01.07.2017

Outdoorowe patenty na czyste góry, czyli jak być bardziej eko

Nawet jeśli kochamy góry i ich dobro leży nam na sercu, nie zawsze wiemy, co zrobić, by być w pełni eko. I tutaj z pomocą przychodzą nam producenci sprzętu outdoorowego.

Nie ma wątpliwości, że problem śmiecenia w górach to przede wszystkim pochodna wychowania, które wynosi się z domu oraz wyobraźni (lub jej braku), która odpowiada za przewidywanie konsekwencji swoich czynów. Zbrodni na górskim środowisku dopuszczają się przede wszystkim ludzie, którzy z jakichś powodów nie przyswoili sobie właściwych wzorców zachowań i nie liczą się z innymi, ale za te mniejsze wykroczenia odpowiadają także tzw. prawdziwi turyści. Może dochodzić do tego zupełnie nieświadomie: przez roztargnienie lub niedoinformowanie (w końcu nie zawsze wiemy, co zrobić, żeby być bardziej eko). W tym artykule przedstawimy outdoorowe patenty na czyste góry, czyli rozwiązania, dzięki którym łatwiej zapanujemy nad śmieciami.

Właściwy porządek rzeczy

W górskiej przestrzeni znaleźć można sporo rzeczy, świadczących o naszym… roztargnieniu. Drobne zamyślenie przypłacić możemy, na przykład, utratą czołówki, czy ulubionego buffa (gdy stwierdzimy ich brak, najczęściej jesteśmy zbyt daleko, żeby się wracać). Oczywiście, pamięć można ćwiczyć, ale czasami – oprócz tego – warto jest pomyśleć o outdoorowym sprzęcie, który pomoże nam do obozowego życia wprowadzić nieco porządku. Przydatnych rozwiązań jest sporo. Jeśli nie trzymają się nas rzeczy drobne, warto zainwestować w plecak z praktycznymi kieszeniami? Tym, którzy mają problem z utrzymaniem na miejscu szpeju, możemy polecić specjalny worek, który pomoże zapanować nad sytuacją podczas dnia pełnego wspinaczkowych emocji.

Outdoorowe patenty na czyste góry, czyli jak być bardziej eko

Butelki PET? W górach można sobie bez nich poradzić. (fot. LifeStraw)

Pragnienie bycia eko

Z tematu gubionych śmieci (który można potraktować z lekkim przymrużeniem oka), przejdźmy do problemu bardzo poważnego i o wiele szerszego, którego zasięg wykracza daleko poza górskie pasma. Chodzi o butelkowaną wodę, po którą sięgamy wszędzie i niemal odruchowo – bo jest wygodna w użyciu, dostępna oraz tania. Nie zastanawiamy się przy tym nad konsekwencjami takich wyborów. Sterty plastikowych butelek wciąż rosną, a ekolodzy, coraz śmielej zaczynają nawoływać nas do opamiętania i zastępowania wody ze sklepu wodą chociażby z domowych kranów.

Wróćmy jednak na szlak, bo tutaj dzieją się rzeczy przeczące zdrowemu rozsądkowi. Chociaż logika podpowiada, że zniesienie pustej butelki jest zdecydowanie łatwiejsze od wniesienia jej na górę, gdy jeszcze jest pełna, plastikowe opakowania typu PET należą do śmieci najczęściej porzucanych w górach. Skoro zatem, z niewyjaśnionych do końca przyczyn, nagle zaczyna nam brakować miejsca w plecaku, może nie powinniśmy wnosić butelek aż w takich ilościach? W akcje ekologów promujących ograniczanie plastikowych opakowań, doskonale wpisują się niektóre rozwiązania proponowane przez branżę outdoorową.

Filtrujesz – nie kupujesz

Urządzeniem, które może uchronić nas przed odwodnieniem, a góry przed… inwazją plastiku, jest turystyczny filtr do wody. Sprzęt praktyczny, bo dzięki niemu nie musimy robić zbyt dużych zapasów, gdyż pragnienie ugasimy przy spotkanym po drodze jeziorku bądź strumyku. Filtry ochronią nas przed większością zagrożeń, związanych z piciem wody z niewiadomego źródła, a ich wydajność (np: mały LifeStraw Personal – 1000 l, a Sawyer Point Zero Two Purifier nawet 1 000 000 l) pozwala wierzyć, że przechodząc z wody butelkowanej na filtrowaną eliminujemy niezłą górę plastiku.

Butelki wielorazowego użytku są wygodne i ładne, ale przede wszystkim ekologiczne. Od lewej: Platypus DuoLock Bottle, Platypus Soft Bottle, Nalgene OTG (fot. 8a.pl)

Butelka, co się dobrze składa

Zamiast kupować kolejną butelkę wody mineralnej lub źródlanej, możemy też uzupełniać płyny, sięgając po zawartość plastikowej butelki wielorazowego użycia. Taki sprzęt, coraz lepiej sobie radzi na rynku outdoorowym, o czym świadczy zarówno duże zainteresowanie bukłakami, jak i coraz ciekawsze rozwiązania oferowane przez producentów. Turystyczne butelki, takie jak Platypus Soft Bottle, są nie tylko lekkie (wspomniany model waży o 80% mniej, niż tradycyjne wersje PET), ale także – dzięki możliwości zwinięcia – bardziej poręczne w transporcie. Nie zawierają BPA oraz nie zmieniają smaku pitych napojów.

Outdoorowe patenty na czyste góry – dla “długodystansowców”

Długość liczona w dziesiątkach, a nawet setkach kilometrów i brak wygód na trasie – to czynniki selekcjonujące śmiałków. Na pokonanie szlaku długodystansowego nie decydują się przypadkowi turyści, tylko starzy wyjadacze, którzy – zapewne – dobrze znają zasady górskiego savoir-vivre. Ale dbanie o czyste góry, to nie tylko zabieranie z powrotem opakowań po produktach żywnościowych, zużytych baterii, czy przedziurawionych worków foliowych.

“Długodystansowcy” w sposób szczególny powinni dbać o przyrodę. (fot. Deuter)

Konieczność obozowania w górach wiąże się także z innymi formami śmiecenia. Może i mniej oczywistymi, ale źle oddziaływającymi na środowisko lub choćby szkodzącymi walorom estetycznym odwiedzanych przez nas miejsc. Chodzi o “efekty uboczne” tych najbardziej prozaicznych czynności, które – w przypadku wielodniowej wędrówki po górach – zmuszeni jesteśmy wykonywać bezpośrednio “na łonie natury”. Choć temat to niezbyt wdzięczny (szczególnie dla ludzi z działów marketingu, wymyślających strategie promocji), są firmy outdoorowe, które postanowiły się z nim zmierzyć. Oto przykłady mniej znanych produktów, które mają ułatwić obozową koegzystencję człowieka z naturą.

Jak radzić sobie z śmierdzącym problemem?

O pewnym śmierdzącym problemie można przeczytać w artykule “Ludzie i ich śmieci – czyli kupa problemów w skałach”. Sytuacje opisane przez Piotra Czmocha nie dotyczą jedynie skał i wspinaczy. O tym, że znalezienie w górach popularnego “papierzaka” nie jest trudne, wie każdy, kto przemierza szlaki lub odwiedza pola biwakowe. Choć są to kwestie w pewnym sensie niezależne, bo po prostu w ten sposób działa ludzki organizm, miejsca naszej górskiej bytności wcale nie muszą być pełne “min”. I nie trzeba taszczyć ze sobą turystycznej toalety. “Miny” można “rozbroić” za pomocą… saperki.

lekka saperka w góry

Lekka i poręczna saperka Pocket Trowel Nylon Sea To Summit w niczym nie przypomina starszych, harcerskich modeli. (fot. 8a.pl)

Ponieważ sprzęt taki dziś stosunkowo rzadko widywany jest na turystycznych szlakach, nasze wyobrażenie o nim może dotyczyć modeli sprzed kilkunastu lub kilkudziesięciu lat. Nie każdy wie, że czasy ciężkich łopatek, zapożyczonych przez skautów od wojskowych, i zajmujących niemal pół plecaka, dawno odeszły w niepamięć. Nowoczesne saperki, projektowane dla miłośników outdooru, niewiele ważą i oferują wygodę, jaka nie śniła się dawnym bywalcom harcerskich obozów. Posłużmy się przykładem modelu Pocket Trowel Nylon, który znajdziemy w ofercie firmy Sea To Summit. Dzięki wykorzystaniu lekkiego, a zarazem niezwykle wytrzymałego nylonu 66, udało się stworzyć “łopatkę” ważącą zaledwie 66 gramów (!), która jest zdolna do wykonania zadania, nawet przy niskich temperaturach. Konstruktorom, trzeba przyznać, nie zabrakło fantazji. Dowodem na to, jest umieszczenie w rączce oryginalnego schowka, wymyślonego tak, by możliwe było “zdeponowanie” w nim rezerwy papieru toaletowego.

Higiena bez zanieczyszczeń

Pakując plecak z myślą o pokonaniu szlaku długodystansowego wybieramy środki czystości w możliwie najmniejszych butelkach. Skład chemiczny takich preparatów, jeśli jest w ogóle brany przez nas pod uwagę, schodzi na dalszy plan. Skutkuje to tym, że do czynności higienicznych, wykonywanych na łonie natury, stosujemy żele i szampony przeznaczone do używania w łazience – gdzie produkowane przez nas ścieki, zanim wypłyną na “szerokie wody”, zazwyczaj trafiają do oczyszczalni. W plenerze nie ma takiej możliwości. Serwowanie górskiemu potokowi lub leśnej polanie substancji chemicznych, które w tym miejscu nie występują, jest bez wątpienia formą śmiecenia (chociaż bardziej subtelną, bo przecież tego, co zostawiamy po sobie nie widać gołym okiem). Sytuacja bez wyjścia? Niekoniecznie!

kosmetyki dla turystów

Środki czystości przygotowane przez Sea To Summit z myślą o turystach biwakujących w górach. (fot. 8a.pl)

Na rynku dostępne są preparaty dedykowane miłośnikom takiej formy aktywności. Co zatem warto zabrać na szlak? Na przykład: nieszkodliwe dla środowiska mydło. Niezawierający fosforanów, biodegradowalny szampon, czy równie łagodny dla górskiej przyrody, ekologiczny krem do golenia. Te środki pomogą nam zadbać o higienę osobistą, bez zbytniego ingerowania w otoczenie. Wybierając się na dłuższą wędrówkę po nieskażonych cywilizacją górach, warto zaopatrzyć się też w coś, co pozwoli w podobny sposób zadbać o stan garderoby. Sea To Summit z myślą o podróżnikach (i to nie tylko tych górskich) wprowadził do oferty specjalne mydło do odzieży, które nie tylko jest ekologiczne (nie zawiera fosforanów), ale także umożliwia pranie naszych ubrań również w zimnej i… słonej wodzie.

Jak świecić przykładem?

W tym artykule skupiliśmy się na rzeczach, które pomogą nam nie pozostawić po sobie śladów, gdy przemierzamy górskie pasma. Dbanie o czyste góry (co jest tematem kampanii “Nie śmieć gościu”) to tak naprawdę tylko część szerszego tematu, jakim jest ekologia. Turyści z nieco większym eko-zacięciem często nie poprzestają na tym. Niektórzy – na przykład – świecą przykładem, czerpiąc energię bezpośrednio ze słońca – poprzez turystyczne panele słoneczne. Inni kupując kuchenkę turystyczną, wybierają sprzęt o najmniejszym apetycie na gaz. Jak widać sposobów, by ulżyć Matce Ziemi jest sporo, a każde takie działanie to krok we właściwym kierunku.

panele słoneczne dla turystów

Niektórzy turyści świecą dobrym przykładem, czerpiąc energię ze słońca. (fot Goal Zero)

Udostępnij

W Temacie

Strona wykorzystuje pliki cookies w celach wyłącznie statystycznych. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były instalowane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na wykorzystanie plików cookies. Dowiedz się więcej.