nartach skiturowych. Można dość szybko wyjechać, dosyć wysoko, schować rower w krzakach i pójść jeszcze wyżej. Mam nadzieję, że w przyszłości zamiast samochodów pracownicy będą poruszali się w ten sposób.

Oczywiście pozostają kontrowersje, że innym turystom nie pozwalamy poruszać się rowerami. To ma swoje uzasadnienie związane z degradacją szlaków. Ale z drugiej strony wolę, żeby nasi pracownicy poruszali się w ten sposób. To zdecydowanie przyspiesza możliwość patrolowania jakiegoś dłuższego odcinka szlaku.

P. Cz.: Kończąc, zapytam się czy jeżeli ktoś już przejdzie najtrudniejsze tatrzańskie szlaki i ma ochotę na coś więcej, czyli chce zdobyć szczyty, na które szlak nie prowadzi, takie, jak np. Mięguszowiecki Szczyt Wielki czy Żabi Koń, jak ma to zrobić, żeby nie złamać prawa?

Sz. Z.: To jest bardzo dobre pytanie. Otóż generalnie W Tatrach obowiązuje zasada poruszania się po szlakach turystycznych. Natomiast zejście ze szlaku dotyczy przede wszystkim wspinaczy. By zrobić to legalnie w Tatrach, trzeba wpisać się do książki wyjść taternickich, czyli to swoje wyjście zarejestrować.

Zdaję sobie sprawę z tego, że jest dyskusja, czym jest wspinanie, ale to jest w miarę precyzyjnie opisane w odpowiednim zarządzeniu. Jest to poruszanie się od podnóża ścian skalnych ku górze. Wiem o tym, że to jest nadużywane. Niektórzy turyści pojawiają się na przykład w okolicach Mnicha i idą dalej w kierunku Mięguszy. My to weryfikujemy.

To znaczy zawsze, w przypadku, gdy strażnik spotka takiego turystę, może zadać pytani o drogę, na którą się wybiera i w razie potrzeby ukarać go mandatem. Oczywiście każdy ma prawo do podejmowania własnych decyzji, jak w przypadku przekraczania prędkości na drodze. Musi jednak liczyć się z konsekwencjami.

P. Cz.: A wycieczka z przewodnikiem? Czy jest możliwa w przypadku takich szczytów?

Sz. Z.: Tak. Wycieczki z przewodnikiem są jak najbardziej możliwe. Wiemy o tym, że takie wycieczki przede wszystkim są bezpieczne. Trzeba pamiętać o tym, że nasze regulacje są często uzgadniane ze służbami odpowiedzialnymi za ratownictwo w Tatrach. Gdy przypadkowy turysta pojawia się w miejscu przeznaczonym dla wspinaczy, ryzyko wypadku rośnie.

P. Cz.: Tutaj też zachęcamy do wysłuchania innego z naszych podcastów, w którym rozmawiał będę z Maćkiem Ciesielskim – przewodnikiem IVBV. Tam dosyć szczegółowo omówiony zostanie ten temat. W takim razie dziękuję za rozmowę.

Sz. Z.: Ja też dziękuję.

Zachęcamy do słuchania Podcastu Górskiego 8a.pl. Pełnej wersji rozmowy posłuchać można za pośrednictwem serwisów:

#robimywgórach

#robimywpodcastach

                   

Udostępnij

W Temacie

Strona wykorzystuje pliki cookies w celach wyłącznie statystycznych. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były instalowane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na wykorzystanie plików cookies. Dowiedz się więcej.