VAUDE. Wymowa jest całkiem prosta: VD czytane w języku niemieckim – fau’de. Już wiecie, że marka pochodzi z Niemiec. A nazwa? VD, czyli inicjały założyciela, górskiego pasjonaty, Albrechta von Dewitza.
Firma zaczynała od produkcji sprzętu wspinaczkowego (którego nie ma już w ofercie) oraz od własnej kolekcji plecaków. Teraz w ofercie VAUDE znajdziemy szeroką ofertę odzieży przeznaczonej do różnych outdoorowych aktywności, śpiwory, namioty oraz pokaźną kolekcję akcesoriów rowerowych.
Na swoim koncie mają też sporo działań, które zaliczylibyśmy dziś do CSR czyli społecznej odpowiedzialności biznesu. Jedne są dla marek outdoorowych zupełnie naturalne jak choćby sponsoring Niemieckiego Klubu Alpejskiego, ale inne są zupełnie niecodzienne – na przykład otwarcie własnego domu dziecka. Bardzo ważna dla VAUDE jest ekologia, ale wszelkie działania proekologiczne to w dzisiejszych czasach na szczęście norma.
Przyzwyczailiśmy się do zaangażowania firm związanych z outdoorem w ekologię i nie poświęcamy temu już tak wiele uwagi jak niegdyś, warto jednak wspomnieć o kilku faktach. Marka Vaude stworzyła swoją własną sieć recyklingową oraz była pierwszym producentem sportowym, który spełnił bardzo wyśrubowane wymagania standardu tekstylnego bluesign i pierwszą firmą outdoorową, która otrzymała certyfikaty ekologiczne.
Współpracowali z niemieckim oddziałem WWF (World Wildlife Foundation), wprowadzili produkty oznaczone zielonym znakiem Green Shape (przyznawanym produktom przyjaznym dla środowiska), a swoją siedzibę uczynili neutralną dla klimatu.
Mało tego, otrzymali tytuł lidera Fair Wear Foundation, co oznacza, że co najmniej 90% swojej całkowitej produkcji Vaude wytwarza w zakładach monitorowanych zgodnie z surowymi wymogami FWF. Vaude podpisało też zobowiązanie Greenpeace Detox, oznaczające eliminację wszelkich szkodliwych substancji z całego łańcucha dostaw oraz wyprodukowało kolekcję wolną od PFC. A to wszystko wydarzyło się w latach 2010-2016.
Zaskoczeni? My też, ale mamy jeszcze jedną ciekawostkę! Kilka lat temu w kolekcji pojawiły się produkty, które zostały wytworzone z resztek materiałów przez uchodźców, którzy stali się stałymi pracownikami firmy. Był to projekt łączący działania na rzecz integracji i zrównoważonego rozwoju.
Po tym długim, ale jak sądzimy ciekawym i wartym uwagi wstępie przejdźmy do naszych wrażeń po przetestowaniu zestawów odzieżowych niemieckiej marki VAUDE.
Do przetestowania mieliśmy sety skiturowo-trekkingowe:
Na pierwszy rzut oka wszystko wyglądało świetnie. Ciekawe połączenie kolorów i lekkość. Zestawy bardzo przypadły nam do gustu, wzięliśmy je więc w góry… i na skitury!

Spodnie są zawsze tym elementem garderoby, o którego dopasowanie obawiam się najbardziej. Naprawdę ciężko mi dobrać odpowiedni model i rozmiar, a w tym przypadku nie miałam możliwości wcześniejszego ich przymierzenia. Trudno. Jak się uda, to się uda. Na szczęście to był strzał w dziesiątkę! Spodnie są naprawdę wygooodne, a chyba właśnie wygoda jest najważniejszym kryterium przy wyborze spodni górskich. Nie uwierają, dobrze pracują z ciałem, nic się nie wrzyna. Z tyłu znajduje się elastyczny pasek, dzięki czemu nawet jeśli nie trafimy idealnie z rozmiarem, mamy margines pozwalający na niewielki błąd. Spodnie wyposażone są dodatkowo w szlufki, więc łatwo dopasujemy je za pomocą paska. Ostatecznie to właśnie muszę uczynić, ponieważ mam z nimi ten sam problem co zawsze. W udach jest OK, w pasie spadają.
Spodnie softshellowe Vaude Larice Pants IV to model, który dzięki rozszerzanym nogawkom sprawdzi się zarówno podczas zimowego trekkingu, jak i wypadów skiturowych, co zostało przeze mnie dokładnie przetestowane. Mogę potwierdzić że da się je bez problemu nałożyć na buty skiturowe.
Po obu bokach znajdują się zamki wentylacyjne, dzięki czemu mamy możliwość termoregulacji podczas szybszych i bardziej intensywnych podejść. Znakomitym rozwiązaniem jest to, że dolna część nogawki została wzmocniona materiałem Cordura®, co przydaje się na przykład tych podejściach, na których musimy użyć raków. Vaude pomyślało też o bezpieczeństwie –dzięki odblaskowym elementom widać nas z daleka.
Czy jest coś, czego brakowało mi w spodniach VAUDE Larice Pants IV? Tak. Kieszeni na udzie, gdzie mogę schować telefon i w razie potrzeby szybko po niego sięgnąć. Wprawdzie boczne kieszenie pod pasem są naprawdę pojemne i telefon się tam spokojnie zmieści, jednak niestety krępuje wtedy ruchy.

Ten model z pewnością zainteresuje skiturowych zmarzluchów oraz zapaleńców, którzy nie rezygnują ze skiturowania nawet wtedy gdy temperatura spada grubo poniżej zera. Krótkie spodenki ubierane zimą w czasie skituringu to dodatek, który może przydać się każdemu. Dzięki nim zapewniamy sobie podwyższony komfort termiczny, który w czasie dłuższych wypadów lub w przypadku cięższych warunków pogodowych jest naprawdę ważny. Naszym zdaniem, spodenki są również ciekawą opcją na typowo wiosenne tury, gdy temperatury są wyższe, a słońca na niebie jest coraz więcej. Vaude Sesvenna Shorts III śmiało założyć można bezpośrednio na legginsy, nie martwiąc się o przegrzanie. Jak widać, możliwości wykorzystania tego typu odzieży jest więcej niż nam się początkowo wydaje.
Vaude Sesvenna Shorts III wypełnione są syntetyczną ociepliną PrimaLoft Silver, która klasyfikowana jest jako pośrednia wersja ociepliny, między PrimaLoft Gold (najbardziej zaawansowaną) a Black (podstawową). Zewnętrzny materiał wykorzystuje technologię Eco Finish, chroniącą materiał przed lekką wilgocią.
Najbardziej funkcjonalnym rozwiązaniem w testowanych spodenkach jest moim zdaniem zamek na całej długości nogawek. Umożliwia bowiem zakładanie spodenek bez zdejmowania butów skiturowych. To bardzo praktyczne rozwiązanie, dzięki któremu po dotarciu na szczyt czy po prostu zatrzymując się gdzieś w terenie bez problemu możemy założyć na siebie dodatkową warstwę docieplającą. Producent postawił tutaj na komfort i wygodę. Pas jest elastyczny i dodatkowo regulowany ściągaczem, a na udzie znajdziemy funkcjonalną siateczkową kieszeń, do której możemy schować rzeczy, do których potrzebujemy mieć szybki dostęp.

Testowana bluza to lekki, klasyczny polar, wykonany z przyjemnego w dotyku syntetycznego materiału. Producent postawił w tym przypadku na prostotę i na próżno szukać tutaj zaawansowanych technologii. Bluza jest dość cienka, pakowna i posiada zamek rozpinany na ½ długości. W naszym przypadku, bluza świetnie sprawdziła się podczas podchodzenia nałożona jako druga warstwa ubioru na bieliznę termoaktywną. Dobrze pamiętać, że testowany model nie jest odporny na wiatr i nie zastąpi klasycznego softshella. Jeżeli jest wam zimno nawet podczas podchodzenia i wolicie mieć na sobie coś grubszego, to model Larice HZ Fleece Jacket może okazać się niewystarczający. Sugerujemy więc wybór tego produktu na skitury lub trekking w nieco wyższych temperaturach i przy pewnej pogodzie oraz tym, którym z zasady jest raczej ciepło na podejściach. Gramatura bluzy zapewnia jej dużą wszechstronność i pozwoli na użytkowanie jej nie tylko w typowo zimowych warunkach.

Ta kurtka to górna warstwa naszej skiturowo – trekkingowej garderoby. Korzysta z materiału PrimaLoft Silver Eco i może być świetną alternatywą dla klasycznych (raczej tych cieńszych) kurtek puchowych. Sesvenna Jacket IV to model o pośredniej gramaturze – 60 g/m2. Nie będziemy kłamać – kurtka jakoś bardzo dobrze nie izoluje. Jest dobrą opcją na jednodniowe wypady we w miarę dobrą pogodę. Dla osób pracujących na niższym tętnie będzie dobra nawet na podejścia. Sprawnie odprowadza wilgoć, w czym na pewno pomagają jej niedocieplone elementy od pachy w dół do łokcia i biodra. W skrócie – nie przepociliśmy się w niej.
Kurtka jest bardzo dobrze dopasowana. Krój jest raczej FIT niż REGULAR. Duży plus należy się za dwukierunkowy zamek oraz otwory na kciuki w mankietach rękawów. Sesvenna Jacket IV została pokryta wykończeniem VAUDE Eco Finish, które zabezpiecza przed szybkim namakaniem. Nie jest to jednak kurtka wodoodporna. Dla nas to model idealny na wspomniane wcześniej jednodniowe wycieczki we w miarę dobrych warunkach i przy słabym wietrze.

Jeśli warunki są niekorzystne (co przytrafiło się nam raz podczas testowania setów w Tatrach), na pomoc przychodzi Vaude Simony 2,5L Jacket IV. Ta kurtka przeciwdeszczowa wykonana jest z 2,5-warstwowego laminatu. Skutecznie ochroniła nas przed przeszywającym wiatrem. Oprócz tego jest naprawdę turbo lekka i bardzo mała po spakowaniu. Kiedy wzięłam ją do ręki po raz pierwszy, byłam szczerze zdziwiona tym jak jest cienka. Zastanawiałam się, czy wobec tego będzie dobrze chronić przed deszczem i wiatrem. Teraz nie mam co do tego wątpliwości.
Myślałam również, że przez wspomniane cechy będzie bardzo delikatna. Póki co, zaliczyłam w niej jedną solidną glebę na nartach i wyszła z tego bez szwanku, więc chyba nie jest tak źle!
Kurtka wyposażona jest w wywietrzniki pod pachami, regulowany kaptur, mankiety z możliwością regulacji i dwie boczne kieszenie. Duży plus dostaje ode mnie za łatwość odpinania zamków w rękawiczkach. Ma bardzo wysoką gardę, ale czy to dobrze? To już rzecz gustu. Przy dużym wietrze byłam szczęśliwa, że mogę się nią zakryć po same okulary. Na minus – kaptur nie do końca dobrze układał mi się na kasku skiturowym. Przetestowałam to później jeszcze z kaskiem wspinaczkowym i było dużo lepiej ;- ). Kurtka Vaude Simony 2,5L Jacket IV na pewno zagości u nas na jeszcze niejednym wypadzie w góry!

Przetestowany przez nas set niemieckiej marki VAUDE, to dobry wybór, jeżeli szukasz odzieży wszechstronnej, którą można wykorzystać na skiturach, ale i w czasie innych górskich aktywności. Producent oferuje produkty wykonane z najwyższej jakości materiałów, które zakupić można w naprawdę korzystnych cenach!
Test wykonali dla Was Patrycja Chudy i Tomek Świerkot.
Strona wykorzystuje pliki cookies w celach wyłącznie statystycznych. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były instalowane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na wykorzystanie plików cookies. Dowiedz się więcej.