23.04.2021

Łukasz Supergan. Zimowe przejście górami Polski. Zapis podcastu.

22 lutego, po 48 dniach i 16 godzinach Łukasz Supergan stanął na Przełęczy Bukowskiej w Bieszczadach i zakończył liczące 1100km zimowe przejście górami Polski.

                       

Oto zapis godzinnego Podcastu Górskiego 8a.pl i 8academy. Piotr Czmoch rozmawia z Łukaszem Superganem, podróżnikiem, którego pasją są samotne długodystansowe wyprawy, o zimowym przejściu górami Polski.

Czy buty, które wziąłeś sprawdziły się? Przemokły?

I sprawdziły i przemokły. Dopóki szedłem przez Sudety wszystko było super i mimo różnorodnych warunków nie musiałem wcale o nie dbać. Po miesiącu jednak fabryczna impregnacja zaczęła schodzić. Wtedy zacząłem je woskować. Idąc w polskie góry na dwa miesiące wiesz, że warunki będą bardzo różne, że będą mrozy, odwilże, chlapy, oblodzone szlaki. Pytanie tylko w jakiej kolejności. Trzeba być gotowym na wszystko. Buty przemokły na najłatwiejszym odcinku szlaku, na Podhalu. Wpadłem do strumienia. Przez dwie doby szedłem w mokrych butach. Ale z tym też się liczyłem.

Jaki dystans robiłeś każdego dnia?

Średnio 25 km dziennie. To może być zaskoczeniem, ale podczas zimowego przejścia górami Polski najtrudniejszym momentem był Beskid Niski. Szedłem tam szlakiem granicznym, zwanym tez karpackim. Prowadzi ściśle granicą, przez co jest bardzo oddalony od wszelkich miejscowości. Parę dni wcześniej był potężny opad śniegu. Robiłem 15km i byłem kompletnie wypruty. Z drugiej strony, w Sudetach, w Kotlinie Kłodzkiej 30km nie było wielkim osiągnięciem. W rejonie Śląska Opolskiego w ciągu jednego dnia przeszedłem nawet 60km.

Jakie były główne założenia zimowego przejścia górami Polski?

Zasadą było to, że idę pieszo. Poza tym wszystkie chwyty dozwolone. Na trasie miałem rozłożone depozyty. To było pomocne bo mogłem korzystać z dobrego, wysokokalorycznego jedzenia. Raz na tydzień zgarniałem paczkę czekającą w zaprzyjaźnionych schronisku. W tej paczce miałem podstawowe jedzenie na śniadania i kolacje, razem około 4kg. Depozyty nie zapewniały mi jednak 100% zapotrzebowania, musiałem je uzupełniać. Działanie bez wsparcia byłoby zupełnie bez sensu. Jesteśmy w Polsce, nie na pustyni. Mam w górach sporo znajomych rozsianych po całym szlaku. Odzywali się do mnie i zapraszali do siebie. Zimowe przejście górami Polski traktowałem jako wycieczkę na luzie, nie jako okazję do bicia rekordów i poprawiania jakiegoś stylu. Nie przywiązywałem do tego żadnej wagi. Jeśli ktoś zwraca na to uwagę to może go poprawić.

Jak wybierałeś szlak? Jak najkrócej?

Właśnie nie. Zdarzało się, że robiłem nawet pętle, jak w Kotlinie Kłodzkiej czy na Podhalu. Założenie zimowego przejścia górami Polski było takie by wybrać kilka szlaków długodystansowych i połączyć w całość. Nigdy nie przeszedłem w całości Głównego Szlaku Sudeckiego. Pomyślałem, że to będzie dobry moment. W Beskidach starałem się połączyć Główny Szlak Beskidzki, niebieski szlak graniczny w Beskidzie Niskim i Bieszczadach i dodatkowo czerwony szlak, który kiedyś pokazał mi Janusz Gołąb prowadzący przez Podhale, Spisz i Pieniny oraz niebieski szlak długodystansowy, który prowadzi fragmentem Pienin i Małych Pienin. Zależało mi by pokazać te szlaki ludziom, którzy czytali moje relacje. Bo niektóre, jak ten czerwony na Podhalu, są zupełnie nieznane.

W jakich miejscach spałeś?

Jeśli była taka możliwość to wybierałem wiaty, bo nawet kiepska wiata jest lepsza niż płachta. Ale czasami wiat nie było. Wtedy rozkładałem tarp. Może się to wydawać dziwne, że bierzesz tarp na zimę. Ale nauczony doświadczeniem wiedziałem, że jestem w stanie tak zrobić. Tarp waży jedynie 350gr i zajmuje niewiele miejsca. Owszem, bywały ciężkie noce, gdy budziłem się przysypany śniegiem. Ale z czasem nabrałem wprawy i byłem w stanie tak rozłożyć tarp, że był niezłym schronieniem. Moje noclegi prawie zawsze wypadały poniżej granicy lasu, więc byłem chroniony przed silnym wiatrem. Gdybym miał zrobić taki szlak w górach wysokich lub terenach niezalesionych to bezwzględnie wybrałbym namiot.

Jak radziłeś sobie z wilgocią?

Pamiętam swoją próbę przejścia Karpat Ukraińskich kiedy zrezygnowałem po trzecim dniu. Wtedy ze zdumieniem zobaczyłem jak ciężki stał się mój śpiwór. To była wilgoć, która wyparowywała ze mnie. Teraz i w butach i w śpiworze zastosowałem to samo rozwiązanie: izolację nieprzepuszczającą pary wodnej. Zanim wszedłem do śpiwora, wchodziłem do nieprzepuszczalnej płachty. Można zastosować nawet folię NRC. Podobnie z butami. Między skarpetki a but wkładałem worek foliowy. Skarpety były mokre ale buty pozostawały suche. To kluczowe – wilgotny but może zamarznąć.

Na jakim paliwie gotowałeś?

Na gazie. W depozytach miałem również kartusze. Często biwakowałem z dala od źródeł wody więc topiłem śnieg, dodawałem do niego nieco soli, elektrolitów. Zdobywanie gazu byłoby bardzo kłopotliwe. Butla starczała mi na 5-7 dni. Gaz w depozytach był wręcz bardziej kluczowy niż jedzenie.

Co jadłeś?

Pierwszy raz na śniadanie stosowałem porcje jedzenia w proszku. Bardzo kaloryczne, zrównoważone, bogate we wszystkie witaminy i minerały, zawierające dużo białka. Dwie porcie to 800kcal. Czasami dodawałem baton energetyczny. To starczało na pierwsze trzy godziny wędrówki. Potem co godzinę lub dwie jadłem czekoladę, batoniki, żelki. W takim marszu można spalić między 400 a 600kcal na godzinę, jak torujesz lub idziesz mocno pod górę to nawet 800kcal. To półtorej tabliczki czekolady. Z czasem pojawia się deficyt energii. Oczywiście odbudowujesz go kolacjami, dniami odpoczynku ale i tak będzie narastać. Sztuką jest by nie doprowadzić się do wyniszczenia i wychudzenia. Gdy dotarłem na Podhale po pięciu tygodniach ważyłem 4kg mniej. To nie tylko oponka na brzuchu, spaliłem też częściowo mięśnie. To był największy błąd jaki popełniłem podczas zimowego przejścia górami Polski. Miałem takie same porcje jedzenia przez cały szlak. Tymczasem przez pierwsze dwa tygodnie jadłem dużo mniej. Po siedmiu tygodniach, w Beskidzie Niskim, gdzie było najwięcej torowania i potrzebowałem więcej energii, te porcje okazały się za małe. A nie miałem dokoła żadnej cywilizacji. Trochę się przegłodziłem. Przez kilka dni czułem osłabienie.

A co na kolacje?

Liofy, różne dania, które dodatkowo wzbogacałem. Do liofa, który ma 500-600kcal dorzucałem płatki, kaszę instant, makaron instant. Kolacja musi mieć 1000kcal. Rzadko mi się to zdarza ale bywało, że w nocy budziłem się i dojadałem. Bywały dni, że mój zegarek pokazywał zużycie dziennie na poziomie 6000kcal.

Przygotowywałeś się kondycyjnie do zimowego przejścia górami Polski?

Przygotowanie do takiego szlaku to kilka rzeczy: kondycja, logistyka i rozpoznanie terenu. To ostatnie było najłatwiejsze, bo chodziłem po szlakach, które w większości znałem. Przygotowanie logistyczne to była kwestia kilku dni: przemyślenie lokalizacji depozytów, kontakt ze schroniskami. Najdłuższą fazą był trening, który trwał prawie cztery miesiące. Prowadził Karol Hennig z Formy na Szczyt. To był trening tlenowy, przygotowujący do spokojnego ale długotrwałego wysiłku i symulujący warunki, w których miałem się przemieszczać. Po wakacjach nie miałem w ogóle formy, podbiegnięcie 4km było dla mnie szaloną trudnością. Zacząłem więc od prostych biegów. Głównym celem było robienie przewyższeń z coraz cięższym plecakiem. Koniec końców doszedłem do tego ze podczas dnia treningowego przechodziłem 15km, 1,5km podejść i tyle samo zejść z obciążeniem 12-15kg. Potem, podczas wędrówki czułem, że to naprawdę było kluczowe. Wysiłek który robiłem podczas treningów był odtwarzany, w nieco wolniejszym tempie ale codziennie, bez regeneracji.

o zimowym przejściu górami Polski opowiada Łukasz Supergan
Łukasz Supergan (fot. 8academy)

Co się zaskoczyło podczas zimowego przejścia górami Polski? Na co się nie przygotowywałeś?

Każde takie wyjście jest nauką. Zaskoczeniem było osłabienie organizmu pod koniec wyprawy. Błędem była też niedostateczna ochrona dłoni przed mrozem. Zimno połączone z wilgocią i długą ekspozycją, częste wyjmowanie rąk z rękawic by robić zdjęcia. Nie mam odmrożeń ale krążenie nie jest tak dobre jak było. Zmieniłby też ustawienia biwaków, wziąłbym lepszy podkład pod matę. Ale ogólnie z zimowego przejścia górami Polski jestem zadowolony. Wiem, że w warunkach polskich gór jestem w stanie wyjść zimą na dowolnie długi czas i nie doprowadzę się do wyniszczenia po kilku dniach.

Jaką radę miałbyś dla osób, które chciałby podjąć taka aktywność?

Na wstępnie polecam po prostu poczytać na ten temat i zbudować fundament wiedzy teoretycznej. Druga sprawa to praktyka. Trzeba zacząć od podstaw i wytrenować umiejętność przetrwania zimą. Zacznij od małych rzeczy. Na przykład biwak zimowy blisko domu lub schroniska, tak by w razie czego można się ewakuować. Przeżyłeś jedną noc to pewnie jesteś w stanie przeżyć weekend. Drugie pytanie: czy jesteś w stanie gotować? Jeśli jesteś samowystarczalny przez cały weekend to już jest bardzo dobra podstawa. Spróbuj podobnego wyjścia na pięć dni lub tydzień. Jeśli możesz przetrwać tydzień w górach zimą bez pomocy z zewnątrz to jest już super. A jeśli dajesz radę przetrwać kilka dni to czemu nie kilkanaście. Od czasu do czasu zejdź to schroniska, zregeneruj się. To powolne zdobywanie doświadczeń i wypracowywanie swoich patentów. Praktyki nie da się zastąpić.

Ile ważył twój plecak?

Różnie ale maksymalnie 15kg. Na początku każdego etapu plecak ważył więcej, bo dochodziło 0.5kg kartusza i 4-5kg jedzenia z depozytów. Bez tej zmiennej zawartości miałem 8kg czystego sprzętu i około 2kg sprzętu foto i video. Myślę, że mógłbym zmniejszyć ten ciężar, choćby zostawiając cześć sprzętu fotograficznego. Ale nie chciałem tego robić.

Jak nawigowałeś?

Wydawałoby się, że nawigacja w polskich górach będzie banalna. Wcale nie. Główny Szlak Sudecki jest miejscami kiepsko oznakowany a zima tylko pogarsza sprawę. W Beskidzie Niskim niebieski szlak graniczny był tak zawalony śniegiem, że nie wiedziałem gdzie iść. Nawigowałem na trzy sposoby. Planowanie robiłem na bazie aplikacji, w terenie najczęściej używałem papierowej mapy i kompasu. W skrajnych sytuacjach, gdy było ciemno i padał gęsty śnieg, zdarzało mi się zejść na słowacką stronę. Wtedy, by odnaleźć szlak lub zejść do najbliższego schroniska, używałem GPS w zegarku. W kilku miejscach szedłem wręcz za wskazaniami strzałki na ekranie. Nie lubię robić i trochę się wstydzę ale czasami nie było wyboru.

Używałeś rakiet śnieżnych? Ponoć przekonujesz się również do skiturów?

Preferuję chodzenie w rakietach, zwłaszcza, gdy idę gęstym lasem. Były jednak takie miejsca, gdzie rakiety nie dawały rady, wtedy odpowiednie narty byłyby lepszym rozwiązaniem. Narty mają sporo większą powierzchnię, większą wyporność niż rakiety. Kika razy w głębokim puchu błogosławiłem moment, gdy na głównym grzbiecie Karpat znajdywałem ślady nart. Wystarczył taki ślad by łatwiej mi się szło. Ta wędrówka pokazała mi, że narty skiturowe lub backcountry być może byłyby lepszym rozwiązaniem. Na wysokich grzbietach na nartach mógłbym mieć dwa razy szybsze tempo i mógłbym wkładać znacznie mniej siły. Muszę spróbować, przekonać się. Ale zdobycie butów skiturowych nr 50 może być problemem. Jeśli znajdę biorę w ciemno!

Masz w głowie kolejny cel?

Zawsze. Już za miesiąc ląduje w Szwecji, za kołem podbiegunowym. W dwójkowym składzie przewędrujemy kawałek szlak Kungsleden wchodząc na najwyższy szczyt Szwecji. To nie jest żaden wyczyn, szlak jest znany, ma świetne mapy i przewodniki. Chcę jednak wzbogacić swoje umiejętności polarne. W wakacje zaś mam wielką nadzieję, że pojadę do Kirgistanu na pierwszy siedmiotysięcznik. Jeśli te dwie przygody wypalą będę naprawdę szczęśliwy po tym dziwnym 2020 roku.

Zachęcamy do słuchania Podcastu Górskiego 8a.pl. Pełna wersja rozmowy dostępna jest za pośrednictwem serwisów:

                   

Udostępnij

W Temacie

Strona wykorzystuje pliki cookies w celach wyłącznie statystycznych. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były instalowane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na wykorzystanie plików cookies. Dowiedz się więcej.