24.07.2019

Kije trekkingowe Robens Rydal C66 – test

Zanim zacząłem intensywnie chodzić po górach, miałem dość ambiwalentny stosunek do ich używania. Ot, niepotrzebne dodatkowe gramy ekwipunku, a przecież nart na nogach nie mam. Czas i zwiększona intensywność górskich wypraw pokazały jednak, że racji nie miałem. Za to, że zmieniło się moje podejście do kijów trekkingowych, kolana są mi wdzięczne do dziś.

Dlaczego warto używać kijów trekkingowych? Zakładam że skoro czytasz ten tekst, nie muszę Cię przekonywać do zabierania ich w góry. Wiesz już, że na zejściach kolana mogą zaboleć. Domyślasz się, że podczas kilkudniowego trekkingu z ciężkim plecakiem przyda się odciążenie dla, dźwigających ekwipunek, ramion. A może zdarzyło Ci się walczyć z mozolnym podejściem i dodatkowy punkt podparcia był wówczas niczym podmuch zimnego wietrzyku w upalny dzień? Ale mogę się mylić. A, co jeśli jednak nigdy nie używałeś (-aś) kijów trekkingowych? W takim układzie, jeśli nie przedstawiłem wystarczających argumentów, by Cię do nich przekonać, odsyłam do poradnika, gdzie tej kategorii produktów przyjrzano się w sposób nieco bardziej szczegółowy. O funkcjonalnościach kijów najlepiej opowiadać na konkretnym przykładzie. W tym artykule przedstawię zatem model, z którego sam korzystam – kije trekkingowe Robens Rydal C66.

Kije trekkingowe Robens Rydal C66

Nie wyobrażam sobie wędrówki z ciężkim plecakiem bez kijów. (fot. Łukasz Ihnatowicz)

Kije trekkingowe Robens Rydal C66 – dlaczego taki wybór?

Obecnie na rynku outdoorowym wybór różnych modeli kijów jest ogromny. Od najtańszych, ciężkich i jakościowo miernych modeli z marketu, po lekkie niczym piórko, kompaktowe opcje dla profesjonalistów. Daleko mi do profesjonalisty, ale w górach jestem kilka razy w miesiącu i to o każdej porze roku. Dotychczas „zużyłem” już dwie pary kijów, wiedziałem zatem czego należy oczekiwać od takiego sprzętu. Na etapie wyboru modelu wszystkie moje wymagania spełniały kije trekkingowe Robens Rydal C66.

  • Waga: do tej pory używałem kijów aluminiowych. Tym razem musiał to być model lżejszy, z włókna węglowego.
  • System blokowania: w grę wchodził tylko zewnętrzny system blokowania. Nie odpowiadają mi modele skręcane.
  • Konstrukcja: brałem pod uwagę korzystanie z kijów w trakcie biegów górskich, dlatego poszukiwania ograniczyłem tylko do modeli składanych w literę Z. Takich, które z łatwością przytroczę do plecaka biegowego.
  • Możliwość regulacji: szukałem modelu jak najbardziej uniwersalnego, który pozwoli odpowiednio wydłużyć się na zejściach i skrócić na podejściach. Nie każdy model kijów stricte biegowych daje taką możliwość.

Kierując się powyższymi kryteriami, zdecydowałem się na nową parę kijów. Wybór został dokonany w pełni świadomie, ale czy praktyka potwierdzi, to co wydawało się słuszne w teorii? Trzeba było to sprawdzić w terenie.

Wczytuję galerię

Kije trekkingowe Robens Rydal C66 – sprawdzian uniwersalności podczas tatrzańskich jednodniówek

Pierwsze pakowanie i drobna konsternacja – jak przytroczyć kije do zewnętrznych pętelek plecaka trekkingowego? Niestety nie da się. To znaczy może i się da, ale będzie to nieefektywne. Nie ma jednak czym się zbytnio przejmować – wystarczy jedynie zmienić przyzwyczajenie. Kije trekkingowe Robens Rydal C66 wyposażone są w pokrowiec ze ściągaczem, a ponieważ to model bardzo kompaktowy (po złożeniu, ich długość to zaledwie 37 cm), możemy schować je w bocznej kieszeni na butelkę lub w głównej komorze plecaka.

Kije trekkingowe Robens Rydal C66

Tatrzańskie szlaki to dobre miejsce dla kijów Robens Rydal C66. (fot. Grażyna Marciniak)

Moje kije trekkingowe Robens Rydal C66 pierwszy raz zostały użyte w Tatrach, podczas wędrówki z 24-litrowym plecakiem. Wrażenia? Jak najbardziej pozytywne! Regulowane pętle nadgarstkowe oraz gąbkowa rękojeść zapewniają optymalny i pewny chwyt. No i ta lekkość! Szczególnie odczuwalna, gdy nowe kije porównuję do ich aluminiowych poprzedników. Zauważyłem też, że wolframowe końcówki zapewniają bardzo stabilne podparcie zarówno na suchych kamieniach, jak i podczas pokonywania strumieni.

Widać też, że producent postawił na wysokiej klasy materiały oraz zadbał o jakość wykonania. Nic nie trzeszczy, wszystkie elementy są ze sobą bardzo dobrze spasowane. Kije trekkingowe Robens Rydal C66 pierwszy sprawdzian zaliczyły pozytywnie. Bez wątpienia to model z wyższej półki.

Kije trekkingowe Robens Rydal C66

Kije przydają się podczas pokonywania strumyków (fot. Grażyna Marciniak)

Kije trekkingowe Robens Rydal C66 – sprawdzian wytrzymałości na beskidzkich szlakach

Wiedziałem, że aluminium, mimo swojej wagi, ma jeden ważny atut – plastyczność. Takie modele, w przeciwieństwie do kijów z włókien węglowych, nie złamią się, tylko odkształcą. Dlatego trochę obawiałem się trzydniowego trekkingu z ciężkim plecakiem. Okazuje się, że obawy były niepotrzebne – kije bez problemu pomogły mi w marszu z „domem na plecach” i nie odniosły przy tym żadnego uszczerbku. Ta wytrzymałość może być efektem pewnego kompromisu. Kije trekkingowe Robens Rydal C66 nie są wykonane w pełni z włókna węglowego. Jego zawartość wynosi zaledwie  66%. Dzięki temu poprawiono ich plastyczność, ale udało się przy tym nie wpłynąć dramatycznie na wagę. Jeden kij waży ok. 220 g. Dla porównania  „konkurencyjne” kije typowo karbonowe – ważą ok. 30 g mniej.

Przez przypadek odkryłem kolejną zaletę Robens Rydal C66. Mam tu na myśli możliwość regulacji siły zacisku, bez użycia narzędzi. W poprzednim modelu wymagane było użycie śrubokręta krzyżakowego, co w terenie czasami może być trudne. Tutaj mamy śrubkę regulacyjną, którą swobodnie możemy przekręcić w palcach. Kijki okazały się pomocne przy rozstawianiu tarpa. Bez żadnych problemów utrzymały mocno napiętą konstrukcję. Sprawdzian wytrzymałości zaliczony ponad moje oczekiwania!

Wczytuję galerię

Kije trekkingowe Robens Rydal C66 – sprawdzian szybkości podczas górskich przebieżek

Czy kije są potrzebne biegaczowi w górach?

Zdania są tu podzielone tak samo, jak w przypadku dywagacji na temat „czy kije potrzebne są do trekkingu?”. Moim zdaniem, na tak postawione pytanie nie można udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Zależy to od wielu czynników, często subiektywnych. Na pewno jednym z nich jest wytrenowanie biegacza i coś, co nazwałbym zapewnieniem sobie komfortu psychicznego. Świadomość tego, że w każdym momencie możemy liczyć na dodatkowe wsparcie, pozytywnie wpłynie na morale i może dodać otuchy. Drugim aspektem jest, moim zdaniem, ukształtowanie terenu. Nagromadzenie stromych zejść i podejść na pewno przemawia za tym, by rozważyć zabranie lekkiej pary kijów. Jeśli sam (-a) masz wątpliwości i zastanawiasz się, czy to co napisałem ma dla Ciebie sens, odsyłam do bardziej szczegółowego artykułu o bieganiu z kijami.

Kije trekkingowe Robens Rydal C66

Robens Rydal C66 mają wszystkie cechy kija biegowego (fot. Paulina Marciniak)

Kije Robens Rydal C66 – czy nadają się do biegania?

Kije trekkingowe Robens Rydal C66 posiadają też wszystkie cechy profesjonalnego kija biegowego: są bardzo lekkie, wytrzymałe i – co wielce istotne – niezwykle szybko się je rozkłada. Konstrukcja, która bazuje na patencie znanym z sondy lawinowej, pozwala na sprawne rozłożenie kijów „w biegu”. Wystarczy jedną ręką złapać za środkowy segment, a drugą pociągnąć za segment z końcówką i… już! 🙂

Dla mnie wielkim plusem jest to, że górną część można dodatkowo regulować za pomocą wspomnianego wcześniej zatrzasku. Pozwala to na pracę w uniwersalnym zakresie 110 – 130 cm, a to znacznie wpływa na komfort używania na zbiegach i podbiegach. Robens Rydal C66 równie szybko się składa. Wystarczy wcisnąć guziczek blokady znajdujący się na dolnym segmencie, który wyskakuje ze środka kija po jego rozłożeniu.

Kije trekkingowe Robens Rydal C66

Troczenie kijów do plecaka biegowego to żaden problem! (fot. Paulina Marciniak)

Znów odniosę się do kompaktowości i wagi. Te dwa czynniki mają kluczowe znaczenie podczas pokonywania długich płaskich odcinków, gdzie kije na pewno by Cię spowalniały. Jeśli chwilowo nie są przydatne, to zapewne je złożysz. Co ważne: trzymanie ich w rękach nie spowoduje wówczas odczuwalnego dyskomfortu. Podczas moich biegowych prób, często nie było nawet potrzeby troczenia ich do plecaka. Świadomie z tego rezygnowałem, wiedząc, że za chwilę znów zacznie się podbieg i musiałbym je ponownie wyciągać.

Kije trekkingowe Robens Rydal C66 – podsumowanie testu

Jestem bardzo zadowolony z wyboru modelu Robens Rydal C66. Wiem, że nie ma rzeczy uniwersalnych i nadających się do wszystkiego, jednak te kije w 100% spełniły moje oczekiwania.

Dostałem, co chciałem, a nawet więcej, bo producent dodał do nich praktyczny pokrowiec i ściągane talerzyki (co jest przydatne, gdy podczas biegów chcę „urwać” kilka gramów). Oprócz tego są jeszcze gumowe końcówki w gratisie i tasiemki na rzepy, które pozwalają dokładnie spiąć elementy kija na czas transportu. Tak więc jeśli szukasz kijów biegowych lub do trekkingu, to szczerze polecam ten właśnie model. A jeśli, tak jak ja – szukasz kijów i do biegania, i do trekkingów – to trafiłeś w „10”!

Wczytuję galerię

Kije trekkingowe Robens Rydal C66 – dane techniczne

Robens Rydal C66 – dane techniczne
Długość:110-130 cm
Długość po złożeniu:ok. 37 cm
Gumowe nakładki:
Ilość segmentów:3
Końcówka:Wolfram
Materiał:Włókno karbonowe 66%
Pętla:Pasek
Rękojeść:Pianka EVA
System blokowania:Zewnętrzny
Talerzyki duże:
Talerzyki małe:V
Waga:ok. 223 g (jeden kijek)

Autor testu: Rafał Marciniak

Udostępnij

W Temacie

Strona wykorzystuje pliki cookies w celach wyłącznie statystycznych. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były instalowane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na wykorzystanie plików cookies. Dowiedz się więcej.