Łukasz Dudek opowiada o przejściu solo drogi Pan Aroma. Zapis podcastu | 8academy
26.02.2021

Łukasz Dudek opowiada o przejściu solo drogi Pan Aroma. Zapis podcastu

Zeszły rok zdecydowanie należał do Łukasza Dudka. Nasz najlepszy obecnie wspinacz sportowy i wielkościanowy poprowadził w stylu rope solo drogę "Pan Aroma" 8c.

                       

Łukasz Dudek to pierwszy Polak, który za granicą poprowadził drogę sportową o wycenie 9a. Wspina się także boulderowo – pokonał pierwsze 8C w Polsce. Kilka lat temu Łukasz zainteresował się wspinaczką wielkościanową. W zespole z Jackiem Matuszkiem pokonał klasycznie między innymi Nowe Szaty Cesarza, Silbergeier czy End of Silence. Natomiast w sierpniu zeszłego roku pokonał rope solo linię “Pan Aroma”8c. W trzydziestym siódmym odcinku Górskiego Podcastu 8a.pl i 8academy Piotr Czmoch rozmawia z Łukaszem Dudkiem o arkanach wspinaczki solowej. 

Przejście od wspinaczki skałkowej do wielowyciągowej to naturalna ewolucja

Decyzji o tym, że będę wspinać się solo czy wielowyciągowo nie podjąłem z dnia na dzień. Pierwszy raz pomyślałem o wspinaczce górskiej w 2021 roku, będąc w typowo sportowym rejonie Zillertal. Z Jackiem Matuszkiem wstawiliśmy się w osiemdziesięciometrową drogę, więc uznaliśmy, że niewiele nam już brakuje, by spróbować wspinaczki wielowyciągowej. W tym samym czasie zacząłem samotnie patentować trudne drogi sportowe na Jurze, bo miałem problem ze znalezieniem partnera.

Z regułami mam na bakier

Nie trenuję systematycznie, według żadnych wskazówek czy oficjalnych wytycznych. Gdybym tak trenował, może robiłbym 9b, a może nawet 9a bym nie zrobił. Wspinam się już dwadzieścia lat i wiem, kiedy mogę mocniej przycisnąć, a kiedy odpuścić. Poza tym samodzielnie dopasowuję treningi do celów, jakie akurat mam do zrealizowania. Trening nie jest dla mnie celem samym w sobie. Podejrzewam wręcz, że gdyby nie moje projekty, to w ogóle bym się nie wspinał.

Techniki wspinania solowego

Na początek warto przećwiczyć wspinaczkę rope solo, warto ją zacząć uprawiać w pobliskich skałach. Eliminujemy wówczas elementy ryzyka obiektywnego, które mamy w górach i możemy skupić się na samej technice. Jedną metodą i chyba metodą pierwszego wyboru jest wspinanie się na wędkę. Wpinam wówczas go uprzęży przyrząd samozaciskowy, stosowany na przykład do podchodzenia w alpinizmie przemysłowym. Przyrząd sam mi się przesuwa po linie, co pozwala na komfortowe patentowanie drogi.

Prowadzenie podczas wspinania rope solo

Drugą i zdecydowanie bardziej skomplikowaną metodą jest wspinanie solo z dolną asekuracją. Wpinam wówczas do uprzęży przyrząd specjalnie przeznaczony do wspinaczki solowej: Soloist albo Silent Partner. Problem polega na tym, że tych przyrządów praktycznie nie ma na rynku, ponieważ zostały wycofane. Alternatywą dla tych dwóch przyrządów jest Grigri – nie jest przyrządem dedykowanym dla wspinaczy solowych. Ważne jest, by Grigri ustawić w pozycji pionowej i wpiąć do uprzęży piersiowej, klasycznej albo prowizorycznej i do niej wpinamy Grigri. Aby przejść dany wyciąg w górach, musimy mieć tyle liny, ile metrów ma dany wyciąg. Jednocześnie trzeba się wspinać i asekurować. Trzeba też uważać na linę – dobrze, gdy jest wpięta do uprzęży. Na linie wiążemy co kilka – kilkanaście metrów węzły i wpinamy do uprzęży. W razie gdyby Grigri zawiodło, węzeł przejmuje asekurację. Oznacza to długie loty, ale zakończone w miarę bezpiecznie. Ponadto stanowisko zakładamy przed wbiciem się w dany wyciąg, do którego wpinamy linę na sztywno.

Podczas wspinaczki

Zatem jednocześnie się wspinamy, zakładamy asekurację i wydajemy sobie luz na linie. Ta technika jest dość skomplikowana i sprawdza się tylko u osób, które mają już doświadczenie we wspinaniu zarówno sportowym, jak i górskim. W miarę progresu na danym wyciągu ubywa mi liny, która zostaje w ścianie, a węzeł likwiduję. Oznacza to, iż poza ciężarem ciała mam jeszcze ciężar liny. Ponieważ ubywa go w miarę postępu na drodze, jest mi coraz lżej. Jest to odwrotna sytuacja niż podczas wspinania z partnerem. Wówczas pod koniec długiego wyciągu liny między mną a partnerem jest już bardzo dużo i ciężko ją ciągnąć, by na przykład wpinać ją w kolejne przeloty. We wspinaniu solowym rzecz ma się odwrotnie. Nie ma też problemu przegięcia na linie, gdyż całą linę mamy ze sobą.

Jak się nauczyć wspinania solowego?

Próbowałem konsultować się z osobami, które już się wspinały solowo. Korzystałem też z własnego doświadczenia, które nabywałem i doskonaliłem podczas solowego patentowania na Jurze Krakowsko – Częstochowskiej. Dzięki temu na Jurze byłem w stanie pokonywać rope solo drogi o wycenie 8c, czyli 6.7 w skali Kurtyki. Nie odczułem większej różnicy między wspinaniem wielowyciągowym a wspinaniem skalnym.

Łukasz Dudek Pan Aroma solo - podcast 8academy
Łukasz Dudek (fot. 8academy)

Pan Aroma

Kluczowe trudności tej drogi występują w bardzo dużym przewieszeniu, niemal w dachu. Miejsce to zresztą nazywa się, nieco na wyrost, największym dachem skalnym w Europie. Oba najtrudniejsze wyciągi idą trawersem. W związku z tym praca nad drogą wygląda zupełnie inaczej niż na drogach, które pokonywałem do tej pory. Na drodze o pionowym przebiegu najtrudniej jest przehaczyć do góry, ale tu można posiłkować się właśnie technikami hakowymi. Ze stanowiska zjazdowego możemy opuścić linę zawiązaną na sztywno i zjechać na Grigri, by ją komfortowo patentować. Na Pan Aromie jest to niemożliwe także z tego względu, że odległości między przelotami są naprawdę imponujące. A wspinając się w trawersie, nie mamy możliwości łatwego powrotu do trudnego miejsca. W związku z tym liczba prób, które można oddać w danym miejscu jednego dnia jest bardzo ograniczona. Co więcej, aby wrócić do stanowiska poprzedniego wyciągu, musimy rozpiąć poręczówkę. Rozpinałem poręczówkę długości 70 metrów, więc dziennie wstawek roboczych można oddać maksymalnie dwie.

Jest jeszcze aspekt samej przestrzeni, ekspozycji. Nawet w dniu, kiedy udało mi się drogę poprowadzić, nie czułem się komfortowo w tej paraliżującej przestrzeni. Ręce zaciskają się na chwytach mocniej niż trzeba, co szybciej bułuje. Do tego dochodzi kruszyzna, zwłaszcza na niższych wyciągach chwyty dudniły i trzymały się chyba tylko na słowo honoru. do tego dochodzi skomplikowana turystyka. To wszystko sprawia, że Pan Aroma jest naprawdę poważnym wyzwaniem.

Dlaczego Pan Aroma?

Dobrze się czuję w dużym przewieszeniu i w dachu. Ale charakter kluczowych trudności nie miał dla mnie decydującego znaczenia, jeśli chodzi o wybór Pan Aromy. Przymierzałem się do niej z Jackiem Matuszkiem już w 2015 roku podczas realizacji naszego projektu Alpine Wall Tour – pokonania wszystkich najtrudniejszych dróg wielowyciągowych Europy. Zaczęliśmy od Bellavisty – pierwszej drogi big wallowej o wycenie 8c, obecnie zdegradowanej do 8b+. Pokonanie drogi kosztowało nas tyle wysiłku, że nie wstawiliśmy się już wówczas w Pan Aromę. Jednak rok później na Cimie Grande wstawiliśmy się w Drogę Hiszpańską, która też kosztowała nas masę wysiłku fizycznego i psychicznego. Zajęła nam cały sezon – powtórzyliśmy ją klasycznie dopiero we wrześniu. Kolejny rok później chcieliśmy wytyczyć nową linię i poszukiwaliśmy jej przebiegu na różnych miejscach. Ostatecznie postawiliśmy na powtórzenie polskiej drogi hakowej La Strada, ale okazała się tak mokra, że ostatecznie wytyczyliśmy własną linię obok tej. Kolejny rok znów upłynął pod hasłem solowego wspinania, a Pan Aromę próbowałem z dwoma kolegami. Kluczowy wyciąg był permanentnie mokry, dlatego dopiero zimą 2020 postawiłem na przejście Pan Aromy, tym razem solo. Mam ogromny respekt do autora drogi, Aleksa Hubera i jego śmiałej wizji klasycznego przejścia tego ogromnego daszyska.

Współpraca z Piotrkiem Deską

Obecność Piotra bardzo mi pomogła psychicznie zaadaptować się do ekspozycji. Zdecydowaliśmy, że zdjęcia będziemy robić podczas pracy nad drogą, a nie podczas finalnego przejścia, kiedy chciałem się skupić na samym wspinaniu. Czas pracy nad drogą na skutek zaangażowania Piotra nieco się wydłużył, ale pozwolił mi oswoić się z drogą. Poza tym jego obecność dawała mi motywację do wysiłków.

Pan Aroma solo to wyzwanie psychiczne

Fizycznie czułem się na siłach, by robić poszczególne przechwyty. Trenowałem pod kątem tej drogi, zrezygnowałem ze wspinania na Jurze, które ma zupełnie inny charakter: pionowe formacje, małe chwyty. Tymczasem Pan Aroma wymaga wytrzymałości siłowej. Ale głównie było to dla mnie wyzwanie psychiczne. Dopóki czułem psychiczną blokadę, nie mogłem robić rzetelnych postępów. W końcu jednak głowa “puściła”.

Na ostateczne próby pojechałem sam. Wspinanie solowe z liną trwa bardzo długo. Każdy wyciąg pokonuje się klasycznie, potem trzeba zjechać, odwiązać linę z dolnego stanowiska i ponownie podejść do góry. To bardzo spowalnia postęp na drodze. Zakładałem, że rozpocznę wspinaczkę o siódmej rano, zaś skończę około północy albo później. W trakcie przejścia okazało się, że jednak od czasu do czasu mam zasięg, by chociaż wysłać sms.

Przejście Pan Aromy

W odróżnieniu na przykład od Torture, Pan Aroma ma północno – zachodnią wystawą. Jest na niej zimno, bo słońce pojawia się dopiero koło osiemnastej. Jest to zarazem sygnał dla wspinaczy, że kończy się nasz dzień wspinaczkowy. Poza tym droga położona jest wysoko – startujemy na wysokości około 2400. Więc jeśli w dolinach mamy upał, to na Pan Aromie będzie przyzwoicie, nie trzeba będzie nosić czapki. Dni dobrej pogody jest mało. Jeśli na przykład siądzie mgła, wszystkie chwyty w kluczowych trudnościach są mokre. Dni, kiedy da się tą drogę przejść, jest bardzo mało w ciągu roku. Trzeba wstrzelić się w takie okno pogodowe. Udało mi się w nie wstrzelić.

Wspinałem się siedemnaście godzin, w zasadzie bez przerwy. Odpoczywałem tylko przed dwoma najtrudniejszymi wyciągami – trawersem długim na prawie sześćdziesiąt metrów, bardzo wybierającym i trudnym, a potem mamy drugi wyciąg, typowo siłowy. Po ich pokonaniu wspinałem się już bez odpoczynku. Trzy, cztery wyciągi przed końcem drogi padła mi czołówka. Poczułem wówczas, że tracę siły. Same wyciągi starałem się robić jak najdłuższe, po siedemdziesiąt, osiemdziesiąt metrów, by zaoszczędzić czas. Zabrałem też za mało wody, więc ostatnie cztery godziny wspinania to była prawdziwa męka.

Sprzęt i wyposażenie na Pan Aromę

Chciałem iść maksymalnie na lekko. Poza liną miałem kilka batoników, butelkę wody i sprzęt niezbędny do przejścia drogi. Zrezygnowałem zupełnie z dokładania własnej asekuracji, bo byłby to balast. Wiązało się to z większym ryzykiem, bo w górnych wyciągach miałem zaledwie po kilka przelotów.

Podczas wspinania solowego nie mamy partnera, który by nas wspierał, dopingował, zapewniał poczucie bezpieczeństwa. Trzeba to sobie zapewnić samemu. Zdarzało mi się mówić do samego siebie. Zdarza się podczas wspinania z partnerem przelewać swoje frustracje na asekuranta. We wspinaczce solo tego nie ma, trzeba utrzymać wewnętrzną harmonię. Podczas kluczowej wstawki nie wywierałem na sobie żadnej presji, zakładałem wręcz, że będzie to próba robocza. Gdybym się stresował, pewnie bym tej drogi nie zrobił.

Wszystko poszło zgodnie z planem

Poza wodą, której wziąłem za mało, wszystko się dobrze ułożyło, głównie asekuracja. Górne wyciągi znałem już z przejścia Bellavisty, pokonanej wcześniej (górna część Pan Aromy łączy się z Bellavistą). Kluczowy wyciąg, sześćdziesięciometrowy, prowadziłem ponad godzinę. Tam zdarzył mi się mały zgrzyt. Węzły, które ze sobą prowadziłem, zaplątały mi się, więc musiałem je na nowo sklarować, wisząc w środku wyciągu na dwóch dobrych klamach. To chyba kosztowało mnie najwięcej czasu i wysiłku. Gdybym miał partnera, pewnie szedłbym tak samo długo. Wyciąg ten ma taką specyfikę, że są trudne sekwencje, a potem rest. Gdybym był z partnerem, musiałbym czekać, aż do mnie dołączy na stanowisku, jednocześnie odpoczywając. We wspinaniu solowym nie mamy tego czasu, bo nikt za nas nie zlikwiduje przelotów. Gdybym chciał odpoczywać tak, jak podczas przejścia z partnerem, wzrósłby pewnie do dwudziestu lub więcej godzin.

Wspinanie solowe to nie jest gra ze śmiercią

Udało mi się o tym przekonać moją żonę Basię. Jeśli ogarnia się kwestię sprzętu, to wspinaczka solowa nie jest wcale tak niebezpieczna, jak się może niektórym wydawać. Jednak ten rodzaj wspinania wymaga od nas pełnej samodzielności. Sami zakładamy stanowiska, sami się asekurujemy, sami wybieramy luz na linie.

Przejście Pan Aromy wprawiło mnie w taką demotywację, jakiej jeszcze w życiu nie miałem. Kolejny raz wspinałem się dopiero trzy tygodnie po przejściu. Dlatego nie robię teraz poważnych planów dotyczących wspinania. Ale myślałem już trochę o północnej ścianie Eigeru oraz o El Capitanie. Jeśli się na to zdecyduję, na pewno będę musiał wprawić się we wspinaczce w rysach, by być już choć trochę przygotowanym.

Zachęcamy do słuchania Podcastu Górskiego 8a.pl. Pełna wersja rozmowy dostępna jest za pośrednictwem serwisów:

#robimywgórach
#robimywpodcastach

                   

Udostępnij

W Temacie

Strona wykorzystuje pliki cookies w celach wyłącznie statystycznych. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były instalowane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na wykorzystanie plików cookies. Dowiedz się więcej.