Czy buty 3/4 z membraną GORE-TEX mogą być dobrym wyborem na lato? Czy plecak z siatką dystansową ma sens? Testowane Salomon X Ultra 5 Mid GTX i Aerotrek 30 udowadniają, że jak najbardziej.
Tym razem na testy trafiły do mnie produkty z najnowsze kolekcji Salomon. Tej marki chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Nawet osoby w żaden sposób nie związane z outdoorem czy sportem z pewnością dobrze ją znają. W ostatnim czasie buty i akcesoria Salomon szturmem zdobyły polskie chodniki, a logo producenta można często ujrzeć nie tylko w górach, ale też w samym centrum miasta. Do mnie trafiły jednak produkty typowo outdoorowe. Już na pierwszy rzut oka wydawały się doskonałym wyborem na szybkie wyprawy w teren w cieplejszej części roku. Czy rzeczywiście buty z GORE-TEX-em mogą się sprawdzić w takich warunkach? Tego właśnie chciałem się dowiedzieć.

Jak to powiedziała moja żona po wyjęciu butów z pudełka – “o, w końcu ładne buty trekkingowe”. Trudno się z tym nie zgodzić. Ten model ma w sobie to coś, co przyciąga spojrzenia, a jego konstrukcja powinna usatysfakcjonować nawet miłośników tradycyjnych rozwiązań. Testowane buty Salomon X Ultra 5 Mid GTX są bardzo lekkie i wagowo są zbliżone do modeli sportowych. Dla starszych miłośników gór pewnie nie zasługują na miano “prawdziwych butów trekkingowych”, ale też nie taka jest ich rola. Sam producent klasyfikuje je jako lekkie buty hikingowe na wycieczki z lżejszym plecakiem.

Buty Salomon X Ultra 5 Mid GTX wygodnie leżą na nodze i świetnie otulają stopę. Dół buta wykończony jest naturalną skórą, co dobrze wróży mu na przyszłość w kwestii wytrzymałości. Do tego przód został wyposażony w sztywną ochronę palców, która skutecznie zabezpiecza przed każdym kamieniem czy korzeniem. Panele w środkowej części cholewki wykonane są z bardzo lekkiej, ale mocnej siateczki. Dzięki wsparciu membraną GORE-TEX całość chroni przed wodą.

Charakterystycznym elementem testowanych butów Salomon X Ultra 5 Mid GTX jest system wiązania. Jedna z wąskich taśm, przez które przewleczone są sznurówki, została zastąpiona szerokim pasem ze skóry. Jest to niejako przedłużenie systemu ADV-C, czyli Advanced Chassis. To usztywnienie w podeszwie buta oraz z boku, zwiększające stabilność stopy i pięty. Jedyne, czego może zabraknąć do pełni szczęścia, to blokada sznurówek w pierwszych haczykach, żeby inaczej napiąć dolną i górną sekcję wiązania. Jeśli chcemy to zrobić, trzeba wykonać dodatkowy węzełek, bo inaczej sznurówki rozkładają napięcie równomiernie na całej wysokości butów. Nie są to jednak buty wysokogórskie, więc to tylko drobna niedogodność.
Na pierwszy ogień poszły kamieniste beskidzkie szlaki ze stromymi podejściami i zejściami. Pierwsza wycieczka miała być delikatnym zapoznaniem z butami, a skończyło się na 20 kilometrach. Co ważne buty Salomon X Ultra 5 Mid GTX od samego początku świetnie współpracowały z moimi stopami. Przez cały dystans nie pojawił się na nich żaden pęcherz czy otarcie. Po prostu założyłem buty prosto z pudełka i mogłem ruszać na podbój szlaków. Duża w tym pewnie zasługa wygodnych wkładek Ortholite. Tutaj od razu uwaga. Zastosowane wkładki mają wyraźnie wyprofilowany łuk stopy. Dla mnie nie stanowiło to problemu, natomiast jeśli jesteście przyzwyczajeni do bardziej płaskich wkładek, to tutaj na pewno poczujecie różnicę.

Może Was trochę zaskoczę, ale póki co nie miałem okazji przetestować wodoodporności butów Salomon X Ultra 5 Mid GTX. Powiem więcej, jestem pewien, że znam wynik tego testu, bo jeszcze nie spotkałem się z butami wyposażonymi w GORE-TEX, które by mnie pod tym względem zawiodły i zaczęły przeciekać. Bardziej interesowało mnie jak buty będą się zachowywać w wysokich temperaturach, gdzie membrana powinna być największym minusem.

Nieco obawiałem się pierwszej wycieczki w temperaturze około 25°C, jednak jak się okazało zupełnie niesłusznie. Buty Salomon X Ultra 5 Mid GTX są naprawdę lekkie, a ich oddychalność pozytywnie mnie zaskoczyła. Pomimo użytkowania grubych, trekkingowych skarpet, stopa miała zapewniony komfort. Oczywiście nie jest to przewiewny but z samą siateczką, ale w żadnym momencie nie miałem poczucia, że noga już “pływa” w bucie. Ponadto na koniec dnia w butach było ledwie wilgotno. To bardzo pozytywne zaskoczenie. Moim zdaniem testowane buty świetnie spiszą się do temperatur w granicach nawet 30°C. Jeśli rzeczywiście będziecie używali tych butów głównie latem, możecie rozważyć wersję z niską cholewką. Jeśli natomiast potrzebujecie uniwersalnego buta z lekkim wsparciem kostki na wiosnę, lato i wczesną jesień, to ten model będzie idealnym wyborem.
Buty Salomon X Ultra 5 Mid GTX są wyposażona w podeszwę Salomon Contagrip o bardzo wszechstronnej rzeźbie. Dość głęboki i agresywny bieżnik sprawia, że buty świetnie sprawdzają się w piachu i na trawie. Jednocześnie guma jest na tyle miękka, że nie ześlizguje się na skałach. Przednia część podeszwy jest dość miękka i łatwo się zgina. Przez to buty przypominają nieco modele sportowe. Na szczęście śródpodeszwa jest na tyle gruba, że wycieczka po kamienistym szlaku nie męczy stóp. Owszem, czuć podłoże, ale bez przesady. Zupełnie inne odczucie jest natomiast pod piętą. Tutaj miałem wrażenie naprawdę solidnej warstwy pianki amortyzującej każdy krok. Przypuszczam, że to właśnie dzięki temu buty są równie wygodne na górskim szlaku, jak i na asfalcie czy betonowych płytach.

Jeśli szukacie lekkich butów 3/4, które zapewniają maksymalny komfort w czasie wyższych temperatur, a jednocześnie ochronią przed wodą, to właśnie je znaleźliście. Moim zdaniem to jedne z lepszych butów hikingowych dostępnych teraz na rynku. Jeśli miałbym na siłę szukać wad, to jest nią charakterystyczny dźwięk przy prostowaniu się cholewki buta. Nie przeszkadza on jakoś bardzo i ciężko go wysłyszeć, tym niemniej jest. Być może jest to wina tego, że mam dość szczupłą stopę i cały materiał cholewki dość mocno pracuje. Przypuszczam, że dźwięk ten zaniknie po jakimś czasie.

Plusy butów Salomon X Ultra 5 Mid GTX:
Minusy:
Plecaki z siatką dystansową na stałe zagościły w ofercie wszystkich czołowych marek outdoorowych. Ja również miałem swego czasu epizod z takim rozwiązaniem innego producenta. Wtedy był to plecak o znacznie większej pojemności i niestety problemy z jego sensownym pakowaniem sprawiły, że zamieniłem go na tradycyjny system nośny. Do tego modelu podszedłem jednak zupełnie inaczej. Potrzebowałem bowiem plecaka na jednodniowe wycieczki oraz do jazdy na nartorolkach terenowych, który zapewni mi maksymalną wentylację w czasie letnich upałów. Pojemność nie była tutaj priorytetem.

Plecak jest dość duży. Zarówno w kwestii jego długości (na wzrost ok. 187 cm wybrałem rozmiar plecaka M/L) jak i objętości. Po wypakowaniu z daleka można odnieść wrażenie, że to plecak 40-45 litrowy. To oczywiście złudzenie, bo plecak jest znacznie oddalony od pleców. Mocno wygięty stelaż z jednej strony przeszkadza w wygodnym pakowaniu (np. laptopa, kiedy jedziemy do pracy), ale z drugiej strony pozwala na swobodny przepływ powietrza, dzięki czemu plecy są naprawdę skutecznie wentylowane. Coś za coś.

Jest jeszcze jeden drobny minus stelaża. Jeśli planujemy wypchać plecak “na maksa”, tak jak modele z tradycyjnym systemem nośnym, możemy się zdziwić, że stelaż ulegnie odkształceniu. W tym modelu nie powinniśmy “dopychać nogą” zawartości. Jeśli nam się to zdarzy, to po wyjęciu sprzętów stelaż wraca do swojej pierwotnej formy, więc bez obaw. Ja jednak zawsze pakowałem go z wyczuciem.

System nośny opisałem już częściowo w poprzednim akapicie. Siatka naprawdę działa i wentyluje. Warto natomiast wspomnieć o pasach ramiennych, które swoim kształtem w znacznej mierze przypominają te znane z kamizelek biegowych. Powiem szczerze – miałem obawy, czy nie będę się w nich za bardzo grzał. Materiał, z którego zostały wykonane jest jednak na tyle przewiewny, że zupełnie nie zwraca się na niego uwagi. Oczywiście, przy większym wysiłku pasy ramienne są wilgotne, natomiast wystarczy odstawić plecak dosłownie na pół godziny, a momentalnie wysychają. Jeśli system nośny, to też pas biodrowy. Ten zastosowany w plecaku Salomon Aerotrek 30 jest bardzo komfortowy. Mam wrażenie, że rozcięcie go na dwie części sprawia, że wygodniej leży na biodrach. Nie jest on wypinany, więc jeśli będziecie korzystać z plecaka na co dzień, to konieczne będzie jego zapinanie. Jest na tyle duży, że przy noszeniu plecaka z niezapiętym pasem, może się on w coś wkręcić albo zahaczyć.

Nie wiem dlaczego, ale większość plecaków o pojemność około 30 litrów jest otwierana tylko od góry. Żeby znaleźć potrzebną rzecz, często musimy się przekopać przez całą zawartość plecaka. Na szczęście w testowanym przez mnie Salomon Aerotrek 30 projektanci spisali się na medal. Zamek komory głównej przedłużyli na cały prawy bok plecaka. Tak, możecie otworzyć komorą główną na całej jej długości. To zupełnie zmienia postać rzeczy, szczególnie w przypadku plecaka ze stelażem z rozpiętą siatką. Dzięki temu mamy szybszy, bezpośredni dostęp do całej komory, a wyciągnięcie schowanego na dnie hamaka czy batonika nie stanowi żadnego problemu.

Plecak jest jednym z bardziej funkcjonalnych modeli jakie widziałem i jak na 30 litrów pojemności posiada wiele skrytek. Na górze plecaka znajduje się dostępna z zewnątrz kieszeń z zamkiem, idealna na okulary/portfel/czapkę/rękawiczki czy co tam jeszcze lubimy mieć pod ręką. Szeroko otwierana komora główna posiada przegrodę na bukłak. Wewnątrz plecaka, w górnej części, znajdziemy też małą kieszonkę z suwakiem na dokumenty czy klucze.

Na zewnątrz plecaka mamy do dyspozycji dużą, siatkową, otwartą kieszeń na przedni panelu i dwie boczne kieszonki na butelki. Na pasach ramiennych umieszczono elastyczne kieszenie na softflaski lub cokolwiek innego, co będziemy chcieli w nich umieścić. Całość dopełnia kieszeń na pasie biodrowym. W pierwszym momencie byłem trochę zawiedziony, że jest tylko z jednej strony, ale jej wielkość i wygoda użytkowania nadrabiają tę małą niedogodność z nawiązką. Do tego wszystkiego mamy oczywiście pętelki do mocowania kijów, czy nawet czekana. Na przednim panelu z łatwością zamocujemy lampkę, kiedy będziemy wieczorem wracali na rowerze. Pod względem schowków wydaje się to być model kompletny i w czasie jego użytkowania zupełnie niczego mi w tej kwestii nie brakowało.
Plecak Salomon Aerotrek 30 ma zacięcie sportowe, więc możliwość łatwego uzupełniania płynów jest wpisana w jego DNA. Widać, że w zamyśle projektantów w głównej mierze jest przeznaczony do korzystania z softflasków. Dwie kieszenie na pasach ramiennych, ze specjalnymi gumkami zapobiegającymi zbyt głębokiemu wsuwaniu się softflasków, pozwalają w pełni wykorzystać ich możliwości. Próbowałem pić z softflasków, ale to rozwiązanie mnie nie przekonało. W moim przypadku w tych kieszonkach podróżowały batoniki, które zawsze były pod ręką. Na szczęście projektanci Salomona wzięli pod uwagę też miłośników bukłaków. W środku plecak jest pętelka do podwieszenia bukłaka i otwór do poprowadzenia rurki. Gumka na pasie ramiennym sprawi, że rurka się nigdzie nie obija. Zadbano też o miłośników zwykłych butelek. Boczne kieszenie są umieszczone bardzo dobrze, dzięki czemu włożenie i wyciągniecie z nich butelki nie nastręcza żadnych problemów. Dla każdego coś miłego!

Plecak spisał się na medal. Jak na razie odwiedził ze mną Beskidy i był nad morzem. Świetnie spisał się zarówno w czasie pieszych wędrówek oraz na nartorolkach terenowych. Obstawiam, że równie dobrze sprawdzi się w razie potrzeby na rowerze. Całość jest lekka, oferuje doskonałą wentylację, wiele funkcjonalnych kieszeni i świetnie trzyma się na plecach! Plecak ideał? W zasadzie tak. Jeśli tylko nie przeszkadza wam wypukłość w głównej komorze, to kupujcie go śmiało.

Plusy plecaka Salomon Aerotrek 30:
Minusy:
Strona wykorzystuje pliki cookies w celach wyłącznie statystycznych. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były instalowane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na wykorzystanie plików cookies. Dowiedz się więcej.