Motywacja wspinaczkowa. Kinga Ociepka - Grzegulska - zapis podcastu | 8academy
03.09.2021

Motywacja wspinaczkowa. Kinga Ociepka – Grzegulska – zapis podcastu

Z Kingą Ociepką-Grzegulską - dwukrotną Mistrzyni Świata we wspinaczce na trudność, wielokrotną Mistrzynią Polski, jedyną Polką, która pokonała drogę 9a - rozmawiamy o motywacji do treningów i o tym dlaczego wycofała się z zawodniczego życia.

                       

W jakim wieku zaczęłaś się wspinać?

Jak miałam 10 lat. Na początku to była zabawa. Ale samonapędzająca się. Chciało się coraz więcej. Chociaż ja byłam tą jedną z najsłabszych i najmniej zmotywowanych do wspinania na treningach Renaty Piszczek. Znacznie bardziej byłam zmotywowana do zabawy. Miałam duże problemy ze strachem przed lataniem. I nigdy sobie z tym nie poradziłam. Nadal się boję ale w pewnym okresie moja motywacja stała się większa niż mój strach. Ale to nie jest tak, że się tego pozbyłam i zapewne osoby, które się ze mną wspinają mogłyby opowiedzieć wiele bardzo żenujących historii i moich wielkich wycofów. Bywało, że nawet kijki nie pomagały.

Moja motywacja wzrosła, gdy wszyscy dokoła odpuścili sobie motywowanie mnie. Zaczęłam się wspinać dla siebie i testować swoje granice sama, bez kontroli trenera. Ta kontrola mnie stresowała. Czasami wręcz wolałam udawać, że jest kontuzjowana, chora, że nie mogę się wspinać niż próbować to robić pod presją innych. Dopiero jak zaczęłam sama jeździć na Pochylca z Marcinem Machem – a oboje baliśmy się tak samo, więc wiedzieliśmy, że jesteśmy w swojej strefie komfortu, bo nikt nie patrzy, nikt nie będzie nas cisnął – to wtedy przełamywaliśmy ten strach. Krok po kroku. Bez wielkich wyczynów i skoków. I się trochę udało?

Ile lat trwało Twoje poważne trenowanie?

Trudno powiedzieć. Myślę, że zaczęło się w Reni Sporcie zaraz przed Mistrzostwami Świata. Ale ten okres pamiętam bardziej jako zabawę i próbę utrzymania się z resztą grupy, bo wychodziło mi to słabo. Po przeniesieniu się na Koronę z Michałem Wajdą zaczęły się bardzo wykańczające treningi, ponieważ Michał był niezwykle nakręcony na trenowanie. To w dalszym ciągu była zabawa, ale wychodziliśmy z tych treningów bardzo wyczerpani. i myślę, że ku zaskoczeniu swojemu i wszystkich innych wygrałam te pierwsze Mistrzostwa Świata. Wtedy dla mnie klamka zapadła – trzeba się będzie dalej wspinać.

Zakończyłaś już karierę sportową?

Zakończyłam karierę sportową, jeśli chodzi o starty w zawodach, w 2015 roku. Pamiętam swoją najbardziej spektakularną porażkę. Wygrałam te pierwsze Mistrzostwa Świata, potem drugie i pojechałam na trzecie we Francji. Byłam czwarta po eliminacjach, weszłam na drogę półfinałową i na pierwszym stopniu zjechała mi noga. Nie zdążyłam się nawet wpiąć do pierwszej wpinki. Druga największa to Mistrzostwa Polski w 2015 roku właśnie. Tak bardzo zestresowałam się bulderowym startem, myśląc, że nie starczy mi czasu na resztę drogi, że odpadłam na samym początku mimo, że byłam pierwsza po półfinale skończyłam jako ostatnia.

Skały w pewnym okresie zaczęły być dużo ważniejsze niż zawody. Tylko zawody motywowały mnie do regularnego trenowania, bo wyjazdy w skały zdarzały się falowo lub punktowo w ciągu roku. A trenowanie pod zawody dawało całoroczną motywację by utrzymać się w formie. Do tego był to trening różnorodny, bo nie trenowałam pod jedną drogę, tylko trenowałam wszystko na raz i to było dla mnie najlepszą zabawą. Skały stały się ważne, gdy przestałam startować w zawodach międzynarodowych, bodajże trzynaście lat temu.

motywacja
Kinga Ociepka-Grzegulska w studio 8a.pl (fot. 8a.pl)

Czy odrzucenie zawodów pozwoliło Ci się rozwinąć w skałach?

Nie. to nie miało znaczenia. Po prostu poczułam, że na zawodach przestaję się dobrze bawić. Wiele razy siedząc w strefie myślałam: czemu ja to sobie robię? Nie jestem przecież typem zawodnika. Patrzyłam na inne dziewczyny gotowe do walki a ja miałam ochotę skulić się w kącie i nigdzie nie wychodzić. Mam wrażenie, że wpadłam w zawody bo zaczęłam wygrywać, nie z wyboru. Jak wygrywasz Mistrzostwa Świata to trudno zrezygnować, ale od początku czułam, że to nie jest mój wybór.

Miałam też długi okres stagnacji, gdy jeśli udawało mi się robić 8a onsight’em to byłam zadowolona. Ten czas trwał około dziesięciu, piętnastu lat. A wspinam się dwadzieścia pięć lat. Po pierwszej i drugiej ciąży wymyśliłam sobie marzenie, coś o czym będę myśleć. Że chciałabym wrócić do wcześniejszej formy. To było moje założenie. Po pierwszej ciąży udało mi się to osiągnąć samej. To był okres dziesięciu miesięcy. Wspinałam się w Reni Sporcie, robiąc to co zwykle, bez zegarka, schematycznie. To co umiałam zrobić sama. Ale wycisnęłam z tego ile się da i zrobiłam Nie dla Psa Kiełbasa VI.7. Dziesięć miesięcy od urodzenia Olka. To mi wystarczyło, byłam z siebie bardzo dumna, zwłaszcza z tego, że zrobiłam to sama, że miałam tyle motywacji.

Po ciąży z Karoliną, trzy lata później, wymyśliłam, że jeszcze raz wrócę do formy. Zakładałam, że będzie dużo trudniej. Nie wiem dlaczego. Przez całą ciążę myślałam, że tym razem nie będzie tak łatwo. Słyszałam o osobach, które zaczęły trenować u Maćka Oczko. Pomyślałam, że to mogło by pomóc, bo znów nie wiem od czego zacząć i robiłabym ten sam trening co wcześniej.

Spytałam Maćka czy może mi przesłać czyjeś rozpiski to ja je sobie użyje. Odmówił. Powiedział, że mam przyjść i zaczynamy wszystko od podstaw. Nie wiedziałam na co się piszę. Nie wiedziałam też, że Maciek tak bardzo się zaangażuje.

Jak znalazłaś motywację by prowadzić taki trening mając dwójkę dzieci i pracę?

Ja pomyślałam, że mi to pomoże. Po prostu wykorzystam lepiej czas, który i tak bym wykorzystała na wspinanie. Bo będę ukierunkowana na największe słabości, bo będę wiedziała co robić, bo nie będę przychodzić na ścianę i się zastanawiać co dzisiaj. Ale jak powiedziałam – nie wiedziałam na co się piszę. Wspinanie zawsze było mi potrzebne by mieć różnorodność w życiu. Ja się nie zastanawiałam czy się wspinać czy nie. Chciałam jak najszybciej wrócić. Wspinanie to część mojego życia, która jest jedynie moja i potrzebuje jej by się czuć sobą i żeby dobrze funkcjonować, także poza wspinaniem. Nie było pytania “czy” tylko “jak”.

Ile godziny tygodniowo trenowałaś?

Co drugi dzień. Na początku trening zajmował mi dwie godziny, potem wydłużał się do trzech, trzech i pół. Ale dużo trenowałam też w domu. Gdy Karolina szła na drzemkę to ja wskakiwałam na chwytotablicę. Dopiero, gdy od miesiąca nie miałam dnia bez zakwasów to stwierdziliśmy, że trzeba to trochę ograniczyć.

Z moim mężem poznałam się na zawodach wspinaczkowych, Kuba wiedział na co się pisze. Gdy byłam w ciąży, dużo rozmawialiśmy o treningu i mówiłam, że będę chciała wrócić i będę potrzebowała dużo czasu. On wiedział, akie to dla mnie ważne. Gdy zaczęłam wracać, moje wspinanie było priorytetem. Kuba nie miał z tym problemu. Gdy zaczęłam jeździć na trudne drogi, on brał z naszego czasu to co było wolne.

Nigdy nie byłam koniem treningowym. Wydolnościowo nadal słabo mi idzie. Długie treningi to dla mnie męczarnia. Ważniejsze dla mnie były mocne impulsy by mój organizm się przestawił, niż takie zajeżdżanie się. Duża zmiana przyszła, gdy wróciłam do pracy. Sprawę Honoru zrobiłam we wrześniu a od stycznia wróciłam do pracy. Do Sprawie miała takie poczucie, ze cały czas powinnam się wspinać na wysokim poziomie skoro zrobiłam 9a. Dopiero po dłuższym czasie doszło do mnie, że nie muszę tego robić. Ale na początku czułam presję.

Po kolejnym roku, gdy nadszedł okres wakacji, byłam właśnie na placu zabaw z dziećmi, zaraz miała iść na trening i znów usłyszałam w głowie to pytanie: po co ja sobie to robię? Nie chcę. Pojechałam na ostatni trening i powiedziałam Maćkowi, że robię przerwę. Po dwóch latach chciałam poczuć, ze nie żyję “pod kalendarz”. Przez dwa lata nie było poranka, żebym się obudziła, wypiła kawę i pomyślała: fajnie, zobaczymy co dziś będziemy robić? Zawsze wszystko było zaplanowane: kto jedzie w skały, kto idzie na trening, kto zajmuje się dziećmi. Byłam niewolnikiem kalendarza. Powiedziałam: stop.

Czy po prowadzeniu Sprawy Honoru miałaś myśl, żeby zrobić 9a+?

Nie, nie, nie. Zrobiłam swojego maxa i nie miałam nawet ochoty patrzeć na trudne drogi. Chciałam wspinać się onsight’em. Wybierałam drogi, które byłam w stanie zrobić szybko. Wiedziałam, że już nie zawisnę na drodze, która zajmie mi więcej niż kilka wyjazdów.

Treningu z Maćkiem nie podjęłam z myślą by zrobić najtrudniejszą drogę w życiu. To założenie pojawiło się miesiąc przed poprowadzeniem drogi. W ogóle nie miałam takiego planu. Maciek kazał mi wypisać drogi, które chciałam zrobić. Wpisałam Batalion Skała i Szaleństwo Ludzi Zdrowych. Jak zrobiłam tą drugą to pomyślałam: zrobiłam wszystko co chciałam. Maciek wtedy powiedział: nie, sezon się jeszcze nie skończył. Był sierpień. Zrobiłam jeszcze Fumara. Maciek znów powiedział: nie, jeszcze możesz zrobić Sprawę. Więc to nie był roczny okres trenowania z myślą o 9a. To był okres powrotu do formy. Maciek powiedział mi później, że już wcześniej miał ten plan w głowie. Dobrze, że mi nie powiedział, bo nie lubię się wspinać pod presją.

Tego dnia dwa razy spadłam ze Sprawy. Niżej i niżej. Bo byłam taka zestresowana. Stwierdziłam, że idę zdjąć ekspresy.

Jak teraz wygląda Twoje wspinanie?

Po tych dwóch latach treningu nastąpił rok walki samej ze sobą i z wyrzutami sumienia. Nie da się tak po prostu przestawić. Nie chciałam trenować ale miałam poczucie, ze powinnam. Już wcześniej czułam, że niczego nie robię dobrze. Chodziłam ciągle zmęczona, zasypiałam o 21:00, wstawałam o 6:00 rano, po pracy od razu na trening. Miałam poczucie, ze już nie jestem na tyle wytrzymała by ten trening ciągnąć. Potem zdecydowałam, że nie chcę, ale nadal miałam wyrzuty sumienia. Pamiętam wyjazd do Chorwacji gdzie zrobiłam tylko dwie 7c onsight’em. Dopiero kolejne wyjazdy, gdzie w ogóle nie dotykałam dróg powyżej 7b+ dały mi luz. Wtedy poczułam, że mogę się wspinać dla przyjemności. Już nie muszę nic udowadniać i jest mi z tym dobrze.

To proces. Mam nadzieję, że zawsze się będę wspinać. Niektórzy nie potrafią zejść z pierwszego miejsca podium. Ja chyba potrafię bo wspinanie daje mi nadal mega radochę. Nie muszę jeździć, planować, wybierać celów, wracać na drogi. To było ogromnie stresujące. Droga czeka, trzeba na nią wrócić. Mało w tym wolnej woli, bardzo dużo schematu i przymusu. Oczywiście dopóki mi to sprawiało radość to w ogóle nie myślałam o tym w ten sposób.

Teraz myślę, że wspinanie sprawia mi czystą radość, niezależnie po czym się wspinam. Kiedyś pojechałam w piachy i męczyłam się na VI.3. Pamiętam ten moment – czysta radość i zabawa. Zaczęłam się przekonywać do rzeczy, których wcześniej nie chciałam próbować. Rysy, oblaki – nie lubiłam tego. Można robić coś we wspinaniu co nie koniecznie jest dużą cyfrą.

Naprawdę żyjesz wspinaniem?

Ciężko powiedzieć. Kiedyś bym powiedziała, że tak. Teraz udaje mi się znaleźć różne aktywności, które sprawiają mi mega radość. Rower, bieganie, skitury – jestem w tym strasznie słaba. Zaczęły mnie cieszyć rzeczy, w których musze przełamywać swoje bariery. Tego wspinanie mnie nauczyło. Nie powiedziałabym już, że zżyję wspinaniem ale na pewno nie chcę żyć bez wspinania. Na pewno też nie znalazłam niczego co mogłoby zastąpić moją miłość do wspinania. Nie ma takiej drugiej rzeczy, w której czuje się tak bardzo sobą i jestem w stanie tak wyłączyć swój umysł, że robię to tak jakbym się z tym urodziła. Przez dwadzieścia parę lat myślałam, że istniej tylko wspinanie. Teraz jestem znacznie bardziej otwarta na inne sporty.

Wyobrażasz sobie, że przestajesz się wspinać?

Nie. Raczej mam takie myśli, że może kiedyś mi się jeszcze zachce. Na przykład wrócić na poziom 8b, cokolwiek. Wiem, że jeszcze coś takiego się pojawi. Nadal się wspinam dwa, trzy razy w tygodniu. To pozwala mi się trzymać na przyzwoitym poziomie.

Wspinać się by żyć czy żyć by się wspinać?

Nie wiem. Żyć żeby robić różne rzeczy. Czy da się żyć bez wspinania? Da się. Nie da się bez pasji. Wspinanie mnie ukształtowało. Miało bardzo dobry wpływ. Nauczyło mnie pewności siebie, dążenia do celów i tego by się nie poddawać.

Zachęcamy do słuchania Podcastu Górskiego 8a.pl. Pełna wersja rozmowy dostępna jest za pośrednictwem serwisów:

                   

Udostępnij

W Temacie

Strona wykorzystuje pliki cookies w celach wyłącznie statystycznych. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były instalowane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na wykorzystanie plików cookies. Dowiedz się więcej.