13.06.2017

Kilka słów o (nie) śmieceniu w skałach

Są zachowania, które nie przystoją ludziom wychowanym wśród innych ludzi, bo zadają kłam temu, że różnimy się poziomem kultury od, powiedzmy, trzody chlewnej. Kto nie potrafi spuścić po sobie wody w toalecie, wystrzec się zmiany pasa bez migacza albo pozostawienia pamiątkowej kupki śmieci na łonie natury, winien zostać pozbawiony praw obywatelskich, a resztę swych dni dopełnić w chlewiku, gdzie jego miejsce.

Szczególnie obrzydliwym jest zaśmiecanie otaczającego nas środowiska przez wspinaczy, turystów i innych tak zwanych “miłośników przyrody”. O ile dziś większość dostrzega, że pet wetknięty w dwójkę na Chomeinim, czy puszka po “Eksploratorze” zamaskowana w Rysie Freneya, są wizytówką prostaka, to niektórych naszych brzydkich wspinaczkowych przyzwyczajeń wciąż nie zauważamy. A jest trochę takich, które trudno wpasować w filozofię pozostawiania naszego wspólnego placu zabaw w stanie, w którym go zastaliśmy.

Wątpliwe drogowskazy

Mam na myśli na przykład powszechną praktykę zostawiania na skale śladów magnezji, którymi zaznaczamy kluczowe stopnie i ukryte chwyty. Nie mam nic przeciwko pomaganiu sobie w ten sposób w pracy nad drogą, o ile ostatni zjazd z projektu odbywa się ze szczotką i w jego trakcie znikają wszystkie “drogowskazy”. Niestety są tacy, co poza swoimi próbami świata nie widzą, nie interesuje ich, że psują innym całą zabawę z samodzielnego rozwiązywania problemu, szpecą skałę, o przyszłych próbach OS nie wspominając. Może nie czyszczą po sobie kresek i kropek, bo nie wiedzą, że powinni. A może z lenistwa? Przecież tyle się napracowali znacząc każdy niemal chwyt i stopień na drodze…

Może się komuś przyda…

Kolejnym objawem braku wyobraźni i źle pojętej usłużności jest ubezpieczanie trudnych miejsc na drogach swoim leciwym sprzętem. Pseudo – altruista zostawia ekspres w przelocie, bo a nuż się komuś przyda do awaryjnego zjazdu, ale sam już go nie chce, bo spadł mu kiedyś z Sokolicy, wylał się na niego Domestos, a zamek się nie domyka. Podobnie jest ze starymi karabinkami, taśmami i mailonami – taki złom to nie pomoc, a pułapka z opóźnionym zapłonem!

Czasami w skałach można trafić na prawdziwą szklaną górę… (fot. autor)

Przecież to nie śmieci…

Inny rodzaj śmieci, których możemy nie zauważać, to zużyte kawałki plastrów, które zrywamy z palców i rzucamy na ziemię po skończonym wspinie, obcięte kawałki lin itp. Jako że są częścią naszej wspinaczkowej rzeczywistości – nie rażą tak samo jak papierki po Kitkacie, ale z pewnością nie uatrakcyjniają też naszych wspinaczkowych miejscówek.

Wprawdzie wszyscy każdego dnia produkujemy mnóstwo śmieci, ale cywilizowana część społeczeństwa zgadza się, by piękno przyrody i otaczającej nas rzeczywistości chronić, wydzielając odosobnione miejsca na produkty uboczne naszej egzystencji. To dla nas – gospodarzy skalnych ogródków, prawdziwa kompromitacja, kiedy zamiast dbać o wyjątkowość terenów zielonych i białych ścian, które ukochaliśmy, przyczyniamy się do ich degradowania i zapraszamy w nie brzydotę.

Pokażmy, że zasługujemy na opiekę nad rejonami skalnymi nie tylko biorąc udział w akcjach sprzątania dolinek, ale też będąc mistrzami w zapobieganiu ich zaśmiecania!

Udostępnij

W Temacie

Strona wykorzystuje pliki cookies w celach wyłącznie statystycznych. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były instalowane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na wykorzystanie plików cookies. Dowiedz się więcej.